sobota, 25 lutego 2017

Przemysław Piotrowski - "Droga do piekła"

Tytuł: Droga do piekła
Autor: Przemysław Piotrowski
Stron: 344
Gatunek: groza, horror, fantastyka, literatura polska, kryminał, thriller, sensacja
Wydawnictwo: Videograf
ISBN: 978-83-78305500-7


Autor zadebiutował zaledwie trochę ponad rok temu. Jego książka "Kod Himmlera" została przyjęta na prawdę dobrze. Ja nie miałam okazji jej czytać. Chociaż po tej pozycji mam ochotę to wydaje mi się, że tematyka nie będzie moja. A co dostałam tutaj?

John Pilar jest z pochodzenia polakiem. Aktualnie mieszka w Nowym Jorku i wiedzie dość szczęśliwe  życie. Ma trójkę dzieci i żonę, rzucił wojsko by być z rodziną, a zaczął prowadzić siłownie. Niestety nie cieszy się tym wszystkim zbyt długo. Pewnego dnia wracając z pracy zastaje w domu zamordowane dzieci i ledwo żywą żonę, która również umiera. John zostaje oskarżony za morderstwo bliskich i skazany na karę śmierci mimo, że nie wiele rzeczy wskazuje na winę Pilara. Gdy dochodzi do egzekucji i kat wstrzykuje mu śmiertelną truciznę okazuje się, że to nie koniec jego podróży. John budzi się w innym miejscu, a to co go otacza prócz gęstej mgły to ohydny zapach siarki...

"Kiedyś piekłem nazywał Afganistan, Irak czy Syrię, ale tak na prawdę nie zdawał sobie sprawy z potęgi tego słowa. Ale jeśli od tysięcy lat ludzie wierzą w Boga, to muszą także w Szatana"*

Lucas Pilar jest młodszym bratem Johna i byłym policjantem. Od początku nie wierzy w jego winę. Kiedy zaś przygotowując pogrzeb okazuje się, że zamiast trumny z ciałem dostaje urnę z prochami jest już praktycznie pewien, że coś jest nie tak. W końcu John od początku mówił, że chce być pochowany w wojskowym mundurze i z flagą. Mimo problemów z alkoholem Lucas w dalszym ciągu ufa swojej intuicji, więc zaczyna grzebać. Wciąga w to wszystko młodą dziennikarkę Rose Parker, która rządna jest sukcesów zawodowych. Dla ciekawego i mocnego tematu zrobi wszystko, a udowodnienie, że naczelnik więzienia nie jest krystalicznie czysty może być właśnie tego typu tematem.

Okazuje się jednak, że cała sprawa nie jest taka prosta, a z każdym dniem Lucas i Rose zagłębiają się w świat niewyobrażalnej przemocy, brutalności, okrucieństwa i pierwotnego zła... Sam naczelnik zaś jest jednym z wielu pionków w całej grze.

Czy uda im się oczyścić Johna z zarzutów? Do czego dokopią się poszukując prawdy? Kto w to wszystko jest wplątany i czy piekło istnieje naprawdę? 

Musze przyznać, że książka mnie zaskoczyła mimo, że po pewnym czasie zaczęłam podejrzewać o co może chodzić. Bardzo spodobało mi się zakończenie. Mimo, że momentami pozycja była wulgarna i na prawdę mocna - szczególnie jeśli chodzi o przedstawienie piekła. Ale powiedzmy sobie szczerze... Jeśli autor chciał  pokazać nam piekło to nie bardzo miał wybór by pokazać nam je inaczej. W końcu jeśli ono istnieje to jest karą za grzechy, a to nie może być ani miłe, ani łatwe ani tym bardziej przyjemne...

Dynamika oraz ciekawa fabuła robią wrażenie jednak książka na pewno nie jest dla ludzi o słabych nerwach i żołądkach oraz tych, którzy nie tolerują przemocy. Dla mnie pozycja warta uwagi i nie żałuję, że po nią sięgnęłam. 

* - Cytat z "Droga do piekła" Przemysław Piotrowski, str. 186


<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf

Sebastian Fitzek, Michael Tsokos - "Odcięci"

Tytuł: Odcięci
Autor: Sebastian Fitzek, Michael Tsokos
Stron: 368
Gatunek: Thriller, kryminał, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-241-6031-0

Z Sebastianem miałam okazję spotkać się już kilkukrotnie i na pewno nie zakończę z nim przygód do póki będzie pisał. Z Tsokosem spotkałam się po raz drugi i zdecydowanie nie ostatni. Ci Panowie prócz talentu mają dodatkowo "to coś" co powoduje, że czytając przenosimy się do innego świata - nie koniecznie lepszego...


"Chodzi o sądy, które silniej karzą przestępców podatkowych niż pedofilów. O psychologów, którzy zalecają przepustki dla gwałcicieli, jak tylko odkryją jakąś traumę w ich dzieciństwie, podczas gdy mnie za moje nielegalne kasyna, najchętniej zamknęli by do izolatki."*

Właśnie ten konkretny cytat wprowadza nas w to co Sebastian i Michael ukryli na stronach tej powieści...

Paul Herzweld pracuje w Federalnym Urzędzie Kryminalnym. Jest profesorem medycyny sądowej, ekspertem jeśli chodzi o ekstremalne przypadki. Potrafi odczytywać wskazówki, dowody i ślady nawet z najbardziej bestialsko okaleczonych ofiar. Jednak chyba nawet on nie spodziewał się tego co go spotka w ciągu najbliższych kilku godzin. 

Podczas sekcji zwłok zmasakrowanej kobiety znajduje w jej głowie kapsułkę, a w niej numer telefonu. Wszystko było by do opanowania, gdyby nie fakt, że należy on do... jego córki. Komórka jest wyłączona i działa tylko poczta głosowa. Zostawiona na niej wiadomość nie pozostawia złudzeń, że Hannah jest w poważnym niebezpieczeństwie i zginie jeśli Paul powiadomi policję. Ma czekać na wskazówki i informacje...

W tym samym czasie na odludnej wyspie Helgoland młoda rysowniczka komiksów Linda szuka schronienia. Chce odetchnąć, odpocząć i się uspokoić. Niestety nie jest jej to pisane, bo na plaży znajduje zwłoki mężczyzny, a obok telefon z nieodebranymi połączeniami z jednego numeru telefonu...

Paul próbuje się dodzwonić do córki, Linda postanawia oddzwonić na wyświetlający się na komórce numer. I tak losy lekarza i dziewczyny się splatają, a tego co ich czeka pewnie nigdy nie zapomną...

Kto i dlaczego porwał córkę Herzwelda? Ile osób zginie nim Paul do niej dotrze? Czy dziewczyna przeżyje? Do czego zmuszona zostanie Linda? Czym zawinił lekarz, że ktoś zagraża najbliższej mu osobie?

"I proszę się nie martwić. Nie popełniłem oszustwa podatkowego tylko zabiłem człowieka. To co może mi się stać?"**

Tak sobie myślę, że te dwa cytaty z książki są tak strasznie prawdziwe, że to aż boli. Łatwiej i lepiej jest zabić lub skrzywdzić niż ukraść czy oszukać. To co ukazali tu Sebastian i Michael robi wrażenie, ale też niestety przez swoją realność rani i trafia w czuły punkt - szczególnie poszkodowanych. Zasiadając do tej książki odkryjecie słabe punkty sądownictwa ogólnie. Chyba każdy z nas świadom jest, że kary nie są adekwatne do popełnionego czynu i tu zostaje to ukazane. 

Osobiście polecam tę książkę każdemu kto nie boi się brutalnych opisów i krwi. Miłośnikom mocnych wrażeń, ale i o mocnych nerwach.

* - Cytat z "Odcięci" Sebastian Fitzek, Michael Tsokos, str. 260
** - Cytat z "Odcięci" Sebastian Fitzek, Michael Tsokos, str. 345

<Ocena: 9/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

środa, 22 lutego 2017

Wywiad z Agnieszką Pruską

Agnieszka Pruska - zdjęcie Ireneusz Skąpski
Karolina Marek: Pani Agnieszko co zapoczątkowało Pani przygodę z pisarstwem?

Agnieszka Pruska: Nie planowałam tego jako dziecko, fascynowały mnie zupełnie inne zawody i nie mogę powiedzieć, że zawsze chciałam zostać autorką. Na to, że piszę wpłynęło po pierwsze to, że czytam i to dosyć sporo, a przekrój tematyczny i gatunkowy moich lektur jest całkiem spory. Być może dla części czytelników i autorów pisanie i czytanie, to niezwiązane ze sobą czynności, ale według mnie, żeby pisać, trzeba najpierw czytać. Od dziecka byłam namiętnym czytelnikiem, oczywiście w zależności od wieku były to różne książki, ale nie pamiętam okresu, w którym bym nie czytała. Albo by mi nie czytano, bo oczywiście zanim mogłam robić to sama, musiałam liczyć na najbliższych. Byłam w tej dobrej sytuacji, że nigdy mi nie odmawiali. Kolejnym powodem była chęć sprawdzenia, czy ja też bym potrafiła napisać coś sensownego, dobrze opowiedzieć jakąś historię. Do tego doszło zainteresowanie nie tylko kryminałami, ale również kryminologią, kryminalistyką czy medycyną sądową, co zdefiniowało gatunek. Jednak to nie kryminał był pierwszy, za „pióro” chwyciłam, czyli siadłam do komputera, żeby napisać książkę na życzenie córki. To powieść przygodowa ze smokami, magią i światem alternatywnym w roli głównej. Na razie leży sobie w „szufladzie”, ale jest szansa, że się to zmieni. Kryminały zaczęłam pisać po tej „wprawce”.


KM: Co wpłynęło na fakt, że pisze pani właśnie kryminały, a nie na przykład romanse jak wydawało by się przystało na kobietę?


AP: Tak, jak wspomniałam praktycznie od zawsze interesowała mnie swoista gra dobrego ze złym, czyli policjanta (detektywa, prokuratora itd.) z przestępcą, motywy działania tych ostatnich, wykorzystanie techniki w pracy policji a także świat przedstawiony w kryminałach. W związku tym czytam całkiem sporo książek związanych z tą tematyką, a nie powieści obyczajowych lub romansów. Szczerze mówiąc romansu chyba nie przeczytałam żadnego, to nie mój gatunek. Do wymyślenia fabuły „Literata” bezpośrednio przyczyniło się to, że uświadomiłam sobie, na jak wiele sposobów można popełnić morderstwo. Ilość kombinacji zawierających elementy chociażby takie, jak: motyw, postać, miejsce, czas, przyczyna, narzędzie zbrodni, stróże prawa, czy wiek ofiary jest naprawdę olbrzymia. W moim przypadku pisanie kryminałów pozwala mi na sprawdzenie, czy potrafię połączyć wszystkie wątki i logicznie uzasadnić postępowanie przestępcy w wymyślonej przeze mnie fabule, to trochę tak jak rozwiązywanie krzyżówki. Dodatkowym bonusem jest poznawanie nowych tematów i zagadnień, na które trafiam przy planowaniu powieści i przeprowadzaniu research`u. Kryminał policyjny wymaga trzymania się realiów, a te trzeba sprawdzić. 


KM: Osobiście miałam okazję przeczytać Pani pierwszą powieść pt. "Literat" i zacząć drugą pt. "Hobbysta". Już na wstępie zostałam pozytywnie zaskoczona. Skąd pomysł akurat na imię Barnaba dla głównego bohatera i czy przy tworzeniu jego przygód inspirowała się Pani czymś lub kimś czy może poszła pani na tak zwany żywioł?

AP: Obdarowując swojego bohatera takim imieniem nie przypuszczałam, że będzie budziło tyle pytań . Tak ma na imię kolega mojej córki, bardzo mi się ono podoba, na dodatek jest dosyć rzadko spotykane, stąd wybór. Jeżeli chodzi o samą postać nadkomisarza, to w momencie, kiedy zaczął powstawać „Literat” byłam po przeczytaniu serii kryminałów skandynawskich. Dosyć mrocznych, z bohaterami mającymi problemy praktycznie ze wszystkim. W ramach pewnego protestu (aczkolwiek bardzo lubię Harry’ego Hole ‘a) powstał Barnaba Uszkier. Drugim powodem było to, że chciałam skupić się na pracy policji, a nie na problemach osobistych bohaterów. Oczywiście, żaden człowiek nie żyje tylko i wyłącznie pracą, ale nie chciałam, aby kłótnie z żoną, alkoholizm lub problemy z dorastającymi dziećmi przysłoniły element kryminalny, by nie zepchnęły go na drugi plan. Wymyślając fabuły do kolejnych powieści nie opieram się na znanych mi wydarzeniach, chociaż na pewno jakieś elementy z rzeczywistości są w nich zawarte. W końcu na naszą wyobraźnię wpływa to, co widzimy i słyszymy.


KM: Nie musimy szukać daleko i głęboko, bo już na okładce "Literata" widzimy informację, że zarówno komisarz jak i Pani uprawiacie aikido. Czy prócz tego Uszkier ma jeszcze jakieś wspólne z Panią cechy?

AP: Bardzo wygodnie jest obdarzyć bohatera jakimiś swoimi umiejętnościami, bo wtedy wie się, o czym się pisze. Uszkier trenuje aikido, a nie karate, a ja mogę dosyć realnie opisać sceny walki, w których stosuje techniki aikido. Muszę jednak przyznać, że są to jedne z trudniejszych opisów, ponieważ ja widzę ruch, wiem, jak zrobić jakąś technikę, a opowiedzenie tego za pomocą słów jest zdecydowanie trudniejsze, tym bardziej, że są to sceny dynamiczne. Gdyby nadkomisarz trenował karate, musiałabym jego poczynania z kimś konsultować. Uszkier ma jeszcze dwie moje cechy: lubi czytać i lubi piwo. I na tym koniec, nie jestem zwolenniczką robienia z bohatera alter ego autora. Jest przecież tyle ciekawszych cech i umiejętności.


KM: Choć Pani powieści mają wielu bohaterów tym głównym jest komisarz. Czy fakt, że łączy Panią i Barnabę miłość do aikido powoduje, że to właśnie z nim utożsamia się Pani najbardziej czy może jednak z innym bohaterem?

AP: Uszkier nie jest samotnym łowcą i pracuje w zespole, poza tym współpracuje z technikami, lekarzem sądowym i psychologiem. Najczęściej jest to stały zespół ludzi, którzy dobrze się rozumieją i… lubią. Dzięki umiejętności współpracy z powodzeniem rozwiązują większość spraw. Jednak nie zawsze jest tak sielsko, czasem trafia się ktoś, kto nie do końca pasuje do zgranej już ekipy. Ludzie są różni, policjanci też i w kolejnej książce z Uszkierem w roli głównej będzie można coś takiego zaobserwować. Nadkomisarz powstał jako pierwsza postać, poza tym to na nim opiera się fabuła i… trenuje aikido. Jest mi najbliższy, chociaż w każdym z bohaterów jest coś, za co ich lubię, nawet jeżeli czasem denerwują mnie, bo chcieliby żyć własnym życiem i muszę ich pilnować, żeby mi w książce nie namieszali. Własnym życiem, nie słuchając mnie zupełnie, chciałby żyć aspirant Bukowski, to chyba wynika z charakteru tej postaci.


KM: Jako że polubiłam Barnabę już od pierwszej pozycji i postanowiłam śledzić dalsze jego losy wiem, że prócz "Literata" i "Hobbysty" jest jeszcze trzeci tom "Żeglarz" - który swoja drogą też posiadam. Czy planuje Pani dalsze części z komisarzem Uszkierem? A może spróbuje Pani swoich sił z innym gatunkiem lub stworzy inną serię bądź pojedyncze historie?

Autorka okładki - Anna Damasiewicz
AP: W tej chwili kończę (jestem w trakcie pierwszej korekty) czwartą powieść, której bohaterem jest nadkomisarz Barnaba Uszkier. Akcja toczy się w Gdańsku a treść jest bardzo związana z tym miastem i jego historią. Jak zwykle na tym etapie wykańczania książki już mi się „rodzą” pomysły na następną część, ale na razie tylko je spisuję. Nieodmiennie pozostaję wierna kryminałowi, ale niedługo ukaże się książka zupełnie inna niż te z Uszkierem w roli głównej. W odróżnieniu o „Literata”, „Hobbysty” czy „Żeglarza” nie jest to kryminał policyjny, chociaż trup się oczywiście pojawia. „Zwłoki powinny być martwe” będzie można przeczytać już w maju i jestem bardzo ciekawa, jaki będzie odbiór czytelników. Mam nadzieję, że się spodoba. Najprawdopodobniej „Zwłoki” doczekają się kontynuacji i powstanie druga seria, też kryminalna. Bardzo mnie korci, żeby trochę więcej o niej poopowiadać, ale nie chcę pozbawić czytelników elementów zaskoczenia. Mam już jednak zielone światło od wydawnictwa („Oficynka”) na pokazanie okładki, więc tym się mogę pochwalić.


KM: Czy któraś z trzech wydanych do tej pory powieści jest Pani najbliższa sercu, a jeśli tak to dlaczego właśnie ona?

AP: Zawsze mam wrażenie, że ta powieść, którą właśnie skończyłam jest z jakiegoś powodu najbardziej „moja”. Może dzieje się tak ze względu na poruszany temat, środowisko, w którym osadziłam akcję, a które mnie intryguje lub ciekawi, postacie, które stworzyłam, lub jakieś wątki, które uważam za istotne. Potem następuje etap planowania kolejnej książki i fascynacji innymi tematami, technikami kryminalnymi, czy miejscami. Wydaje mi się jednak, że „Literat” zawsze pozostanie książką, do której mam duży sentyment. To mój debiut i mimo że najprawdopodobniej teraz niektóre rzeczy napisałaby trochę (zupełnie?) inaczej zawsze zostanie tą pierwszą, swoistym sprawdzianem, czy w ogóle da się przeczytać to, co napisałam.


 KM: Pani Agnieszko bardzo dziękuję za rozmowę. Gratuluję dotychczasowych sukcesów i życzę kolejnych i to co raz to większych.

AP: Dziękuję

sobota, 18 lutego 2017

Dominika Van Eijekelnborg - "Kiedy będziemy deszczem"

Tytuł: Kiedy będziemy deszczem
Autor: Dominika Van Eijkelenborg

Stron: 432
Gatunek: dramat, kryminał, thriller psychologiczny, romans, literatura współczesna, literatura polska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-655-0684-9

Dominikę miałam okazję poznać już jakiś czas temu dzięki jej pierwszej powieści "Czuły punkt", który zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Był to też powód dla którego nie zastanawiałam się długo czy sięgnąć po jej kolejną pozycję jak tylko ją ujrzałam. I choć ta okazałą się być zupełnie inna to ma w sobie to coś.

Inga de Graaf jest z pozoru szczęśliwą matką i żoną. Mają psa, z którym jest trochę problemów, ale wszystko wydaje się układać. Niestety pewnego dnia kobieta wychodzi z Piratem na spacer i już nie wraca...

"Więc to już oficjalne. Tal, prowadzę podwójne życie. Sekretne drugie życie, równoległe do tego pierwszego, społecznie akceptowanego, wystawionego na pokaz jak muzealny eksponat. [...] Moje życie ma dwie strony, jedną - pieszczoną przez światło dnia - i drugą - ciemną i ukrytą. I ja mam dwie twarze, a może sto." *

Jej mąż Marc zgłasza zaginięcie żony na policji. W trakcie śledztwa odkryta zostaje korespondencja Ingi i na jaw wychodzą tajemnice kobiety, a ślady prowadzą do jej przyjaciółki oraz młodego mężczyzny...

Książka jest o tyle inna od większości, że mamy zarys zaginięcia kobiety, a potem przenosimy się w przeszłość. Powieść to wspomnienia kobiety oraz e-maile, które pisze do swojej przyjaciółki. W nich zwierza się z życia codziennego. Z trosk, smutków, problemów czy rozterek. Inga tylko w pojedynczych momentach czuje się szczęśliwa - nie kiedy jest z rodziną, ale gdy towarzyszy jej pewien młody mężczyzna. Widzimy jak bardzo człowiek może być samotny mimo, że ma bliskich, ma rodzinę. 

Jedno jest pewne. Nie jest to typowy thriller na jaki się w pewnym sensie na stawiłam. To książka psychologiczna. Świetnie ukazane studium ludzkich marzeń i rozterek, potrzeb i pragnień. Dominika stworzyła niesamowity charakter głównej bohaterki. Inga dzięki temu wydaje się być wielowymiarowa i wyrazista. Ale przede wszystkim podobna do wielu z nas. Po prostu ludzka, a nie papierowa. 

Muszę przyznać, że książka mimo, że ma trochę minusów to jednak zaskakuje. Nie wszystkiego bym się spodziewała, nie wszystko odczytałam jak należy. Momentami źle poprowadzonej pozycji brak emocji i akcji, która najbardziej nabiera tempa za połową może zniechęcić niecierpliwego czytelnika, który albo odłoży pozycję albo nisko ją oceni. Ja ostatnio nauczyłam się dawać książkom drugą szansę i w większości przypadków się to opłaca. Tu było jak dla mnie warto.

* - Cytat z "Kiedy będziemy deszczem" Dominika Van Eijkelenborg, str. 7

<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

środa, 15 lutego 2017

Ewa Ornacka, Piotr Pytlakowski - "Wojny kobiet"

Tytuł: Wojny kobiet
Autor: Ewa Ornacka, Piotr Pytlakowski
Stron: 366
Gatunek: Literatura faktu, literatura polska, reportaże, publicystyka, dokument, 
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
ISBN: 978-83-781-8733-2

Panią Ewę Ornacką poznałam dzięki książce "Tajemnice zbrodni", a to co przekonało mnie do niej jeszcze bardziej to napisana przez nią w duecie z Karoliną Szymczyk-Majchrzak powieść "Pajęczyna strachu". Obie pozycje mnie zafascynowały choć każda z nich pod innym względem, bo przedstawiały sobą też dwa odrębne światy. Pierwsza to reportaże o zbrodniach, druga fabularyzowana powieść oparta na faktach. Ale obie warte uwagi. Na "Wojny kobiet" zdecydowałam się głównie dlatego, że to kolejny zbiór reportaży. Tym razem napisana w duecie z Piotrem Pytlakowskim, którego też nie miałam okazji jeszcze poznać...

Ewa jest dziennikarką śledczą, która w 2007 roku była chroniona przez Centralne Biuro Śledcze. Autorka wielu książek mi. "Alfabet mafii" czy wymienionych przeze mnie wyżej "Tajemnic zbrodni" oraz "Pajęczyny strachu". Piotr Pytlakowski jest dziennikarzem, scenarzystą autorem oraz współautorem takich pozycji jak: "Czekając na kata", Śmierć za 300 tys." czy "Agent Tomasz". Nakręcił kilka filmów i kilkanaście reportaży. 
W tej pozycji oboje skupiają się  na kobietach, które jako matki, siostry, córki czy żony zrobią wszystko i staną po stronie syna, brata, ojca czy męża. Rzucą wyzwanie sądom, policji oraz mafii...

Kim są bohaterki tych historii? 
To Monika Dobrowolska-Mancini, która pochowała swojego męża policjanta, który walczył z włoską kamorrą. Roberto ujawnił powiązanie włoskiego rządu z mafią.
To także Lucyna Biej, która w poszukiwaniu zaginionego męża zadarła z gangsterami, którzy byli jedną z najgroźniejszych grup przestępczych w Polsce.
Danuta Olewnik siostra Krzysztofa, który przez dwa lata był przetrzymywany, żądany był  za niego okup, a w ostateczności zamordowany.
A także Monika Hansson, która zginęła, bo wierzyła, że jej partner może wyjść na prostą.

Jest jeszcze wiele innych kobiet jak Marlena - córka, Teresa - matka, Krystyna - żona, Irina - siostra czy Natalia - partnerka. Każda z nich prowadziła lub nadal prowadzi wojnę z sądem, policją lub mafią. Każda z nich poświęciła swoje życie dla bliskiego jej mężczyzny by udowodnić, że nie zawsze wyższe instancje czy groźni przestępcy mają rację. 

Ani jedna z nich nie powiedziała by o sobie, że jest dzielna, wytrwała czy zdeterminowana. Nie. Ich napędem jest miłość i wiara w bliskich, których znają i kochają. Pokazują nam, że niejednokrotnie wymiar sprawiedliwości działa dalece od tego jak powinien to robić. Opieszale, niekompetentnie, powierzchownie...

Szacunek należy się autorom za to, że potrafili niejednokrotnie zadać pytania, które mnie nie przeszły by przez gardło.

Książka warta jest przeczytania z wielu powodów. Choć pozycja jest o kobietach to na pewno polecić mogę ją nie tylko płci pięknej, ale i panom. Nie tylko tym, którzy interesują się prawem, policją czy mafiami. Po prostu każdy powinien zapoznać się z "Wojnami kobiet". Książka nie tylko porusza serce, ale też niszczy jakąś część wiary w wymiar sprawiedliwości. W ich kompetencje i cel jakiemu służą...

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Rebis

wtorek, 14 lutego 2017

Przemek Corso - "Podziemne miasto"

Tytuł: Podziemne miasto
Autor: Przemek Corso

Cykl: Archeolog Robert Karcz (Tom 1)
Seria: Z Mustangiem
Stron: 347
Gatunek: literatura podróżnicza, literatura polska, literatura przygodowa, literatura historyczna, kryminał, sensacja,
Wydawnictwo: Bernardinum
ISBN: 978-03-782-3804-1

Nie miałam do czynienia jeszcze z książkami pana Przemka, a po tę sięgnęłam z przekory. Ani archeologia, ani historia nie jest moją mocną stroną. Inaczej jest z przygodą, więc postanowiłam dać szansę. Jak byłam nastawiona do tej pozycji? Neutralnie. Ani nie sądziłam, że ją pokocham ani, że ją z nienawidzę. Z każdym razie po zakończeniu książki byłam zaskoczona.


Robert Karcz to młody i ambitny archeolog.  Po przeżyciu w Egipcie niebezpiecznych zdarzeń wraca do Polski i z pomocą starszej siostry znajduje mieszkanie i pracę w Legnicy. Przyjmuje posadę nauczyciela historii w tamtejszym gimnazjum gdzie od samego początku staje się ciekawostką dla wszystkich. Dwie kobiety w szkole pałają do niego uczuciami- zgoła odmiennymi. Profesor Cicha zdecydowanie nie toleruje jego osoby, a bibliotekarka Tkaczyk z czasem zaczyna go traktować nie tylko jak kolegę z pracy. Jako, że sam Robert jest mężczyzną o specyficznym charakterze , a mianowicie jest niepokorny i niesłuchany jak nastolatek, ale też ciekawski i wszędobylski to jego tendencja do wpadania w tarapaty nie jest ani przypadkowa ani jednorazowa. 
Justyna jego siostra znajdując mu pracę i mieszkanie w Legnicy była pewna, że Robert wreszcie się ustatkuje, odpocznie i ominą go problemy. Chyba nikt, a w szczególności ona nie pomyślała by, że to co go tutaj czeka to nie spokój i nudna codzienność.
Podczas codziennych przebieżek poprawiających kondycję Karcz zaczyna interesować się starą mleczarnią. Im bardziej on interesuje się budynkiem tym bardziej ktoś interesuje się nim...

Co spotka Roberta w trakcie zgłębiania historii Legnicy? Kto okaże się przyjacielem, a kto wrogiem? Czy życie Karcza jest zagrożone? 

Musze przyznać, że wątek historyczny w tej książce bardzo mnie wciągnął i pozytywnie zaskoczył. Nie sądziłam, że ta pozycja będzie dla mnie aż tak szybka i przyjemna. Wciągnęła mnie praktycznie od pierwszych stron. Akcja jest dynamiczna, pędzi tak, że ciężko przy tej książce odpocząć i się zrelaksować, bo wszystko jakby wymaga od nas energii i żywiołowości tak jak od głównego bohatera. Osobiście nie mogę się doczekać kolejnej części, która już czeka u mnie na półce! Polecam nawet tym, którzy nie przepadają albo nie mieli do tej pory styczności za literaturą przygodową. Niezłą zabawa.

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum

poniedziałek, 13 lutego 2017

Michael Dobbs - "Wojna Winstona"

Tytuł: Wojna Winstona
Cykl: Winston Churchill
Autor: Michael Dobbs
Stron: 560
Gatunek: literatura wojenna, literatura historyczna, kryminał, sensacja, literatura współczesna
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-3732-2


Pewnie wielu z was kojarzy Michela Dobbsa z jakże słynnej trylogii  House of Cards. Ja czytać jej okazji nie miałam i raczej sięgać po nią nie będę. Dlaczego? Bo jeśli ta seria jest podobna do "Wojny..." to po prostu nie jest w moim stylu. Choć wciągający i fascynujący to świat to zdecydowanie jednak nie mój.

Przenosimy się do Anglii do 1938 roku. To tu w pierwszy dzień października, który jak na Brytanię przystało jest zimny i ponury rozpoczyna się akcja książki. Naziści atakują Czechosłowację, a brytyjski premier Chamberlain dochodzi do wniosku, że nic się nie dzieje. Poza tym Hitler obiecał, że to jednorazowy przypadek i nic im nie grozi. Jak się okazuje jest jedna osoba, która nie ufa Adolfowi i śmie twierdzić, że to nie tylko nie koniec, a mało tego to zdecydowanie dopiero początek tego na co stać przywódce Trzeciej Rzeszy. Tą osobą jest tytułowy Winston. On wie, że ugodowo i pokojowo nastawiony Neville nie tylko nie zapewni krajowi wygranej wojny, ale także podstawowego bezpieczeństwa jego mieszkańcom. 
Churchill postanawia wprowadzić w życie skomplikowaną intrygę. Tylko po to by wyrwać władzę obecnemu premierowi.


„Słowa to broń, czasami jedyna, jaka pozostaje, lecz we właściwych rękach może się okazać najpotężniejszą bronią ze wszystkich”*

Do czego zdolny będzie Winston by przejąć władzę w państwie? Czy dobrze podejrzewa, że Hitler nie poprzestanie na jednym ataku? Do czego doprowadzi jego intryga?

Książka napisana jest ciekawym językiem, wiele się w niej dzieje i co najważniejsze choć nadal jest to polityczna powieść to już nie jest to klimat "fiction" jak w przypadku House of Cards. Muszę jednak przyznać, że ja się kompletnie nie odnalazłam w tej pozycji. Może z racji tego, że ani historia ani polityka nie jest moją pasją ani nawet zainteresowaniem. Liczyłam, że może książka mnie do siebie przekona i zachęci do zapoznania się z nową i omijaną przeze mnie tematyką. Nie udało się, ale wszystkim miłośnikom twórczości Michaela, polityki, wojen i historii polecam tę książkę z ręką na sercu. Będziecie zachwyceni.

* - Cytat z "Wojna Winstona" Michael Dobbs, str. 215

<Ocena 6/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

Anna Badkhen - "Cztery pory roku w afgańskiej wiosce"

Tytuł: Cztery pory roku w afgańskiej wiosce
Autor: Anna Badkhen

Stron: 352
Gatunek: reportaż, literatura współczesna, literatura faktu
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83655-0620-7

Anna Badkhen jest dziennikarką. Urodziła się w Leningradzie, ale mieszka w Filadelfii. Książka "Cztery pory..." to historia żyjących w Afganistanie Uzbeków. Jednak dla odróżnienia nie chodzi tu o tych z bogatych krajów z którymi miałam do czynienia w książkach już niejednokrotnie. Tu przenosimy się do wioski Oka, wioski która przesycona jest skrajnym ubóstwem, a o której istnieniu nie wie nie tylko szary człowiek, ale często i afgańscy urzędnicy...

Jest to miejsce gdzie na porządku dziennym zażywa się opium. Daje się je nawet niemowlętom. Dlaczego? Bo zabija głód, który jest zmorą tamtejszej ludności. Leczy ból tak fizyczny jak duchowy. Jedynym liczącym się zarobkiem jest sprzedaż ręcznie tkanych, misternych i przepięknych dywanów. Kobiety spędzają nad jednym około roku. Za gotowy dostają oszałamiającą kwotę w wysokości do 400$. Dla nich to majątek i żyją za to kolejny rok. Dorabiając od czasu do czasu na sprzedaży chrustu i wspomagając się upolowanymi zwierzętami. Ich dywany są wyjątkowe i niepowtarzalne. Warte o wiele więcej co dowodzi cena za jaką sprzedają się choćby w Stanach Zjednoczonych. Niejednokrotnie przekracza ona 20 000$. Dlaczego, więc tkaczka dostaje tak marne, a jednak uznawane za nią i jej rodzinę niebagatelne pieniądze? Nie wiadomo.

Mieszkańcy prawie wszędzie poruszają się pieszo lub na osłach / wielbłądach. Nie stać ich nawet na wydatek na paliwo do jedynego w wiosce generatora. A to zaledwie 60 centów na rodzinę na dzień. Nie mogą sobie na to pozwolić. Walczą o przetrwanie dnia dzisiejszego. Tam nikt nie myśli co będzie jutro. Trzeba się cieszyć, że przeżyło się dziś...

To co szokuje i zaskakuje to umiejętność ubrania przez autorkę w piękne słowa takich rzeczy jak brud, nędza, głód czy przemoc. Wręcz poetycki język sprawia, że książkę czyta się mimo tematyki przyjemnie. Już po kilku stronach wręcz czujemy gorąco jakie muszą znosić mieszkańcy wioski Oka, ich głód zaczyna doskwierać także nam, ich pragnienie i wysuszone gardła oraz usta odczuwamy osobiście. Próbujemy walczyć o przetrwanie tak jak oni. A wszystko to dzięki Annie Badkhen.

Anna podobnie jak kobiety w Oce tkały dywany tak tka powieść o życiu. Gdy dywany pełne są głębokich barw i niesamowitych wzorów, ale też bólu tak jej historia choć niejednokrotnie tragiczna potrafi mienić się kolorami piękna i radości...

<Ocena: 8/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

niedziela, 5 lutego 2017

Lauren St.John - "Bezcenny"

Tytuł: Bezcenny
Cykl: Bezcenny ( Tom 1 )
Autor: Lauren St. John
Stron: 264
Gatunek: Młodzieżowa, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-271-5554-2

Końmi interesowałam się odkąd było to możliwe. Ilość przeczytanych książek (tak albumów, poradników jak i pozycji fabularnych) oraz gazet, które przeczytałam jest delikatnie mówiąc spora. Widząc co rusz nowe tytuły nigdy nie wahałam się by po nie sięgnąć, a czytanie młodzieżowych serii było codziennością. Teraz ta radość o ochota przygasła jeśli chodzi o literaturę o koniach i jeździectwie dla młodych, ale jak widać koń na okładce zrobił swoje i sięgnąć musiałam...

Casey Blue to piętnastoletnia dziewczyna, która od najmłodszych lat marzy o karierze amazonki. Jeździectwo i konie to jej świat którego najchętniej by nie opuszczała. Po szkole pracuje jako wolontariuszka w szkółce jeździeckiej Hope Lane, którą często przezywano Hopeless Lane z powodu jej stanu. Jednak to tam zarówno konie jak i ludzie którzy  zbłądzili potrafią znów odnaleźć dobrą drogę w życiu. Niestety Casey do tej pory nie miała zbyt wiele szczęścia w życiu. Jej mama zmarła, a ojciec który siedział w więzieniu za włamanie i kradzież nie może znaleźć pracy. Jak w takim układzie dziewczyna ma mieć marzenia, a co dopiero myśleć o ich spełnieniu?
A jednak okazuje się, że czasami los nawet w najmniej oczekiwanym momencie i miejscu potrafi się uśmiechnąć.
Nastolatka podczas spaceru z ojcem ratuje z rzeźni ogiera. Mimo braku pieniędzy robi wszystko by mu pomóc. Chory, wychudzony i przede wszystkim przerażony koń jej jako jedynej ufa.

Czy koń zaufa jej na tyle by dał się ułożyć? Czy Casey da radę zająć się koniem mimo braku funduszy? Ile będzie musiała poświęcić dla konia i marzeń? Czy jest szansa na pójście do przodu, gdy nikt w ciebie nie wierzy? Czy losy dziewczyny oraz jej wierzchowca Zapowiedzi sztormu potoczą się lepiej niż dotychczasowe życie obojga?

Co jest pięknego w tej pozycji? To jak autorka ukazuje uczucia między zagubioną i pełną wiary oraz nadziei nastolatką, a skrzywdzonym koniem. To jak oboje dzięki pracy budują między sobą coraz większe zaufanie. Na uwagę zasługuje też to, że tematyka jeździectwa czy koni nie jest łatwa, a jednak autorka poradziła sobie z tym i myślę, że nawet osoba będąca laikiem w tych tematach zrozumie książkę. Język jest prosty, ale nie dziecięcy. A wszystko fajnie i zwięźle wytłumaczone tam gdzie to potrzebne. Lauren w piękny sposób pokazuje, że warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. Nawet jeśli wierzymy w nie tylko my...
Polecam nie tylko nastolatkom czy miłośnikom koni. To powieść dla każdego, a dzięki małym gabarytom świetnie nada się jako odskocznia od codzienności, ale też pewnego rodzaju poradnik jak dążyć do celu.


<Ocena 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat - Wydawnictwo Dolnośląskie

sobota, 4 lutego 2017

Solmaz Kamuran - "Kösem. Matka sułtanów"

Tytuł: Kösem. Matka sułtanów
Autor: Solmaz Kamuran
Stron: 280
Gatunek: literatura współczesna, historyczna, 
Wydawnictwo: Książnica
ISBN: 978-83-245-8230-3

Wielu z was nawet jeśli nie oglądało to na pewno przynajmniej słyszało o serialu "Wspaniałe stulecie". Sama nie miałam okazji oglądać, ale czytać i słyszeć o nim miałam okazję wiele. Przyznam, że zainteresowała mnie tematyka choć historią samą w sobie nie interesuję się w ogóle. Z czym zatem mamy do czynienia? Z Turcją, i Imperium Osmańskim czyli najpotężniejszym państwem w ówczesnym czasie.  Państwo pełne przepychu o bogactwa, ale też biedy i głodu. Pełne przemocy, walk i wojen. Ale także zdrad, intryg oraz pewnego rodzaju bezwzględności.

Z wyspy Tinos zostaje uprowadzona młodziutka greczynka - Anastazja. Przez swoich porywczy zostaje sprzedana na targu niewolników w Konstantynopolu skąd trafia do sułtańskiego haremu. Pełny przepychu świat onieśmiela skromną i nieśmiałą nastolatkę. Jej imię zostaje zmienione na Kösem, które oznacza przewodniczkę. Wypatrzona przez sułtana szybko zostaje jego wybranką czyli Haseki Sultan. Bardzo szybko zostaje matką jego dzieci, których prawdopodobnie było około dwanaścioro. Dzięki swojej inteligencji i opanowaniu uczy się jak władać państwem. Potrafi też doradzać Ahmedowi I, a robi to tak sprawnie, że sułtan pewny jest, że wszystkie pomysły wychodzą od niego. Po jego śmierci bez wahania walczy o to by to jej synowie objęli tron. Nie przebierając w środkach, wymyślająć co rusz to nowe intrygi oraz poświęcając życie niejednej osoby Kösem dopina swego, ale czy dokładnie o to jej chodziło?

Do czego zdolna jest matka w obronie dzieci? Czego jest w stanie dokonać by pomóc im w karierze? 

Kösem była pierwszą i jedyną kobietą, która uzyskała tytuł Wielkiej Sułtanki Matki. Matka sułtanów Murada IV i Ibrahima, a także kilku córek. Babka Mehmeda IV.  Jedna z najpotężniejszych kobiet Imperium Osmańskiego, która 

Oparta na latach badań historia ukazuje nam losy prawdziwych postaci. I choć lekko fabularyzowana to jednak w dalszym ciągu jest to pouczająca pozycja. Pokazuje nam chyba jedną z mądrzejszych i silniejszych kobiet w historii. Spodobał mi się język i styl powieści, który spowodował, że przeczytałam ją nie tylko z zapartym tchem, ciekawością, ale i na prawdę szybko i płynnie. Polecam tę pozycję nie tylko fanom serialu czy historii, ale także miłośnikom Imperium Osmańskiego czy orientu. Można dowiedzieć się i nauczyć wielu ciekawych rzeczy i to w inny niż typowo szkolny sposób.

<Ocena 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat - Książnica

Mons Kallentoft - "Wodne anioły"

Tytuł: Wodne anioły
Cykl: Komisarz Malin Fors (tom 6)
Autor: Mons Kallentoft
Stron: 432
Gatunek: Thriller, kryminał, kryminał skandynawski, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
ISBN: 978-83-781-8427-0

To już moje ósme spotkanie z Kallentoftem, a siódme z wymyśloną przez niego komisarz Malin Fors. Polubiłam go od pierwszej książki jaka trafiła w moje ręce. I choć nie czytałam jej po kolei jak powinnam to szybko poukładałam wszystko jak należy. Nigdy jego powieści nie uważałam za pozycje łatwe. Zawsze czytywałam je dłużej niż standardowe, ale wiedziałam, że warto. A te kilka godzin czy dni w tą czy w tamtą to co za różnica, gdy odkłada się pozycję na półkę z u śmiechem na twarzy i pewnego rodzaju niedosytem, że to już koniec.

Pierwsze tomy przygód Malin inspirowane były porami roku, gdzie autor dodał tę specyficzną i nieistniejącą piątą. Dalsze losy oparte są na żywiołach. W tym konkretnym przypadku stajemy w szranki z wodą i jej aniołami. Aniołami śmierci. 

Malin Fors jest komisarzem policji w Linkopingu. Dzielnie idzie przez życie i pracę choć sama zmaga się z wieloma demonami. Jednym z nich jest alkohol z którym ma problemy. Chociaż nie, bo to za mało powiedziane. Malin jest alkoholiczką i wreszcie przyznała to nawet sama przed sobą. Ale walczy choć niejednokrotnie przewagę nad nią mają kłopoty i problemy. 
Pewnego dnia komisarz zostaje wezwana do domu gdzie zostają znalezione zwłoki. Zabici to małżeństwo Cecilia i Patrick Andergren. Zostają zastrzeleni z bliskiej odległości podczas kąpieli w jackuzzi. Wygląda to tak jak by znali mordercę lub byli zbyt zaskoczeni by zareagować. Dobrze im się wiodło, oboje pracowali, a niedawno adoptowali córkę. To właśnie małej Elli szuka nie tylko policja, ale i cała Szwecja. Dziewczynka zaginęła i nikt nie wie gdzie jest i czy w ogóle żyje. 
Im głębiej komisarz Fors i jej ekipa wchodzi w śledztwo tym więcej znaków zapytania się pojawia, a Malin zmusza to niejednokrotnie do zastanowienia się nad sobą, swoim życiem i zachowaniem. Znów odzywają się demony z którymi trzeba walczyć, a walka ta będzie zdecydowanie nierówna i wyjątkowo bolesna.
Mało tego grzebiąc w sprawie pewnego rodzaju podejrzenia i niezgodności zaczynają dotyczyć także koleżanki z pracy Malin - Karin Johannison.

Dokąd doprowadzi komisarz to śledztwo? Czy uda jej się zapanować nad swoim życiem? Czy podejrzenia wobec Karin są słuszne? Czy przyjaźń między kobietami - Johannison i Fors - przetrwa? Czy złapią winnego morderstwa? Czy będzie więcej ofiar? Czego jeszcze dowiedzą się śledczy z Linkopingu?

Mons Kallentof ma specyficzne pióro. Wiele osób polegnie na kilku pierwszych stronach. Myślałam, że sama to zrobię pryz pierwszej pozycji,a le nie zrobiłam i jestem z tego zadowolona. To co podoba mi się najbardziej to mieszanie świata żywych i umarłych. Co kilkanaście stron autor wrzuca nam wyznania osób już martwych i robi to naprawdę w dobrym stylu. Sama stworzona przez niego komisarz potrafi rozmawiać i porozumiewać się z duchami choć w tej części wyjątkowo autor to uciszył. To co może się nie spodobać to poświęcenie dużej ilości prywatnemu życiu Malin co odciąga od czysto kryminalnej strony książki. Narracja jest przelatana. Trzecioosobowa miesza się z pierwszoosobową, gdy poznajemy myśli i rozterki bohaterów - to też potrafi wybić z rytmu. Sama akcja powieści jest dość powolna i senna. Mnie jednak wyjątkowo wciąga. Nie wiem komu ja polecić, bo ciężko to zrobić w konkretnym kierunku. Nie jest to ani typowy i charakterystyczny kryminał, ani powieść obyczajowa. Ani temu do książki psychologicznej ani do sensacyjnej. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie jeśli przełamie się i przetrwa oraz przywyknie do specyfiki autora.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Rebis

Michael Tsokos - "Smak śmierci"

Tytuł: Smak śmierci
Cykl: Doktor Fred Abel (Tom 1 )
Autor: Michael Tsokos
Stron: 416
Gatunek: Thriller, kryminał
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-241-5968-0

Pierwszy tom o przygodach doktora Freda Abla spod pióra Michaela. Tsokos jest światowej sławy patologiem sądowym, który specjalizuje się w specyficznych przypadkach. Zany nie tylko w ramach stricte medycznych, ale też jako autor literatury dokumentalnej. Swój sukces w świecie literackiej fikcji zawdzięcza książce napisanej w duecie z Sebastianem Fitzkiem. To w tedy postanowił napisać i wydać coś samodzielnie. I tak oto zasiadłam właśnie do tej pozycji.

Fred Abel zna smak śmierci jak mało kto. Jest byłym żołnierzem, pracuje jako lekarz medycyny sądowej w której jest ekspertem. Sam nie jest w stanie zliczyć ile ofiar i aktów zbrodni widział. Nawet najmniejszy szczegół jest w stanie naprowadzić go do nieuchwytnego zabójcy. Przed Ablem nie ma tajemnic. Do czasu...
Ktoś morduje starsze kobiety. Dusi je, a na ciele szminką pisze "Respectez Asia". Miejsce napisu wydaje się być losowe, jednak zawsze pod ubraniem. Morderca ofiarę rozbiera, podpisuje i ubiera z powrotem. 
Zostaje ujęty podejrzany, a Fred jest w szoku. To jego towarzysz broni z wojska. Lars zawsze był inny. Twardy, silny i zdolny do wielu rzeczy, ale nie do morderstwa. Abel zrobi wszystko by dowiedzieć się czy to możliwe by on był sprawcą, a jako że sam w to nie wierzy zacznie szukać sprawcy na własną rękę. To co go mobilizuje to fakt, że córka Larsa umiera w szpitalu na białaczkę, a przez to że on siedzi w areszcie nie może z nią być w ostatnich dniach. 
Pojawiają się kolejne zbrodnie i to jak się okazuje w całej Europie...

Dlaczego ktoś morduje i przede wszystkim dlaczego starsze kobiety? Czy zabójstwa mają jakiś podtekst seksualny, rasowy lub rabunkowy? Kto odpowiada za te zbrodnie? Czy już wcześniej morderca atakował?

Kilka rzeczy w tej książce zaskoczyło mnie na prawdę pozytywnie. Jedną  z nich jest fakt, że historia zawarta w książce choć szokująca to w większości oparta na faktach. Druga to to jak sprawnie i bez wysiłku autor opisuje czynności wykonywane podczas sekcji. Jako, że sam jest lekarzem to dla niego codzienność, ale nie zawsze codzienność idzie w parze z przerzuceniem tego na papier. Tu udało się w 100%. Trzecia sprawa to satyryka. Tsokos zabawił się kosztem narodowości u każdego przedstawiciela danego państwa wyolbrzymiając jakąś część charakteru. Dało nam to ciekawych bohaterów, którzy nie są płascy i mają w sobie to coś. Co spodobało mi się najbardziej? Zakończenie, które zdecydowanie sprzyja temu by czytać pozostała książki Michalea dalej! Minusy? Znajdzie się parę jak pewnie wszędzie. Dla niektórych jednym z nich może być fakt, że książka nie jest budowana na napięciu, a akcja sama w sobie nie jest ani zbyt dynamiczna ani nie ma tendencji wzrastającej. Mimo to czyta się płynnie i wciąga dzięki momentom ukazującym nam prawdziwego zbrodniarza. Polecam

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber