Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medycyna. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 grudnia 2020

Judy Mikovits, Kent Heckenlively - "Pandemia kłamstw"

Autor: Judy Mikovits, Kent Heckenlively
Stron: 352
Gatunek: literatura naukowa, literatura popularnonaukowa, reportaż, medycyna, literatura faktu, literatura dokumentalna
Wydawnictwo: Illuminatio
ISBN: 978-83-666-5409-9

Jeszcze parę lat temu na rynku wydawniczym wręcz niemożliwe było znalezienie pozycji, która jawnie oskarżałaby ogromne instytucje o kłamstwa, matactwa i fałszerstwa. Potem zaczęłam widywać jakieś pojedyncze i najczęściej dość trudno dostępne egzemplarze. A teraz? Za sprawą COVID-19 tego typu pozycje pojawiają się jak grzyby po deszczu! "Pandemia kłamstw" jest pierwszą, która trafiła w moje ręce, ale na pewno nie ostatnią. Czy dlatego, że aż tak mnie zafascynowały?

"Bill Gates, Anthony Fauci i koncerny farmaceutyczne nie chcą byś przeczytał tę książkę. Co przed tobą ukrywają? Czego się boją? Czyim interesom służy tuszowanie niewygodnej prawdy?" *

Powyższe słowa możemy przeczytać na okładce książki, słowa, które przyciągają i zwracają naszą uwagę, bo zasadniczo o to autorom danych pozycji chodzi. Ja właśnie dzięki nim zainteresowałam się zarówno tą książką, jak i innymi o podobnej tematyce.

Judy Mikovits to była amerykańska badaczka, która za swój cel przyjęła być szczerą i niczego nie tuszować. Jednak po przeczytaniu "Pandemii kłamstw" odnoszę wrażenie, że bardziej zależy jej na teoriach spiskowych.
Pozycja zawiera wiele cennych i popartych naukowo faktów, ale autorka przeplata je z informacjami zupełnie nic niewnoszącymi lub... opisami tego, co miała na sobie danego dnia. Byłam pewna, że sięgam po książkę naukową, która albo udowodni mi ile kłamstwa jest wokół nas, albo zrobi z siebie pośmiewisko. Dostałam raczej pozycję pseudonaukową, która, choć na początku wciągnęła mnie jak ruchome piaski to im dalej, tym bardziej miałam ochotę się z niej śmiać niż czytać dalej.
Informacje o oszustwach podczas badań naukowych nie są nowością, a już na pewno każdy zdaje sobie sprawę z tego, że koncerny farmaceutyczne to praktycznie pewnego rodzaju mafia. Stąd liczyłam, że autorka posunie się dalej, albo chociaż posłuży się konkretnymi i mocnymi dowodami. Owszem nie wierzę w zbieg okoliczności, że za każdym razem, kiedy ktoś z otoczenia Judy chciał powiedzieć coś negatywnego o szczepionkach i powikłaniach po nich ginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jednak dla mnie książka albo jest niedopracowana i autorka zbyt szybko postanowiła ją wydać, albo ma niewiele do powiedzenia na temat, który aktualnie jest niezwykle popularny.

Muszę jednak przyznać, że mimo kiepskich wrażeń planuję zgłębić tematykę kłamstw, matactw i mydlenia oczu w branży medyczno-farmaceutycznej. "Pandemia kłamstw" była nie najlepszym wstępem, ale zdecydowanie zaintrygowała i zaciekawiła. Czy polecam? I tak i nie. Sami zdecydujcie czy chcecie wchodzić w ten przykry i niekoniecznie służący człowiekowi świat.

* - cyt. z "Pandemia kłamstw" Judy Mikovits, Kent Heckenlively, okładka

   Ocena: 5/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

poniedziałek, 7 października 2019

Mary Roach - "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków"

Tytuł: Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków
Autor: Mary Roach
Stron: 296
Gatunek: literatura popularnonaukowa, literatura naukowa, medycyna, literatura dokumentalna, literatura faktu,
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-4851-9

Osoby, które mnie znają dobrze wiedzą, że w zasadzie nie czytam książek więcej niż jeden raz. Nie potrafię znanej już treści "odkrywać" ponownie. A jednak raz na jakiś czas trafiają się pozycje, które zdarzy mi się odświeżyć po jakimś czasie. Jedną z takich lektur jest "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" Mary Roach. To, co u mnie charakterystyczne to poczucie humoru, a dokładniej uwielbiany przeze mnie czarny humor i dystans do wielu rzeczy. Takie podejście powoduje, że Mary jest dla mnie idealną autorką. 

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek co z waszym ciałem dzieje się po śmierci? Pewnie niejednokrotnie. Większość widzi to w następujący sposób: umieramy, idziemy do trumny, grzebią nas i po jakimś czasie zjadają nas robaczki, reszta się rozkłada, rozpuszcza, kruszy. Druga opcja to kremacja czyli poddajemy się spaleniu. 
Ale czy pomyśleliście kiedykolwiek o tym by oddać swe ciało na rzecz nauki? No bo skoro można po śmierci oddać narządy do przeszczepów to, czemu nie ciało dla studentów by mogli zwiększać swą wiedzę inaczej niż na komputerach? Naukowcom do badań czy wszelkiego rodzaju firmom do testów? Czy naprawdę aż tak bardzo zależy nam by po śmierci być całym, idealnym, bez jednego szewka, siniaka czy strupka? Czy to robi różnicę ziemi, która nas przysypie lub ogniowi, który nas strawi? Wątpię.

Jestem osobą, która od dawna zastanawia się co ze sobą zrobić. Nie mogę oddać swych narządów do przeszczepu co bardzo mnie uwiera, ale donacja zwłok dla akademii medycznej dla studentów to dla mnie idealny pomysł, który bardzo chcę zrealizować i liczę, że do tego dojdzie jeśli nie doczepi się mnie coś co by mnie zdyskwalifikowało czyli np. choroby zakaźne tj. Aids, HIV czy żółtaczka. 

Mary Roach posuwa się jednak dalej niż do powyższych przykładów. Wyrusza śladami ciał by pokazać nam to osobliwe życie nieboszczyków. Tytuł pewnie zaciekawił niejedną osobę no bo jak martwa osoba może żyć i to w osobliwy sposób. Okazuje się, że może i powinieneś/powinnaś być jej wdzięczny/-a! 

To, że dziś jadąc autem czujesz się bezpiecznie może być zasługą właśnie osoby, która swoje ciało przekazał tym, którzy zrobią wszystko by podczas wypadku zostało wyrządzone jak najmniej szkód na ciele człowieka. Co prawda taki "pacjent" się nie poskarży co go boli czy gdzie został ranny, ale od tego są medycy, którzy znając anatomię są w stanie określić gdzie i w jaki sposób ucierpiał "pasażer" auta, które uległo kolizji.

A może zamiast kremacji lub klasycznego pogrzebu wolelibyście zmienić się w kompost, a potem ktoś z rodziny lub przyjaciół zasadzi na Was drzewko, lub inną roślinkę? Opcja jak najbardziej prawdopodobna i to już niebawem, a co ciekawe tak niedaleko nas, bo w... Szwecji!

Mary Roach pokazuje jeszcze inne możliwości wykorzystania ludzkiego ciała, gdy jego właścicielowi się już ono raczej nie przyda. Przyznam szczerze, że gdyby w Polsce choć niewielka część tego była dostępna to naprawdę nie wahałabym się co do podjęcia decyzji co ze sobą zrobić. Dla mnie żadna radość leżenia bez ruchu, w idealnej formie w drewnianym pudełeczku. Za to opcja by komuś się przysłużyć czy pomóc to już coś, co chętnie rozpatrzyłabym pozytywnie. W Polsce do dyspozycji mamy niewiele opcji, ale każda choćby najmniejsza, która swój koniec łączy się z pozytywnymi aspektami wobec innych powinna być brana przez nas pod uwagę. 

Mary Roach wcisnęła swój nos wszędzie tam, gdzie "zwykły" człowiek raczej by nie poszedł. Była i wypytywała o rzeczy, które wielu z nas brzydzą, wstydzą, a nawet przerażają. To dzięki temu powstał "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" - książka, która jest nie tylko jedną z najbardziej niezwykłych, ale i najzabawniejszą książek popularnonaukowych ostatnich lat. Tylko trzeba zachować odpowiedni dystans by zrozumieć tak jak trzeba to, co autorka chce nam przekazać. Uwierzcie, że choć temat straszny to warto zapoznać się z tą niezwykłą pozycją i zastanowić się, czy może jednak nie oddać swego ciała choćby po to by uratować tylko jedną inną osobę. Nas i tak już nic nie uratuje... Osobiście polecam również inne tytuły Mary Roach jeśli tylko strawisz jej poczucie humoru i dystans do raczej omijanych na codzień tematów.


<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

sobota, 11 maja 2019

Jurgen Thorwald -"Stulecie Chirurgów"

Cykl: Stulecie chirurgów (tom 1)
Autor: Jurgen Thorwald
Stron: 560
Gatunek: literatura popularnonaukowa, literatura naukowa, medycyna, literatura dokumentalna, literatura faktu, reportaż
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-5843-3

Medycyna i kryminalistyka to dla mnie chyba najbardziej pożądane tematyki książek popularnonaukowych. I choć czytając każdą kolejną większość rzeczy się powiela to chyba nigdy nie będę miała dość wiedzy z tych dziedzin. Szczególnie ich początki tak różne od realiów w dzisiejszych szpitalach czy w przypadku tych drugich laboratoriach kryminalistycznych. Żeby docenić to co mamy dziś trzeba znać te dziedziny od A do Z choć myślę, że do końca tego, co nam oferują jest jeszcze długa droga.

Dziś ciężko nam sobie wyobrazić, że idziemy na operację gdzie lekarz do dyspozycji ma stół z jadalni, prześcieradła, noże kuchenne ewentualnie piły do drewna oraz igły i nici. A gdzie znieczulenie? Co z odkażaniem? Aparatura sprawdzająca pracę naszego serca czy dotlenienie organizmu chyba też gdzieś jest, prawda?Ale po co to wszystko! Jest stół, są pasy żeby pacjenta przypiąć by się nie ruszał podczas cięć i jakiś asystent czy dwóch (czasami z przypadku) i można działać. To przerażająca wizja, ale tak właśnie wyglądały początki chirurgii. 
Pierwsza operacja otwarcia jamy brzusznej odbyła się 26 grudnia 1809 roku. Odbyła się w domku w lesie. To, co zszokowało to fakt, że kobieta poddana operacji przeżyła. Sama pacjentka, którą była Jane Crawford podczas całej operacji śpiewała psalm. Choć jej głos momentami się łamał obeszło się bez problmeów. Mało tego rekonwalescencja przebiegła bez najmniejszych komplikacji. 
Lekarzem, który podjął się tego zadania był Efraim McDowell. Co najciekawsze na 13 wykonanych przez niego zabiegów aż 8 zakończyło się pomyślnie.


"Przede wszystkim nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego jego operacje były udane. Nikt nie domyślił się, że dziewicze pustkowie, naturalna odporność pacjentów, przede wszystkim jednak niezwykła w tych czasach czystość, jaką utrzymywała w domu Sara było wielkim sprzymierzeńsem McDowella" *



Stąd też wiemy, że brak anestezji nie był jedynym problemem ówczesnych medyków. Prawdziwą zmorą była aseptyka oraz antyseptyki. W tamtych czasach czyste ręce, a już tym bardziej narzędzia to zbędny wymysł, który lekarzom dodawał tylko i wyłącznie więcej pracy. Dzisiejsze żarty o lizaniu skalpela śmieszą, ale żadną tajemnicą jest fakt, że kilkadziesiąt lat temu lekarze trzymali skalpel w ustach, gdy musieli podwiązać naczynia krwionośne, do czego potrzebowali obu rąk. Tak jak wycieranie narzędzi oraz rąk o fartuch, który pokryty był praktycznie wszelkimi możliwymi wydzielinami z ciała. 

Nie zdradzę wielkiej tajemnicy, gdy powiem, że początkom medycyny bliżej było do rzeźni niż do sztuki jak często nazywa się tą dziedzinę. Dziś patrzymy ta tamtych lekarzy jak na morderców, zbrodniarzy, rzeźników. A czy przeszło nam przez głowę pytanie: "Jak będą patrzeć za setki lat na dzisiejszych lekarzy?" Czy oni też będą brani za takich samych barbarzyńców? Trzeba przyznać, że choć warto znać historię takich zawodów jak właśnie lekarze to czytanie tej pozycji może być nielada wyzwaniem dla "normalnego" czytelnika. Opisy nie tylko są krwawe, ale i drastyczne i realistyczne. Kto ma odrobinę wyobraźni bez problemu "przeniesie się" do dawnej sali chirurgicznej, a to może być niebezpieczna podróż w czasie. Pewne jest to, że ja swojej przygody jeszcze nie zakończyłam. Przede mną inne pozycje Thorwalda oraz inne z ukochanych przeze mnie dziedzin. "Stulecie chirurgów" jako nowość, a raczej reedycja znajdzie na pewno wielu swoich zwolenników.

* - cytat z "Stulecie chirurgów" Jurgen Thorwald, str.38


  Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

środa, 25 lipca 2018

Lindsey Fitzharris - "Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera"

Tytuł: Rzeźnicy i lekarze. Makabryczny świat medycyny i rewolucja Josepha Listera
Autor: Lindsay Fitzharris
Stron: 320
Gatunek: popularnonaukowe, medyczna, 
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-3754-4

W XIX w. zostanie chirurgiem, nie było czymś godnym pozazdroszczenia. Zarobki praktycznie znikome, jeśli nie miało się prywatnej praktyki oraz znikoma wiedza. Słabo wyedukowani, często niepiśmienni po szpitalach chodzili ubrudzeni ludzkimi wydzielinami czy szczątkami. Tuż za nimi roznosił się zapach szpitalnych "perfum" czyli po prostu odór trupów. Brzmi jak marzenie prawda? Tylko iść i się leczyć... A jak dodamy do tego brak znieczulenia, to na prawdę powinniśmy tam chodzić z każdą infekcją, raną czy urazem.

Joseph Lister żył właśnie w owych czasach. Miał niewiele możliwości za to ogrom pytań i niewiadomych. Chciał zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi umiera nie tyle w trakcie operacji ile po niej na skutek infekcji. Skąd one się brały? Co lub kto był odpowiedzialny za zakażenia? Dlaczego stany zapalne pojawiały się tylko tam, gdzie skóra była naruszona? Co ciekawe w momencie wynalezienia znieczulenia liczba zgonów wzrosła. Lekarze byli śmielsi w swoich poczynaniach, bo pacjent się nie ruszał, nie uciekał i nie krzyczał. Mogli działać. Problem w tym, że w XIX w. nie znano czegoś takiego jak higiena. Operowanie cały dzień jednym zestawem narzędzi ( i to niemytym!) było czymś normalnym. Fartuch sztywny od krwi, ropy i innych wydzielin też nie był przeszkodą, by ponownie stawać przy stole operacyjnym. A jednak Lister czuł, że to wszystko jest ze sobą połączone. To on skupił się nie tyle na wynalezieniu ile dobraniu i stosowaniu odpowiednich środków odkażających przed, w trakcie i po zabiegu. Zarówno na sobie jako na lekarzu, jak i na pacjencie. 

Gdy siadałam do książki, zastanawiałam się co dostanę. Czy będą to suche fakty, daty i nazwiska czy może jednak historie, które tworzą pewną całość. Autorka skupiła się nie tylko na samej medycynie, ale również na głównym bohaterze, czyli Josephie Listerze. Ukazała jego walkę z innymi medykami i ich nastawieniem, ale również z brakiem środków ułatwiających pracę. Wszystko to poparła źródłami, więc wiemy, że nie są to puste słowa, tylko fakty. Poza tym wszystko to jest napisane w naprawdę przystępnym języku i zwykły medyczny laik spokojnie się w tej książce odnajdzie. Jedyne zastrzeżenia to czy "normalny" człowiek będzie w stanie znieść opisy, jakie w tej książce występują. W tamtych czasach by zostać lekarzem, trzeba było mieć nie lada odporną psychikę i żeby przebrnąć przez tę pozycję też się taka przyda. Niejedna osoba odpadnie po przeczytaniu kilku stron tego, w jakich warunkach przeprowadzano operacje w XIX w. Ja fascynuję się medycyną i nic co tu zawarte nie było dla mnie nowością i nie szokowało. Ale jest to ciężkie do przełknięcia. Ciężko wyobrazić sobie, że kiedyś to wszystko wyglądało właśnie tak. Chciałabym tę pozycję polecić każdemu, ale wiem, że to nierealne. Dlatego ludzie o mocnych nerwach, twardej psychice oraz fascynaci medycyną będą mieli dużo "zabawy". Reszta będzie mocno zszokowana.

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

piątek, 16 marca 2018

Bill Bass, Jon Jefferson - "Trupia Farma. Nowe śledztwa"

Tytuł: Trupia Farma. Nowe śledztwa
Cykl: Trupia Farma
Autor: Bill Bass, Jon Jefferson
Stron: 304
Gatunek: medycyna sądowa, archeologia, kryminalistyka, literatura faktu, kryminologia
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-4757-4

Billa Bassa oraz Jona Jeffersona poznałam za sprawą pierwszej książki o Trupiej Farmie. Pozycja pt. "Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tyle, że ja właśnie takie publikacje kocham. Dokumentalne, życiowe (tu nie koniecznie, szczególnie dla bohaterów), ale przede wszystkim takie co dostarcza mi wiedzy z działu kryminologi i kryminalistyki. Tu mam dodatkowo medycynę, więc czego mogła bym chcieć więcej? 

Teraz mamy nową książka i jak głosi tytuł nowe śledztwa. Dokładnie 13 nowych spraw, które w fascynujący sposób opisują Bill i Jon. Nie licząc dwóch dochodzeń, które opisane są następująco w dwóch i trzech rozdziałach, każdy opisuje odrębne postępowanie. 
W każdej ukazane są najnowsze technologie jakie pomagają w rozwiązywaniu spraw i to po dziesiątkach latach. Mało tego Bass uświadamia nas na każdym kroku, że odnalezienie sprawcy czy wyjaśnienie przyczyny zgonu to praca zespołowa. Nie jedna osoba, nie dwie. To zazwyczaj kilkanaście odrębnych osób, a każda z nich wnosi do śledztwa coś co pcha je do przodu. 


"Praca zespołowa wciąż jest kluczem do rozwiązywania zagadek. Bez względu na to, jak dalece rozwinie się nauka, ludzie zawsze, zawsze będą najważniejsi" *

Z roku na rok jest łatwiej, bo nowinek technologicznych, medycznych i nie tylko przybywa. A prawie każda z nich pomaga. Jednak sam Bass mówi, że to co nie zastąpione to owady, które dzięki przepoczwarzaniu dają na prawdę niebezpiecznie bliskie dla sprawcy oznaczenie chwili zgonu. Poza tym uzębienie. Jest praktycznie tak charakterystyczne dla każdego z nas jak DNA czy odciski palców. A ich plus jest taki, że ciężko je zniszczyć  na prawdę długo przechowują materiał do badań. Niektóre zęby są tak specyficzne, że już jeden wystarczy by rozpoznać ofiarę. Jest to dużo szybszy i przede wszystkim tańszy sposób niż robienie badań DNA, a odciski palców nie sprawdzają się w przypadkach takich jak ofiary pożarów czy zwłok znalezionych w doszczętnym rozkładzie. 

Nie będę Wam streszczać spraw jakimi zajęli się tu Bass i Jefferson. Jeśli jest to tematyka, która jest Wam bliska to po prostu się zapoznacie z pozycją. Mi podobała się bardzo choć czuję pewien niedosyt względem tej pierwszej. Tu czegoś mi zabrakło. Może to kwestia tego, że te kilka lat temu większość z tego co czytałam było dla mnie nowością. Teraz wszystko już znam i czytam, bo mnie interesuje, ale nie dlatego, że nie wiem.

Książka na pewno idealna dla miłośników seriali takich jak "Kości" czy "CSI". Ale tylko dlatego by uzmysłowili sobie, że rozwiązywanie pewnych spraw nie trwa kilku minut ani nawet godzin. To czasami kilka lub kilkadziesiąt lat mozolnej pracy - wznawiania i odkładania dowodów na półki, aż się uda. A czasami się nie udaje. Mimo wszystkich tych możliwości jakie mamy czasami po prostu się nie da.

* - Cytat z "Trupia Farma. Nowe śledztwa" Bill Bass, Jon Jefferson, str. 277


<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

środa, 5 sierpnia 2015

Jon Jefferson, Bill Bass - "Kości z Awinionu"

Tytuł: Kości z Awinionu
Cykl: Trupia Farma
Seria: Ślady zbrodni

Autor: Jon Jefferson, Bill Bass
Stron: 367
Gatunek: thriller, kryminał, medycyna sądowa, archeologia
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN 978-83-271-5319-7

I tak oto następna czyli siódma (niestety ostatnia po polsku) część z cyklu Trupia Farma autorstwa duetu Bassa i Jeffersona! Musiałam ją przeczytać, bo klimaty i ich styl to mój świat! A mi pozostał żal i łza w oku, że wydano w Polsce tylko trzy z siedmiu tomów a an dodatek nie po kolei, bo 4,5 i 7...

Tym razem powieść dzieje się na dwóch płaszczyznach - czasy współczesne i XIII w. Wraz z Billem Broctonem i jego asystentką Mirandą wyruszamy do Awinionu gdzie znaleziono zamurowane w ścianie pałacu papieskiego kości. Umieszczone w ossuarium posiadają bardzo charakterystyczne wgłębienia w stopach i dłoniach oraz uszkodzenia żeber po lewej stronie. Pojawiają się pytania czy kości mogą należeć do samego Chrystusa. Jednak czy to możliwe? Rekonstrukcja twarzy na podstawie czaszki ujawnia niezwykłe podobieństwo do twarzy z Całunu Turyńskiego. Na dodatek na życie Billa, Mirandy oraz ich znajomego Stefana zaczyna ktoś czyhać. Dokąd ta sprawa ich zaprowadzi? Co im się przydarzy podczas wyjazdu do Francji? W tym samym czasie poznajemy historię z czasów XIII w. Walka z herezją, przepiękny świat fresków, historie kardynałów i papieży...

Książka niesamowita,a le nie dla miłośników typowych thrillerów. Bliżej jej do historii, archeologii i przygody z wątkami sensacyjnymi. Osobiście wpadłam po uczy i zafascynowałam się tą powieścią. Dlatego też polecam ją każdemu kto tego rodzaju gatunki lubi, ale też pozostałym, bo warto!


<Ocena 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat

piątek, 17 lipca 2015

Jon Jefferson, Bill Bass - "Kości zdrady"

Tytuł: Kości zdrady
Cykl: Trupia Farma

Seria: Ślady zbrodni
Autor: Jon Jefferson, Bill Bass
Stron: 319
Gatunek: thriller, kryminał, medycyna sądowa
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN 978-83-245-9154-1


Gdy przerzucając strony książki poznałam Ośrodek Badań Antropologicznych w Tennessee zwany pospolicie Trupią Farmą do głowy przyszła mi pewna myśl. Mianowicie: Jak to jest pracować w miejscu gdzie z każdego kąta, zakamarka i skrawka ziemi patrzą na Ciebie puste oczodoły zwłok...

Bill Brocton antropolog sądowy prowadzi w Ośrodku szkolenia jak postępować przy zwłokach skażonych radioaktywnie. Kto mógł pomyśleć, że przyda się ono aż tak szybko?! Niedługo po tym zostaje wezwany do hotelowego basenu. Zastaje tam zamrożone zwłoki Leonarda Novaka - wybitnego fizyka, który stworzył podczas II wojny światowej reaktor plutonowy. Okazuje się, że śmierć Novaka nie jest przypadkiem, a wymyślnym morderstwem. Mało tego rozwiązanie zagadki sięga początków Oak Ridge - Atomowego Miasta. Jednak prawdziwym problemem okaże się wykonana sekcja zwłok. Osoby w niej uczestniczące zostaną narażone na zagrażające zdrowiu i życiu promieniowanie gamma. Jak potoczą się losy Broctona, jego asystentki i lekarza wykonującego sekcję? Poleca zapoznać się z ich losami.

Niestety zirytował mnie fakt, że została wydana w Polsce od środka czyli od 4 tomu. Mało tego wydano jeszcze 5 a potem dopiero 7. I mimo, że nie ma się uczucia wkraczania w świat bohaterów od środka to i tak nie lubię takiego czytania. Książka jest świetna i rewelacyjnie się czyta. Polecam ją osobom interesującym się medycyną sądową, sekcjami etc. bo jest na prawdę świetnej jakości pod tym względem. Mniej tu napięcia i dynamicznej akcji niż można by się spodziewać, ale całość jest, ze tak ujmę przyjemna. 

<Ocena 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat

czwartek, 16 lipca 2015

Jon Jefferson, Bill Bass - "Złodziej kości"

Tytuł: Złodziej kości
Cykl: Trupia Farma
Seria: Ślady zbrodni
Autor: Jon Jefferson, Bill Bass
Stron: 352
Gatunek: thriller, kryminał, medycyna sądowa
Wydawnictwo: Dolnośląskie
ISBN 978-83-245-9155-8


Ci którzy mnie znają wiedzą jaki jest powód tego, że ta książka wylądowała w mych rękach. Pozostali będą świadkami mojej bezkresnej "miłości" do trupów, wszystkiego co nieżywe i dlaczego nieżywym się stało... Wybaczcie za tak szczery wstęp...

A więc przed nami "Złodziej kości" jako 5 tom cyklu Trupia Farma. Zgaduję, że wielu z Was tytuł serii jak i książki szokuje i deprymuje w równym stopniu jak mnie zachwyca. 
Jon Jefferson to dziennikarz publikujący w czasopismach tj. Newsweek czy The New Jork Times. Jest również współtwórcą filmów dokumentalnych.
Dr. Bill Bass to wybitny specjalista medycyny sądowej. Założyciel pierwszego na świecie Ośrodka Antropologii Sądowej na Uniwersytecie w Tennessee zwanego "Trupią farmą". 
We dwoje stworzyli coś co pochłonęło mnie i pewnie wielu, wielu innych czytelników. Lekkie pióro duetu dało nam w końcowym efekcie wciągającą mieszankę dokumentu i fikcji, medycyny i thrillera, dobrej zabawy i zastanowienia gdzie chęć pomagania ludziom powinna mieć swoje granice. Bill Brockton to antropolog sądowy. Zostaje on poproszony o pobranie materiału z ekshumowanych zwłok by potwierdzić ojcostwo zmarłego mężczyzny. Wydawało by się, że dla antropologa będzie to rutynowe badanie. Zdumienie jest ogromne, gdy okazuje się, że wykopane ciało nie ma... ramion, a zamiast nich są zwykłe rurki PCV. Pewnie wielu zna termin "złodziej kości", który jednak mylnie odbierany jest dosłownie. Pod tą nazwą kryją się również osoby zamieszane w handel organami i  tkankami pobranymi od osób zmarłych. Jak to się może skończyć można się domyślić, bo nie łatwo o bakterie, choroby wirusowe etc. Gdyby tego było mało do Brocktona zgłasza się FBI z prośbą o pomoc. Bill nie tylko musi podjąć się współpracy wbrew swojemu sumieniu i postawie, ale też wbrew Ośrodkowi antropologiczne, bo jako przynęty będą służyć ciała z Trupiej farmy...

Jak możecie się domyślić akcja zapowiada się dynamicznie i płynnie. Treść wzbogacona świetnej jakości opisami medycznymi - może nie każdemu przypaść do gustu. Jednak miłośnikom mocniejszych wrażeń lub z mocniejszym żołądkiem czy nerwami polecam z ręką na sercu!


<Ocena 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat

środa, 15 kwietnia 2015

Baptiste Beaulieu - "Już nigdy nie będzie Pan smutny"

Baptista poznałam czytając jego pierwszą książkę pt. "Pacjentka z sali numer 7". Książka zauroczyła mnie tak, że oderwałam się od niej dopiero po przełożeniu końcowej okładki. Nie było szans by odłożyć ją na dłużej niż zaspokojenie potrzeb fizjologicznych ;) Po czymś takim nie mogłam przejść obok powyższej pozycji obojętnie i bez emocji. Czy dorównała "Pacjentce..."? Czy spełniła wygórowane jednak oczekiwania jakie wobec niej miałam?

Zacznę od tego, że książka to niesamowite połączenie humoru z jakże poważnym tematem jakim jest śmierć, ale też ukazuje nam czym dla człowieka było, jest i może być życie! Doktor to człowiek, który miał marzenia i plany. Kochał swoich pacjentów,a w każdym znajdywał dobro. Teraz mając czterdzieści lat nie umie leczyć. Stracił żonę, sens życia i stał się czystym smutkiem. Ale pewnego dnia na jego drodze pojawia się ekscentryczna starsza dama, która proponuje mu niecodzienny pakt. Doktor chce popełnić samobójstwo - dzisiejszego wieczoru. Ona chce 7 dni na to by przynajmniej spróbować go od tego zamiaru odciągnąć. Czy jej się uda? Kim w ogóle jest i skąd wie o zamiarach Doktora? Co mu pokaże, do czego nakłoni i czego będzie oczekiwać?
Dama na koniec mówi mu: "Zawsze możesz powiedzieć NIE osobie, którą się stałeś, a dzięki nadziei zmienić się po to, by spotkać prawdziwego siebie" 
Jednak to koniec opowieści jest najbardziej nieoczekiwany, podniosły i dramatyczny. Ale jest też piękny jak cała powieść o cudzie jakim jest życie. Życie, które musi zwyciężyć i pozwolić zacząć wszystko od nowa!

I choć książka tak wspaniała w swojej okazałości, ukazująca nam to co mamy najcenniejszego czyli życie, napisana realistycznie, ale z wesołością - nie całkiem spełniła moje oczekiwania. Chyba były zbyt wielkie. Czegoś mi zabrakło. Ale proszę - jeśli zobaczycie na swej drodze tę książkę nie wahajcie się po nią sięgnąć! Jeśli już poznaliście Baptista - trwajcie u jego boku. Jeśli nie - poznajcie go. Warto mieć go w zasobie swoich książek!

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber