piątek, 16 sierpnia 2019

Karina Krawczyk - "Nazywam się Milion"

Tytuł: Nazywam się Milion
Autor: Karina Krawczyk
Stron: 508
Gatunek: dramat, dramat psychologiczny, kryminał, sensacja
Wydawnictwo: Dlaczemu
ISBN: 978-83-954-0683-6

Nie raz i nie dwa zastanawiałam się jak to jest stracić pamięć. Nie wiedzieć jak się ma na imię, kim się jest, gdzie się mieszka, a nawet czy mam jakąś rodzinę, która się o mnie martwi. Te pytania pojawiły się u mnie kilkanaście lat temu, gdy z powodu stanu zdrowia wymazał mi się z życia ZALEDWIE jeden dzień, którego do dziś nie mogę odtworzyć. A co, gdy nie można odtworzyć kilkudziesięciu lat swojego życia? Gdy coś Ci się kojarzy, coś przypomina, ale nie wiesz, z czym to połączyć, jak ugryźć i co z tym zrobić? Nie chciałabym tego przeżywać, bo do dziś mój jeden dzień nie daje mi spokoju ducha - tak chciałabym wiedzieć o nim więcej. Karina Krawczyk pokazuje nam więcej. Nie dzień, nie tydzień, nie rok. Lata życia, których nie da się poukładać, bo bohaterka ich nie pamięta. Wie tylko, że "Nazywa się Milion".

Pascal Kirski to jeden z najlepszych komisarzy w lubelskiej policji. Właśnie wraca ze szpitala i szykuje się do powrotu do pracy. Tam od ręki wpada w wir walki z bossem gangu narkotykowego nazwanego Chemikiem. Jego "farmaceutyki" zbierają krwawe żniwo wśród imprezującej młodzieży. W międzyczasie Pascal po powrocie z chorobowego musi odbyć coś na kształt psychoterapii, która jak zawsze przy spotkaniu Kirski-Czaja, kończy się delikatnie mówiąc darciem kotów nie tylko z psychiatrą, ale i z szefem. Ku uldze wszystkich sprawę Pascala przejmuje pani doktor Dolores Stein-Ziegler, z którą komisarz łapie niezwykły kontakt od pierwszego spotkania. Prócz terapii, jaką mężczyzna z nią przechodzi nawiązuje on także kontakt z jedną z jej pacjentek - niejaką Milion. Kobieta prosi go by pomógł jej odkryć kim jest. Na oddział psychiatryczny trafiła 3 lata temu i mimo pomocy Dolores nie ruszyła do przodu ani o krok. Cała nadzieje w tym, że Pascal jako policjant będzie mógł zrobić więcej. 

Od teraz Kirski ma dwie sprawy na karku. Chce dopaść szefa mafii narkotykowej nim umrze więcej młodzieży niż do tej pory. Poza tym kusi go opcja dowiedzenia się kim jest Milion oraz tajemnicza dziewczyna, która pojawia się w jej wspomnieniach. Kobieta jest pewna, że ją znała i coś je łączyło, ale czy na pewno?

Muszę przyznać, że książka jest niezwykle intrygująca, jedna z tych, którą czyta się bez przerwy na oddech, bo czujesz przymus dowiedzenia się co będzie dalej. Wiemy, że jest oparta na faktach, ale umiejętność wplecenia przez autorkę relacji sportowych związanych z piłka nożną i mundialem w Rosji czy kolarstwem i Tour de France. Choć nie jestem miłośniczką ani jednej dyscypliny to czytało mi się to niezwykle przyjemnie. Plany czytania książki przez około 7-10 dni legła w gruzach po pierwszym dniu czytania. Skończyło się na niespełna 4 dniach. Jak myślicie, czy coś będzie lepszą zachętą do sięgnięcia po tę książkę? Jedno ostrzeżenie - chcesz czytać to zarezerwuj czas, bo ciężko się oderwać choćby na chwilę! 


Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Dlaczemu

niedziela, 11 sierpnia 2019

Katherine Center - "Milion nowych chwil"

Tytuł: Milion nowych chwil
Autor: Katherine Center
Stron: 416
Gatunek: dramat, literatura kobieca, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny
Wydawnictwo: MUZA

ISBN: 978-83-287-1208-9


Przyznam szczerze, że gdy w moje ręce wpadła notatka prasowa "Miliona nowych chwil" to jakoś świadomość nie dopuszczała powieści, mimo iż to słowo pojawiało się tam kilkukrotnie, a opis to stuprocentowa historia pewnej dziewczyny. Cały czas liczyłam na poradnik, na coś, co pomoże mi znaleźć w sobie wewnętrzną siłę i odwagę w najtrudniejszych momentach mojego życia. Gdy więc trzymałam już książkę i zaczęłam czytać to mnie nie było. Odpłynęłam i wróciłam dopiero jak skończyłam czytać, a i to nie odrazu.

Margaret Jacobsen to młoda, silna i piękna kobieta. Aktualnie ma przed sobą świetlaną przyszłość. Wymarzona oferta pracy, która wydaje się już być pewna, wspaniała rodzina, narzeczony, którego kocha i uwielbia nad życie i plany na przyszłość. Wszystko to na wyciągnięcie ręki. Liczy na oświadczyny i ten ogromny krok do przodu. Niestety nie wszystko jest tak piękne, a los czasami bywa parszywy.
Do pewnego momentu wszystko idzie po myśli Maggie, ale nagle ktoś chce by wszystko odwróciło się o stoosiemdziesiąć stopni. 
Podczas romantycznej wycieczki, gdzie Chip pilotuje swoją cessnę i oświadcza się dziewczynie, która jest zachwycona i przerażona zarazem, gdyż od dziecka przeraźliwie bała się latać. To w tym momencie najpiękniejszy dzień w życiu Margaret zmienia się w ten najgorszy z możliwych. Lot kończy się wypadkiem, z którego on wychodzi bez najmniejszego szwanku, a ona... No właśnie. Ona musi stawić czoło wielu problemom naraz. 
Kłopoty ze zdrowiem (to tak naprawdę skromnie ujęte), walka (a może wręcz przeciwnie?) o narzeczonego, rodzinne problemy, powrót siostry, z którą nie miała kontaktu przez ponad trzy lata oraz rehabilitant, z którym nie da się pogadać, a ona nie umie pracować w ciszy. Ian, bo tak nazywa się jej fizjoterapeuta to wyjątkowy szkocki gbur. Odzywa się tylko wtedy gdy musi, a jak już to robi to nagle Maggie ma ochotę by jednak zamilkł. Mimo to, tych dwoje współpracuje ze sobą wyjątkowo dobrze i z zaangażowaniem i to z obu stron.

Margaret w szpitalu uświadamia sobie bolesną prawdę, że nic już nie będzie takie jak wcześniej. A co najważniejsze to to, że musi przewartościować życiowe priorytety. 
Czy uda jej się walczyć z głową podniesioną do góry? Kto będzie najbardziej ją wspierał? Co z wymarzoną pracą? A narzeczony? Czy będzie im pisane żyć razem mimo tego co im się przytrafiło? A raczej czy Maggie da szansę Chipowi na naprawienie tego co zepsuł?

Jedno jest pewne. Żałuję, że nie trafiłam na tę pozycję 14 lat temu, gdy przez 3 lata zmagałam się z poruszaniem na wózku. Margaret właśnie stała się moją idolką, autorytetem i guru. Może i jest osobą fikcyjną, ale to jak autorka nią pokierowała dało mi kopa na przyszłość. Wiem, że teraz, gdy złapię doła, nie będę miała motywacji to wystarczy, że pomyślę o Maggie i powieści "Milion nowych chwil". Dzięki tej książce zrozumiałam, że jest wiele rzeczy, z których można się cieszyć, za które można dziękować i takie, których nie chcemy, ale z którymi można sobie radzić. Katherine Center - Dziękuję za tą książkę i żałuję, że dopiero dziś, ale jak to mówią: "Co się odwlecze to nie uciecze". Dobra rada i pozytywne nastawienie przyda się w każdym momencie życia!

A na koniec coś, czego nie mogłam sobie odpuścić czyli słowa pewnej autorki:

"Jeżeli zamierzasz w tym roku przeczytać tylko jedną książkę, wybierz „Milion nowych chwil”. Jeśli masz przyjaciela, który jest zagubiony w życiu, zrób mu przysługę i wręcz mu tę powieść."

Nina George, autorka bestsellerowych powieści 

Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

sobota, 10 sierpnia 2019

Chris Carter - "Galeria umarłych"

Tytuł: Galeria umarłych
Cykl: Detektyw Robert Hunter (tom 9)
Seria: Thriller
Autor: Chris Carter

Stron: 392
Gatunek: kryminał, thriller, thriller psychologiczny,
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0694-8

Tak! Ponownie w moje progi zawitał Chris Carter. Jestem tym typem jego fanki, która czeka z utęsknieniem na kolejne pozycje. Niestety przez fakt władania tylko ojczystym językiem muszę być zdana na łaskę wydawnictwa. Więc włączam tryb cierpliwości i czytając inne pozycje czas leci do kolejnej nowości tego autora. "Galeria umarłych" ku mojemu zdziwieniu nie została łyknięta odrazu jak się u mnie znalazła. Troszkę poczekała, a teraz żałuję, że nie dłużej, bo krótszy czas oczekiwania na tom dziesiąty by był.

Detektywi Robert Hunter i Carlos Garcia ponownie dostają w swoje ręce sprawę, o której normalny człowiek chciałby jak najszybciej zapomnieć. Prawda jest jednak inna, bo jeśli ktoś zobaczył to, co oni i policjanci tuż przed nimi to NIGDY nie zapomni tego widoku choćby nie wiem jak o tym marzył. 

"Nadkomisarz westchnął. Jego postawa uległa zmianie. [...] Przez trzydzieści jeden lat służby naoglądałem się naprawdę dużo okrucieństwa, jednak gdybym przed śmiercią mógł wymazać z pamięci jedna rzecz... Wybrałbym właśnie to. - Kiwnął głową w kierunku domu." *

Kiedy Robert i Carlos odwiedzają kolejne miejsca zbrodni pewni są, że widzieli już wszystko, że mieli do czynienia z najgorszym złem na świecie. I za każdym razem wiedzą, że się mylą, a ludzka psychika nie zna ograniczeń w dokonywaniu zbrodni jak nie z tego świata. 
Tym razem muszą się zmierzyć z mordercą innego kalibru niż do tej pory. Wszystko wskazuje na to, że miejsce zbrodni traktuje on jak galerię sztuki albo bardziej pasująca nazwa galerię umarłych. Hunter i Garcia zaczynają działać praktycznie od razu, więc zarwane noce daje się we znaki już od początku - najmniej Robertowi, bo on i tak zmaga się z bezsennością, więc przywykł do funkcjonowania z minimalną ilością snu lub w ogóle bez niego. Tyle że nieoczekiwany obrót spraw spowoduje, iż detektywi będą zmuszeni współpracować ze znienawidzonym przez policję FBI. Zamiast we dwójkę nad sprawą pracują w cztery osoby, a co rusz na linii detektyw (Garcia) - agentka (Fisher) iskrzy od emocji i to głównie negatywnych. Okazuje się jednak, że agent Larry Williams jest dużo bardziej chętny do współpracy i do tego łatwiejszy w obejściu. Choć ewidentnie widać, że obu ekipom nie jest na rękę ze sobą współpracować robią co mogą by złapać seryjnego mordercę wydawałoby się losowo wybranych osób. Najgorsze, że nie mają nic czego mogli by się chwycić. Giną kobiety i mężczyźni, biali i czarni, młodzi i starzy. A jak by tego było mało morderstwa dokonywane są w różnych stanach Ameryki!

Przed detektywami i agentami trudny orzech do zgryzienia. Nawet Hunter w pewnym momencie czuje się bezradny, a wydawałoby się, że on poradzi sobie ze wszystkim. Tym razem rozwiązanie zagadki to zbieg okoliczności, a nie siła dedukcji i intuicji. 

Jednak nie zmienia to faktu, że autor omotał czytelnika wokół palca. Tym razem wykorzystał odbiorców swoich powieści by polubili ofiary, które giną! Choć mamy okazję spotkać je raptem na jednej czy dwóch stronach są przedstawione tak, że pałamy do nich sympatią, a chwilę potem... No właśnie, chwilę potem wraca prawdziwy Chris Carter. Co ciekawe w dziewiątym już tomie przygód Huntera i Garcii najbardziej spodobała mi się... końcówka! A teraz znów muszę czekać na kolejną książkę. Powieść oczywiście nie traci poziomu, autor w dalszym ciągu ukazuje mroczne strony ludzkiej psychiki i robi to w niezwykle dosadny sposób.

Jeśli jeszcze nie znasz Chrisa Cartera i stworzonych przez niego detektywów, a lubisz krwawe książki z motywami psychologicznymi to koniecznie się z nimi zapoznaj. Polecam czytać chronologicznie, ale nikogo do tego nie zmuszę. Że tak słodko powiem: "Życzę miłej lektury!"

* - Cytat z "Galeria umarłych" Chris Carter, str. 18.


Ocena: 8/10


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

wtorek, 6 sierpnia 2019

Helen Hoang - "Więcej niż pocałunek"

Tytuł: Więcej niż pocałunek
Cykl: The Kiss Quotient (tom 1)
Autor: Helen Hoang

Stron: 480
Gatunek: literatura kobieca, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny
Wydawnictwo: MUZA

ISBN: 978-83-287-1204-1

Kiedy w moje ręce trafiła broszurka z trzema pierwszymi rozdziałami byłam ciekawa czy da się ocenić pozycję zaledwie po kilkudziesięciu stronach. Ocenić jak ocenić, ale na pewno autorka umiała wzbudzić ciekawość czytelniczki co dalej, więc nie mogłam zakończyć na zaledwie trzydziestu kilku stronach. Poprostu nie jestem typem, który odpuszcza, szczególnie jak coś zaintryguje. Zatem jedyne wyjście, jakie miałam to zasiąść do pełnej wersji powieści i podążać śladami bohaterki, jej problemów i przygód.

Stella osiągnęła w życiu ogromny sukces zawodowy. Kocha pracę, którą wykonuje, świetnie zarabia i wydawałoby się, że wiedzie wręcz idealne życie. Nic bardziej mylnego. Kobieta nie potrafi stworzyć związku z mężczyzną, o czym uparcie przypomina jej matka.  Te uwagi i zaczepki powodują, że młoda kobieta odczuwa coraz większy stres i presję, bo odnosząc sukcesy na każdym innym tle w życiu nie może pogodzić się z porażką w tej jednej dziedzinie. By otworzyć swój umysł i serce postanawia wynająć sobie mężczyznę do towarzystwa. Chce by obcy mężczyzna pokazał jej nie tylko jak zrobić wrażenie i jak zachowywać się w towarzystwie płci przeciwnej, ale także jak uwodzić czy... współżyć! Tak poznaje Michaela, który ku jej zdumieniu już na pierwszym spotkaniu robi na niej ogromne i pozytywne wrażenie. Mało tego kobieta czuje przy nim coś czego do tej pory nie miała szansy doświadczyć - pożądanie. Lekcja, która miała być jednorazowa szybko zmienia się w ich cykl by pomóc Stelli się otworzyć co wcale nie jest takie łatwe. Największym problemem jest to, że kobieta choruje na Zespół Aspergera i nie chce się do tego przyznać nikomu nawet swojemu trenerowi, bo uważa, że będzie wtedy inaczej traktowana. Żeby nie stracić kontaktu z mężczyzną z którym nie ma problemów w kontaktach i licząc na to, że jej kiełkujące wobec niego uczucia zostaną z czasem odwzajemnione proponuje Michaelowi zostanie jej "treningowym chłopakiem". Choć z początku jest on zaskoczony propozycją to jednak przystaje na nią i w ten sposób lekcje zmieniają całkowicie swój charakter, a mało tego ich granice sięgają znacznie dalej niż do pocałunku...

Czy Stella odważy się powiedzieć Michaelowi o swojej chorobie? A może on sam zorientuje się, że z jego "dziewczyną" jest coś nie tak? Czy trening ma szansę zmienić się w trwały związek? Czy Stella zrozumie, że w życiu najważniejsze jest to czego nie da się zmierzyc logiką? 

Mogłabym Wam podrzucić jeszcze kilka pytań, jakie nasuwają się do treści, ale chyba wolę Was przekonać do przeczytania książki, a nie tylko mojej recenzji. "Więcej niż pocałunek" to debiut Helen Hoang, ale uwierzcie mi jest lepszy niż któraś z kolei książka autora wyajdacza. Kobieta ma niezwykłą lekkość pisania, nawet gdy porusza temat choroby, jaką jest Zespół Aspergera. To, co wspaniałe to brak lania wody, gdyż autorka oparła się na własnych przeżyciach, więc mamy fakty i realia osób zmagających się z tą odmianą autyzmu. Do tego kobieca tematyka, jaką jest romans i mamy coś wspaniałego teraz na letni czas. Polecam z całego serca, a ja liczę, że autorka napisze jeszcze nie jedną książkę!

Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Emily March - "Pocałuj mnie wiosną"

Tytuł: Pocałuj mnie wiosną
Autor: Emily March

Stron: 344
Gatunek: literatura kobieca, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny,
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 
978-83-
662-3487-1

"Pocałuj mnie wiosną" to pierwsza powieść Emily March, jaka trafiła w moje ręce. Jednak nie jest to debiut autorki, wręcz przeciwnie kobieta ma na swoim koncie kilkanaście powieści, a miejscowość Eternity Springs darzy wyjątkową sympatią. Stworzyła coś na kształt cyklu i na swoim koncie ma aż osiemnaście pozycji z akcją toczącą się w tym rejonie. Trzeba dodać, że to nie jedyne pozycje autorki. Ma ich naprawdę sporo i aż dziw, że polskie czytelniczki miały okazję poznać ją dopiero teraz!

Caitlin Timberlake ma świetną pracę i robi oszałamiającą karierę. Jest projektantką narzut w Nowym Jorku  i wydawało się, że wiedzie szczęśliwe życie. Problem w tym, że ta praca nie była wymarzoną posadą Cat, a jej mamy. Kobieta zaś miała dość spełniania marzeń i oczekiwań wszystkich tylko nie swoich. Mało tego zaginięcie jej brata miało na nią większy wpływ niż sama chciała to przyznać przed samą sobą. Postanawia, więc rzucić posadę i wrócić w rodzinne strony. Okazuje się jednak, że po przedstawieniu rodzicom swojego planu nie są oni z tego powodu ani trochę szczęśliwi. Młoda kobieta nie rozumie dlaczego nie cieszą się, że chce wrócić i być tuż obok.

Powodem, dla którego Caitlin akurat teraz wróciła do Eternity Springs jest wesele przyjaciółki. Na dzień przed uroczystością utyka w gondoli kolejki górskiej z niezwykle przystojnym mężczyzną i jego niepełnosprawnym psem. Między kobietą a Joshuą praktycznie odrazu nawiązuje się nić sympatii, a nawet więcej. Czuć, że pomiędzy nimi iskrzy, a powietrze wokół nich jest aż gęste od pożądania. Cat pod wpływem impulsu zaprasza Tarkingtona na wesele przyjaciółki jako osobę towarzyszącą chcąc się przy okazji dobrze bawić zarówno na imprezie jak i z towarzyszem. Uczucia, jakie między nimi kiełkują ze zdwojoną siłą niestety nie mają szansy rozkwitnąć, a romans zostaje przerwany nim się dobrze zacznie. Caitlin oraz Josh tracą ze sobą jakikolwiek kontakt i to na długi okres.

Joshua uważa się za niezwykle pechowego mężczyznę, a co za tym idzie woli żyć sam. I choć nie ma najmniejszych kłopotów z nawiązywaniem kontaktów i ma wielu znajomych to praktycznie tylko jedna osoba wie o nim wszystko i to dosłownie wszystko. 
Czy rodzące się uczucie do Caitlin zmieni jego charakter? Skruszy jego wydawałoby się niezwykle twarde serce? Czy Josh da szansę sobie kolejny raz? Co ukrywa ten człowiek przed mieszkańcami Eternity Springs, a przede wszystkim przed kobietą, którą chciałby na wieczność choć boi się do tego przyznać?

Tytuł przywodził mi na myśl niezwykle lekką, romantyczną opowieść z przedwiośniem i wiosną w tle. Co ciekawe dostałam to, ale tylko w pewnym stopniu. Autorka nie zawahała się wplątać poważnych i trudnych tematów co nadało książce więcej realizmu. Niestety coś za coś, bo przedobrzyła z pechem głównego bohatera. Z jednej strony Joshua Tornado (wybaczcie ksywkę, ale była szybsza od moich myśli i tak go nazwałam po jego wyznaniach) mógł to wszystko przeżyć, bo tornada w Ameryce to nic nowego i rzadkiego. Z drugiej zaś posiadanie pecha i doświadczanie tego, co rusz budzi w człowieku niechęć. Przy okazji powieść traci ten realizm, który zyskała autorka dzięki poruszanym tematom. Muszę przyznać, że mimo minusów czułam się dobrze, gdy przerzucałam kolejne strony tego tytułu i jeśli polski rynek wyda jeszcze coś Emily March to chętnie się z tym zapoznam. Polecam lekturę tym kobietom, które lubią się romanse co zawierają coś więcej, ale mają też swoje wady.


Ocena: 7/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

niedziela, 28 lipca 2019

Dominika van Eijkelenborg - "Ostatni most"

Tytuł: Ostatni most
Autor: Dominika Van Eijkelenborg
Stron: 336
Gatunek: dramat, dramat psychologiczny, thriller, thriller psychologiczny, kryminał, 
Wydawnictwo: Harper Collins Polska
ISBN: 978-83-662-3472-7

Moja znajomość z Dominiką zaczęła się już dobrych parę lat temu za sprawą jej pierwszej książki "Czuły punkt". Do dziś nie umiem sprecyzować co zahipnotyzowało mnie w stylu pisania tej autorki, ale czekałam i czytałam każdą (prawie, bo na jedną wciąż brak mi czasu) jej książkę. Poprostu czuję, że mam taką potrzebę. Do tej pory tylko "Kiedy będziemy deszczem" była dla mnie dziwną pozycją, do której wciąż zdarza mi się wracać myślami. Pytanie tylko, czy to świadczy o książce źle, czy wręcz przeciwnie? Po "Ostatni most" sięgnęłam bez zastanowienia i bez czytania, o czym w ogóle będzie. Czy dobrze zrobiłam?

Marieke van Haan to młoda policjantka, która niedawno pochowała ukochanego dziadka. W uczuciach do niego nie przeszkadzał jej fakt, że od dłuższego już czasu nie miała z nim kontaktu, gdyż z powodu demencji przebywał on w domu opieki. Bardzo to przeżywa co nie do końca pozwala jej skupić się na pracy do której i tak wróciła wcześniej niż była mowa. Najnowsza sprawa, nad którą pracuje wraz z partnerem Rolandem Kempenem to podejrzenia wypadku ewentualnie samobójstwa. Dość szybko okazuje się jednak, że oba założenia są błędne i doszło do zabójstwa. Niedaleko miejsca zamieszkania Marieke w rzece przechodzień znajduje samochód a w nim zwłoki kobiety. Sekcja zwłok wykazuje, że kobieta nie utonęła lecz zmarła na skutek krwotoku poporodowego. A jakby tego było mało niedaleko miejsca wypadku w śmietniku pewna kobieta znajduje ledwo żywego noworodka. 
Czy to zbieg okoliczności? Czy martwa kobieta jest matką maleństwa z kosza na śmieci skoro wszyscy znajomi i bliscy mówią, że niemożliwe jest by była ona w ciąży? Jeśli faktycznie to jej dziecko to, kto jest jego ojcem?

Marieke dodatkowo musi rozwikłać pewną zagadkę z przeszłości  swojego dziadka i nie wie na czym ma się tak naprawdę skupić. Roland próbuje jej pomóc jednak dziewczyna jest zamknięta w sobie i potrzebuje czasu by zaufać mu na tyle by tę pomoc przyjąć. Co odkryje młoda policjantka za sprawą tajemniczego zdjęcia? Czy między nią a partnerem z pracy narodzi się nić przyjaźni? A może dodatkowo ktoś wreszcie zapuka do jej serca?

Nie miałam okazji czytać "Tkanek", ale ta pozycja zdecydowanie zrobiła na mnie większe wrażenie niż "Czuły punkt", który byłam pewna, że jest naprawdę dobrze napisany. Podoba mi się dwuwątkowość powieści i to, że bohaterzy nie są nazbyt "płascy". Polecam miłośnikom książek psychologicznych. Uważam, że powieść zasługuje na miano bestsellera i jeśli ktoś lubi takie klimaty to nie pożałuje poświęconego jej czasu.

Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

niedziela, 30 czerwca 2019

Przemek Corso - "Miasto tajemnic"

Tytuł: Miasto tajemnic
Cykl: Archeolog Robert Karcz (Tom 4)
Seria: Z Mustangiem  
Autor: Przemek Corso 
Stron: 384
Gatunek: literatura podróżnicza, literatura polska, literatura przygodowa, literatura historyczna, kryminał, sensacja
Wydawnictwo: Bernardinum
ISBN: 978-83-812-7260-5

Kiedy pierwszy raz miałam styczność z Przemkiem Corso i jego archeologiem literatura przygodowa była mi raczej obca, z historią natomiast zdecydowanie nie darzyłyśmy się przyjacielskimi uczuciami, a archeologia to już w ogóle dla mnie temat z kosmosu. Co, więc spowodowało, że w ogóle sięgnęłam po "Podziemne miasto", a potem każdy kolejny tom? Nie wiem, z ręką na sercu nie wiem. Coś poprostu we mnie wołało - przeczytaj! Chyba na przekór własnym upodobaniom, wbrew temu, co jest mi znane i jako przeciwieństwo tego, co lubię. Tylko nie wiem, która część mnie była gotowa aż tak ryzykować. Nie odkryłam tego. Jednak cieszę się, że się odezwała i wtedy wzięła nade mną górę.

Nim w skrócie opowiem Wam losy Karcza to powiem kim jest:
agentem (a może nie?)
- miłośnikiem sztuki
- awanturnikiem
- złodziejem
- samotnikiem 

Jeśli chcecie wkroczyć w jego świat to zapraszam. Poznajcie mężczyznę, który przygód nie szuka, bo one same go znajdują, a niebezpieczeństwo to tak naprawdę jego drugie imię:

Robert Karcz to specyficzny mężczyzna. Jest archeologiem z duszą awanturnika. Po problemach w Egipcie by nie zwracać na siebie uwagi przez jakiś czas uczył w Legnickim gimnazjum historii. Niestety tam też nie potrafił usiedzieć i wieść życia nauczyciela tudzież kawalera. Wpadł w kolejne tarapaty jednak jakoś je przetrwał. Niestety krokiem milowym okazały się być wakacje z siostrą i jej partnerem i jedyną przyjaciółką Zuzą. To tam Karcz o mało nie stracił życia i wpadł w prawdziwe kłopoty. Po powrocie z Tunezji Robert był spalony i musiał coś ze sobą zrobić. Czemu więc nie załatwić dwóch pieczeni na jednym ogniu i przy okazji zmiany czegoś w swoim życiu nie pomóc przyjaciółce? Nie ma sprawy. Karcz zapakował co potrzebował i jadąc do Krakowa zabiera ze sobą Zuzę, którą miał dostarczyć do babci do Czeladzi. Oczywiście mężczyzna ma pecha i ledwie dojechali na miejsce najpierw został zaatakowany maślanką za złe parkowanie, a potem ktoś urywa mu drzwi w mustangu. Prawda jest taka, że gdyby nie te pechowe drzwi to nie musiał by spędzać w Czeladzi nocy, a gdyby nie nocleg w hotelu nie widział by pożaru kościoła oraz tajemniczego motocyklisty w masce. Jak by tego było mało jako ciekawski osobnik podpytujący tu i ówdzie dowiaduje się o pożarze w Będzinie na zamku i to prawie w tym samym czasie. Tylko on może sobie wmówić, ze to nie może być zbieg okoliczności o trzeba coś z tym zrobić, a przedewszystkim dowiedzieć się, o co chodzi. No więc właśnie to robi Robert Karcz. A jeśli ktoś poznał już chociaż jedne jego przygody to zauważy jak twierdzi sam autor – „, że jak nikt inny potrafi wpadać w tarapaty i skutecznie uprzykrzać życie tym, którym wejdzie w drogę”.

Uwierzcie mi, że to, co właśnie przeczytaliście to bardzo skromnie zarysowana historia o życiu młodego archeologa. Wiedzie on niezwykle barwne, a momentami niebezpieczne życie, ale jako czytelniczka odnoszę wrażenie, że bez tego umarłby z nudów w ciągu kilku dni. Dzień bez adrenaliny dniem straconym - pewnie niektórzy z Was dobrze to znają. Praktycznie od pierwszej książki prześladuje mnie myśl, że nie marzę o niczym innym jak o obejrzeniu ekranizacji przygód Karcza. Oj to mogło by być niezłe kino akcji z historią i archeologią w tle. Może kiedyś? Jeśli przeczytacie choć jedną część, a ogromnie do tego zachecam - koniecznie chronologicznie! - to zrozumiecie o co mi chodzi. A Panu Przemkowi dziękuję za stworzenie tej serii, za takiego bohatera i czekam z niecierpliwością na kolejny tom, który już został zapowiedziany i każdy następny, o którym jeszcze nie wspomniał.

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Bernardinum

niedziela, 23 czerwca 2019

Joel Levy - "Niewyjaśnione tajemnice"

Tytuł: Niewyjaśnione tajemnice
Autor: Joel Levy

Stron: 306
Gatunek: literatura faktu, literatura współczesna, historia, historia świata, literatura popularnonaukowa, 
Wydawnictwo: Alma Press
ISBN: 978-83-702-0740-3

Z pierwszą bardzo podobną w tematyce do "Niewyjaśnionych tajemnic" książką miałam do czynienia już kilkanaście lat temu. Dostałam ją na zakończenie V klasy, więc domyślcie się ile to już czasu minęło, a jednak fascynacja wszelkimi tajemnicami, nierozwiązanymi zagadkami czy sekretami, które od czasu do czasu wychodzą na światło dzienne dalej trwa. Stąd też nie waham się by czytać tego typu pozycje. Tylko sprawdzam, czy zawarte w nich treści są w miarę realistyczne, czy bliżej im do 100% mistycyzmów i parapsychologii, bo to już nie koniecznie mój teren łowiecki.

Książka "Niewyjaśnione tajemnice" jest przedewszystkim świetnie napisana. Podzielona na cztery różne działy, a każdy z nich w rozdziały daje nam możliwość czytania o konkretnych sprawach i w wybranej przez nas kolejności.

Tajemnicze miejsca:
Pierwszy dział daje nam możliwość zapoznania się z ciekawymi miejscami takimi jak Wyspy Wielkanocne, Atlantyda czy Stonehenge. Są jednak mniej znane miejsca jak Studnia Pieniędzy na Wyspie Dębów czy Kaplica Rosslyn.

Tajemnicze zdarzenia:
Drugi dział to przedewszystkim niewyjaśnione zaginięcia tj. Bursztynowa Komnata, Zniknięcie samolotu MH370 Malaysia Airlines czy wręcz przeciwnie niewyjaśnione pojawienie się mężczyzny bez przeszłości czyli historia Kaspara Hausera.

Dziwne doniesienia:
Któż z nas nie kojarzy historii słynnego potwora ze szkockiego jeziora Loch Ness? Jest i on właśnie w dziale o doniesieniach. Poza tym mamy tu Trzecią tajemnicę fatimską, czyli przekazaną przez Matkę Boską tajemnicę, która była ukrywana w Watykanie aż do 2000 roku. Są też informacje o yeti, UFO oraz płaczących i krwawiących posągach.

Zagadkowe artefakty:
Najbardziej znanym i to na całym świecie artefaktem jest chyba Całun Turyński. Tu prócz niego dowiecie się co nieco o Arce przymierza czy np. Dysku z Fajstos.

To, co wspomniałam to nie wszystko co skrywa na swych kartach ta intrygująca pozycja. To tylko część - jest tu o wiele więcej niewyjaśnionych spraw i co jedne to wydają się być ciekawsze. Fajne jest to, że prócz zarysu historycznego i faktów są ciekawostki oraz "odlotowe teorie" zawarte w specjalnych ramkach. Jednym może być do prawdy bliżej drugim wręcz przeciwnie. Dodatkowo mnóstwo fotografii, rysunków czy map daje nam możliwość wglądu co i jak mogło się prezentować. Zdecydowanie polecam tę pozycję jako ciekawostkę. Ja sięgnę pewnie po jeszcze niejedną w tym typie.

  Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Alma-Press.

sobota, 22 czerwca 2019

Paul Osborne - "Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka"

Tytuł: Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka
Autor: Paul Osborne

Stron: 256
Gatunek: literatura faktu, reportaż, biografia, reportaż zagraniczny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-662-3471-0

Książki o zwierzętach i ze zwierzętami jako głównymi bohaterami kocham i raczej nigdy nie przestanę tego robić. Pewnie dlatego, że ta miłość dotyczy też żywych przedstawicieli, a może odwrotnie i pokochałam zwierzęta, bo zafascynowały mnie książki? Jako nie jest mi do szczęście potrzebne odkrycie tego fenomenu. Cieszę się, że występuje u mnie w życiu i na nic innego go nie zamienię. Psa, którego mam od 12 lat też nie!

"Sherlock. Prawdziwa..." to historia psa, ale nie takiego zwykłego jak na przykład mój. Nie! To historia psiego funkcjonariusza Londyńskiej Straży Pożarnej! Opowiadana ludzkim głosem z punktu widzenia jego właściciela i przewodnika robi ogromne wrażenie. Tak naprawdę mamy tu do czynienia z dwiema biografiami w jednym. Bo Paul opowiada też trochę o sobie, o tym, jak w ogóle trafił do straży pożarnej, ile pracy kosztowało go zdobycie posady śledczego pożarniczego, oraz ile godzin wiary i zwątpienia przeżył, by zostać psim przewodnikiem. Jednak dzięki trudowi, zaufaniu i współpracy tych dwoje stało się jednym z najlepszych duetów śledczych. 


" [...] a w pierwszym roku pracy ze mną zdołał zebrać tyle dowodów, że pozwoliły na wydanie dziesięciu wyroków. Nie mogę przestać się zastanawiać, czy bez specjalistycznych umiejętności Sherlocka te wyroki w ogóle by zapadły. Sherlock "wyjątkowe narzędzie w skrzynce", ze swoim niewiarygodnie wrażliwym zmysłem węchu jest małym pogromcą przestępców." *

Ochronne buty, merdający ogon i niezwykle czuły nos? Tak to właśnie Sherlock, prawdziwy psi strażak, który codziennie ratuje ludzkie życie i pomaga łapać podpalaczy. Ten niezwykle radosny cocker-spaniel, który w momencie dostania "głupawki" zmienia się poprostu w pędzącą czarną kulkę pełną energii na codzień relaksuje się w  jeden sposób - piłki tenisowe! Gdy zadanie w pracy zostanie wykonane albo przychodzi czas na odpoczynek ona musi być w jego mordce i koniec. Sherlock ma jeszcze jeden słaby punkt... skarpetki, a dokładnie ich zjadanie! A to niestety nawyk niezwykle niebezpieczny.

Jak mówi sam Paul Sherlock w pracy daje z siebie wszystko. Mężczyzna wie, że zaufać może tylko psiemu węchowi i to, co on uważa musi odstawić na bok. Ten, który w ich duecie wie najlepiej ma cztery łapy i długie lśniące uszy. A do tego niezastąpiony nos. Tak, to Sherlock wie czego i gdzie szukać.


"To straszne, że często musi dojść do jakiegoś wypadku, byśmy mogli się czegoś nauczyć, ale szansa na poszerzenie wiedzy oznacza, że jesteśmy w stanie zapobiec większej liczbie pożarów i uratować w przyszłości więcej istnień" **

To nie jest pozycja, którą można ocenić na zasadzie podoba mi się lub nie. Dla mnie ona będzie bestsellerem. Potrafi wkraść się w serce z kilku powodów i nie ważne jest to, czy byłaby napisana bez błędów, wręcz idealnie czy byłoby to jedno wielkie grafomaństwo. Praca strażaka sama w sobie budzi we mnie pokorę, wdzięczność i podziw. Dlatego już Paul jako bohater tej książki był dla mnie wyjątkowy. Jeśli dorzucimy do tego drugiego i mimo wszystko ważniejszego bohatera, jakim jest czworonóg w postaci niezwykle rezolutnego, ale jednak będącego momentami poprostu głupiutkim pieskiem cocker-spaniela to ciężko mi powiedzieć, że ta książka jest zła. A to, co ta pozycja nam ukazuje i przekazuje to kolejna sprawa. Paul i Sherlock działają też po pracy, w celach charytatywnych. Szkolą, informują i spełniają marzenia, a to coś znaczy. Jedyne co mogę powiedzieć to polecam przeczytać, poświęcić tej książce te kilka godzin, poznaj świat strażaka i jego czworonoga ich oczami. To daje do myślenia...

* - Cytat z "Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka" Paul Osborne, str. 200

** - Cytat z "Sherlock. Prawdziwa historia psiego strażaka" Paul Osborne, str. 91

Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Ilona Gołębiewska - "Podaruj mi jutro"

Tytuł: Podaruj mi jutro
Cykl: Dwór na Lipowym Wzgórzu (Tom 1)
Autor: Ilona Gołębiewska
Stron: 480
Gatunek: obyczaj, literatura kobieca, literatura współczesna, romans, literatura polska
Wydawnictwo: MUZA 
ISBN: 978-83-287-1048-1

Szczerze muszę przyznać, że z Iloną Gołębiewską nie miałam jeszcze do czynienia. Nie zmienia to jednak faktu, że chciałabym to nadrobić i jedyne co mnie ogranicza to czas. No, ale może kiedyś, jak i setki innych książek...
"Podaruj mi jutro" nie jest książką, po którą sięgnęłabym ot tak poprostu i to z bardzo prostego powodu - to nie moja bajka. A dokładniej nie mój gatunek. Ale, że ja lubię eksperymentować, szczególnie z powieściami obyczajowymi, które są dość lekkie w odbiorze to do dzieła.

Ilona Gołębiewska to młoda kobieta, która na swoim koncie ma dziesiątki publikacji naukowych oraz sześć książek w tym cykl "Stary dom" czy osobną powieść "Miłość ma twoje imię", oraz tomik poezji. Nie zaszkodzi wspomnieć, że w swoim dorobku ma także bajki, baśnie i opowiadania dla dzieci i młodzieży. Autorka to doktor nauk społecznych w zakresie pedagogiki, ale jej największymi zainteresowaniami są edukacja seniorów, rozwój osobisty oraz coaching. Pani Ilona jednak nie od dziś już marzy o założeniu swojej fundacji.

"Podaruj mi jutro" to już szósta powieść spod pióra Ilony Gołębiewskiej. Dla mnie pierwsza, ale jak wspomniałam zrobię wszystko by nie była ostatnia. 

Dwór na Lipowym Wzgórzu od niemal dwustu lat z przerwą należał do rodu Horczyńskich. Od niepamiętnych czasów stanowi atrakcję dla turystów odwiedzających Podlasie. Aktualnie jego właścicielka jest Aniela Horczyńska, słynna malarka. Chwilowo zamieszkała w dworku wraz z córką i wnuczką, gdyż zmęczona światową sławą chce osiąść i odpocząć w rodzinnych stronach. Postanawia na Lipowym Wzgórzu założyć Akademię Sztuk Anielskich, której pomysł narodził się z myślą o lokalnej legendzie o aniołach. Tylko czy rodzina Anieli ją poprze? Jakie zdanie na ten temat będą miały Sabina, Klara i Lilianna?

Jak się okazuje światowa sława wcale nie jest taka męcząca, gdy próbuje się odpocząć na swoim. Konflikt Horczyńskich z sąsiadami Gajowiczami trwa od czasów wojny, a chcąc oczyścić dobre imię ojca, od którego ten konflikt się zaczął Aniela zrobiłaby naprawdę wszystko. Do tego przyjaciółka nagrywająca motywacyjne filmiki i podbijająca nimi internet oraz redaktor programu "Maluchem przez Polskę" nie pomagają w znalezieniu chwili samotności i ciszy. A przecież trzeba dodać, że kobieta nie zapomniała o ukochanym Witku sprzed lat i którego pragnie odnaleźć mimo wszystko.

Historia niezwykle tajemnicza i intrygująca czym zdobyła moje serce. Szybka do czytania, ale nie do zapomnienia co dodaje jej kolejnego plusa. Świetna gra uczuciami to zdecydowany atut Ilony Gołębiewskiej. Wiele atrakcji i humoru, jakie funduje autorka bohaterom i przy okazji czytelniczkom to zdecydowanie ogromna zaleta. Zdecydowanie czekam na dalsze losy kobiet z rodu Horczyńskich, a w międzyczasie postaram się wyskrobać czas na cykl "Stary dom". Dziewczyny i kobiety polecam, bo warto oddać swe serce i umysł staremu Dworkowi na Lipowym Wzgórzu oraz jego mieszkańcom!

Ocena: 7/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

niedziela, 16 czerwca 2019

Tijan Meyer - "Hate to love you"

Tytuł: Hate to love you
Autor: Tijan Meyer
Stron: 424

Gatunek: dramat, literatura młodzieżowa, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny, new adult, mature young adult, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-662-3468-0


Tijan Meyer poznałam dzięki przyjaciółce i chyba nigdy jej się za to nie odwdzięczę tak jakby na to zasługiwała. "Hate to love you" to trzecia przeczytana przeze mnie pozycja spod pióra autorki, gdyż nie dorwałam jeszcze jej cyklu "Fallen Crest". Mam jednak nadzieję, że to się zmieni i znajdę czas by nadrobić tę serię i przedewszystkim, że będzie warto. Pierwsze spotkanie z Tijan czyli "Anti-stepbrother" było obiecujące, ale to "Pozwól mi zostać" skradło moje serce. Jak było w przypadku "Hate to love you"?

Kennedy Clarke właśnie rozpoczęła studia. By ułatwić sobie życie na uniwersytecie postanowiła przestrzegać kilku zasad. Pierwsza czyli najważniejsza to unikanie wszelkich seksownych facetów, bo to komplikuje życie zarówno prywatne, jak i uczelniane. Druga to to, że musi wtopić się w tło, by być neutralna, a wręcz bezbarwna. Żadnego wychylania się i pakowanie w jakiekolwiek dramaty. Trzecia to trzymanie się z dala od rodziny, wkurzających kolegów i złośliwych koleżanek. 

Co tam trzy wydawałoby się proste zasady. No niby nic wielkiego. Ale co, gdy łamie się je wszystkie w ciągu raptem kilku dni i to za sprawą jednego tylko chłopaka? 
Odnosimy bowiem wrażenie, że zadziorny Shay Coleman robi wszystko by irytować i wchodzić w drogę Kennedy na każdym kroku. A co o nim samym uważa dziewczyna? 
No właśnie tu zaczyna się problem, bo od pierwszego spotkania chce go nienawidzić, ale chcieć, a móc to dwie różne sprawy. I jak się okazuje nie trzeba długo czekać by ta pozorna nienawiść szybko przerodziła się w coś więcej. Tylko że studentka chce to ukryć przed wszystkimi, bo widzi, że Shay jest nie tylko przystojnym draniem, ale i sławnym rozgrywającym co sprawia, że prawie całą żeńska część uniwersytetu szaleje na jego punkcie. Wiemy zaś nie od dziś, że zazdrość miewa różne oblicza.

Książka ma swoje plusy i minusy. Do tych pierwszych należą na pewno bohaterzy. Cięty język oraz buntowniczy charakter Kennedy, a także przyzwoitość i realistyczność Shaya. Niestety autorka pozwoliła sobie na minusy czyli spory chaos w powieści oraz momentami dziwnych dialogów. Podobało mi się, że od początku nie był to czysty romans, ale powieść podszyta strachem, dramatem oraz kłamstwami, a to robi wrażenie. Jak na nowość na rynku chętnie ją polecę, ale raczej nastolatkom i młodym kobietom. Te ciut starsze mogą się rozczarować. Chociaż jeśli lubicie wracać do młodszych lat to, czemu nie.


Ocena: 6/10


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

Jeffrey Eugenides - "Przekleństwa niewinności"

Tytuł: Przekleństwa niewinności
Autor: Jeffrey Eugenides
Stron: 262

Gatunek: dramat, literatura współczesna, literatura piękna, literatura obyczajowa, powieść psychologiczna, dramat psychologiczny
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0693-1



Nie wiem ile to już lat minęło jak obejrzałam film Sofii Coppoli pt. "Przekleństwa niewinności". Byłam pod ogromnym wrażeniem i obejrzałam go z zapartym tchem co może być świetną recenzją samą w sobie, bo kinomaniak ze mnie jak z koziej "pupy" trąba. Potwierdzi to pewnie z radością jedna z moich przyjaciółek i fakt, że jeden film mając go już w domu oglądam i obejrzeć nie mogę chyba 3 lata... Dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że to była ekranizacja książki. Pomyślałam, więc że muszę ją zdobyć i zanurzyć się w świat pisany tej niezwykłej i dramatycznej historii.

Na cichych przedmieściach Detroit dochodzi do ogromnej tragedii. W ciągu roku samobójstwo popełnia tam pięć sióstr Lisbon. Najmłodsza z dziewcząt miała zaledwie trzynaście lat i to ona podjęła samobójczą próbę jako pierwsza niestety nieudaną. Potem była kolejna i (niestety?) tym razem udana. Cztery kolejne siostry wydawałoby się, że wracają małymi kroczkami do siebie. Mija prawie rok i prócz momentami dziwnego zachowania rodziców dziewczyn nie dzieje się praktycznie nic, a na pewno nic złego. Ale czy na pewno?

"Przekleństwa niewinności!
To jej samobójczy krzyk pełen żałości.
Nie zgadzała się na ten świat
Pełen bólu, krzywd i wad.
Oddała mi się w swej dziewiczej miłości
Ofiara przekleństw niewinności." *

Historia sióstr Lisbon nie jest pisana ich oczyma. Ich losy wspomina grupka teraz już dorosłych mężczyzn z rzednącymi włosami i wystającymi brzuszkami. Mężczyzn, którzy jako chłopcy nałogowo podglądali dziewczęta, bo byli w nich szaleńczo zakochani.

Przede wszystkim już pierwsze zdanie "Przekleństw niewinności" informuje nas, że żadna z sióstr nie przeżyje. Jeśli wobec tego liczycie, że skoro zakończenie zdradza nam się na samym początku to chociaż dowiecie się co było powodem ich czynów to sie zawiedziecie. Nie, nie wiadomo dokładnie co skłoniło nastoletnie dziewczyny do samobójstw. Nikt nam tego nie zdradzi, a chłopcy, którzy opowiadają to co pamiętają i to, co widzieli nie są w stanie zdradzić zbyt wiele. 

Zadacie sobie zatem pytanie: "To po co w ogóle czytać tę książkę?"
Odpowiem co ta powieść dała mi, a co może dać Tobie i Twoim znajomym. 
W szczególności intelektualne wyzwanie - jeśli czytanie jest dla Ciebie czymś więcej niż bezmyślną rozrywką to "Przekleństwa niewinności" powinny znaleźć się wśród czytanych pozycji przez Was pozycji.
Jeśli szukacie pozycji, która zostanie w Waszych głowach dłużej niż echo ostatniego przeczytanego zdania to jest to książka dla Was.
I co najważniejsze to ta pozycja ma szansę zmienić coś w Waszym życiu. 

Podsumowując choć pierwszemu lepszemu czytelnikowi powieść wyda się męcząca z powodu języka oraz niedokończona, bo nie daje nam na piśmie powodów samobójstw to ja uważam tę książkę za coś naprawdę cennego i wartego poświęcenia uwagi. I co ciekawe mówię to jako osoba, która najczęściej (ale nie zawsze) woli bezmózgie czytanie. Ot byle szybciej i kolejna pozycja. A tu niespodzianka. "Przekleństwa niewinności" zmieniły mój punkt widzenia (zresztą nie są pierwsze i myślę, że nie ostatnie). Myślę, że coraz częściej będę sięgać po coś co będzie wymagało ode mnie skupienia, rozmyślania i najważniejsze - wyłączenia się od otoczenia! Od siebie polecę tę pozycję każdemu, a tylko Wy sami zdecydujecie czy przeczytacie i czy wyciągniecie z tej powieści jakiekolwiek wnioski. Ja swoje mam i zachowam pewnie na długo, a chciałabym na zawsze.

* - Cytat z "Przekleństwa niewinności" Jeffrey Eugenides, str. 190

Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

sobota, 8 czerwca 2019

Michelle McNamara - "Obsesja zbrodni.Prawdziwa historia najbardziej poszukiwanego seryjnego mordercy w USA"

Tytuł: Obsesja zbrodni. Prawdziwa historia najbardziej poszukiwanego seryjnego mordercy w USA
Autor: Michelle McNamara
Stron: 400
Gatunek: literatura popularnonaukowa, literatura dokumentalna, literatura faktu, reportaż
Wydawnictwo: Znak
ISBN: 978-83-240-5554-8

Kto mnie zna wie czym się interesuję i co kocham czytać. Tytuł książki zatem nikogo tu nie zdziwi. W końcu pochłaniam wszystko, co z mordercami, śledztwami i tego typu sprawami ma cokolwiek wspólnego. Gdy dojrzałam ten tytuł wiedziałam, że go sobie nie odpuszczę i prędzej czy później go zdobędę i odhaczę jako kolejną z listy "must have". Czy w jakikolwiek sposób książka spełniła moje oczekiwania? Czy cieszę się, że faktycznie mam ją za sobą? 

Tak, mam bzika na punkcie tego typu pozycji i nie mam zamiaru tego ukrywać. Tak samo jak faktu, że śledzę wszelkie informacje z Polski i świata o mordercach, psychopatach i innych zwyrodnialcach. Tak już mam odkąd tylko wkroczyłam w świat dorosłych. Nie było zmiany krok po kroku. Ot z bajek przeszłam do mroku koniec kropka. Jednak słowa, które wspomniałam na początku, czyli "mieć bzika" zaczęły mieć dla mnie całkiem inny oddźwięk, gdy zaczęłam czytać "Obsesję zbrodni. ...". Tak to już nie jest zainteresowanie, fioł czy bzik. To jest jak sam tytuł mówi OBSESJA. Michelle praktycznie zatraciła się w poszukiwaniach jednego z seryjnych morderców w USA. Każdy możliwy dzień czy noc poświęcała na odkrycie jego tożsamości. I choć jej się nie udało, tak samo jak nie udało jej się doczekać wydania książki, gdyż zmarła w 2016 roku w tragicznych okolicznościach - przedawkowała leki, a choroba serca dopełniła swego.

Michelle McNamara była dziennikarką kryminalną, blogerką, która prowadziła popularną stronę TrueCrimeDiary.com. Golden State Killer zawładną jej umysłem od początku, gdy o nim usłyszała. Przeczytała tysiące stron akt policyjnych, oglądała raporty z sekcji zwłok, rozmawiała z ofiarami gwałtów oraz ludźmi mogącymi być świadkami ataków psychopaty. 
Przygotowując śniadanie dla małej córeczki myślała o gwałtach i przemocy nieznanego sprawcy, wśród jej zabawek rozkładała zdjęcia ofiar. W internecie spędzała setki godzin śledząc wzmianki o przestępstwach, a będąc z mężem na galach w Hollywood myślami była wśród ofiar. 

To, co przeraża to fakt ile zła może mieć w sobie człowiek i ile jest w stanie tego zła przerzucić na drugą osobę. Morderca atakował kobiety we własnej sypialni, zabijał mężów na oczach żon. Gwałcił i wychodził. Wybierał parterowe domy w spokojnych dzielnicach. Włamując się uczył się rozkładu pomieszczeń na pamięć i nie zostawiał po sobie żadnego śladu. Z dnia na dzień zniknął unikając kary, omamiając policję, w tym najlepszego profilera w historii. Wydawałoby się, że tak zakończy się sprawa nieuchwytnego seryjnego mordercy mającego na koncie 50 gwałtów oraz 10 sadystycznych morderstw. A jednak nie. W 2018 roku złapano winnego tych czynów, a Michelle McNamara zdecydowanie się do tego przyczyniła.

Gdybym miała ocenić zawartość książki byłoby super. Ale jeśli dodam do tego choćby styl to wszystko pada na łeb na szyję. Czytałam, a raczej zmęczyłam tę książkę już jakiś czas temu, a recenzja dopiero teraz, bo musiałam pomyśleć, odpocząć i poukładać to i owo. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się tak zmęczona i ogłupiała po przeczytaniu książki. Mam ochotę zjechać wydawcę od góry do dołu, że w ogóle wydał coś takiego. Rozumiem, że autorka nie żyje, a książka powstała na podstawie jej zapisków, notatek i nagrań. Ale ludzie! Ta książka się kupy d...y nie trzyma za przeproszeniem. Gdyby ktoś po mojej śmierci wydał moje zapiski w takiej formie to zrobiłabym wszystko by wstać zza grobu i pogadać ze sprawcą tego czynu! Chaos. Jeden wielki chaos. Tyle przychodzi mi na myśl po skończeniu, umęczeniu i odłożeniu tej książki. Coś, co mogło być kanwą świetnej książki stało się literackim dnem. I ratuje ją tylko to o czym opowiada, niestety.


Ocena: 4/10

Za udostępnienie egzemplarza promocyjnego do przeczytania i wyrażenia opinii serdecznie dziękuję księgarni Gandalf