czwartek, 13 lutego 2020

Agata Bizuk - "Zielona 13"

Tytuł: Zielona 13
Autor: Agata Bizuk
Stron: 304
Gatunek: literatura obyczajowa, literatura kobieca, literatura współczesna, literatura polska
Wydawnictwo: Dragon
ISBN: 978-83-817-2294-0

Agata Bizuk ma na swoim koncie kilka książek. Moja mama zna ją bardzo dobrze, ja zaś sięgnęłam po jej pozycję po raz pierwszy. Chyba nadszedł u mnie czas na coś lżejszego, a po przeczytaniu notki z okładki doszłam do wniosku, że "Zielona 13" to idealna pozycja gdyż zapowiadała się totalnie życiowo. Pomyślałam, że to będzie przykład książki, która będzie realistyczna, której akcja ma możliwość dziać się na codzień i tuż obok nas. Tego typu pozycje interesują mnie najbardziej, jeśli już sięgam po coś co nie ma w środku morderstw i wszelkiej przemocy oraz mrocznych sekretów. 

W przedwojennej kamienicy na ulicy Zielonej mieszkają ludzie, którzy pewni są, że się dobrze znają. Szczepan, który nadal nie pozbierał się po tym jak żona go zostawiła i wymieniła na młodszy model. Radeo czyli nowy partner Aldony wciąż wierzy, że ma szansę na wielką karierę aktorską jednak na dzień dzisiejszy żyje na koszt starszej partnerki. Mariola, która cały czas nie wie co tak naprawdę jest jej pisane i nie potrafi znaleźć swojego miejsca na ziemi, więc tymczasowo dorabia jako sprzątaczka u fryzjerki oraz pani do towarzystwa. Jest też Roman, który nie stroni od alkoholu i nie walczy z nałogiem tylko poddaje mu się dzień po dniu. I na koniec Krzysztof i Elwira, którzy oczekują swojego pierwszego dziecka i którzy marzą o własnych czterech kątach i nawet nie wiedzą, że ich marzenie niebawem się spełni.

Każde z nich jest przekonane, że wie co dzieje się za ścianą, u sąsiada obok, nad czy pod nimi. Jednak oczy otwiera im dopiero powstanie sklepu monopolowego w ich kamienicy. Okazuje się bowiem, że tak naprawdę nikt o nikim nic nie wie, a jeśli jest inaczej to ich wiedza jest niezwykle ograniczona lub nieprawdziwa. Czy sąsiedzi się do siebie zbliżą? Będą chętni pomóc jedni drugim czy wręcz przeciwnie będą sobie dokuczać, dogryzać i przeszkadzać?


Czy kiedykolwiek odpowiedzieliście sobie szczerze na pytania: czy znacie swoich sąsiadów? Wiecie kim są i co robią na codzień? A jeśli nie to jak dowiedzieć się czegokolwiek nie będąc przy tym natrętnym oraz wścibskim? 

Muszę przyznać, że książkę czytało mi się niezwykle lekko i przyjemnie. Dała mi też trochę do myślenia, a takie rzeczy niezwykle sobie cenię. Jak na tego typu literaturę ocena będzie wysoka, bo niewiele mam autorce do zarzucenia. A tak całkiem szczerze to chyba nic. Mamy tu wszystko, czego człowiek może na codzień doświadczyć. Romans, dramat, problemy rodzinne, samotność czy dążenie do celu. To, że autorka umieściła wszystko w jednej kamienicy, wśród kilku jej mieszkańców/rodzin wcale nie było złym zabiegiem, bo sprawnie wszystko poukładała i powiązała. Nie odnosiło się wrażenia nierealności czy naciągania. Jeśli kiedyś nie będę wiedziała na co mam ochotę to chętnie w ręce zagarną inną książkę Bizuk. A dziś polecam Wam na jeden góra dwa wieczory "Zielona 13".


<Ocena: 8/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję  Wydawnictwo Dragon

Eva García Sáenz de Urturi - "Rytuały wody"

Tytuł: Rytuały wody
Cykl: Trylogia Białego Miasta (Tom 2)
Autor: Eva García Sáenz de Urturi
Stron: 535
Gatunek: kryminał, thriller, sensacja, dramat,  
Wydawnictwo: MUZA
ISBN: 978-83-287-1263-8

W czytaniu serii lubię jedno. Jeśli odłożę je na za jakiś czas od wydania pierwszego tomu to jest prawdopodobne, że będę mogła usiąść i przeczytać potem wszystkie części ciągiem. Tak też udało mi się zrobić z Trylogią Białego Miasta. Mając za sobą pierwszy tom od ręki sięgnęłam po drugi, a już niebawem, bo raptem za niespełna 3 tygodnie będę mieć ostatni zwieńczający serię tom. I takie czytanie serii to ja rozumiem, bo nie muszę przez lata przeżywać co będzie dalej, a jak jest u Was?

Ponownie gościmy w znanym nam z pierwszej części hiszpańskim miasteczku Vitoria. Choć i tym razem przyjdzie policjantom mierzyć się z seryjnym mordercą to walka będzie zupełnie inna niż w przypadku "Ciszy białego miasta".

W górach zostają znalezione zwłoki młodej kobiety w ciąży. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że miała skrępowane ręce, została powieszona za nogi, a jej głowa zanurzona była w zabytkowym celtyckim kotle wypełnionym wodą. Oczywistym stało się, że nie popełniła samobójstwa ani tym bardziej nie zmarła z przyczyn naturalnych. 

Z powodu uszczerbku na zdrowiu, jaki Unai odniósł w poprzednim śledztwie nie może on brać udziału w nowej sprawie jako śledczy. Mało tego już na wstępie Kraken dowiaduje się, że ofiarą jest jego pierwsza dziewczyna. Jego przyjaciółka i partnerka w jednym pomaga mu dochować tajemnicy, że znał on zmarłą, dodatkowo udaje się go włączyć do śledztwa jako konsultanta. Żeby mieć czyste sumienie Unai zaczyna chodzić do logopedy i krok po kroku stara się odzyskać mowę, którą utracił na skutek afazji Broki czyli urazu powstałego po postrzale w głowę podczas zatrzymania bliźniaczego mordercy. Jako specjalista od profilowania nie bez powodu już na wstępie podejrzewa, że to nie ostatnie morderstwo i muszą być przygotowani na kolejne.

Śledztwo zostaje utajnione by nie wywołać zbiorowej paniki, jaka dotknęła Vitorię zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Najgorsze, że po zgłębieniu tego, co mają wszystko wskazuje, że zagrożeni są przyszli rodzice - zarówno ojcowie, jak i matki. Życie Krakena i nie tylko jest, więc w niebezpieczeństwie. Powoduje to jednak, że chce on tym bardziej rozwiązać sprawę i zatrzymać mordercę.  Wymaga to jednak od Unai powrotu do dzieciństwa, a dokładniej do obozu archeologicznego gdzie wraz z trójką przyjaciół poznał pierwszą ofiarę mordercy...

Na pewno czytało mi się tę pozycję dużo łatwiej gdyż oswojona byłam na świeżo z hiszpańskimi nazwami i imionami (swoją drogą myślę, że szybko ich nie zapomnę). Choć książka wciągnęła mnie od pierwszych stron to odniosłam wrażenie, że w porównaniu do "Ciszy białego miasta" czegoś jej brakło. Nie było efektu "WOW", ale i tak zaliczam tę powieść jako jedną z lepszych, jakie czytałam. Teraz z niecierpliwością czekam na finał trylogii i zastanawiam się czego mogę sie spodziewać, a czego oczekiwać. Wszystkim miłośnikom kryminałów polecam z ręką na sercu, ale proszę zachowajcie chronologię pozycji, bo w wypadku tych powieści jest to bardzo ważne.


Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

niedziela, 2 lutego 2020

Eva García Sáenz de Urturi - "Cisza białego miasta"

Tytuł: Cisza białego miasta
Cykl: Trylogia Białego Miasta (Tom 1)
Autor: Eva García Sáenz de Urturi
Stron: 576
Gatunek: kryminał, thriller, sensacja, dramat,  
Wydawnictwo: MUZA
ISBN: 978-83-287-1142-6

Nie odrazu pochwyciłam fenomen książek hiszpańskiej autorki. Przeczytałam o czym są, zahaczyłam o niejedną pozytywną recenzję, a jednak mimo zamiłowania do gatunku ominęłam na półce powieści Urturi. Co się stało, że zmieniłam zdanie? Tak najbardziej to chyba ciągłe natrafianie na tytuł: Cisza białego miasta" w połączeniu z genialna pozycja, polecam, koniecznie trzeba przeczytać. Skoro tak to, czemu nie? Może do cienkich pozycji ona nie należy, ale naprawdę rzadko zdarza mi się żałować poświęconego literaturze czasu. Poza tym nikt nie kazał mi czytać książki do końca w razie, gdybym należała do grupy osób, której powieść nie podeszła.

Hiszpańska Vitoria po raz kolejny jest wstrząśnięta zbrodnią, jaka zostaje popełniona na jej terenie. Po przeszło dwudziestu latach dochodzi tu do kolejnej łudząco podobnej jak wtedy tak zwanej podwójnej zbrodni. Mało tego na swoją pierwszą przepustkę ma wyjść oskarżony wtedy za zbrodnie Tasio Ortiz de Zarate. Mieszkańcy miasteczka wpadają w panikę, a policja ma twardy orzech do zgryzienia. Czy pojawił się naśladowca? A może to Tasio zza krat podżega do kolejnych morderstw by odwrócić od siebie uwagę? Unai López de Ayala śledczy specjalizujący się w profilowaniu oraz jego przyjaciółka i partnerka Estibaliz niezwykle biegła w wiktymologii mają pełne ręce roboty. On chce zapobiec kolejnym zbrodniom, bo jest pewien, że na tych się nie skończy, ale nowa przełożona podkomisarz Alba nie akceptuje jego metod pracy. Mimo spięć na poziomie zawodowym między Unai a Albą pojawiają się iskry. Dwuznaczna relacja utrudnia im pracę, ale nie przeszkadza w dalszym rozwoju zażyłości damsko-męskiej. 
Ponieważ spirala śmierci ruszyła to Unai wraz z resztą ekipy musi zrobić wszystko by ją zatrzymać. By powstrzymać zbrodniarza od bliźniaczych morderstw i uspokoić mieszkańców Vitorii. Nie jest to łatwe, bo zbliża się Święto Białej Panienki i ludzie nie wiedzą, czy mają się cieszyć i świętować, czy może jednak uważać i darować sobie to jedno z tylu świąt, jakie można obchodzić, jeśli tylko jest się żywym...
Unai ma przed sobą podwójne zadanie. Nie tylko musi złapać mordercę, ale dodatkowo wie, że najwyższa pora by uporać się z przeszłością. Pogodzić z tym, co za nim i ruszyć do przodu.

Książka wymusza na czytelniku poświęcenia całej swojej koncentracji z dwóch powodów. Pierwszy to dynamika akcji, która cały czas stawia nas do pionu, gdyż próbujemy wyłapywać najdrobniejsze szczegóły, które mogą nam pomóc. Drugi to język: hiszpańskie nazwiska, nazwy ulic czy zabytków powodują, że człowiek na zmianę ma ochotę książką rzucić w kąt oraz czytać do ostatniej strony. Mnie zajęło trochę czasu przywyknięcie i opanowanie tych nazw, ale tam, gdzie mogłam pozostawałam przy imionach i skrótach, a w pozostałych sytuacjach zrobiłam sobie małą karteczkę ze ściągami. No cóż, czytelnik musi sobie radzić! A powieść Urturi zdecydowanie nie nadawała się do rzucenia w kąt przynajmniej według mnie. Muszę przyznać, że wciągnięcie od pierwszych stron to najlepsze co może autor zafundować swoim fanom. Kiedy nie musisz czekać aż akcja nabierze tempa, cokolwiek zacznie się dziać, bo wszystko jest już praktycznie na tak zwane dzień dobry to jedyne o czym marzysz to dużo wolnego czasu by pochłaniać kartkę za kartką. "Cisza białego miasta" już za mną, ale w tej chwili czekają na mnie "Rytuały wody", które z niecierpliwością zaczynam. Polecam każdemu!

Ocena: 9/10


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

sobota, 25 stycznia 2020

Allison Dickson - "Nieznajoma"

Tytuł: Nieznajoma
Autor: Allison Dickson
Stron: 400
Gatunek: kryminał, thriller, thriller psychologiczny, dramat psychologiczny, dramat
Wydawnictwo: Burda Książki
ISBN: 
978-83-805-3653-1


Kiedy w ręce miłośniczki kryminałów i thrillerów wpada książka, na której okładce widnieje jakże piękny napis: "Kropla wina, odrobina zdrady, doprawić morderstwem – oto przepis na thriller, od którego nie można się oderwać!" to efekt może być tylko jeden. Nic i nikt mnie nie zniechęci do jej przeczytania. Chyba że sama książka czy autor/-ka już po fakcie. Druga sprawa, że nie minęło wiele czasu, od kiedy w moje ręce trafiła inna powieść, gdzie również przewinął się motyw romansu z nastolatkiem. Ponieważ warsztat tamtej zdecydowanie mnie uwiódł to postanowiłam zobaczyć jak będzie tutaj.

Wydaje się, że Phoebe Miller ma wszystko. Kochającego męża, ogromny luksusowy dom oraz pieniądze, które same wpływają na jej konto, mimo że nie pracuje w sensie fizycznym. Jednak nawet w idealnym życiu pojawiają się zgrzyty tak jak na szkle po pewnym czasie pojawiają się rysy. Mając do dyspozycji całe dnie wolnego kobieta zaczyna się zaniedbywać i sięgać po coraz większe ilości alkoholu. Jednak pojawiają się też dwa nowe i zarazem stałe elementy. Pierwszy to stare, zdezelowane niebieskie auto, które zaczęło parkować w okolicy, a drugi to nowi sąsiedzi, z którymi kobieta nawiązuje kontakt, mimo iż od dawna unikała jakichkolwiek relacji z innymi ludźmi. W przypadku pojawiającego się grata zaczęła prowadzić dziennik by notować, kiedy i o jakich porach się pojawia oraz jak długo stoi. Z sąsiadką zaś ku swojemu zdziwieniu się zaprzyjaźnia. Niestety nie tylko Violet rozgaszcza się w życiu Phoebe. Również jej syn Jack, który lada dzień zacznie studia wart jest niejednego grzechu co nie pomaga kobiecie w podejmowaniu decyzji. Szczególnie że od pewnego czasu jej stosunki z mężem są delikatnie mówiąc kiepskie.

Kto kryje się w tajemniczym niebieskim aucie? Kim tak naprawdę są sąsiedzi państwa Millerów? Do czego doprowadzi zacieśnienie kontaktów z Violet i jej synem? Co na sumieniu ma mąż Phoebe? 

Można zadać więcej pytań, ale lepiej odkryć co się wydarzyło. Muszę przyznać, że mając za sobą inną książkę z romansem między kobietą a nastolatkiem, którą swoją drogą przeczytałam niedawno miałam już zarys jak można to ująć. W pewien sposób wiedziałam zatem czego się spodziewać, choć oczywiste było, że mogłam trafić na coś zupełnie innego. Jak było? Sam romans wydawał się niezwykle podobny jednak akcja sama w sobie to już coś zupełnie innego. Ideałem ta książka nie była, ale pewne jest, że przeczytam kolejną książkę autorki, jeśli tylko coś napisze i zostanie przetłumaczone na język polski.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki

poniedziałek, 6 stycznia 2020

James Frey - "Milion małych kawałków"

Tytuł: Milion małych kawałków
Autor: James Frey
Stron: 520
Gatunek: literatura faktu, autobiografia, dramat, literatura piękna
Wydawnictwo: Burda Książki
ISBN: 978-83-805-3662-3

Minęło szesnaście lat od pierwszego wydania najgłośniej komentowanej książki z elementami autobiograficznymi. "Milion małych kawałków", bo o tej pozycji mowa debiutancka powieść, w której autor umieścił własne doświadczenia z walki z nałogami z alkoholem oraz narkotykami. Jako że tej tematyki nigdy nie będę miała dość to kiedy usłyszałam o wznowieniu tej pozycji byłam wniebowzięta. Od dawna bowiem marzyłam by ją zdobyć i przeczytać. A mając za sobą dwie inne powieści - wspomnienia ojca oraz syna wiedziałam czego się spodziewać. Jednak czy na pewno?

James ma zaledwie dwadzieścia trzy lata, kiedy budzi się na pokładzie samolotu. Brzmi fajnie? Kiedy doda się, że ma wybite zęby, złamany nos, rozcięty policzek i nie pamięta zupełnie nic ani skąd ma te obrażenia, ani co robi w samolocie i jak się w nim znalazł to chyba magia mija, prawda?
Chłopak od lat uzależniony jest od alkoholu oraz narkotyków. Dobrze wie, że jeśli nie zrobi nic ze swoja sytuacją to jeszcze jeden, dwa może trzy wybryki i będzie po nim. Zgłasza się zatem do najstarszego ośrodka odwykowego w Stanach Zjednoczonych, który przy okazji ma największy procent wyleczeń uzależnień. Odpowiedzcie sobie czy 17% to liczba, którą normalnie byśmy się pochwalili? Chyba nie, a jednak tu jest ona kluczowa. 
Zaskakujące jest to, że kiedy James trafia do ośrodka to lekarze nie wiedzą jakim cudem on wciąż żyje...

Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach każdy z nas zmaga się ze swoim uzależnieniem. To może być kawa, papierosy, gry, książki czy słodycze. Tyle że dla nas to codzienność, która wydaje się nieszkodliwa. No bo czym w porównaniu do narkotyków jest kawa? Albo przy alkoholu słodycze? Niby niczym, ale jak przyjdzie do odstawienia to czy potrafimy zrobić to ot tak, na zawołanie? Na pewno syndrom odstawienia będzie dla nas przyjemniejszy niż dla alkoholika czy narkomana, ale zachwyceni nie będziemy. Oczywiste jest, że lata uzależnień robią swoja zarówno z naszą psychiką, jak i ciałem. 

Kiedy siadałam do tej powieści byłam pewna, że wiem co w niej znajdę, czego się spodziewać i co mnie czeka. Wiecie, jaki był mój szok, kiedy okazało się, że to o czym myślałam było ja wiem? Może jedną dziesiątą tego, co otrzymałam? Gdy czytając strona za stroną byłam przerażona jak nigdy w życiu? Wydawało mi się, że mam za sobą na tyle dużo, że niewiele mnie ruszy, a jednak Jamesowi się udało i to od pierwszych stron "Miliona małych kawałków". 

Na pewno muszę nadmienić, że lektura jest niezwykle ciężka. I nie chodzi tu tylko o opisy i przeżycia, ale także o styl. Dawno nie umęczyłam się tak czytając książkę. I nie jest to męczenie w sensie negatywnym, że książki nie dało się przełknąć. Wręcz przeciwnie. Tę powieść człowiek ma ochotę pochłonąć, ale nie zrobi tego szybko. Przynajmniej ja nie dałam rady. I choć teraz wiem co w niej jest ukryte to przeczytałabym ją ponownie. Jedno jest pewne. Muszę zdobyć w swoje ręce kontynuację w postaci "Mój przyjaciel Leonard". Dopiero wtedy będę czuła, że zamknęłam ten rozdział przynajmniej fizycznie.


<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki

Agnieszka Lingas-Łoniewska - "Tylko raz w roku"

Tytuł: Tylko raz w roku
Autor: Agnieszka Lingas Łoniewska
Stron: 232
Gatunek: literatura obyczajowa, literatura kobieca, literatura współczesna, romans, literatura polska
Wydawnictwo: Burda Książki
ISBN: 978-83-805-3655-5

Agnieszka Lingas-Łoniweska... Która z nas o niej nie słyszała? Która nie zna jej choćby ze słuchu? Ja do niedawna właśnie tak ją kojarzyłam - z opowieści. Przyszedł jednak dzień, kiedy i ja chciałam na własnej skórze przekonać się jak i co pisze jedna z najpopularniejszych autorek w Polsce. Pokochałam zarówno styl, jak i tematykę (padło na cykl Bezlitosna siła). Kolejny krok to coś świątecznego, bo akurat czas był idealny. Mogłam zabrać się za tę pozycje wcześniej, ale coś powodowało, że czekałam do świąt...

Ela i Kamil. Pokochali się od pierwszego wejrzenia, a ich miłość była wyjątkowa. I tylko czas, kiedy się zdarzyła okazał się być nieprzyjazny. 
Wigilia świat Bożego Narodzenia. 
Ona właśnie doświadczyła rozpadu swojej rodziny co powoduje, że świat i jej życie rozpada się na miliony kawałków. Nie wie jak sobie radzić, więc w ten wyjątkowy wieczór zabiera psa i ucieka z nim na spacer.
On od zawsze przyzwyczajony do świąt zimnych, pustych i sztywnych jak wykrochmalony ręcznie szyty obrus jego matki. Choć kochał, bo miał tylko ją czuł, że go to dusi i że to nie jest świat, o jakim marzy i myśli. Wyrusza do przyjaciela na Wigilię jak co roku.
Wpadli na siebie przypadkiem w ten wyjątkowy wieczór w roku. Oboje czują, że ich drogi skrzyżowały się z jakiegoś powodu. Uczucia wybuchają jak fajerwerki w Sylwestra. Dla obojga było to jak bożonarodzeniowy cud. Cud, który wydarzył się specjalnie dla nich. 
Niestety nie mają lekko. Ela musi poukładać wszystko na nowo, zmierzyć się z problemami rodzinnymi, ale też musi oswoić się z natłokiem uczuć, których nigdy wcześniej nie doświadczyła. Kamil zaś musi stawić czoła wyjątkowo zaborczej matce, która pewna jest jednego - jej syn zasługuje na kogoś zdecydowanie lepszego niż Elżbieta. 

Mimo różnic, wbrew niektórym osobom, ale zgodnie z tym, co czują, każde z nich rok w rok myślami wraca do miejsca gdzie się poznali, spotkali i gdzie było im dane zaznać po raz pierwszy wyjątkowej siły zrozumienia u drugiej osoby. Żadne z nich do tej pory nie kochało tak mocno. Jednak czy siła uczuć wystarczy by pokonać przeszkody? Czy miłość sprawdzi się jako narzędzie z przeciwnościami losu? Czy będzie im dane cieszyć się sobą już zawsze?

Uwielbiam książki, które grają na emocjach czytelnika. Muszę przyznać, że Agnieszce w "Tylko raz w roku" udało się to zrobić w perfekcyjny sposób i jedyne co mogę powiedzieć to, że nie zniknie z mojego życia już nigdy. Ogromnie się cieszę, że książkę zostawiłam sobie na święta, nawet jeśli popłynęły z mych oczu łzy. Dla mnie to akurat plus dla książki oraz jej autorki. Ta książka uświadomiła mi jedno. Mianowicie to jak może wyglądać życie, kiedy człowiek chce decydować za drugą osobę i kiedy matka wie co najlepsze dla jej dziecka nie dając mu szansy na własne decyzje, błędy i życie. To już druga w naprawdę krótkim czasie książka opierająca się na decydowaniu za innych. Muszę przyznać, że do niedawna sama bym tak postąpiła, ale czy powinnyśmy to robić? Teraz już wiem, że nie. Bo choć wydawałoby się, że to tylko książki to jednak pytania, jakie sobie zadajemy po jej przeczytaniu, dają do zrozumienia, że to właśnie "książka" może mieć na nas wpływ. W tym wypadku na szczęście pozytywny i to nie tylko dla czytelnika, ale także jego bliskich. Chciałabym zachęcić do przeczytania tej pozycji jak najwięcej osób. Powieść wydaje się lekka i przyjemna, ale nie do końca taka jest. Weźcie ją w ręce i się przekonajcie, o czym mówię. Polecam.


<Ocena: 8/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki

sobota, 4 stycznia 2020

Ryszard Ćwirlej - "Upiory spacerują nad wartą"

Tytuł: Upiory spacerują nad Wartą
Autor: Ryszard Ćwirlej

Cykl: Milicjanci z Poznania (tom 1)
Stron: 480
Gatunek: literatura polska, kryminał, sensacja,
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 
978-83-287-1251-5


Jak pewnie wspomniałam jestem typem, który nie lubi czytać serii nie po kolei. Jednak z Ryszardem Ćwirlejem stało się inaczej. Pierwsza książka, jaką przeczytałam była 4, a kolejna 8 tomem z cyklu "Milicjanci z Poznania". Dopiero teraz udało się zapoznać z pierwszym tomem serii, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. I nie dlatego, że tak ubóstwiam czytać według numerków, ale dlatego, że chcę przeczytać dosłownie wszystko, co wyjdzie spod pióra Ryszarda Ćwirleja. 

Poznań, rok 1985. Na brzegu jednej z największych rzek w Polsce znaleziono zwłoki kobiety. Śmierć, która była następstwem zbrodni może nie byłaby taka tragiczna, gdyby nie fakt, że ciało nie miało... głowy. Dla Milicji to poważna sytuacja, gdyż znaleziona w niedługim czasie głowa okazuje się nie pasować do zwłok. Dość szybko dochodzi do paniki wśród mieszkańców miasta, którzy zastanawiają się, czy w ich mieście nie grasuje seryjny morderca. Zespół śledczych z Komendy Wojewódzkiej MO pod dowództwem kapitana Marcinkowskiego ma pełno roboty nie tylko przez wzgląd na sprawę, lecz także obchody wydarzeń czerwcowych. Po głowach milicjantów kołata się spora ilość pytań. W tym to najważniejsze: ile tak naprawdę jest ofiar?
Czy tylko dwie jak wskazują części ciał, w których posiadaniu się znaleźli? Czy jest lub będzie ich więcej? Kto jest w stanie dokonać tak makabrycznych zbrodni? Jakby brutalny mord był czymś normalnym i trzeba było do tego dodawać ćwiartowanie ciał...
Mogłabym Wam zdradzić więcej, jeśli chodzi o zawartość, ale myślę, że to i tak dużo i intrygująco. Poza tym Ryszard Ćwirlej to pisarz, którego mocną stroną jest nie tylko ta kryminalna część powieści. To, co dla niego charakterystyczne to niesamowicie realistycznie oddany obraz społeczno-obyczajowy, i który przeważa w jego książkach. Traktuje morderstwa i sprawy kryminalne jako dodatek i ubarwienie codzienności, jaką mieli ludzie w czasach PRL-u. Dzięki temu zabiegowi ma możliwość ukazania też prawdziwej twarzy milicjantów. Wielu czytelnikom może wydawać się, że okładka zdradziła zbyt wiele szczegółów i mało zostało do odkrycia, ale mówię Wam, że finał śledztwa oraz tłumaczenie winnego dlaczego morderstwa i to właśnie takie wynagradzają tę sytuację. Poza tym, jeśli szukacie dynamicznego i pełnego akcji kryminału to nie ten autor. Ćwirlej choć pochłania się go niemiłosiernie szybko, ma w sobie coś co sprawia, że czytelnik się nim delektuje. Tu nie ma krwi jak u Chrisa Cartera, intrygi jak u Agathy Christie czy śledztw i dedukcji jak u Arthura Conana Doyle'a. Ale jest coś innego - codzienność, opisy i klimat, który część z nas zna z autopsji, a część z opowieści.


Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

wtorek, 31 grudnia 2019

Sue Black - "Co mówią zwłoki. Opowieści antropologa sądowego"

Autor: Sue Black
Cykl: Feeria Science 
Stron: 404
Gatunek: medycyna sądowa, archeologia, kryminalistyka, literatura faktu, kryminologia
Wydawnictwo: Feeria
ISBN: 978-83-722-9852-2

Kryminalistyka, kryminologia, patologia... Czy tej tematyki kiedyś będę miała dość? Nie wiem. Na razie chłonę jak gąbka wszystko, co tylko zostaje wydane. I nawet jeśli informacje zawarte w każdej pozycji się powielają i niewiele nowego się dowiaduję to sama zmiana stylu kolejnego autora zazwyczaj mi wystarczy tak samo, jak ubranie w inne słowa tej samej rzeczy. Jeśli to się zmieni trzeba będzie szukać nowości lub zmienić dziedzinę zainteresowania. Na razie jednak czekam na tego typu pozycje z ogromną niecierpliwością.

Co powiedzą innym moje zwłoki, kiedy mnie już nie będzie? 
Dzięki Sue Black, która jest profesorem anatomii i antropologii sądowej na Uniwersytecie w Dundee i od wielu lat spotyka się z tragicznymi przypadkami ludzkiej śmierci mogłam się tego dowiedzieć. Ofiary morderstw, katastrof, nieszczęśliwych wypadków, a nawet samotnej śmierci w domu lub poza nim nie odpowiedzą nam na pytania, co się stało, kto im to zrobił, jak do tego doszło... Jednak ich ciała owszem. W zaciszu laboratorium medycznego można odpowiedzieć na prawie każe pytanie jeśli tylko ma się ludzkie zwłoki czy choćby ich szczątki. 

Autorka w barwny, czasami śmieszny, a czasami makabryczny sposób odkrywa przed nami tajemnice śmierci, anatomii ludzkiego ciała, ale także takie ciekawostki jak sposoby pochówku i jego ekologia, zmiana mentalności w ludziach czy wpływ tatuaży, czy układu żył w organizmie. To te ostatnie rzeczy zaciekawiły mnie najbardziej. 

Sue Black uświadamia nam jak ważna w dzisiejszych czasach jest antropologia sądowa i jak ogromny ma wpływ na odczytywanie ostatnich chwil życia czy przyczyn śmierci. Prócz tego autorka postawiła na coś zupełnie innego niż w większości tego typu pozycji. Nie opierała się na jednostkowych przypadkach medycznych lecz w sporej części na swojej rodzinie, na własnych emocjach oraz rozważaniach na temat śmierci. 

Mimo tego, ze wszystko to brzmi niezwykle ciekawie i intrygująco to muszę przyznać, że dawno się tak nie wynudziłam czytając tego typu książkę. Dla mnie to bardziej pewnego rodzaju autobiografia Sue niż książka o antropologii. Zawiodłam się, bo nie po to sięgam po książkę tego rodzaju by czytać o wspomnieniach z dzieciństwa autorki. Tak naprawdę dopiero pod koniec książka zainteresowała mnie tak naprawdę mocno i przeczytałam ją z zainteresowaniem. Ta pierwsza połowa znudziła i zirytowała mnie dość mocno i cieszę się, że chociaż dalsza część uratowała moje wrażenia i czas, który poświęciłam tej książce. Nie zniechęcam do niej, ale jeśli chcesz przeczytać konkretną książkę antropologiczna to znajdziesz wiele innych i przede wszystkim lepszych, ciekawszych i intrygujących pozycji.

<Ocena: 5/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Mia Słowik - "Jak zostałam peruwiańską żoną"

Tytuł: Jak zostałam peruwiańską żoną
Autor: Mia Słowik
Stron: 368
Gatunek: literatura faktu, reportaż, autobiografia, pamiętnik,
Wydawnictwo: Annapurna
ISBN: 978-83-619-6844-3


Lubię literaturę faktu i bardzo chętnie po nią sięgam. "Jak zostałam peruwiańską żoną" została zakwalifikowana właśnie do tego gatunku, więc decyzja o przeczytaniu była prosta i jednoznaczna. Troszkę obawiałam się, czy aby na pewno będzie to taka całkiem dokumentalna pozycja, ale kto nie ryzykuje ten nie ma. Dodatkowo muszę przyznać, że o autorce czyli Mii Słowik nigdy nie słyszałam. Jednak czytanie nieznanych czy debiutujących pisarzy nie jest dla mnie żadnym problemem, więc czemu nie kolej na Słowik? Jest ryzyko jest zabawa, ewentualnie jej nie ma...


Mia Słowik to kobieta, która w życiu nie miała lekko. By poprawić swoją samoocenę chodziła nie tylko na wszelkiego rodzaju terapie, ale także do wróżek! To jedna z nich dała pewną radę dziewczynie, która z biletem w jedną stronę zaryzykowała i wyruszyła do Ameryki Południowej. Tam jako wolontariuszka ląduje w Kolumbii, a dokładniej w San Augustin. Poznaje kulturę oraz obyczaje panujące na dalekim kontynencie. Prócz tego poznaje również Damiano, który z czasem zostaje jej partnerem. Niestety związek z tamtejszym mężczyzną nie jest dla Mii łatwy, a nawet przyjemny. Tam okazywanie uczuć oraz udowadnianie, że się kocha to nie słowa i czułe gesty. To umiejętność grania na bębnach, gotowanie czy... robienie biżuterii! Jak by tego było mało, kobieta według Damiano nie potrafi się poruszać, tańczyć, czy mówić, a nawet się śmiać! To powoduje, że samoocena Mii i wiara w siebie znów wisi na włosku. Jednak tym razem bierze wszystko w swoje ręce, a za namową partnera pije nawet ziołowy napar na bazie ayahusaki. Niestety okazuje się, że kobieta jest na niego odporna, czary nie działają, a efekty są jedne:

"Płakałam i rzygałam, jednak leśnych duchów nie widziałam"*

Niestety związek z Damiano kończy się wraz z gotówką Mii, więc w momencie rozstania kobieta postanawia ruszyć dalej. Tym razem pada na Peru, a dokładniej do Iquitos. Tam poznaje kolejnego mężczyznę, z którym wdaje się w kolejny związek bez miłości. Jednak to właśnie ten mężczyzna i relacja z nim zmienia całe życie kobiety. Podróż powrotna do domu i ponowna do Peru dają się Mii we znaki, szczególnie że nie podróżuje już sama. Jednak stara się jakoś wszystko poukładać na tyle na ile jest w stanie to zrobić choć jest niezwykle ciężko. Sytuacja zarówno w domu rodzinnym, jak i w Peru nie jest lekka 

W życiu nie pomyślałabym, że dokumentalną książkę będzie się czytać jak naprawdę dobrą powieść. Autorka i zarazem bohaterka tejże pozycji walczy z własnymi problemami, kompleksami, a jednocześnie próbuje sama siebie w tym wszystkim odnaleźć. Czy uda jej się odnaleźć drogę do szczęścia, pozbyć się kompleksów oraz problemów? Nie powiem, bo chciałabym żebyście dowiedzieli się sami. Na ogromny plus zasługuje lekkie pióro autorki, umiejętność do obrazowego opisywania miejsc, które odwiedziła, a także wiele zawartych w książce ciekawostek o kulturze, obyczajach czy tradycjach. Dodatkowo śliczne ilustracje, które zamieszczone są w środku, które robią ogromne wrażenie. Polecam każdemu, ale bardziej miłośnikom książek obyczajowych niż podróżniczych. Miłej lektury!

* - Cytat z "Jak zostałam peruwiańską żoną" Mia Słowik

<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Annapurna

sobota, 28 grudnia 2019

Diana Pamler - "Odzyskane uczucia"

Tytuł: Odzyskane uczucia
Cykl: Wyoming Man (tom 7)
Autor: Diana Palmer

Stron: 336
Gatunek:  literatura kobieca, romans współczesny, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, dramat, sensacja, kryminał
Wydawnictwo: HarperCollins
ISBN: 
978-83-276-4508-1


Jednej z najpoczytniejszych amerykańskich autorek miłośniczkom literatury kobiecej przedstawiać nie trzeba. Diana Palmer, a dokładniej Susan Spaeth Kyle ma na swoim koncie ponad dziewięćdziesiąt książek, z czego pierwszą wydała w 1979 roku. Jest kochana w bardzo wielu miejscach na świecie w tym w Polsce. Moja mama ją uwielbia, ja czytuję ją dla rozrywki. I choć obie ją szanujemy to ja za coś zupełnie innego niż ona. 

Ochroniarz J.C. Calhoun, który jest byłym policjantem prowadzi z dala od cywilizacji ranczo w Wyoming. Jest samotnikiem i outsiderem z wyboru. Stracił zaufanie do ludzi za sprawą jednej kobiety. Miłość jego życia, narzeczona, z którą planował spędzić całe życie zaszła w ciążę z innym. To zraniło go tak mocno, że nie wybaczył i wsadził wszystkich ludzi do jednego worka. Teraz stara się dojść do siebie z dala od cywilizacji, wylizać rany i żyć w miarę spokojnie. Problem jest taki, że J.C. został celowo wprowadzony w błąd i za jego rozstaniem z Colie wcale nie stał żaden inny mężczyzna! Dziewczyna przez brata, który wpadł w złe towarzystwo sama wpadła w poważne tarapaty i chcąc chronić siebie, a szczególnie bliskich i ukochanych postanowiła uciec. Niestety mimo tego jej nadal grozi śmiertelne niebezpieczeństwo...

Pewnego dnia na drodze C.J. staje przerażona dziewczynka, która wyznaje mu, że jej mamę zabito! Gdy mężczyzna zaczyna zagłębiać się w sprawę okazuje się, że kobitą tą jest... Colie. 

Czy Calhoun dowie się prawdy? Czy warto poświęcać się w imieniu innych? Czy nie powinniśmy dać im szansy zdecydować samym przy podjęciu decyzji?

Lubię od czasu do czasu przeczytać kolejną historię spod pióra Diany i choć nie śledzę jej wszystkich powieści i nowych zapowiedzi, to jeśli mam ochotę na lekkość i romantyzm to jest dla mnie idealnym wyborem. Ostatnio zdecydowanie przypasował mi cykl "Wyoming Man", który ma w sobie nuty kryminalne co kocham. Powoduje to, że powieści Palmer czyta mi się jeszcze szybciej niż te 'klasyczne'. "Odzyskane uczucia" to książka, która daje czytelnikowi wiele do myślenia. Bo czy warto podejmować za kogoś decyzje? Czy warto udawać kogoś kim się nie jest? Po co tak naprawdę robimy takie rzeczy? Czy dla kogoś, czy dla siebie? O kogo martwimy się bardziej? W bardzo krótkim czasie w moje ręce wpadła druga już książka, która wymusza na mnie zastanowienie się nad swoimi decyzjami podobnie jak "Odzyskane uczucia". I choćby nie wiem jak prosta była historia, jak przewidywalne losy, jak "płascy" bohaterowie, to jeśli tylko dana pozycja daje mi do myślenia to będzie dla mnie cenna i na długo jej nie zapomnę. I właśnie Diana Palmer za sprawą tej powieści zagości w mych myślach i sercu na dłużej niż zdarzało się to do tej pory. Powiem krótko - przeczytaj!



<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

Liv Constantine - "Ostatni świadek"

Tytuł: Ostatni świadek
Autor: Liv Constantine
Stron: 384
Gatunek: dramat, literatura obyczajowa, literatura współczesna, kryminał, thriller 
Wydawnictwo: Harper Collins
ISBN: 978-83-276-4336-0

Liv Constantine to tak naprawdę duet sióstr Lynn oraz Valerie Constantine. Pod tym pseudonimem kryje się duet, których książki są bestsellerami. Ich debiutem oraz trzecią książką zainteresował się polski rynek, więc i my możemy poznać ich pióro. Przyznam, że zaciekawił mnie zarówno opis, jak i przyciągająca (przynajmniej moje) oko okładka. 


Jak to jest czuć na karku oddech, a za sobą obecność mordercy? Nie wiesz? Bohaterka tej książki wie aż za dobrze.

Doktor Kate English jest ustawiona życiowo. Wydaje się, że ma wszystko, co może jej być potrzebne, a sukcesy, jakie odniosła zarówno na polu zawodowym czyli rozwijającą się karierę, jak i osobistym kochający mąż, urocza córeczka i przepiękny duży dom tylko to potwierdzają. Jednak idylla pewnego dnia się kończy. Umiera matka Kate, która jak się okazało została zamordowana. Kobieta nie potrafi się z tym pogodzić i na własną rękę stara się rozwikłać tę sprawę. Ku jej ogromnej radości na pogrzeb przyjeżdża jej dawna przyjaciółka, z którą rozstały się po jednej z kłótni na temat męża Kate. Przyjaźń odżywa na nowo, a Blair nie waha się pomóc  i dowiedzieć się kto winny jest śmierci kobiety, która i dla niej była jak matka. 
Nie mija jednak wiele czasu, gdy śmierć rodzicielki schodzi na boczne tory. W wieczór po pogrzebie doktor English dostaje anonimowy list: „Jeśli czujesz dziś smutek i ból, poczekaj. Zanim skończę z tobą, będziesz żałować, że to ty dziś nie zostałaś pochowana". Kobieta bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebuje pomocy i do niej wybiera Blair, która jako współautorka kryminałów dobrze wie jak poruszać się po takich tematach. Charyzmatyczna przyjaciółka nie widzi problemu w odkrywaniu kolejnych pozorów, jakie tworzy wokół siebie śmietanka społeczna Baltimore. Zdrady, niewierność czy kłamstwa to codzienność, a napięcie wśród przyjaciół i krewnych Kate narasta pod wpływem oskarżycielskich i nietaktownych pytań Blair. Sama Kate dobrze wie, że mordercą może być każdy - ojciec, sąsiad, przyjaciel, a nawet mąż. Nieważne jest jednak kim on jest - jasne jest to, że następna będzie Kate.

"Ostatni świadek" to thriller psychologiczny odkrywający złe strony charakteru i mroczne zakątki duszy. Fabuła powieści jest interesująca i wciąga praktycznie od pierwszych stron co powoduje, że "niestety" książka starcza na bardzo krótko, gdyż objętość ma skromną. Dynamika w książce jest na wysokim poziomie, bo praktycznie cały czas coś się dzieje i gdy już czytelnik liczy na chwilkę odsapnięcia wyskakuje coś nowego. Opisy są krótkie i nie nużą co na pewno spodoba się tym, którzy ich nie tolerują w nadmiarze. Troszkę zawiodłam się na intrydze, bo szybko udało mi się rozgryźć zagadkę, ale nie specjalnie przeszkodziło mi to przeczytaniu do końca. Szczególnie że sama końcówka była interesująca. Trzeba przyznać, że duet dwóch sióstr ma niezwykle lekkie pióro i łatwość w tworzeniu intryg. Warsztat można troszkę dopracować, ale nie zmieniałabym stylu, bo ma w sobie "to coś".


<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

sobota, 14 grudnia 2019

Anna Szczęsna - "Iskierka nadziei"

Autor: Anna Szczęsna
Stron: 368
Gatunek: literatura obyczajowa, literatura kobieca, literatura współczesna, romans, literatura polska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-664-3626-8

Anna Szczęsna to jedna z autorek wielbionych przez moją mamę. Ja akurat nie miałam okazji czytać żadnej jej pozycji, ale za namową mamy chętnie zgodziłam się spróbować. Dlaczego? Bo choć czytamy książki tak różne jak tylko różne mogą być to kiedy już dam jej się do czegoś przekonać to jeszcze nie było sytuacji bym żałowała, a już na pewno nie bardziej, niż kiedy sama sobie czasami podrzucę kukułcze jajo w postaci fatalnej powieści. Poza tym, dlaczego właśnie teraz w okresie przedświątecznym nie skusić się na powieść z zimą, mrozem i śniegiem w tle? 

Tomek to niezwykle dojrzały jak na swój wiek chłopiec. Mieszka tylko z mamą, która praktycznie cały swój czas poświęca pracy. Za sprawą kolegów i jednego zaledwie wyjścia na działki nie tylko jego życie się odmienia. Chłopiec, ulegając wypadkowi zostaje opatrzony przez starszą kobietę. Ta nie tylko zajęła się jego stłuczeniami, ale także sie nim zajęła i nakarmiła. Tomek jako dziecko o gołębim sercu szybko rozumie, że działkowy zimny domek to tak naprawdę mieszkanie starszej pani, którą nazywa Iskierką. Wzruszony gestem kobiety postanawia się odwdzięczyć i zaprasza ją do domu. Między tymi dwojga nawiązuje się niezwykła przyjaźń. Daje ona nadzieję na zmiany i  lepsze jutro. 
Tomek zyskuje przyszywaną babcię, a jakby tego było mało do życia chłopca i jego mamy wkrada się nastoletnia Magda oraz skryty i egoistyczny Błażej.

Kumulacja problemów każdego z bohaterów wypada akurat na czas tuż przed Bożym Narodzeniem. Tomek pragnie domu pełnego ludzi, jego mama chce być z nim sama i spędzać z nim jak najwięcej czasu, ale musi zarabiać na ich utrzymanie, więc praca pochłania znaczną część jej czasu. Magda czuje się w domu jak zbędny mebel, a Błażej ma problemy ze spłatą zadłużenia. Nawet Iskierka zawiedziona jest swoim losem, bo świadoma jest tego, że źle wychowała własnego syna. 

To, co podarowała nam Anna Szczęsna, to możliwość śledzenia tego jak poradzą sobie bohaterowie w dość ekstremalnych momentami sytuacjach i to tuż przed jakże pięknym świętem, jakim jest Boże Narodzenie. Powieść wydaje się być naiwna i przewidywalna, ale ma swój nieodparty urok i tak jak brzmi tytuł daje nam iskierkę nadzieli na lepsze jutro. W końcu kto powiedział, że nam też któregoś dnia życie nie ułoży się bezmała jak w bajce? Po to wdrapujemy się na te wszystkie górki i pagórki żeby pewnego pięknego dnia osiągnąć cel, odmienić życie (być może nie tylko swoje) i być szczęśliwym. Anna Szczęsna ukazała to w niesamowicie wielowątkowy sposób za co zdobywa ode mnie dodatkowe plusy. Sama powieść wciąga od pierwszych stron, ale nie jest to książka z wyższej półki, która wymaga od nas poświęcenia uwagi. Poprostu człowiek się w nią zanurza, przeczyta i sięga po kolejną. I tylko w sercu pozostaje ta nadzieja, że skoro im sie udało to może nam też?

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

Ella Maise - "Pokochać Jasona"

Tytuł: Pokochać Jasona
Autor: Ella Maise

Stron: 416
Gatunek: erotyka, literatura kobieca, romans współczesny literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans,
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-664-3626-9


Ella Maise ma na swoim koncie kilka książek. "Pokochać Jasona" to jej druga powieść, ale pierwsza na polskim rynku. Także jako osoba, która zna tylko język ojczysty dopiero teraz mogłam poznać jej pióro. Romans z nutą erotyki zawsze będzie u mnie mile widziany, więc jakoś specjalnie nie musiałam namawiać samej siebie do przeczytania tejże książki. Widome jest, że czasami nawet ukochane gatunki potrafią nas sprowadzić na ziemię, a erotyka z romansem jest u mnie dość lubiana, ale nie aż tak jak np. kryminały czy thrillery. A jednak czasami człowiek ma ochotę wkraść się w inny świat i tym razem padło na Ellę Maise.

Jason Thorn to niepokorny gwiazdor. Niezwykle przystojny i korzystający z tego mężczyzna już raz złamał serce pewnej dziewczyny. Problem jest taki, że nawet o tym nie wiedział.
Oliwia Thorn to dziewczyna, która pokochała go mając zaledwie kilka lat. Ta miłość dalej w niej tkwi i wie, że nie jest w stanie zapomnieć o tym jedynym, którego zapamiętała za sprawą uroczego dołeczka w policzku. Choć dziś jest dorosłą kobietą to ułożenie życia prywatnego nie jest dla niej takie łatwe. Co innego z tym zawodowym. Jako autorka poczytnego bestsellera, którym jest romantyczna historia dwojga ludzi dostaje propozycję ekranizacji swojej powieści. W rolę głównego bohatera ma się wcielić gwiazdor z Hollywood - Jason Thorn. Dla Olivii gorzej być nie mogło. Dla Jasona? Mężczyzna nie jest świadomy ani uczuć kobiety do niego, ani tego, że lata temu złamał jej serce, a już, tym bardziej że główny bohater powieści inspirowany jest jego postacią! 

Czy tym razem Jason zauważy Olive? Czy dostrzeże to co do niego czuje? A może sam nie będzie obojętny na jej towarzystwo? 

Muszę powiedzieć, że książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Choć nie ma zimowej scenerii to idealna na takiż wieczór. Do gustu zdecydowanie przypadł mi styl pisania Maise i jeśli polski rynek odważy się wydać inne książki autorki to chętnie po nie siągnę. Pomysł na fabułę choć nie nowy to ciekawy i dobrze poprowadzony. Bohaterowie od pierwszych stron dają się lubić, ale mają swoje minusy. Są mało wyraziści, płascy i można było wyciągnąć z nich dużo więcej. Brak mi też bardziej wyrazistych postaci drugoplanowych. Autorka trochę za bardzo skupiła się konkretnie na tej dwójce. Jedno jest pewne - potencjał jest duży i jeśli będzie mi dane przeczytać więcej to chętnie to zrobię. Ogólnie pozycja nieskomplikowana i niewymagająca, idealna dla miłośniczek odważniejszych romansów z nutą pikanterii. Ja liczę, że wydawnictwo podejmie się wydania jeszcze jakichś pozycji Elli Maise. 


<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

wtorek, 10 grudnia 2019

Laura Lippman - "Spalona słońcem"

Tytuł: Spalona słońcem
Autor: Laura Lippman
Stron: 344
Gatunek: dramat, literatura obyczajowa, literatura współczesna, literatura piękna, kryminał, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0862-1

Z Laurą miałam do czynienia kilka lat temu i muszę przyznać, że pamiętam to wyjątkowo dobrze. Niestety nie za sprawą tego, jak świetnie było, wręcz przeciwnie. To była nieudana i męcząca konfrontacja z piórem tejże pisarki. Tylko że ja jestem typem, który nie skreśla po pierwszym razie. Lubię dawać szanse, ale za jakiś czas. I tak też stało się w tym wypadku. Pomyślałam: czemu nie? Opis brzmiał ciekawie, a fakt, że "Spalona słońcem" jest z gatunku literatury pięknej powodował, że podnosiło to moją poprzeczkę gdyż z doświadczenia wiem, że to rodzaj, przy którym muszę się skupić i dać trochę od siebie.

Kobieta i mężczyzna. Spotykają się przypadkiem w lokalnym barze w miasteczku Belleville. Zarówno ona, jak i on twierdzą, że są tu przejazdem, ale co ciekawe żadne nie zamierza wyjechać. Trwają, więc obok siebie. Obserwując, słuchając i zbliżając się do siebie.

Adam nie umie oprzeć się zdystansowanej, wręcz chłodnej, ale i opanowanej kobiecie, która skrywa niejedną tajemnicę. Polly nie wyobraża sobie by odejść zostawiając tego mężczyznę. Czuje, że jest jej potrzebny i chce by towarzyszył jej w przyszłości.
Jak się okazuje oboje coś ukrywają, a im więcej czasu mija, tym więcej tajemnic i kłamstw się nawarstwia. W pewnym momencie żadne z nich nie jest w stanie się wycofać, wyjaśnić dlaczego postąpiło tak, a nie inaczej. Ani Adam, ani Polly nie potrafią odplątać sieci, jaką utkali. Do tego wszystkiego okolicą wstrząsa tragiczna wieść, która powinna coś ruszyć. 

Ktoś musi się w końcu złamać, tylko kto? I czy w ogóle ktoś wyjawi prawdę?

Pewnie tak jak mi wydaje Wam się, że ten opis jest tajemniczy i daje duże pole do popisu dla autorki. I owszem tak jest. Niestety w dalszym ciągu nie czuję żadnego uczucia do warsztatu Lippman. I co najgorsze nawet nie potrafię jej znielubić, bo jest dla mnie neutralna. Jedyne co towarzyszyło mi podczas czytania jej zarówno pierwszej, jak i drugiej powieści to nuda. Książki były przeze mnie męczone i praktycznie odliczałam strony do końca. Zrobiłam to tylko dlatego, że nie lubię zostawiać nieprzeczytanych powieści. Tu wciąż liczyłam, że moze chociaż końcówka uratuje "Spaloną słońcem". Niestety przeliczyłam się. Autorka miała pomysł, wplotła retrospekcję, cofanie się w czasie, wspominanie przeszłości... A jednak sama fabuła pociągnęła wszystko na dno. Jeden duży plus należy się za postaci pierwszoplanowe. Stworzona przez Laurę Polly wzbudza uczucia - u mnie te negatywne. I choć Lippman stara się ukazać ją tak byśmy znaleźli wytłumaczenie dla jej zachowania to ja go nie znalazłam. Dla mnie to była bezduszna, bezuczuciowa kobieta, która dobrze wiedziała co i kiedy robi. I taką osobą została do końca. Czy polecam? Nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że różni ludzie lubią różne rzeczy, więc na pewno nie zniechęcam. Jest wielu miłośników pióra Laury Lippman i cieszę się z tego, bo każdy na to zasługuje. Ja jednak trzeciej szansy raczej nie dam. 

Ocena: 4/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga