niedziela, 20 maja 2018

Britt Collins - "Mój przyjaciel kot"

Tytuł: Mój przyjaciel kot
Autor: Britt Collins

Stron: 356
Gatunek: obyczaj, literatura współczesna, literatura kobieca, dramat, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-655-0623-8

I Ci, co mnie znają i ci, co śledzą mój blog wiedzą, że zwierzęta to moja miłość na równi z książkami. Gdyby ktoś kazał mi wybierać między czymś do czytania a jakimś czworonogiem (może mieć więcej i mniej nóg) to załamanie nerwowe gwarantowane. Na szczęście przez prawie 30 lat mego życia wyboru takowego dokonywać nie musiałam. Kochani, a jak myślicie, co wyjdzie, gdy miłośnik tych dwóch jakże różnych światów otrzyma książkę z opisem przygód np. bezdomnego i kota jak w tym wypadku? No właśnie. To, co najlepsze.

Michael King od lat jest bezdomnym. Sam wybrał sobie takie życie, chociaż gdy zaczynał, myślał raczej o przejściowym etapie w swoim życiu. Posypało mu się życie i chciał wszystko rzucić i przez jakiś czas walczył o coś na kształt zresetowania umysłu i własnego bytu. Nie udało mu się, mało tego faktycznie stracił dom i do życia na ulicy musiał przywyknąć. Jednak to, co zostało u niego jeszcze z czasów dzieciństwa to miłość do zwierząt (zabrzmiało mi to znajomo).  Kiedy wraz z ulicznym przyjacielem znajdują ranną i zaniedbaną kotkę bez wahania jej pomagają. Jakby tego było mało, ona pomaga im. Michael wraz z innymi uzbierane pieniądze, zamiast wydawać jak do tej pory na alkohol, przekazuje je na karmę i rzeczy dla Tabor (imię kotce nadali od knajpy, w której pobliżu ją znaleźli). Kotka jest niezwykle wdzięczną towarzyszką życia na ulicy, ale mężczyzna świadom jest, że ona w przeciwieństwie do niego ma dom. Tak oswojony kot nie żyłby byle gdzie, a ona wręcz lgnie do ludzi. Przez pierwsze dni ich wspólnie spędzanego czasu obawy o to, że kotka ucieknie, powodowały, że uciecha z towarzysza była stłumiona, ale z czasem między mężczyzną a kotem rodzi się głęboka przyjaźń. Jako że w Portland nadeszła sroga zima oboje wyruszają w podróż ku słonecznej Kalifornii. Na drodze spotykają wielu wspaniałych ludzi, którzy niezwykle chętnie im pomagają. Problem pojawia się nagle... Michael zabiera swoją przyjaciółkę do weterynarza, a tam okazuje się, że młoda kotka ma chipa i właściciela. To, czego tak strasznie bał się mężczyzna, okazuje się prawdą. Przed bezdomnym niezwykle ciężka i trudna decyzja. Czy zdobędzie się na to, by rozstać się z Tabor i oddać ją jej prawdziwej rodzinie? Czy jeśli to zrobi uda mu się znaleźć nowy cel w życiu, czy powróci do życia sprzed przyjaźni z mruczącym towarzyszem?

Pewnie nie jeden miłośnik fauny śledzi wydawnicze nowości o zwierzętach, więc wiedzą, że "Mój przyjaciel kot" był i jest nadal jedną z  polecanych pozycji. Mnie osobiście nie trzeba zachęcać do czytania tego rodzaju powieści, a te oparte na prawdziwych historiach to już w ogóle obowiązek, jeśli chodzi o biblioteczkę. Jeśli zatem podobnie jak ja jesteś zwierzofanem i książkoholikiem to nie zastanawiaj się tylko łap książkę w ręce i czytaj, czytaj i czytaj.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka

niedziela, 13 maja 2018

Agnieszka Pruska - "Zwłoki powinny być martwe"

Tytuł: Zwłoki powinny być martwe
Seria: ABC
Autor: Agnieszka Pruska 
Stron: 428
Gatunek: literatura polska, kryminał, humor, komedia
Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 978-83-643-0790-4

Kiedy w moje ręce trafiły trzy części o komisarzu Uszkierze, pióra Agnieszki Pruskiej byłam pewna, że oto po prostu zacznę przygodę z nową serią. Okazało się, że nie tylko. Zarówno jej styl, jak i bohaterowie naprawdę przypadli mi do gustu.  Powieści, choć kryminalne czytało się lekko, ale i z zainteresowaniem. Jako jedna z niewielu Agnieszka pokazała, jak wygląda prawdziwa praca policji, czyli... Rozmowy i raporty. I niech Was to proszę, nie przeraża, bo zrobiła to umiejętnie i pozycje wciąga się w zastraszającym tempie. Kiedy ujrzałam "Zwłoki..." pomyślałam: muszę je mieć i przeczytać! A kiedy znalazłam adnotację, że kryminał jest z humorem, no to już było pewne, że nie popuszczę.

Jest lato, właśnie zaczęły się wakacje i dwie nauczycielki z Gdyni postanawiają wyjechać na wczasy. Ich wybór pada na urokliwą leśniczówkę w Olsztynku, gdzie planują leniuchować, odpoczywać, zbierać grzyby i czytać. Tyle że plany szybko biorą w łeb, bo na spacerze prócz zbierania malin kobiety znajdują coś jeszcze. Są to zwłoki. Po zgłoszeniu tego na policję i powrocie na miejsce zdarzenia ciała mężczyzny brak. No cóż, jak się okazuje, nie każde zwłoki są martwe i statyczne.

"O Matko Boska! Ruchliwe zwłoki! Jakoś mi się to nie skojarzyło z przemieszczeniem ciała w inne miejsce, ale najpierw z tańczącym nieboszczykiem, a potem ze zwłokami nieco przechodzonymi ruszającymi się za sprawa zasiedlającego je robactwa."*

Kobiety, by się rozerwać jeszcze bardziej niż planowały przed znalezieniem uciekającego trupa postanawiają pobawić się w policjantki i zaczynają swoje prywatne śledztwo. Zaczynają oczywiście od przeszukania lasu w okolicy miejsca zdarzenia, rozszerzając systematycznie swoje poszukiwania. W ich głowach rodzą się przeróżne pomysł kto i dlaczego zabił, czy w ogóle zabił, a może jednak mężczyzna był nietrzeźwy lub stracił przytomność i wiele wiele innych opcji. A im więcej możliwości tym Alicja i Julia są bardziej podniecone faktem rozwiązania zagadki. No a pomysłów im nie brakuje - zorganizowane grupy przestępcze, zdradzeni kochankowie, a nawet "kilka" lat wstecz, czyli koncepcja o hitlerowskich skarbach i zemście. 

Jedno jest pewne, nauczycielkom nie można zarzucić braku wyobraźni. A jak dodamy do tego ich pomysły, jak zdobywać potrzebne informacje to naprawdę dostaniemy genialny materiał do oderwania się od codziennych smutków i problemów.

Agnieszka Pruska stworzyła niesamowity kryminał z porządną dawką humoru. Jej powieść to cudowny wybór dla tych, którzy mają kiepskie dni - szczególnie że nie jest ani krwawa, ani makabryczna. Nada się na prawdę dla każdego. Chciałabym czegoś jeszcze w tym stylu i mam nadzieję, że autorka napisze coś podobnego. Kto wie - może gdańskie nauczycielki powrócą z kolejnymi niby-zwłokami? Byłoby ciekawie. A ja szykuję się, by powrócić do przygód komisarza Barnaby. Przeczytajcie "Zwłoki...", bo warto!

* - cytat z "Zwłoki powinny być martwe" Agnieszka Pruska

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka

sobota, 12 maja 2018

Anna Snoekstra - "Laleczki"

Tytuł: Laleczki
Autor: Anna Snoekstra
Stron: 336
Gatunek:  kryminał, thriller psychologiczny, dramat, obyczaj
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
ISBN: 978-83-276-2518-2

No i nadszedł czas, gdy po raz drugi w moje ręce trafia twórczość Anny Snoekstry. Muszę przyznać, że pierwsze spotkanie zrobiło na mnie ogromne wrażenie stąd też, gdy ujrzałam kolejną książkę, musiałam ją mieć i przeczytać bez zastanowienia. Zaufałam, że autorka potrafi pisać i to  efektownie. Czy zrobiłam dobrze, ufając bezgranicznie w jej umiejętności? Zobaczmy.

Colmstoc to mała mieścina bez perspektyw na przyszłość, jeśli chodzi o jej mieszkańców. Bezrobocie ma tu wyjątkowo wysoki odsetek, a nielegalne interesy są na porządku dziennym. Społeczeństwo jest wyjątkowo hermetyczne i wydaje się, że każdy o każdym wie dosłownie wszystko. Mieszkańcami wstrząsa tragedia, jaką jest pożar sądu oraz śmierć jednego z ulubieńców miasteczka - Bena Rileya. Rose Blakeley jedna z młodych mieszkanek Colmstock marzy o karierze dziennikarki i z niecierpliwością czeka na odpowiedź z gazety "Sage Review" o możliwość odbycia u nich stażu. Niestety e-mail, jaki dostaje, jest negatywny i dziewczyna świadoma jest, że aby ruszyć do przodu musi napisać zdecydowanie dobry tekst. Ponieważ spokój ludności budzą pojawiające się w tym samym czasie pod drzwiami niektórych laleczki iście podobne do ich dzieci. Rose to wykorzystuje, pisząc artykuł o tej sytuacji. Szczególnie że jej siostra dostała taką lalkę, a krążące po okolicy plotki mówią, iż podrzuca je pedofil, znacząc w ten sposób kolejne ofiary. Artykuł dziewczyny ukazuje się w mniejszej gazecie. Problem w tym, że nie każdemu podoba się to, że Rose ujawnia pewne zdarzenia z ich miasteczka. Im więcej ona zadaje pytań, tym bardziej niektórzy uważają, że zasługuje na karę...

Opis zapowiadał książkę równie ekscytującą co "Córeczka". Niestety muszę się skupić na słowie "zapowiadał". To, co dostałam i przeczytałam, a raczej umęczyłam, totalnie mnie zawiodło. Czułam się, jak by napisała to nie Anna, tylko jakiś nieudacznik. Ciężko mi się pisze takie rzeczy, szczególnie, że na prawdę pierwsza jej książka była genialna. Może za wysoko postawiła sobie poprzeczkę, może ja za dużo wymagam, a może trochę tego, trochę tego. Pomysł był genialny, wykonanie zdecydowanie gorsze. I tylko zakończenie zrobiło na mnie w miarę dobre wrażenie, choć czułam, jakby było wymuszone. Anna Snoekstra jest autorką, którą po pierwszej powieści szukałam i oczekiwałam w zapowiedziach. Teraz zastanawiam się, jak będzie z kolejną pozycją, bo aktualnie szkoda by mi było czasu. Żałuję, że autorka tak się opuściła, ale liczę, że było to jednorazowe potknięcie.

<Ocena: 5/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska

czwartek, 3 maja 2018

Avital Norman Nathman - "Liga (nie) złych mam. Egoistki z miłości"

Tytuł: Liga (nie) złych mam. Egoistki z miłości
Autor: Avital Norman Nathman

Stron: 382
Gatunek: reportaż, literatura współczesna, literatura faktu, literatura kobieca, dokument
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-657-4027-4

Nie jestem mamą. Nie wiem, czy będzie mi dane nią zostać. Skąd więc zainteresowanie właśnie tematyką macierzyństwa? Jest kilka powodów. Spędzam z dziećmi na prawdę dużo czasu. Kocham je i lubię słuchać oraz czytać o przygodach zarówno maluchów, jak i ich rodziców.

"Liga (nie) złych mam. Egoistki z miłości" to zbiór esejów. Zestaw jakże różnych opowieści matek, które może nie nigdy, ale zdecydowanie rzadko wyglądają tak jak te z pierwszych stron gazet.

Wszystkie razem, ale też każda z osobna wydały na świat istotkę lub kilka. Stworzyły nowe życie, które ma w sobie kawałek ich samych. I choć nie są idealne ani jako kobiety, ani jako matki, co same potwierdzają to łączy je jedno. Miłość do dzieci oraz to, że są dla nich dobrymi mamami. To nic, że makijaż nie jest idealny, ubrania nie są wyprasowane na kant, a kuchnia nie jest tak czysta, by jeść z podłogi (a jednak dzieci lubią to robić). W końcu mówi się, że:

"Dobre mamy mają bałagan w kuchni, brudną kuchenkę, stos prania, lepką podłogę oraz szczęśliwe dzieci"

Tak jak wspomniałam - nie jestem matką. Nie będę, więc oceniać ich postaw, ich decyzji, ich zachowania. Niemniej nie wszystkie rozumiem. Kilka rzeczy mnie przeraziło. Palenie trawki, by przetrwać w towarzystwie dziecka? Aborcja, czyli zabieg jak każdy inny, który nie ma skutków ubocznych? Nie, tego nie zrozumiem.

Jedne planują od własnego dzieciństwa, ile będą miały dzieci, jak będzie wyglądała ich rodzina, co i jak będzie robione. Niektórym się to udaje, innym nie. Drugie idą na żywioł, nie planują, tylko żyją tym, co teraz. Nie ważne kim są z zawodu, czy ich życie jest rozplanowane co do minuty, czy są samotne, homo czy heteroseksualne. Łączy je jedno - są matkami i dla dziecka zrobią wszystko.

Z obserwacji wiem, że walka między matkami bywa zacięta i zastanawiam się niejednokrotnie: "dlaczego?". Czy naprawdę tak ważne jest to, czy moje dziecko będzie miało więcej zajęć pozalekcyjnych? Czy jego ubrania są firmowe? Czy ładnie wygląda? A może trzeba zafundować operację plastyczną na nos lub uszy? Moje dziecko musi być idealne, a ja jego matka razem z nim. Na prawdę? A nie wystarczy, by zarówno rodzicielka, jak i jej potomstwo byli szczęśliwi? Szczęście to nie firmowe buty za setki złotych. Uśmiech to nie umiejętność grania na czterech instrumentach i mówienie w sześciu językach w wieku lat czterech, gdy jeszcze dobrze nie zna się swojego ojczystego. To wsparcie i towarzystwo rodzica. To wspólnie spędzony czas - tak na pracy, jak i zabawie. To wspólna nauka.

Nie jestem matką, ale jestem córką. I wiem, ile pracy musiała włożyć moja mama, w to, bym była tym, kim jestem. By w tym czasie Ona nie zatraciła tego, kim była i kim jest. Jestem jej wdzięczna i do końca życia mój szacunek do niej się nie zmniejszy. Wierzę, że wręcz przeciwnie z dnia na dzień będzie większy.

Jako kobieta i córka chciałabym móc powiedzieć, że zrobiłam wszystko, co mogłam, by moja mama była ze mnie dumna. Mam też nadzieję, że jeśli będzie mi dane zostać mamą, to moje dziecko kiedyś powie, że jest zadowolone ze swojej mamy.

Sięgając po tę pozycję, bardzo się bałam. W głowie nadal miałam jakże nieudaną dla mnie książkę "Żałując macierzyństwa". Strach, że ta pozycja wbije gwóźdź do mej trumny, był ogromny. Siadłam, zaczęłam czytać i odpłynęłam. Chciałabym tę książkę polecić każdej matce. By znalazła tę chwilę czasu dla siebie i zobaczyła, że idealna matka to nie tylko ta w pełnym perfekcyjnie zrobionym makijażu, z dzieckiem cudownie wychowanym, czystym i grzecznym. To czasami trochę brudu i złości, kropla goryczy i smutku, śmiechu i zabaw. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, a szczęśliwe dziecko to brudne dziecko. Wniosek jeden - ideał nie zawsze idealnie się prezentuje!



<Ocena: 9/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

Amo Jones - "Srebrny łabędź"

Tytuł: Srebrny łabędź
Cykl: Elite Kings Club #1

Autor: Amo Jones
Stron: 336

Gatunek:  literatura obyczajowa, literatura erotyczna, dramat, romans, literatura współczesna, literatura młodzieżowa, New Adult, fantastyka
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 
978-83-656-0183-4


Powód, dla którego sięgnęłam po tą pozycję jest błahy i zdecydowanie u mnie pospolity - ciekawość. Mówią swoją drogą, że jest ona pierwszym stopniem do piekła. I czasami jestem skłonna to potwierdzić jak nigdy. Nie lubię fantastyki. Niektóre elementy jestem w stanie potraktować neutralnie, czasami coś mi się spodoba, ale zasadniczo omijam szerokim łukiem wszystko to, co ma z nią cokolwiek wspólnego - szczególnie, gdy jest to jawnie napisane. Tu nie wiedziałam co będzie, a opis wydawał się intrygujący. Zatem dlaczego nie?

Madison Montgomery to zwykłą dziewczyną. Tyle że z dość bogatego domu. Jej życie ulega zmianie, gdy matka dopuszcza się zbrodni, a następnie popełnia samobójstwo. Skandal, jaki wybucha, nie daje dziewczynie żyć - ląduje na językach chyba wszystkich osób. Ojciec Mad żeni się ponownie, a wraz z tym podjęta jest jeszcze jedna decyzja. Rodzina się przeprowadza, a nastolatka trafia do prywatnej szkoły. Panna Montgomery jest pewna, że to będzie start w nowe życie, że zacznie wszystko od nowa...

Jak w każdej chyba szkole tak i w tej są grupki, kluby i elity. Jedną z nich jest Elite King's Club, który otoczony jest aurą tajemnicy i mroku. Odczuwa się, że uczniowie się ich boją i unikają. Oczywiście Madison nie chce wierzyć, że dziesięciu niepokornych chłopaków może mieć wszystko i wszystkich w garści. A jednak to w co chce wierzyć, nie pokrywa się z tym, co widzi i czuje. A jej wątpliwości z dnia na dzień stają się coraz większe. Powodem okazuje się przywódca klubu - Bishop, któremu Mad wpada w oko, a który postanawia na nią zapolować.

Kim tak naprawdę są członkowie Elite King's Club?  Czy Madison coś grozi? Co ma wspólnego jej przeszłość z tym, co ją czeka? Czy dziewczyna jest w stanie zmienić to, co szykuje jej los? 

Książka zapowiadała się naprawdę ciekawie. Niestety bardzo szybko musiałam zmienić zdanie. Nie potrafiłam się w niej odnaleźć, a główna bohaterka doprowadzała mnie do szału. Jednak nie o to chodzi, bo jednych możemy lubić a drugich nie. Styl autorki oraz historia mnie nie przekonały, nie wciągnęły i nie zachęciły. Mogłabym powiedzieć, że może dlatego, iż przesłanie jest dla młodzieży, a ja mam swoje lata i nie wszystko muszę tolerować. Chciałabym powiedzieć, że powieść wywołała skrajne emocje. Tak, ale tylko negatywne. Te pozytywne zmieściłyby się na placach u jednej ręki, a i to byłyby chyba naciągane. Nie, nie zniechęcam do pozycji. Jeśli czujecie, że to klimaty dla was to sięgajcie i czytajcie. Może będzie to jedna z Waszych ulubionych serii. Ja niestety pasuję po pierwszym tomie.

<Ocena: 4/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

sobota, 28 kwietnia 2018

T.M. Frazier - "Tyran"

Tytuł: Tyran
Cykl: The King (Tom 2)
Autor: T.M. Frazier
Stron: 336
Gatunek:  literatura obyczajowa, literatura erotyczna, dramat, romans, literatura współczesna, literatura kobieca
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 
978-83-657-4099-1


Kiedy siadałam czytać "Kinga" czyli pierwszy tom z serii "The King" spodziewałam się czegoś niby lekkiego, ale nie całkiem. Z nutą pieprzu oraz wanilii. Ale to czego się spodziewałam najbardziej to przewidywalności. I faktycznie tak było. Tyle, że autorka tak zakończyła tę pozycję, że nie było szans bym nie sięgnęła po dalszy ciąg. A tu już takiej oczywistości nie było. Do połowy szło gładko i pomyślałam, że pani Frazier nie zaszalała. I nagle...

Kiedy King oddawał Doe jej ojcu był pewien, że robi dobrze. Że zarówno kobieta jak i on będą szczęśliwi. Ale ani on ani ona tego szczęścia nie doświadczyli. King - ponieważ został oszukany, a Ray - bo on ją oszukał i zawiódł. 
Po powrocie do rodziny, tej prawdziwej rodziny dziewczyna nie potrafi się odnaleźć. Ma wrażenie, że rodzice i jej chłopak mówią tylko to co oni chcą, to co dla nich jest wygodne. A przez to, że ona nie umie niczego potwierdzić ani niczemu zaprzeczyć czuje się niezwykle zagubiona. A najgorsze, że jej serce tęskni za nim. I choć ma syna to nie potrafi wykrzesać z siebie ani grama uczuć do jego ojca. Pamięta jego oczy, ale to wszystko. Chce sobie przypomnieć, ale im bardziej się stara tym większa pustka ją otacza.
King po rozstaniu z Ray nie potrafi znaleźć sobie miejsca. Po utracie nie tylko ukochanej, ale i najbliższego przyjaciela Preppy'ego jest w rozsypce. Nie wie co robić. Chce odzyskać dziewczynę choć wie, że nie powinien tego robić. Tyle, że chyba każdy wie iż serce nie sługa i działa na własnych zasadach. A z nim i jego postępkami umysł często przegrywa...

Czy King znajdzie sposób by odzyskać ukochaną? Kim jest tytułowy Tyran i dlaczego Ray została ostrzeżona przed nim przez przyjaciółkę? Co się stało, że najbliższa osoba dziewczyny stoczyła się na samo dno i tak marnie skończyła swoje życie? Czy pomimo wplątania w kryminalną aferę największe niebezpieczeństwo grozi Ray wśród najbliższych? Czy młoda kobieta odzyska pamięć, a jeśli tak to czy całą? 

Muszę przyznać, że tu Frazier pokazała na co ją stać i zdecydowanie podwyższyła sobie poprzeczkę w pisaniu. I choć sama historia nie należy do tych realnych z powodu kilku (a może i kilkunastu aspektów) to jako powieść oceniam ją zdecydowanie na plus. Teraz z niecierpliwością czekam na przygody kolejnych bohaterów z otoczenia Kinga - szczególnie Preppy'ego, który skradł me serce. Książkę polecam miłośniczkom czarnych charakterów, niegrzecznych chłopców oraz romansów z nutami kryminału czy czystej erotyki.

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

Aurora Rose Reynolds - "Until Trevor"

Tytuł: Until Trevor
Cykl: (Until / Do utraty tchu Tom 2)

Seria: EditioRed
Autor: Aurora Rose Reynolds
Stron: 240

Gatunek:  literatura obyczajowa, literatura erotyczna, dramat, romans, literatura współczesna, literatura młodzieżowa, New Adult,
Wydawnictwo: Editio
ISBN: 
978-83-283-3016-0


Drugi tom serii Do utraty tchu. Aurora Rose Reynolds postawiła na klasykę jeśli chodzi o młodzieżowe powieści. Miłość i dramat w życiu młodych dorosłych chyba nigdy nie będą tematami, które się przedawnią. Wystarczy wczuć się w klimat i zebrać to do tak zwanej kupy. Jednym się udaje, innym nie. Aurora należy do tych pośrednich. "Until Trevor" to nie jest powieść z górnej półki, ale też z doświadczenia wiem, że jest zdecydowanie wiele pozycji poniżej tego co oferuje Reynolds.

Liz Hayesnie była oczkiem w głowie swojego ojca. Ojca, który niestety zmarł wiele lat temu. Przez pewien czas matka się nią nie interesowała, szkołę kończyła jako samotna dziewczyna. Jednak rodzicielka w końcu obudziła się z letargu i zrobiła wszystko by nadrobić czas, gdy zaniedbywała córkę. Ale Liz ma też brata. Brata, który w pewnym momencie swego życia podjął złe decyzje. W czasie, gdy młoda kobieta zaczęła układać sobie życie po odejściu jedynej miłości, bo nie pasowała do jego poukładanej przyszłości, wraca Tim. Odwiedził ją i zniknął, a wraz z nim całe oszczędności i pieniądze ze sklepu Liz. Dziewczyna, by nie zbankrutować i utrzymać własny interes i żeby w ogóle mieć za co przeżyć musi podjąć się dodatkowej pracy. A ta praca, której się podejmuje nie jest marzeniem żadnej dziewczyny. 
W tym samym momencie znów pojawia się on - Trevor. Brązowooki i niesamowicie przystojny facet, o ustach które stworzone są do całowania. Mężczyzna władczy, pewny siebie i przekonany, że Liz jest jego i tylko jego. Ale tym razem musi się trochę pofatygować by przekonać dziewczynę do siebie. By znów mu zaufała, by zechciała znów z nim być.
Tyle, że życie to nie bajka i nic nie trwa wiecznie i nie układa się idealnie. Zakochanym nie będzie dane długo cieszyć się miłością, bo nie tylko Tim popada w tarapaty. Kłopoty i problemy grożą także dziewczynie, a gdy się w tym orientuje może być już za późno na cokolwiek.

Książka, którą stworzyła Aurora to nie tylko klasyczny romans z nutą dramatu. To także ukazanie różnych obliczy przyjaźni, decyzji jakie młodzi ludzie muszą podejmować i że wybór nie zawsze jest jednoznaczny i łatwy. To również błędy i próby ich naprawienia. To rozstania i powroty. Reynolds pokazuje młodym, że dawanie sobie szansy to ważny i dorosły krok w życiu. I choć powieść spod jej pióra Autory nie porywa to jednak pozwala na chwilę się oderwać od codzienności. No i przede wszystkim pokazuje nad czym warto się w życiu zastanowić. Ja mimo wszystko czekam na następne książki i losy kolejnych bohaterów.

<Ocena 6/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio

Chris Carter - "Rozmówca"

Tytuł: Rozmówca
Cykl: Detektyw Robert Hunter ( Tom 8)
Seria: Kryminał
Autor: Chris Carter

Stron: 388
Gatunek: kryminał, thriller, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0290-2

Prawda jest taka, że chyba na nic ani na nikogo nie czekałam i czekać nie będę jak na Chrisa Cartera i jego kolejne książki. Powrót mojego mistrza jeśli chodzi o thrillery był tym co tygryski kochają najbardziej. Autor i jego bohater na mój regał zawitali jakiś czas temu i czytanie nie obyło się bez zarwanej nocy, bo inaczej się nie da. Ale dla nich warto i zdania nie zmienię!

Detektyw Hunter i jego partner detektyw Garcia znów pracują razem. Po raz kolejny zajmują niezwykle brutalnym morderstwem, które okazuje się nie być jednorazowe. 
Pewna kobieta odbiera telefon od przyjaciółki. To co ją zaskakuje to fakt, że nie jest to zwykłe połączenie lecz rozmowa video. Kiedy odbiera przeraża ją to co widzi - Karen jest zakneblowana i przywiązana do krzesła, a głos który słyszy przeraża ją najbardziej - głęboki, szorstki, wręcz demoniczny. Jedno zdanie: Nie przerywaj połączenia i gra pod tytułem: dwa pytania. Pierwsze proste daje nadzieję, że wszystko dobrze się skończy, drugie podchwytliwe, niby łatwe, a jednak... No i się stanie, gdy odpowiedź padnie za późno lub będzie zła? Tego Tanya dowiaduje się po fakcie. Przeczuwa, że dziewczyna nie przeżyje, ale nawet w najgorszym koszmarze nie pomyślała, że umrze w ten sposób...

Niespełna trzy dni później kolejna osoba dostaje podobny telefon. Kolejna videorozmowa, kolejne wydawało by się zaledwie dwa pytania i trzecie, które zadaje sobie osoba, która odbiera telefon: co w razie pomyłki?! 

Czy to możliwe, że morderca jest również stalkerem? Jaki jest powód śmierci kolejnych osób? Skąd pomysł na tak brutalne rodzaje śmierci i skąd morderca wie, że osoba do której dzwoni nie odpowie na pytanie numer dwa? Czy Robert i Carlos rozwikłają tą makabryczną zagadkę i uratują życie (nie)winnym osobom?

Mogła bym się rozpisać na temat fabuły książki, ale nie mam zamiaru tego robić. Lepiej ją przeczytać i poznać fakty niż czytać o niej gotowca. Czytam na prawdę dużo, a thriller to chyba mój ulubiony gatunek na równi z kryminałami. Jednak tak dobrego autora jak Carter jeszcze nie spotkałam. To w jaki sposób morduje bohaterów w swoich książkach fascynuje, ale i przeraża i nie wiem co bardziej. Nikt nie zabija tak jak on i to się liczy. Jego powieści są trafne i zwięzłe. Brak lania wody, cały czas coś się dzieje. I tylko brutalność nie pozwala sięgnąć po jego pozycje każdemu. Trzeba mieć mocne nerwy,a  w tedy trafisz do raju jeśli chodzi o gatunek. Wiem, że raj o morderstwa to skrajne niedopowiedzenia, ale fani wiedzą co mam na myśli. Ta pozycja ma genialne zakończenie, którego się nie spodziewałam. Chciała bym by drogi Huntera i pana J. jeszcze się skrzyżowały. Nie wiem co Chris szykuje dla swoich czytelników, ale cokolwiek to będzie będę to miała i to przeczytam. A jeśli Ty lubisz mocne pozycje to koniecznie zapoznaj się z cyklem o detektywach Hunterze i Garcii!

Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

sobota, 31 marca 2018

Nicolas Beuglet - "Krzyk"

Tytuł: Krzyk
Autor: Nicolas Beuglet

Stron: 448
Gatunek: kryminał, thriller, sensacja, kryminał skandynawski, thriller medyczny
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-8110-280-3

Chociaż "Krzyk" to druga książka napisana przez Nicolasa Beugleta to w Polsce wydano niestety tylko tę. Muszę przyznać, że po przeczytaniu jej żałuję tego i liczę, że ktoś zdecyduje się to nadrobić. Musze przyznać, że ostatnio dość często w moje ręce trafiają pozycje ze szpitalem psychiatrycznym w roli głównej lub jako tło zdarzeń. Praktycznie każda z nich robiła na mnie pozytywne wrażenie i tu również tak było. Co w takim miejscu Nicolas dla nas zaplanował? Zobaczmy.

W szpitalu psychiatrycznym w Oslo dochodzi do dziwnego zdarzenia. Wszystko wskazuje na to, że jeden z pacjentów popełnił samobójstwo. I pewnie nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że próbował się udusić własnymi rękami. Ostatecznie jednak zmarł na zawał. Powodem był wyjątkowo silny strach. Pytanie brzmi: Co może wystraszyć człowieka tak bardzo, że doprowadza go to do śmierci? 
Sprawa trafia w ręce Sary Geringen. Inspektor sama zmaga się z poważnymi problemami osobistymi jednak śledztwo traktuje jako deska ratunku, coś na czym może się skupić i co pozwala jej przetrwać jeden z najgorszych momentów w jej życiu. 
Odkrywszy na czole pacjenta bliznę w kształcie liczby 488, Sara domyśla się, że śledztwo nie będzie ani łatwe ani proste. Jak się okazuje miała rację. Dość szybko trafia do dziennikarza śledczego Christophera, który nie waha się pomóc jej rozwikłać sprawę. To co go do tego pcha to fakt, że w sprawę zamieszany był jego brat, który zginął w wypadku niedługo po tym jak zaczął węszyć w okół sprawy pacjenta 488.

Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że nikt nie wie jak nazywał się tak na prawdę pacjent z blizną 488. Mimo iż przebywał w szpitalu od ponad trzydziestu pięciu lat był po prostu numerem. To co było charakterystyczne to fakt, że pacjent przed śmiercią wydał przeraźliwy krzyk. A pacjent przebywający w pokoju niedaleko mówił, że nie był pierwszym jaki wydał i że ciężko go do czegokolwiek porównać. Po prostu przerażał.

Co (a może kto?) przeraziło mężczyznę tak, że dostał zawału? Kom był pacjent o numerze 488? Co w ogóle oznacza ten numer? Do czego dokopią się Sarah i Christopher? Czy będą gotowi na informacje jakie trafią w ich ręce? I czy na odwieczne pytanie: Czy istnieje życie po śmierci? znajdzie ktoś wreszcie odpowiedź?

"Krzyk" to niby francuski thriller, ale jego akcja toczy się po części w Norwegi, a po części we Francji. Jednak wraz z bohaterami odbędziemy jeszcze podróż na Wyspy Wniebowstąpienia. Początek książki jest spokojny, a wręcz powiedziała bym rozwleczony. Jednak po pewnym czasie autor funduje nam niezłego kopa. Pojawia się dynamika, która przenosi nas w świat jakby prosto z wesołego miasteczka. Lądujemy bowiem na Roller Costerze. Emocje sięgają zenitu, a jedyne czego pragnie czytelnik to dowiedzieć się co dalej. Myślę, że jeśli lubicie thrillery z odrobiną medycyny, ale i wiarą w tle to będzie to coś dla Was. Mało tego pozycję powinniście zapamiętać na dłużej. Ja chciała bym mieć okazję przeczytać pierwszą książkę jaka wyszła spod pióra Nicolasa Beugleta.

Ocena: 8/10


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

czwartek, 29 marca 2018

Ellen Marie Wiseman - "To, co zostawiła"

Tytuł: To, co zostawiła
Autor: Ellen Marie Wiseman
Stron: 496
Gatunek:  literatura obyczajowa, dramat, literatura współczesna, literatura kobieca
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 
978-83-655-0654-2

Ellen Marie Wiseman nie była mi do tej pory znana. Jej powieść to też nie do końca gatunek, który uwielbiam, a jednak coś mnie do niej zachęciło, coś skusiło. Nie chodzi tu tylko o opis, ale o przyciągającą wzrok okładkę. Skromna, ale ponura ma w sobie coś z nawiedzonego domu. Jej tonacja też nie jest zbyt optymistyczna, a to zdecydowanie już wpada w moje klimaty. Powiedzmy sobie szczerze, że im coś straszniejsze i bardziej przygnębiające tym bliższe memu sercu - jakkolwiek to brzmi.

Powieść toczy się dwutorowo. Choć bohaterkami obu historii są młode dziewczyny. 
Rok 1995 to historia Izzy Stone. Zagubionej niespełna osiemnastoletniej dziewczyny, która wychowywana jest przez rodziny zastępcze, które niestety co rusz się zmieniają. Ma wrażenie, że ta u której przebywa aktualnie jest jej najbliższa, że właśnie u nich znalazła coś na kształt prawdziwego domu. Dlaczego nie mieszka ze swoimi rodzicami? Bo jej ojciec nie żyje. Został zamordowany przez jej matkę, która aktualnie odsiaduje wyrok dożywocia w więzieniu. Izzy nie jest w stanie jej wybaczyć tego co zrobiła ojcu, a swemu mężowi. Nie rozumie tego co nią kierowało. Jednak za sprawą zajęć jakie przydzielają jej zastępczy rodzice zaczyna odkrywać historię nie tylko swoją. Problem w tym, że ani jej przeszłość ani przeszłość osoby, którą sobie upatrzyła nie jest kolorowa. Na kim skupiła się nastolatka? Robiąc porządki w zbiorach muzealnych fotografuje wraz z przybrana rodziną rzeczy należące do pacjentów szpitala psychiatrycznego, w którym swoja drogą przez jakiś czas przebywała jej matka. Izzy trafia na pamiętnik swojej rówieśniczki, który robi na niej ogromne wrażenie. Chce lepiej poznać losy tej dziewczyny, a przy okazji zaczyna sobie przypominać swoje dzieciństwo.

Rok 1929  to historia Clary Carthwright. Dziewczyny, która jest rozdarta między posłuszeństwem wobec rodziców, a szaloną miłością do włoskiego imigranta. Miłością, której nie akceptują ani matka ani ojciec. Na skutek postawienia się rodzicielom ojciec postanawia umieścić ją w kosztownym prywatnym szpitalu psychiatrycznym jako niepoczytalną co w tamtych czasach wcale trudne nie było. Rodzinę Cartwrightów dopada finansowy krach, a Clara zostaje przeniesiona do publicznego zakładu dla obłąkanych, gdzie jej nadzieja na wyjście pomału rozpada się w pył. Jednak do końca ani ona ani jej ukochany się nie poddają i walczą o miłość jaka ich łączy, łączyła i będzie łączyć. 

To właśnie losy Clary poznaje Izzy za pomocą pamiętnika, a historia jaką odczytuje powoduje, że sama zaczyna głęboko analizować własną przeszłość. Czy jej matka miała cel w tym by uśmiercić własnego męża i ojca jej córki? Czy Izzy, która wspomina ojca tatę jako cudownego i opiekuńczego mężczyznę ma stuprocentowy obraz na to kim był? Co wspólnego ma życie Izzy z życiem Clary?

Ellen w niezwykle umiejętny sposób splata losy dwóch bohaterek, które żyły w jakże innych czasach i warunkach. Choć mamy tu dwie płaszczyzny czasowe to widać jaki wpływ na życie dziewczyn ma postępowanie ich rodziców i nie ważne jest to kiedy to miało miejsce. 
Zasiadając do tej powieści myślałam, że będę miała do czynienia z pozycją dla młodzieży, a jednak muszę przyznać, że nadaje się ona dla każdego. Pozycja ta ukazuje nam jaką niektórzy mają potrzebę sprawowania kontroli nad życiem innych. Poleciła bym tę książkę każdemu, bo czyta się szybko i z zapartym tchem. Ma w sobie coś co hipnotyzuje. Nie jest to jednak ani zbyt wesoła ani optymistyczna powieść. Raczej pełna bólu, samotności i bezradności. Jednak nie pożałujecie poświęconego jej czasu.

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

środa, 28 marca 2018

Ed Yong - "Mikrobiom. Najmniejsze organizmy, które rządzą światem"

Tytuł: Mikrobiom. Najmniejsze organizmy, które rządzą światem
Seria: #nauka
Autor: Ed Yong

Stron: 338
Gatunek: nauki przyrodnicze, popularnonaukowa
ISBN: 978-83-233-4358-5

Medycyna pod każdą postacią jest u mnie na prawdę mile widziana. Kocham powiększać swoją choćby tylko teoretyczną wiedzę w jej zakresie. Książki o chorobach i operacjach, ostrych dyżurach czy zwierzeniach tak lekarzy jak pacjentów mają u mnie priorytet. Dlaczego by, wiec nie pójść o krok dalej i nie poczytać o braciach najmniejszych? Mikrobiom, bo o nim mowa to przecież to też swego rodzaju medycyna. Zatem do dzieła...

Ilu z nas na samą myśl o bakterii czy wirusie przechodzi dreszcz obrzydzenia? No, bo jak żyć w towarzystwie czegoś co wywołuje choroby. Ale pomyślcie jeszcze nad czymś. A nasza flora bakteryjna jelit, o którą staramy się dbać na co dzień, a już na pewno po wszelkiej antybiotykoterapii. Przecież to właśnie bakterie jak sama nazwa mówi. I ich nie tępimy, je staramy się dokarmiać. Dlaczego, więc tak wielu z nas dąży do sterylności otoczenia? Prawda jest taka, że takie wyjałowienie szkodzi bardziej niż towarzystwo tych maleńkich istot. Marzymy o życiu bez takiego grona. To wszystko napędzane jest u nas przez strach. A strach to czysta niewiedza. Nieobeznanie w temacie powoduje, że robimy sobie więcej złego niż dobrego.

Ed Yong jest brytyjskim dziennikarzem naukowym, absolwentem zoologi Uniwersytetu Cambridge oraz biochemii na Uniwersytecie Londyńskim. Jest też autorem niniejszej książki. Książki, która otwiera nasz umysł na otaczający nas choć niewidoczny gołym okiem świat. "Mikrobiom. Najmniejsze organizmy, które rządzą światem" to tytuł tej pozycji i nie jest on przypadkowy. Dlaczego? Bo choć drobnoustroje są jednymi z najmniejszych istot na świecie to na prawdę nim rządzą. Jednak daleko im do tyranii - przynajmniej do póki panuje harmonia w organizmach z którymi żyją. 

Autor w naprawdę ciekawy sposób otwiera nam bramę do innego świata. To co zasługuje na ogromne uznanie to nie tylko wiedza jaką nam szarym ludziom udostępnia, ale fakt w jaki sposób to robi. Bo czytanie książek popularnonaukowych to dla wielu ludzi ogromne wyzwanie. Suche fakty, często niezrozumiały język i terminy, o których człowiek pierwszy raz słyszy. Jak więc się z tego dowiedzieć czegokolwiek skoro my nic z tego nie rozumiemy? Ed jako jeden z niewielu przełamał tę barierę i za pomocą nietuzinkowych anegdot, ale i inteligentnego humoru daje nam przyjemność z czytania tego gatunku. Zagłębianie się w jego książkę to pewnego rodzaju rozrywka, która dostarcza nam ogromnej dawki wiedzy.

Ed Yong i jego książka to niesamowita nowość na rynku. Daje nam możliwość zmienić swoje zachowanie i nastawienie. Możemy dzięki tej pozycji poznać świat, którego nie znamy i nie widzimy, a który nas tworzy. Yong pokazuje nam, że mikroorganizmy to nie tylko zarazki, które roznoszą choroby. To także kamień węgielny naszego istnienia. Gdyby nie one - nas by nie było. Do tego sposób w jaki to robi powoduje, że każdy z nas może ten świat zgłębić i nie będzie się przy tym męczył. Zapoznajcie się z tą pozycją, bo warto.

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka

czwartek, 22 marca 2018

Alex Kava - "Przedsmak zła"

Tytuł: Przedsmak zła
Cykl: Maggie O'Dell ( tom 0,5 )
Autor: Alex Kava
Stron: 336
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny, kryminał, sensacja
Wydawnictwo: Harper Collins
ISBN: 
978-83-276-3498-6

Alex Kava to chyba jedna z najsławniejszych pisarek książek kryminalnych. Choć sama czytałam tylko kilka jej pozycji i to niestety nie po kolei nie jestem pewna czy ta sława jest adekwatna do poziomu. Z każdą kolejną książką odczuwałam to coraz bardziej. Tym razem w moje ręce trafił prequel przygód Maggie O'Dell ukazujący początkowe jej losy.

Wirginia, hrabstwo Shenandoah. Pewien mężczyzna przygotowuje się do polowania. Kupując kuszę decyduje się na tą z maksymalną siłą naciągu. W końcu tu nie ma ograniczeń ze strony prawa, które w innych Stanach są bardzo restrykcyjne. Idzie do lasu i poluje na wcześniej upatrzoną ofiarę.  W końcu ostrzegał, że zakupu pomarańczowych odblaskowych butów do biegania kobieta pożałuje...

Mniej więcej w podobnym czasie w Quantico w stanie Wirginia. Maggie O'Dell młoda agentka FBI zajmująca się od lat sporządzaniem profili seryjnych morderców nie będąc nawet na miejscu zbrodni zostaje zaangażowana w śledztwo. Pierwszy raz ma możliwość sporządzić profil opierając się nie tylko na zdjęciach czy ewentualnym pobycie w prosektorium. Ofiarą jest młoda kobieta, która choć zaginęła jakiś czas temu to jednak nie żyje raptem od kilku dni. Wszystko wskazuje, że będzie to rutynowa sprawa tak dla Maggie jak i reszty zespołu. Chyba nie mogli być w większym błędzie...
Nikt nie spodziewał się, że to co mają za sobą to początek góry lodowej. Dołączą kolejne zwłoki i to nie jedne, a na "deser" pojemniki z jedzeniem na wynos. Tylko zawartość lekko odmienna od oczekiwanej i za każdym razem z listem skierowanym bezpośrednio do agentki O'Dell. 

Młoda agentka musi zmierzyć się z kilkoma rzeczami. Pierwsza to fakt, że do tej pory prowadziła śledztwa z zza biurka. Teraz, gdy wyszła w teren okazało się, że oglądanie miejsc przestępstwo to bajka jakże inna od oglądania zdjęć czy nawet autopsji w sali prosektoryjnej. No i morderca, który upatrzył ją sobie jak kot upatruje mysz. Wygra tylko jedno z nich. Kto pierwszy złapie przeciwnika... 

Gdzieś na początku poczułam, że ta książka będzie dobra. Że znów dostaniemy tę dobrą, mocną i pobudzającą Kavę i to bez kofeiny, więc polecam tym dbającym o zdrowie - chyba, że delikatna psychika jest wrażliwsza od fizycznych aspektów ciała. Takie powieści mogła bym czytać nałogowo.  Ci co znają Alex pewnie chętnie do niej wrócą, tym co chcą poznać proponuję zaczęcie serii właśnie od tej pozycji, bo w końcu to prequel ukazujący nam początki kariery agentki, jej wzlotów i upadków oraz problemów tak zawodowych jak prywatnych. Wiele dzięki temu można zrozumieć w późniejszych tomach - zawsze lepiej poznać wszystko od razu i po kolei niż wyrywkowo jako wspomnienia agentki podczas konkretnych śledztw w książkach. Zachęcam do przeczytania

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie  do przeczytania i zrecenzowania egzemplarza powieści serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska

sobota, 17 marca 2018

Daniel Cole - "Ragdoll"

Tytuł: Ragdoll
Cykl: William Fawkes (Tom 1)
Autor: Daniel Cole

Stron: 400
Gatunek: kryminał, thriller, sensacja, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0100-4

Co skłoniło mnie do przeczytania właśnie tej pozycji? Tak na prawdę kilka rzeczy. Pierwsza to opis z tyłu okładki. Druga to sama okładka oraz tytuł. Trzecia i najważniejsza to chęć poznania kogoś kto dorówna Chrisowi Carterowi, a tu wszystko wskazywało, że właśnie to dostanę. "Sześć ofiar, jedno ciało, zero podejrzanych." To musi być coś godnego uwagi, pełne wartkiej akcji i po prostu stworzone dla mnie. 

Jak to jest dowiedzieć się, że się zginie. Mało tego usłyszeć kiedy dokładnie. Odliczasz w tedy dni, godziny, minuty. I myślisz sobie. Zginę? - No dobrze. Ale jak? Takie pytania zadawało sobie 6 osób z listy stworzonej przez zabójcę. 

Ale od początku...
Pierwsze jego dzieło czyli jedne zwłoki skompletowane z sześciu różnych części ciał, sześciu różnych osób zostało znalezione w jednej z dzielnic Londynu. Zabójca jednak na tym nie poprzestaje i wysyłając do mediów list z nazwiskami oraz datami śmierci 6 kolejnych osób drwi z policji na całego. Mało tego morderca cały czas jest kilka kroków przed nimi. Wszyscy są świadomi, że policji przyjdzie się zmierzyć z wyjątkową serią morderstw i wyjątkowo perfidnym i przewidującym mordercą. Śledztwo trafia w ręce niedawno przywróconego do służby detektywa Williama "Wolfa" Fawkes'a oraz jego dawnej partnerki Emily Baxter.
Ten ciekawy duet sam zmaga się z problemami. On stracił prawie wszystko. Żona się z nim rozwiodła, on wybrał życie w obskurnej kawalerce godnej miana nory. Stara się odzyskać równowagę tak zawodową jak prywatną. Ona udaje, że wszystko ma pod kontrolą, a jej życie jest prawie idealne. Tyle, że ma problemy z alkoholem. Każde z nich jest samotne choć udają, że niczego im w życiu nie brakuje. Ale potrafią sobie nawzajem wytykać słabe punkty.

Oboje byli i są świetnymi detektywami, ale czy to wystarczy by złapać seryjnego mordercę? Jaki maja wykonać krok skoro każdy jaki podejmą kończy się klapą? Jak się zachowają, gdy każde ich poczynania śledzą media, a najsłynniejszy aktualnie zegar to emitowany przez telewizję "zegar śmierci" odliczający czas do śmierci kolejnej osoby z listy.

Książka jak się zapowiadała taka była. Niby... Chciałam czegoś na kształt Cartera i otrzymałam to, ale... No właśnie. Musiało się pojawić "ale". Powieść ma swoje minusy i plusy. Do tych pierwszych zaliczyła bym zbyt duże naśladowanie Chrisa. Mam wrażenie, że mało tu autora samego w sobie. Nie, nie chodzi o plagiat. Raczej o zbyt duże wzorowanie się. Brakuje mi tu charakterystycznego dla konkretnego autora rysu. I choć wiem, że patrząc na nawał książek i ich tematyki ciężko napisać coś nowego i świeżego to jednak tu w ogóle brak czegokolwiek. Powieść wydaje się być nijaka i kalkowana. Za to równoważy to parę plusów. Największy to detektyw Fawkes. Oj spodobał mi się jego charakter. Nie taki krystaliczny, czysty i bez skaz jak na policjanta by przystało. Tu autor dostaje ode mnie dodatkowe plusy i pewność, że kolejne części z przygodami Wolfa będą u mnie czytane z zapartym tchem. To zdecydowanie podwyższa ocenę, a może przy kolejnym tomie autor nie będzie się bał i da coś od siebie. Coś specyficznego, charakterystycznego i z pazurem!

Ocena: 7/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

piątek, 16 marca 2018

Bill Bass, Jon Jefferson - "Trupia Farma. Nowe śledztwa"

Tytuł: Trupia Farma. Nowe śledztwa
Cykl: Trupia Farma
Autor: Bill Bass, Jon Jefferson
Stron: 304
Gatunek: medycyna sądowa, archeologia, kryminalistyka, literatura faktu, kryminologia
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-4757-4

Billa Bassa oraz Jona Jeffersona poznałam za sprawą pierwszej książki o Trupiej Farmie. Pozycja pt. "Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tyle, że ja właśnie takie publikacje kocham. Dokumentalne, życiowe (tu nie koniecznie, szczególnie dla bohaterów), ale przede wszystkim takie co dostarcza mi wiedzy z działu kryminologi i kryminalistyki. Tu mam dodatkowo medycynę, więc czego mogła bym chcieć więcej? 

Teraz mamy nową książka i jak głosi tytuł nowe śledztwa. Dokładnie 13 nowych spraw, które w fascynujący sposób opisują Bill i Jon. Nie licząc dwóch dochodzeń, które opisane są następująco w dwóch i trzech rozdziałach, każdy opisuje odrębne postępowanie. 
W każdej ukazane są najnowsze technologie jakie pomagają w rozwiązywaniu spraw i to po dziesiątkach latach. Mało tego Bass uświadamia nas na każdym kroku, że odnalezienie sprawcy czy wyjaśnienie przyczyny zgonu to praca zespołowa. Nie jedna osoba, nie dwie. To zazwyczaj kilkanaście odrębnych osób, a każda z nich wnosi do śledztwa coś co pcha je do przodu. 


"Praca zespołowa wciąż jest kluczem do rozwiązywania zagadek. Bez względu na to, jak dalece rozwinie się nauka, ludzie zawsze, zawsze będą najważniejsi" *

Z roku na rok jest łatwiej, bo nowinek technologicznych, medycznych i nie tylko przybywa. A prawie każda z nich pomaga. Jednak sam Bass mówi, że to co nie zastąpione to owady, które dzięki przepoczwarzaniu dają na prawdę niebezpiecznie bliskie dla sprawcy oznaczenie chwili zgonu. Poza tym uzębienie. Jest praktycznie tak charakterystyczne dla każdego z nas jak DNA czy odciski palców. A ich plus jest taki, że ciężko je zniszczyć  na prawdę długo przechowują materiał do badań. Niektóre zęby są tak specyficzne, że już jeden wystarczy by rozpoznać ofiarę. Jest to dużo szybszy i przede wszystkim tańszy sposób niż robienie badań DNA, a odciski palców nie sprawdzają się w przypadkach takich jak ofiary pożarów czy zwłok znalezionych w doszczętnym rozkładzie. 

Nie będę Wam streszczać spraw jakimi zajęli się tu Bass i Jefferson. Jeśli jest to tematyka, która jest Wam bliska to po prostu się zapoznacie z pozycją. Mi podobała się bardzo choć czuję pewien niedosyt względem tej pierwszej. Tu czegoś mi zabrakło. Może to kwestia tego, że te kilka lat temu większość z tego co czytałam było dla mnie nowością. Teraz wszystko już znam i czytam, bo mnie interesuje, ale nie dlatego, że nie wiem.

Książka na pewno idealna dla miłośników seriali takich jak "Kości" czy "CSI". Ale tylko dlatego by uzmysłowili sobie, że rozwiązywanie pewnych spraw nie trwa kilku minut ani nawet godzin. To czasami kilka lub kilkadziesiąt lat mozolnej pracy - wznawiania i odkładania dowodów na półki, aż się uda. A czasami się nie udaje. Mimo wszystkich tych możliwości jakie mamy czasami po prostu się nie da.

* - Cytat z "Trupia Farma. Nowe śledztwa" Bill Bass, Jon Jefferson, str. 277


<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova