środa, 17 stycznia 2018

Mads Peder Nordbo - "Dziewczyna bez skóry"

Tytuł: Dziewczyna bez skóry
Seria: Dziennikarz śledczy Matthew Cave (tom 1)
Autor: Mads Peder Nordbo
Stron: 416
Gatunek: Kryminał, sensacja, thriller, thriller skandynawski, thriller grenlandzki,
Wydawnictwo: Burda Książki
ISBN: 978-83-805-3295-3


I na reszcie w moje ręce trafiła na prawdę mocno i długo wyczekiwana pozycja. Kryminałów jest pełno i są wszędzie. Chyba na całym świecie każdy kraj, każde państwo ma swojego autora w tym gatunku. Grenlandia nie chce być gorsza i oto proszę. Powstała "Dziewczyna bez skóry". Jedyne nad czym długo myślałam to jak wygrzebać czas na przeczytanie pozycji. Reszta przyszła naturalnie. W końcu kocham te klimaty, prawda?

Jest rok 2014. życie Matthew zmieniło się o 180 stopni kiedy to wypadku samochodowym, w którym stracił żonę i nienarodzoną córeczkę. By uciec przed wspomnieniami i skojarzeniami ucieka na północ. A dokładnie do Nuuk mieszczącego się na Grenlandii. Tam zatrudnia się jako dziennikarz w lokalnej gazecie. Wydawało by się, że otacza go spokój i samotność. Jak się jednak okazuje nawet tam potrafi trafić zło i przybrać ludzką skórę. Matt za sprawą swojego zawodu ląduje w centrum ciekawego, ale jak się okazuje dramatycznego wydarzenia. Najpierw na skraju lądolodu zostaje znaleziony zmumifikowany wiking co daje odkrycie na skalę światową. Jednak kilka dni później mumia znika, a policjant, który go pilnował zostaje zamordowany.
Matt ma zakaz pisania o tym w gazecie, więc podrzucony mu zostaje temat sprzed kilkudziesięciu lat. Dokładnie z 1973 r. kiedy brutalnie zostają zabici czterej mężczyźni. Kiedy młody dziennikarz zaczyna szukać i wypytywać zaczyna dziać się coś niepokojącego. Giną kolejne osoby, ludzie milczą i nie chcą rozmawiać, a jedyną osobą , której może zaufać i która stara mu się pomóc to Tupaarnaq, która dopiero co wyszła... z więzienia. I to za zabójstwo. Zabójstwo czterech osób. Osób, które są człowiekowi najbliższe. Matka, dwie siostry i ojciec. 

Ale czy na prawdę zabiła, a jeśli tak to czy wszystkich? Czy Matt może zaufać jeszcze komuś? Czy znajdą kogoś kto opowie im co stało się ponad czterdzieści lat temu? Dlaczego ktoś próbuje powstrzymać ich przed otwarciem puszki pandory i czy znaleziony wiking to na pewno wiking czy osoba, która może mieć coś wspólnego ze zdarzeniami z roku 1973?

Wszystko brzmi ciekawie i intrygująco. Na początku dostajemy nawet troszkę wiedzy z historii Grenlandii i Skandynawii. Opis mnie wkręcił, początek wydawał się w porządku i nagle... spadłam z chmur twardo na tyłek. Lądowanie bolało, rozczarowanie było ogromne, a nadzieja jaką wiązałam z tą pozycją była płonna. Najgorsze, że to nie pierwszy raz, gdy coś miało być z efektem "wow" i okazało się, że efekt ten był, owszem i to ogromny, ale z dopiskiem "co to ma ... być". Nie lubię czegoś takiego. Nie toleruję, gdy wychwala się coś co wcale na to nie zasługuje, bo potem człowiekowi żal czasu, pieniędzy i ... nadziei. I tak oto trafiłam na klimaty, które kocham - Skandynawia, zimne kraje, północ, kryminał, mroczne tajemnice i trochę aspektów społecznych. A okazuje się, że nie każda postać tego co człowiek uwielbia jest do zniesienia. Pomyślę czy przeczytam książki z dalszymi losami Matthew i Tupaarnaq. Nie wiem co pocznę z tym autorem, ale jeśli jeszcze jakiś Grenlandczyk zechce coś napisać to ma u mnie otwarte drzwi. Czy polecam? Nie mówię nie. Każdy lubi co innego. Jak to mówią: Jeden woli ogórki, a drugi ogrodnika córki. Jednak pamiętajmy - Nie wszystko co jest polecane okazuje się być tym na co liczymy.

<Ocena: 5/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka

wtorek, 16 stycznia 2018

Konkurs z serią ART z wydawnictwa EGMONT1

Kochani u przyjaciela ruszył właśnie konkurs, gdzie do wygrania jest jedna z trzech pozycji z serii EGMONT ART. Jeśli w waszych dusza jest artystyczna nuta lub chcecie się z nią zaprzyjaźnić to śmiało wpadajcie do niego na blog i bierzcie udział w konkursie!



Jest! "Kredziarz" już u mnie!

Jest! Właśnie zawitał do mnie przedpremierowy egzemplarz "Kredziarza" C.J. Tudora na który załapałam się dzięki portalowi Lubimy Czytać .



Teraz tylko trochę czasu by usiąść i zapoznać się z treścią. Wy też czekacie?

niedziela, 7 stycznia 2018

H.M.Ward - "Zranieni 2"

Tytuł: Zranieni 2
Cykl: Zranieni (Tom 2) 
Seria: Editio Red
Autor: H. M. Ward
Stron: 184
Gatunek: literatura młodzieżowa, dramat, obyczaj, romans, literatura współczesna, new adult, 
Wydawnictwo: Editio
ISBN: 978-83-283-3090-0

Gdy siadałam do pierwszego tomu  to robiłam to raczej bez oczekiwań. Ot cienka książeczka na kilka godzin dobrej zabawy. Tytuł sugerował troszkę dramatu, ale powiedzmy sobie czego mogłam się spodziewać po 200 stronach? Może mój błąd, bo przywykłam już do ksiąg a nie książek, ale zazwyczaj coś w tym jest. A jednak byłam mile zaskoczona. Okazało się, że objętość to nie wszystko, a autorka dała mi coś więcej. Stąd też nie mogłam darować sobie dalszych losów dwójki bohaterów.

Sidney i Peter - dwójka ludzi szukających swojego miejsca na ziemi. Piękna dziewczyna i wyjątkowy mężczyzna. Obje po przejściach starają się nie zgubić w meandrach losu. Trafiają na siebie w niecodzienny sposób, a ich znajomość przeradza się w coś więcej. Zarówno ona jak i on to czują, ale starają się nie zepsuć przyjaźni jaka między nimi się nawiązała. Peter postanawia pomóc Sidney uporać się z traumą i razem z nią chce jechać do umierającej matki. Chce ją wspierać, bo powrót w rodzinne strony jest dla niej bardzo ciężki. Tyle, że nim do tego dochodzi postanawia otworzyć się przed dziewczyną, a to co jej wyznaje powoduje, że między nimi powstaje ogromna wyrwa, a ich znajomość zawisa na włosku choć oboje wiedzą, że życie bez drugiego to nie będzie życie tylko wegetacja. I choć Sidney pewna jest, że poradzi sobie sama to okazuje się, że jest w błędzie, a jedyną osobą, która może jej pomóc jest właśnie Peter. Tyle, że on musi zmierzyć się z własnymi demonami, a przede wszystkim z rodziną. 

On zrobił by dla niej wszystko, oddał by za nią życie. Ale czy zdoła wybaczyć fakt, że ważniejsze wydaje się być dla niej jego nazwisko i opinia publiczna, a nie to jakim go poznała? A czy ona przyzna przed sobą, że Peter się myli i to na nim jej zależy, a ta cała powłoczka to tylko wytłumaczenie dla własnej niepewności co do swojego życia i zachowania?

I choć mogła bym powiedzieć, że ta książka, a raczej zawarta w niej historia to nic nowego, bo mogła bym to zrobić to przyznam, że nie mam na to ochoty. Choć mam za sobą coś podobnego to nie czytało mi się tak lekko, przyjemnie i ... pouczająco. Autorka poruszyła tu coś co trafiło w moje serce i do mojego umysłu. I choć po części pewnie nie na to Ward chciała zwrócić uwagę to u mnie ona padła właśnie tam. Nie będę poruszać tego wątku, bo to osobista sprawa, ale dziękuję za rzucenie okiem na pewną sprawę. Rzucenie nim z całkiem innej strony. A książkę polecam na oderwanie się od codzienności. Nie zajmie wiele czasu, a jak dla mnie robi pozytywne wrażenie. Ocena z punktu widzenia gatunku, a nie książki na tle wszystkich innych.

<Ocena 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio

sobota, 6 stycznia 2018

W. Bruce Cameron - "Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta"

Tytuł:Psiego najlepszego czyli był sobie pies na święta
Autor: W. Bruce Cameron

Stron: 392
Gatunek: obyczaj, romans, literatura współczesna, literatura kobieca, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-657-4077-9

Jak to mówią: święta, święta i po świętach. A jednak jakby człowiek sobie pozwolił na chwilę odpłynąć myślami to mógł by o tych świętach długo. Szczególnie jak są białe, puszyste, pachnące choinką i makowcem. A gdzieś pomiędzy naszymi nogami pląta się jakiś czworonóg. Dla mnie tak właśnie wygląda idealne Boże Narodzenie. Autor książki "Psiego najlepszego" również poszedł w ten kierunek, ale czy też wyszło idealnie jak w moich myślach?

Josh Michaels nigdy nie miał psa. Nie miał i nie planował mieć. Szczególnie ciężarnej suczki. A jednak sąsiad stawia go przed faktem dokonanym i podrzuca mu Lucy twierdząc, że pilnie musi wyjechać, a nie może jej wziąć ze sobą. Josh jest zdruzgotany i nie wie co robić. Nie ma pojęcia jak opiekować się szczenną suką. A jednak robi wszystko co w jego mocy by miała to co najlepsze. Dba o nią jak umie najlepiej. Jednak, gdy na świat przybywa jeszcze pięcioro czworonogów Josh zgłasza się do schroniska po pomoc. Jest przerażony, że maluchom bądź ich mamie może się coś stać, a sąsiad jak się nie odzywał tak nie odzywa się dalej. Jednak Michaels poznaje Kerri - uroczą miłośniczkę zwierząt, która krok po kroku uczy go jak dbać o liczną psią rodzinkę. Jako, że jest okres przedświąteczny decydują się przygotować szczeniaki do adopcji w ramach świątecznej akcji szukania nowych domów. 

Josh jednak musi przyznać, że z upływem czasu co raz trudniej mu rozstać się z gromadą futrzastych przyjaciół. A jak by tego było mało Kerri też zaczyna znaczyć dla niego więcej niż tylko koleżanka, która miała pomóc. Im bliżej do terminu oddania szczeniaków tym Michaels jest bardziej przybity, a myśl o życiu bez nich go dobija. Z Kerri też zaczyna się psuć, a na dodatek okazuje się, że Lucy nie jest tak do końca psem sąsiada, który nadal się po nią nie zgłosił...

Zwierzęta to nasi przyjaciele mniejsi. Ale choć mniejsi to nie znaczy, że gorsi. Wręcz przeciwnie. Często potrafią nas uleczyć - szczególnie psychicznie. Dają wsparcie i miłość bezwarunkową. Kochają, bo to jest w ich naturze. Przywiązują się, bo to dla nich naturalne. Nie oceniają. Trwają przy nas. Wysłuchają, poliżą, dotrzymają towarzystwa. Nie odpowiedzą, ale niejednokrotnie nie muszą. Wystarczy ich wzrok. Autor w cudownie lekki choć momentami przejmujący sposób ukazał jak pies (tu wręcz gromadka) może pomóc człowiekowi stanąć na nogi, zauważyć co dla niego ważne. Że wystarczy wpuścić do swojego życia futrzaka by przewartościować pewne aspekty dotychczasowego życia, które dopiero w tedy zaczyna nabierać barw tęczy.

Nie wiem co jest tu wyjątkowego, bo czytałam już niejedną historię o sile jaką dają nam zwierzęta. Po prostu nigdy nie będę miała tego dość, bo z doświadczenia wiem, że to wszystko prawda. A Cameron robi to w niezwykle lekkim stylu. Tak, że chce się więcej, i więcej, i więcej...

Nie każda Gwiazdka zapowiadająca się cudownie taką będzie, a nie każda smutna się taką stanie...

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

Susan Lewis - "Dziewczyna, która wróciła"

Tytuł: Dziewczyna, która wróciła
Autor: Susan Lewis

Stron: 442
Gatunek: kryminał, dramat, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-278-0706-1


Kiedy trafiłam na tą książkę po prostu czułam i wiedziałam, że muszę ją mieć i przeczytać. Opis, który znalazł się na tylnej okładce nie pozostawiał złudzeń, że to jest coś dla mnie. I choć autorka ma prawie czterdzieści książek na koncie to muszę przyznać, że nie kojarzyłam jej w ogóle. Ani jako pisarki ani jako autorki scenariuszy, bo i taką pracą się parała. A jednak nasze drogi się skrzyżowały. Miałam możliwość poznania jej pióra. Czy jestem zadowolona?

Jules i Kian Bright to małżeństwo wydawało by się idealne. Dosłownie trafia im się wygrana na loterii dzięki, której spełniają swoje marzenia - prawie wszystkie. To najcenniejsze, którym jest chęć zostania rodzicami wciąż spełnić się nie może. I pieniądze nie wiele tu dają. A jednak nadchodzi dzień kiedy się udaje. Udaje się to w sposób naturalny i  to po kilku próbach in vitro. Są przeszczęśliwi choć tli się w nich też panika czy wszystko ułoży się do samego końca. Nie dziwi, więc nikogo fakt, że gdy dziecko przychodzi na świat od razu staje się oczkiem w głowie nie tylko rodziny i przyjaciół, ale i całego Kesterly gdzie społeczność jest ze sobą bardzo zżyta. Daisy, bo tak na imię ma córeczka Kiana i Jules ciepłą, wesołą i otwartą osóbką. Potrafi nawiązać kontakt z każdym, każdego traktuje tak samo, nie ocenia. A jednak w życiu Brightów pojawia się rodzina Quentin, która zaburzy to co dla nich najważniejsze - więzy rodzinny. Dokładnie zrobi to Amelia. Dziewczyna, która od dziecka była inna. 


"... ona ani nie wygląda na niewinną i delikatną, ani się tak nie zachowuje. Nie była jak inne dzieci. Nie biegała, nie skakała, nie cieszyły ją dziecięce zabawy. Nie śpiewała, nie przekomarzała się i nie spała jak aniołek. Nie patrzyła na ludzi, tylko wbijała w nich wzrok."*

Nawet jej matka przyznawała się przed sobą, że nie potrafi czuć do niej tego co powinna czuć rodzicielka do swojego dziecka.
W dniu kiedy krzyżują się drogi Daisy i Amelii wszystko się zmienia. Ta pierwsza chce się przyjaźnić, bo widzi, że Quentinówna nie ma znajomych, że ludzie ją odtrącają, nie chcą się z nią zadawać. A Amelia z tego korzysta. Zachowuje się jak... pasożyt. Czerpie siłę z mieszania, mącenia i mataczenia. Zrobi wszystko by Daisy była po jej stronie, a reszta... reszta jest nie ważna. Ale nadchodzi dzień, gdy wszystko idzie nie tak. Nie tak dla rodziny Brightów. Ale okazało by się, że nie dla Quentinów. Amelia dokonuje czegoś o czym normalnemu człowiekowi ciężko nawet pomyśleć. Zabija swoją przyjaciółkę, bo tak ją w końcu nazywała. Zabija z zimna krwią, ale wrabia kogoś innego. Jak by tego było mało jej wyrok jest niewspółmierny do czynu jakiego się dopuściła. Wszyscy mają żal, ale nie wiele są w stanie zrobić...

Susan Lewis miała genialny plan i myśl siadając do tej książki. Wizja była niesamowita, ale wykonanie już gorsze. Przyznam, że prawie pół książki się męczyłam. Nie umiałam się odnaleźć, czegoś mi brakowało, a czegoś było za dużo. Dopiero później wszystko zaczęło się w miarę komponować, prezentować i czytać jak należy. I choć psychologiczne portrety postaci mi się podobają to żałuję, że całość to zwierzenia tylko Jules. Gdyby mieć tu jeszcze kontr punkt w postaci myśli Amelii całość była by niemal idealna. A tak czuję nie dosyt. Uważam jednak, że warto się zapoznać z tytułem. 

* - Cytat z "Dziewczyna, która wróciła" Susan Lewis, str. 7


<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka

piątek, 5 stycznia 2018

Max Bilski - "List z Watykanu"

Tytuł: List z Watykanu
Seria: Podróże ze śmiercią (tom 2)
Autor: Max Bilski
Stron: 224
Gatunek: Kryminał, sensacja, thriller, literatura polska
Wydawnictwo: Videograf
ISBN 978-83-783-5414-7

To już moje czwarte spotkanie z piórem Maxa Bilskiego, ale drugie z Michałem Zawadzkim i jego żoną Asią. Polubiłam i bohaterów i autora. Dlaczego? Bo nie często zdarza się trafić na kryminał z na prawdę dobrą nutą humoru. Szczególnie, że ja nie przepadam za literatura polską, a tu taka śliczna niespodzianka od rodaka. Seria 'Podróże ze śmiercią' są genialne na oderwanie się od codzienności i wyrwanie z nudnego i smutnego życia.

Kto z nas nie kocha podróży? Szczególnie tych wakacyjnych? Odpocząć, zrelaksować się i pozwiedzać zabytki - czy to w Polsce czy za granicą. Michał i Asia Zawadzcy też cenią sobie urlop i wypady. Tyle, że są pechowymi obywatelami naszego kraju, bo gdzie się nie pojawią tam kłopoty. A dokładniej... śmierć. 

Tym razem dostają list z Watykanu od Bonity. Siostry zakonnej, ale też rodzonej siostry Joanny. Prosi ich o przyjazd i pomoc. Niczego nieświadomi Zawadzcy biorą urlop, pakują się i jadą. Pewni, ze spędzą czas na zwiedzaniu, uroczym odpoczynku i pogawędkach pełni zapału wyruszają w podróż życia. Szybko jednak okazuje się, że kontakt Bonity nie był taki błahy, a cała trójka wpada w tarapaty. Co się stało? A to, że siostra zakonna zakochała się w ojcu Hugonie. Była pewna, że nikt o tym nie wiedział, bo starała się pilnować, a jednak zaczęła otrzymywać listy z pogróżkami. Jak by tego było mało po przyjeździe Asi i Michała dochodzi do... morderstwa. I to kogo? Właśnie ojca Hugona. Najdziwniejsze jest nie tyle to w jaki sposób został on zabity choć i to wprawia w osłupienie - został zasztyletowany, ale fakt, że nie wiadomo jak sprawca uciekł z miejsca zbrodni czyli celi zakonnika. Oczywiście państwo Zawadzcy nie umieją sobie odpuścić i muszą sami zgłębiać tajemnicę morderstwa. Przy okazji ściągają na siebie sporo kłopotów, ale jak to oni - jakoś się tym nie przejmują.

Mam problem z ocenieniem tej książki gdyż patrząc na stronę kryminalną jest... błaha i prozaiczna. Wszystko się idealnie układa, dowody same wpadają w ręce, a bohaterowie ze wszystkiego wychodzą obronną ręką. Troszkę to nudne i naiwne. Ale jeśli wezmę pod uwagę dobrą zabawę, dawkę humoru i akcję samą w sobie to muszę przyznać, że pozycja robi wrażenie. Tak, więc ocenę uśrednię jako tę złą i dobrą. Osobiście na pewno będę śledzić dalsze losy bohaterów, bo cenię sobie dobrą zabawę, a książki maja objętość na kilka godzin czytania, więc szkoda by było rezygnować. Jeśli lubicie lekką literaturę, ale z odrobiną dreszczyku (nawet tego do przewidzenia) to polecam właśnie Maxa Bilskiego.


<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Ewa Ornacka - "Kombinat zbrodni"

Tytuł: Kombinat zbrodni
Autor: Ewa Ornacka
Stron: 304
Gatunek:  reportaż, literatura faktu, publicystyka, 
Wydawnictwo: Rebis
ISBN: 
978-83-806-2175-6

Panią Ewę Ornacką miałam okazję poznać już spory czas temu. Pierwszą jej książką jaka trafiła w moje ręce to "Tajemnice zbrodni". Poza tym pisze nie tylko solo, ale także w duecie z Piotrem Pytlakowskim. Tematy, które porusza są nie tyle trudne i ciężkie co niebezpieczne. Pisanie o zbrodniach, śledztwach, a w tym wypadku o mafii to nie  byle co. Jednak jako dziennikarka pasjonująca się kryminalistyką pisała o seryjnych zabójcach, gangsterach -  również tych z "żółtymi papierami", ale również o powiązaniach organów ścigania z przestępczym półświatkiem. 

Tym razem Ewa porusza temat zorganizowanych grup przestępczych jakimi są mafie. Odkrywa przed nami kulisy "pracy" ich członków. Grupa mokotowska, bo głównie o niej tu mowa jest głównym bohaterem z kart "Kombinatu zbrodni". 
Choć nie od dziś wiadomo jak działają takie grupy to nawet one mają, a raczej miały (do pewnego czasu) swój kodeks - nazwijmy go - moralnym. Jednak dwa przełomowe zabójstwa zniszczyły wieloletnią umowę między grupami. Nietykalność na urlopie - zabójstwo Pershinga, szefa grupy pruszkowskiej na wyjeździe wypoczynkowym. Żelazna zasada wśród mężczyzn o nietykalności rodzin - zabójstwo Anny, matki dwójki dzieci i żony Bajbusa, powiązanego z grupą mokotowską. 
To były przełomowe momenty, które zniszczyły wszystko. I o ile o zabójstwie Pershinga oraz powiązanym z nim "Pruszkowem" pisano i mówiono bardzo dużo to o kulisach drugiego morderstwa oraz grupie mokotowskiej wiadomo było nie wiele - jeśli liczy się prawda.

Ewa Ornacka znów nie zawahała się podjąć trudnego tematu. Nie bała się, bo dla niej liczy się prawda. A tu jest ona koszmarna. Książka oparta na aktach spraw sądowych, artykułach, wywiadach zarówno z członkami mafii jak i policjantami. Zderzenie dwóch światów. Tak zwanych - dobrego i złego. A między nimi granica tak cienka, że prawie niewidoczna. Policja współpracująca z mafią, mafia grożąca śmiercią. Okupy, nawet takie o wartości kilkuset tysięcy euro czy dolarów. Odcięte palce czy groźby. I chwile, gdy tracisz pieniądze - rzecz nabytą, ale nie odzyskujesz osoby, którą kochasz. Bo tak postanowili gangsterzy...

Książka warta swojej uwagi choć czyta się ciężko. Nie na wzgląd o opisy choć te dla niektórych też mogą być ciężkostrawne. Tu chodzi o mataczenie, kręcenie i zaprzeczanie samemu sobie. Pytasz trzy osoby, a masz cztery opinie. Nie wiesz komu ufać. I czy w ogóle komuś ufać można. Co z tego jest bajką na obronę, co prawdziwym horrorem. Nie tylko między dobrem, a złem jest cienka granica. Między wymysłem, a wiarygodnością również...

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Rebis

piątek, 29 grudnia 2017

Casey Watson - "Dziewczyna, która musi uciekać"

Tytuł: Dziewczyna, która musi uciekać
Seria: Moja historia
Autor: Casey Watson
Stron: 288
Gatunek: biografia, dramat, dokumentalna, na faktach, 
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 978-83-241-6173-7

I znów w moje ręce trafiła pozycja z serii Moja historia. Ceniłam i cenię je nadal za ukazanie prawdy. Za otwarcie oczu na otaczający nas świat i tego co w nim złe. A dokładniej na to co złe w drugim człowieku. Casey Watson jest nie tylko autorką wielu książek z tego cyklu, ale też od lat zajmuje się tworzeniem domu tymczasowego dla dzieci krzywdzonych przez innych - najczęściej przez rodzinę. 

Tym razem pod jej opiekę trafia trafia nastoletnia Adrianna. Jedyne co o niej wiadomo to, że jest Polką i ma 14 lat. Nie posiada żadnych dokumentów ani rzeczy osobistych. Nie zna też języka angielskiego mimo, że przebywa w Anglii. Nikt nie wie co jej się przytrafiło i dlaczego sama i wystraszona jest w obcym kraju. Jedyne co jest pewne to to, że przez jakiś czas zostanie w domu Casey. A ona podejrzewa, że dziewczynka dużo ukrywa, a jej nieznajomość języka to przykrywka, bo dobrze orientuje się w pewnych rzeczach. Do tego Ada wygląda na chorą, a gdy jej opiekunka wzywa lekarza reaguje wręcz paniką. Poza tym nawet rodzina Cas widzi, że dziewczyna zachowuje się inaczej niż dzieci, którymi opiekowali się do tej pory. Nastolatka jest cicha i grzeczna, ale też ... przerażona. Co ją spotkało i czego lub kogo tak strasznie się boi?
Minie jednak wiele tygodni nim Casey i reszta dowie się co tak na prawdę spotkało Adriannę. Co skrywa ta biedna dziewczyna i dlaczego w momencie, gdy wydaje się że wszystko się prostuje, nastolatka ucieka choć nie ma tak na prawdę dokąd.

Pierwsza rzecz, która mnie zdenerwowała to praktycznie wyłożenie całej treści książki w opisie na okładce. Praktycznie nic nie zostaje do odkrycie przez czytelnika. Druga sprawa pozycja choć porusza na prawdę ciężki temat została napisana dość słodko i ckliwie. Zdecydowanie lepiej było by to wykorzystać na poważny reportaż. Nie wiem czy polecam tą pozycję. Nie zniechęcam, ale uważam że warto poświęcić czas na coś lepszego.

<Ocena: 5/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

wtorek, 19 grudnia 2017

Bruce Porter - "Uwikłana. Królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka"

Tytuł: Uwikłana. Królowa narkotyków, tajna agentka, zakładniczka
Autor: Bruce Porter
Stron: 468
Gatunek:  reportaż, literatura faktu, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-657-4009-0


Literatura faktu, ale utrzymana w klimacie kryminału. Zdarzało mi się czytać, więc nie jest to coś czego nie znam. Jednak podchodzę do tego z rezerwą, bo miewam obawy o to by z dokumentu nie zrobić bajki, bo o odwrotność raczej się martwić nie mam zamiaru. Tu zaciekawiło mnie właśnie to połączenie plus opis. 

Pilar to kobieta wyjątkowa. Jest nie tylko piękna i pełna nieodpartego uroku. Jest też bezwzględna i przebiegła. Jako osoba wykształcona i inteligentna mogła sobie pozwolić na wiele. Postanowiła zostać stewardessą i to na pokładzie samolotu poznała swojego pierwszego męża, który wprowadził ją w arkana narkobiznesu. Jej klasa i silny charakter pomogły jej bez problemu odnaleźć się w tym twardym świecie. Wydawało by się, że wszystko szło idealnie. Jednak po paru latach jej drugi maż sprzedał jej personalia rządowi by złagodzić własny wyrok. Tyle, że jak się okazało, dla DEA Pilar była tym o czym mogli do tej pory tylko marzyć. Kobieta była studnią kontaktów i informacji. Przez wiele lat narażała własnie życie jako tajna informatorka. Chciała jak najlepiej, ale w końcu spotkało ją to czego bała się najbardziej. Była królową narkotyków, została tajną informatorką, a na koniec stała się zakładniczką. Była pewna, że nie przeżyje. A jednak się udało. 

Mam za sobą wiele książek i pojedyncze filmy. Jednak z doświadczenia wiem, że najlepszym scenarzystą i reżyserem jest samo życie. Choćby nie wiem jak wybujałą wyobraźnią charakteryzował się autor to wszystko ma gdzieś swój początek. Historia Pilar mogła by być kanwą na niejeden film czy książkę. To co mamy ukazane na tych pięciuset stronach to tak na prawdę jedna któraś jej życia. Ukazana choć krok po kroku to jednak skrótowo. Tylko ona wie jak to wyglądało w rzeczywistości i co tak na prawdę przeżyła i czuła. Nie da się wszystkiego ubrać w słowa.

Jak to jest przez kilkanaście lat stać po ciemnej stronie i nagle przejść na tą drugą, dobrą? Czy gdyby Pilar nie była przyzwyczajona do życia na wysokim standardzie wdepnęła by w narkobiznes? Czy bogactwo, które dają narkotyki i które jest równie uzależniające jak one same były głównym powodem by brnąć przez to tyle lat? Tylko Pilar wie co i dlaczego pchnęło ją na tą, a nie inną drogę. 

Zastanawialiście się kiedykolwiek czy wystarczy pomóc komuś by odkupić swoje grzechy? Ja zastanawiam się czy to co robiła kobieta przez wiele lat zostało w pewien sposób naprawione tym, że pomogła rządowi. Czy rachunek się wyrównał? Jeśli zdecydujecie się przeczytać tę pozycję i zwrócicie uwagę na coś więcej niż tylko sam narkobiznes - uczucia Pilar, jej zachowanie, emocje i powody działania - zrozumiecie o czym mówię. Ta książka ukazuje nam dwa różne światy, dwie jego twarze, ale przede wszystkim skłania do myślenia.

<Ocena: 8/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Wydawnictwo Kobiece

niedziela, 17 grudnia 2017

John Douglas, Mark Olshaker - "Mindhunter"

Tytuł: Mindhunter
Autor: John Douglas, Mark Olshaker
Stron: 432
Gatunek: literatura dokumentalna, kryminalistyka, kryminologia, psychologia kryminalistyczna, 
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
ISBN: 
978-83-240-3747-6


Uwielbiam thrillery, kryminały czy książki psychologiczne. Te oparte na faktach chyba najbardziej. Ale tym, które tylko się na nich opierają na prawdę dużo brak do tych typowo dokumentalnych. Jeśli dodamy do tego fakt, że możemy dostać relację z pierwszej ręki co już w ogóle jest (przynajmniej dla mnie) rarytasem to chyba nie wielu miłośników gatunku zawaha się przed jej przeczytaniem. 

John Douglas to jeden z najwybitniejszych profilerów w dziejach FBI. Jak przystało na ten zawód przez lata pracy zgłębiał umysły wielu morderców i to tych najgorszych. Psychopaci, seryjni mordercy, zwyrodnialcy. Wszyscy Ci, którzy nie liczyli się z drugim człowiekiem. Chciało by się powiedzieć, że oni też ludźmi nie byli. A jednak byli. Nawet jeśli tylko jako zewnętrzna powłoka. John bywał na miejscach zbrodni, szukał tego co mogli zostawić, a potem badał. Starał się zrozumieć ich działanie i motywy. Przewidzieć kolejne ruchy. Sam przyznał, że żeby być w tym dobrym niejednokrotnie trzeba swój umysł wymienić na ich. Nie zrozumiesz szaleńca nie wpuszczając szaleństwa do swego umysłu. Nie poznasz motywu mordercy jeśli nie pomyślisz jak on. To jest straszne. Ale gdyby nie ta technika prawdopodobnie nikłe były by sukcesy w tym zawodzie. 
Agent Douglas stał się również inspiracją dla znanego miłośnikom gatunku Thomasa Harrisa i jego powieści o Hannibalu. To on stał się pierwowzorem dla agenta Crawforda. Jeśli zdecydujecie się na przeczytanie to zrozumiecie co za tym stało.

Sama książka "Mindhunter" to nie do końca to czego się spodziewałam. Dlaczego? Bo książka została jednak troszkę podrasowana i z pomocą Marka Olshakera - przerobiona na powieść bardzo bliską rasowemu thrillerowi. A jednak obaj panowie zrobili to tak, że pozycja zbytnio na tym nie ucierpiała, a to na czym zależało autorom zostało ukazane.

A więc co to miało by być? Prawdziwa praca agentów, którzy ścigają zwyrodnialców jakich my możemy sobie wyobrazić. Są szczegóły, które po części znamy z powieści. Ukazanie działań jakich podejmują się agenci. Jest tego dużo i jeszcze więcej. Mnie mimo wszystko mało rzeczy zaskoczyło, bo zdecydowanie jest to tematyka, którą zgłębiam w każdym wolnym momencie. Mój świat chociaż stricte teoretyczny. Bardzo szybko książka skojarzyła mi się z "Zodiakiem" Roberta Graysmitha choć się różniły. "Mindhunter" napisany lekkim stylem powoduje, że choć tematy poruszane w nim są ciężkie łatwo przez nie przejść choć może nie laikom. "Zodiak" to już książka pełna suchych faktów, która wielu osobom może się nie podobać lub być zbyt trudna w czytaniu. Dla mnie obie są genialne i choć nowości tu dla mnie nie wiele to wiem, że każdą kolejną tego typu książkę przeczytam bez wahania. A teraz jedyna na co mam ochotę to obejrzeć serial, który na podstawie "Mindhuntera" nakręcił sam David Fincher. Znany miłośnikom kina z takich filmów jak: "Siedem" czy właśnie "Zodiak". Oby było równie ciekawie jak w książce. Polecam!


<Ocena 9/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

poniedziałek, 11 grudnia 2017

PROMOCJA - 30%

Kochani jedno z wydawnictw z którym współpracuję właśnie otwarło swój sklep internetowy. Z tej okazji dla miłośników czytania pojawia się nie lada gratka czyli rabat do zamówienia. Aż 30% taniej na całe zamówienie w sklepie EDITIO. Co prawda nie łączy się z innymi promocjami, ale może akurat znajdziecie coś dla siebie!

Śpieszcie się, bo czas tylko do 17 grudnia!



niedziela, 10 grudnia 2017

Mats Olsson - "Wszystko zostaje w rodzinie"

Tytuł: Wszystko zostaje w rodzinie
Cykl: Harry Svensson (Tom 2)
Seria: Ślady zbrodni
Autor: Mats Olsson
Stron: 352
Gatunek: thriller, thriller psychologiczny, kryminał skandynawski, kryminał
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
ISBN: 978-83-271-5574-0

No i kolejna książka ze skandynawskimi klimatami. Następna seria, którą zaczęłam i będę czytać aż autor zdecyduje, że to koniec. A może podejmie się pisania innej serii? Musze przyznać, ze stworzony przez Matsa dziennikarz zrobił na mnie spore wrażenie, bo jest to postać z jakę jeszcze nie miałam do czynienia. Dlaczego?Bo skoro mowa o kryminałach to najczęściej ich bohaterami są policjanci, detektywi, śledczy no i oczywiście mordercy tudzież sprawcy jakichś włamań. A tu mamy ambitnego i to zdecydowanie zbyt ambitnego dziennikarz i to o skłonnościach sado-maso. Olsson na prawdę się postarał. Stworzył nie tylko nietuzinkową postać, ale zrobił to naprawdę dobrze.

Harry Svensson po raz drugi wpada w tarapaty. Jako dziennikarz  i to wścibski zaczyna grzebać tam gdzie niekoniecznie chcą go inni. Tym razem Harry staje na drodze wysoko postawionej szwedzkiej rodziny. A może to oni stają na jego drodze? Jak się okazuje nawet szanowani ludzie mają różne rzeczy za uszami. A to co odkryje Svansson tym razem to czubek góry lodowej. Wszystko zaczęło się od małej dziewczynki, która pewnej nocy zjawia się u niego w domu. Dziewczynki, która mężczyzna zna z widzenia, bo czasami się u niego pojawiała i częstował ją kawą. Niestety do jego życia wkracza nie tylko kilkulatka, ale też dwóch nieciekawych typów. Jednak Harry nie jest głupi i udaje mu się ich zmylić i pozbyć. Dziecko niestety jest tak wystraszone, że nie jest w stanie mówić i Svensson sam musi rozwikłać zagadkę kim jest mała i jej rodzice. Wywozi ja w bezpieczne miejsce do znajomego i zaczyna swoje własne śledztwo, które tak jak za pierwszym razem wpakuje go w nie lada tarapaty. To co odkryje będzie zaskoczeniem nie tylko dla niego. Bogata rodzina Szwedów, rosyjska mafia, neonaziści i mroczne tajemnice sprzed lat. A to dopiero początek... Harry z pomocą swoich przyjaciół - chorym na cukrzyce emerytowanym dziennikarzem, policjantką, byłą kochanką oraz grupą litewskich imigrantów wpadają na wiele ciekawych informacji i faktów. Jednak nie każdemu się to podoba i mężczyzna bardzo dobrze o tym wie, a nawet przekonuje się o tym na własnej skórze.

Miejscem akcji jest jeden z moich ulubionych skandynawskich krajów czyli Szwecja. Dokładnie przenosimy się do Skanii i tam razem z bohaterami przeżywamy ich przygody. Musze przyznać, że Olsson na prawdę świetnie skomponował cała powieść mimo kilku niedociągnięć, a raczej dociągnięć na siłę. Całość jednak dość ciekawa i przyjemna w czytaniu. Polecam fanom skandynawskich kryminałów chociaż mogą czuć niedosyt w porównaniu z częścią książek tego gatunku.

<Ocena 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat - Wydawnictwo Dolnośląskie

Hellen Russell - "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie"

Tytuł: Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie
Seria: Mundus
Autor: Helen Russell
Stron: 304
Gatunek: na faktach, reportaż, dokument, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
ISBN: 978-83-233-4232-8


Sięgając po tę pozycję byłam zaintrygowana taką prawdziwą relacją z jednego z krajów skandynawskich, które pokochałam po namiętnym czytaniu kryminałów z tamtejszych stron. A, że ostatnio bardzo modne stało się "szczęśliwe duńskie życie" czyli ich tak zwane hygge bądź lykke

Dążenie do bycia wręcz perfekcyjnie szczęśliwym to w Danii codzienność. Cieszą się ze wszystkiego czego mogą. Z pogody, kontaktów z rodziną, wolnego popołudnia, pracy, która daje im satysfakcję czy po prostu z bycia Duńczykiem. Helen Russel, która wraz z mężem wyjeżdża tam na rok dowiaduje się dlaczego tak jest i co powoduje, że pospolity Duńczyk uśmiecha się ot tak i swój poziom zadowolenia ocenia między 8 a 10 na 10. 

Jest wiele rzeczy na które Helen pewnie nigdy nie zwróciła by uwagi, ale Duńczycy z Jutlandii, gdzie zamieszkała z nazywanym przez siebie Ludzikiem Lego (tak nazwała męża po tym jak właśnie tak otrzymał pracę) pokazali jej co dla nich jest na prawdę ważne i co dla niej również powinno, bo da jej ... szczęście!

Mając rok czasu, pracując jako wolny strzelec Helen skupiła się na dogłębnym zbadaniu skąd bierze się ta szczęśliwości narodu duńskiego oraz czym tak na prawdę jest hygge i czy jest ono dostępne tylko dla Duńczyków czy ona jako przyjezdna też jest w stanie go doświadczyć.

Czego, więc pani Russel dowie się przez ten okres? Że dla narodu z którym zamieszkała bardzo ważny jest wystrój domu - najlepiej jak meble i lampy są designerskie oraz od znanych projektantów. Że recykling jest u nich na bardzo wysokim poziomie i trzeba ostro przestrzegać segregacji odpadów. Duńczycy mimo iż nie są religijni to są bardzo duchowi. Jak obchodzić się z duńską flagą i dlaczego tylko ona jest akceptowana u "normalnego" mieszkańca tego kraju. Że w Danii stawia się na zrównoważone życie zawodowe, a ich tydzień pracy to zaledwie około 34 godzin pracy - my Polacy możemy o tym pomarzyć prawda? I wiele, wiele innych ciekawostek.

Gdy zaczynałam czytać pomyślałam, że mogła bym się tam przeprowadzić. Ale im bardziej zagłębiałam się w książkę i im więcej się dowiadywałam tym mniej byłam o tym przekonana. Powiedzmy sobie szczerze - szczęśliwość w dużym stopniu zależy od nas samych. Potrafimy być smutni i załamani w zasadzie wszędzie, więc i weseli i radośni też. A nie ma miejsca idealnego. Nawet w najszczęśliwszym kraju na świecie, bo za takie uznawana jest Dania są rzeczy, których ja w życiu bym nie zaakceptowała. Może nie jestem zadowolona na 10 na 10, ale jestem szczęśliwa z tego co mam i tego gdzie to uzyskałam. To Polska zostanie moim najszczęśliwszym krajem, a Danię czy inne państwa mogę co najwyżej odwiedzić - na krócej lub dłużej. Nie zmienia to faktu, że takie książki czyta się z zapartym tchem i poznawanie kultury innych krajów jest naprawdę fascynujące. Polecam, bo może Ty zdecydujesz się tam wyjechać i uzyskać to prawdziwe duńskie hygge.

<Ocena: 9/10>

A ja za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni Tania Książka

czwartek, 7 grudnia 2017

Johanna Mo - "Tak sobie wyobrażałam śmierć"

Tytuł: Tak sobie wyobrażałam śmierć
Seria: Editio Black
Autor: Johanna Mo
Stron: 320
Gatunek: kryminał, kryminał skandynawski, dramat, thriller, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Editio
ISBN: 978-83-283-2609-5

Jako miłośniczka wszystkiego co skandynawskie - szczególnie thrillery czy kryminały - nie mogłam sobie darować przeczytania tej pozycji "Tak sobie wyobrażałam śmierć" to pierwsza wydana w Polsce książka Johanny Mo co jeszcze bardziej zachęciło mnie do czytania. Przyznam, że powieść jest specyficzna. Nie znajdziemy tu akcji i dynamiki. Autorka skupiła się na emocjach i to bardzo głębokich.

Helena Mobacke właśnie wraca do pracy po długiej, bo aż rocznej przerwie w pracy. Jest policjantką z wieloma sukcesami na koncie, ale zawieszenie kariery zawodowej miało u niej swój powód. Rok wcześniej straciła swojego jedynego, ukochanego synka Antona. Jak by tego było mało również ukochany mężczyzna odszedł i została samiutka. Ze swoja rozpaczą oraz złością na siebie i cały świat. Powrót na komendę uważa zarówno za dobry jak i zły pomysł. Nie wie czy sobie poradzi - tak z obowiązkami jak i z tym by nie stracić swojej reputacji i opinii niezawodnej. Już pierwszego dnia dostaje sprawę. Pod metro wpada młody chłopak jednak świadkowie tego zdarzenia twierdzą, że to nie był wypadek i ktoś wepchnął go tam specjalnie. Helena wraz z grupą zaczyna prowadzić śledztwo jednak skupienie się na pracy wymaga od niej nie lada wysiłku, a i to często myślami jest całkiem gdzie indziej. Nie potrafi obiektywnie prowadzić sprawy i stara się powstrzymać szalejące emocje. To co najbardziej jej przeszkadza to współczucie da rodziców, którzy tracą swoje dziecko. Ona sama nadal przeżywa żałobę po synku, a w tym samym czasie pod kołami metra ginie kolejna osoba, a najgorsze, że w ekipie Heleny Mobacke zaczynają się zgrzyty między ekipą i nie tylko...

To co nasuwa się po przeczytaniu tej pozycji to niesamowicie przedstawienie głębokich emocji. Przejmujący wątek utraty dziecka przez rodziców, a w szczególności matki. Skupiając się na sferze psychicznej cierpiącej matki autorka stawia sobie poprzeczkę dość wysoko, a jednak wyśmienicie wywiązuje się z postawionego sobie celu. Łącząc to z rewelacyjnie skonstruowaną intrygą kryminalną stworzyła książkę obok, której ciężko przejść obojętnie. Jej przeczytanie zostawia w głowie i sercu pewne pytania i myśli. Powieść godna uwagi szczególnie dla tych, którzy mają dość utartych i suchych schematów. Myślę, że podobnie jak ja zapamiętacie tę pozycję na długo i będziecie czytać z zapartym tchem do ostatniej strony. Polecam, bo warto. 

<Ocena 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio