poniedziałek, 29 kwietnia 2019

Urszula Szczęch - "Seryjni mordercy. Suma wszystkich lęków"

Autor: Urszula Szczęch
Stron: 132
Gatunek: literatura faktu, reportaż, literatura popularnonaukowa, literatura psychologiczna,
Wydawnictwo: Psychoskok
ISBN: 978-83-811-9164-7

Prawda jest taka, że już od kilku dobrych lat tematyka kryminalistyki, kryminologii, psychologii kryminalnej i tym podobne stały się moją pasją. Brzmi to dziwnie i wiem o tym, ale głęboko wierzę, że mój umysł nadal pracuje w miarę prawidłowo i zmieniać miejsca zamieszkania na takie bez klamek nie będę musiała ewentualnie na takie gdzie świat oglądany przez okno wydaje się być w kratkę...
No, ale już na poważnie. Gdy trafiłam na tą pozycję ogarnęły mnie dwa sprzeczne uczucia. Pewien lęk patrząc już na okładkę oraz niepewność względem objętości tej książeczki. Pomyślałam, że tu niewiele może być, bo to bardziej broszurka niż konkretna pozycja. A jednak chęć zapoznania się z nią była większa niż obawy przed grubością i ewentualnie okrojoną ilością faktów.

Pierwsza rzecz, którą trzeba powiedzieć o tej pozycji to, że jest stricte naukowa. To nie jest żadna książka fabularyzowana, to podzielona na trzy niby skromne, a jednak posiadające zadziwiającą ilość informacji części. 

Pierwsza to psychopatologia sprawcy. Autorka rozwodzi się nad tym co ma wpływ na bycie mordercą i psychopatą. Czy jest to kwestia środowiska, w którym przebywamy, wychowanie czy może genetyka. Niejednokrotnie słyszałam, że wpływ na nasze zachowanie i postępowanie ma to, co oglądamy, czytamy etc. Jeśli tak to ja nie powinnam robić tego co robię i przebywać tu gdzie przebywam. Na moim koncie powinna być rekordowa ilość zbrodni i nie tylko. Możliwe jest, że wpływ ma fakt, kiedy zaczynamy się interesować tego typu rzeczami. Ja jak na grzeczną osobę przystało zrobiłam to po pełnoletności, ale jak już wpadłam to nie zamierzam zmienić zainteresowań. Wychowanie? Nie wiem. Mówi się, że zaniedbanie pomaga schodzić na złą drogę. Tak pomaga, ale nie jest wyznacznikiem. I mam przykład idealny gdzie ktoś zostawiony jako nastolatek praktycznie samemu sobie wyrósł na porządną, godną zaufania osobę. Ale już maltretowanie, alkoholizm, narkotyki, przemoc fizyczna czy psychiczna jak najbardziej może być impulsem do popełnienia przestępstwa i temu nie da się zaprzeczyć. 

Druga część daje nam możliwość poznania ważnych rozważań: czy morderców, psychopatów i zwyrodnialców lepiej skazać na karę śmierci czy leczyć za pomocą leków i psychoterapii? Zasadnicze pytanie brzmi: czy w ogóle można "wyleczyć", a raczej unormować stan psychiczny oraz zachowania społeczne u takich ludzi? Kiedy ma się okazję porozmawiać z niektórymi zbrodniarzami lub poznać jego tok myślenia to naprawdę kara śmierci okazuje się jedynym słusznym wyjściem.  Jeśli przytoczymy słowa Karola Kota słynnego Wampira z Krakowa, który grasował w latach 70 XX w. i jego opinię o moralności to włos jeży się na głowie...

"Według mnie jest to takie postępowanie, które sprawia przyjemność, które odpowiada człowiekowi. Co jest przyjemne, to jest moralne. Jeśli więc mnie zgładzenie ludzi sprawiało satysfakcję i zadowolenie, to było to postępowanie zgodne z moją moralnością. Byłem oburzony, gdy rodzice komentowali opisywane w gazetach wypadki mordu i mówili, że robi to drań. Ja siebie nie uważam za takiego. Drań to ktoś, kto jest pijakiem, złym człowiekiem. Ja zaś uważam siebie za dobrą osobę. Dokonywane przeze mnie mordy to była moja prywatna sprawa. Byłbym złym człowiekiem, gdybym pił wódkę i zadawał się z prostytutkami. Można więc być mordercą i zarazem dobrym człowiekiem, tak jak ja."*

Część trzecia to aspekty typowo prawne i kryminalistyczne. 

Całość choć wydaje się skromna to warta jest poświęcenia tych kilku godzin (nie każdy przebrnie przez nią od ręki, bo może być za ciężka). To, co trochę przeszkadza to osobiste wtrącenia autorki, bo całość aspiruje do bezstronnej pozycji naukowej. Książka dużo zyskuje dzięki umieszczeniu wywiadów z Tedem Bundy'm oraz Karolem Kotem. Pozycja ta na pewno nie jest dla każdego. Nie znajdzie tu nic osoba, której nie interesuje psychologia morderców (szczególnie tych najbardziej zatwardziałych). Jest ona zawężona tylko do tych seryjnych i tylko ich dotyczy. Ja jestem pozytywnie zaskoczona, bo zdecydowanie spodziewałam się niedosytu po tej objętości. A jednak jedyny niedosyt, jaki mam to chęć sięgnięcia po kolejne książki z tego gatunku. Chęć poznawania kolejnych aspektów związanych z kryminalistyką, psychologią, sądownictwem. Nie wiem, kiedy i czy w ogóle zaniecham poszerzania moich horyzontów w tych tematach, ale dopóki mam możliwość i chęci to będę to robić. Polecam wszystkim o podobnych zainteresowaniach!


 * - Cytat z "Seryjni mordercy" Urszula Szczęch, str. 52

  Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza promocyjnego do przeczytania i wyrażenia opinii serdecznie dziękuję księgarni Gandalf

sobota, 27 kwietnia 2019

Patricia Posner - "Farmaceuta z Auschwitz"

Tytuł: Farmaceuta z Auschwitz
Seria: Mundus
Autor: Patricia Posner
Stron: 320
Gatunek: na faktach, reportaż, dokument, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
ISBN: 978-83-233-4350-9

Nie minęło zbyt wiele czasu od przeczytania jednej pozycji o Auschwitz, po której obiecałam sobie chwilę wytchnienia. Zawsze myślałam, że jestem silna psychicznie, ale po książkach o obozach moje zdanie na ten temat legło w gruzach. Nie jestem odporna, a książki choć cienkie to czytane długo (ta akurat krócej). Tu jak sam tytuł wskazuje do czynienia będziemy mieli z farmaceutą. Niestety nie będzie to miły pan w fartuchu stojący po drugiej stronie okienka w aptece. 

Victor Capesius, bo o nim mowa był taką osobą nim wylądował w Auschwitz. Ale czy trafienie tam daje człowiekowi prawo by zmienić się tak diametralnie? Czy znęcanie się nad innymi ma w ogóle jakiekolwiek wytłumaczenie? Victor pracował jako przedstawiciel koncerny Farben/Bayer w Rumunii. Był znany jako miły i uczciwy człowiek, który rozwiązywał wszelkie problemy związane z dostawami itp. Kiedy został oddelegowany do Auschwitz gdzie co chwila trafiał na znajomych ludzi części znajomości się wypierał, a część oszukiwał. Ludzie widząc go byli pewni, że trafiali w dobre ręce. Jakże się mylili...


"... lubił ludzi, był miły [...] był uosobieniem życzliwości. [...] miał wśród więźniów dobrą opinię. Był rzeczowym człowiekiem."*

Jednak w tamtym miejscu, w tamtym czasie to nie był ten sam człowiek. Jego pogląd na doświadczenia medyczne szokował niejednokrotnie.


"... była to bardzo ważna sprawa, bo przecież nigdzie indziej nie można było badać tak bez żenady jak tam."**


"Jakim człowiekiem musi być doktor Capesius, jeśli wiedział, że osoby, które jednym gestem kieruje na lewo, będą żyły jeszcze tylko przez godzinę albo dwie, a mimo to uśmiechając się i rzucając kilka słów otuchy dla uspokojenia, wysyłał rodziny swoich dawnych przyjaciół i kolegów z pracy, ich żony i dzieci na śmierć? Ile trzeba mieć w sobie brutalności emocjonalnej, ile piekielnego sadyzmu, ile bezlitosnego cynizmu, aby postąpić tak, jak postępował ten potwór? I pomyśleć, że wystarczyło jedno słowo tego Hauptsturmfuhrera SS, wystarczył jego jeden gest, żeby ocalić życie tej garstce osób, które znaczyła tak niewiele na tle całej ogromnej masy ludzi." ***

Gdy czytałam tą pozycję najpierw zszokowało mnie postępowanie Capesiusa w Auschwitz, potem jego samozaparcie, że nie zrobił nic złego. Razem z innymi medykami z obozu nie potrafili przyznać się do doświadczeń medycznych, tortur i morderstw. Oni nie zawinili, nie zrobili zupełnie nic złego. A potem te długie, mozolne śledztwa i wyroki nie dość, że mizerne to jeszcze nieodbyte do końca. Jak można uniewinnić osoby winne setek tysięcy morderstw? Jak można doprowadzić do ich ucieczek przed wymiarem sprawiedliwości? Czy gdybym na to pozwoliła to potrafiłabym spojrzeć żyjącym ofiarom w oczy? Wątpię. 

Nie chcę Wam pisać szczegółów co robić Victor w obozie, bo wolałabym żebyście zapoznali się z tą pozycją sami. Jeśli deo głowy przychodzi Wam myśl, że o obozach powstało już dość książek to się mylicie. Nigdy nie będzie ich na tyle dużo by opisać każdą zbrodnię, każe przewinienia i każdą torturę, jakiej tam dokonano. A ja choć dla mnie to ogromne przeżycie przeczytam każdą pozycję, jaka wyjdzie choćbym miała robić to z przerwami. Chcę mieć prawo i możliwość dowiedzieć się wszystkiego. I tylko żal mi serce kraje, że człowiek potrafił i potrafi nadal takie coś zrobić drugiemu człowiekowi. 

* - Cytat z "Farmaceuta z Auschwitz" Patricia Posner, str. 68
**  - Cytat z "Farmaceuta z Auschwitz" Patricia Posner, str. 68
*** - Cytat z "Farmaceuta z Auschwitz" Patricia Posner, str. 230

Ocena poglądowa, gdyż tego typu książki jak dla mnie nie zasługują na ocenianie!


  Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza promocyjnego do przeczytania i wyrażenia opinii serdecznie dziękuję księgarni Gandalf

wtorek, 16 kwietnia 2019

Vi Keeland - "Rytm"

Tytuł: Rytm
Cykl: Na scenie (Tom 2)
Autor: Vi Keeland
Stron: 336
Gatunek: romans, obyczaj, literatura kobieca, literatura współczesna, erotyka, romans współczesny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-656-0166-7

Vi Keeland od zawsze była moją ulubienicą choć ostatnio straciła wiele na jakość. Od czasów serii o Cole'u wahałam się nad czytaniem kolejnych jej książek, ale jakoś nie umiałam sobie odmówić. Wyszedł cykl "Na scenie", który zaczęłam i mi się spodobał, więc kontynuuję. A pisanie z Penelope Ward na pewno nie jest złym pomysłem. "Rytm" to drugi tom ze wspomnianego wcześniej cyklu "Na scenie", który miałam na dzieję łączyć się jakoś z pierwszym tomem pt. "Show". Jednak jedyne co mają ze sobą wspólnego to sława i występy. Jedni bohaterowie w filmach, inni na koncertach.

Lucky jest prawdziwą szczęściarą nie tylko z powodu imienia. Zakochana w prawdziwej gwieździe rocka chyba nie sądziła, że kiedykolwiek stanie u jego boku jako ukochana. Dylan Ryder to bożyszcze wielu nastolatek i młodych kobiet. To w co nie może uwierzyć Lucky to fakt, że z całych ich tłumów wybrał właśnie ją. To ona jest tą jedyną, najszczęśliwszą kobietą. I mimo iż przyjaciółka wręcz nienawidzi jej chłopaka to wszystko wydaje się być idealne. Ale jak to w życiu bywa, tylko do czasu.
To tylko moment. Chwila, w której zauważa przystojnego blondyna jej świat odwraca się do góry nogami. Idealny związek przestaje takim być. Wszystko zaczyna wyglądać inaczej niż powinno. Nie wie, że zwracając w klubie uwagę Przystojnego, drinkiem za sponsorowanym przez trzy dziewczyny zrobi to na poważnie i nie na chwilę. Mało tego zainteresowanie staje się obustronne.
Flynn Beckham to również muzyk choć nie tak znany, jak Dylan. Jednak ma cos jeszcze prócz urody. Potrafi się zachować i zdecydowanie nie myśli tylko o sobie. Mężczyzna lubi sprawiać radość innym i choć ma w sobie odrobinę drapieżnika to ja na rockmana jest stosunkowo łagodny i przyjemny w obyciu. Od tego jednego spotkania w klubie Lucky's chce uszczęśliwiać tylko jedną osobę. I choć wie, że jest ona zajęta nie potrafi sobie odmówić spędzania z nią choćby kilku minut w każdej wolnej chwili.
Lucky niespecjalnie broni się przed spotkaniami z Flynnem, a im więcej spędza z nim czasu tym bardziej przekonana jest, że jej związek nie jest taki, za jaki miała go do niedawna. Mało tego wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy okazuje się, że Beckham jedzie z zespołem Dylana jako support.

Myśli dziewczyny zaprząta przystojny muzyk i nie jest to jej chłopak. Czy wyjazd w trasę z dwójką przystojnych rockmanów, z których jeden jest jej partnerem, a drugi chciałby nim być jest dobrym pomysłem? Na jaki krok zdecyduje się Lucky? Czy Flynn odpuści dla kariery i dla samego siebie nie chcąc być tym drugim? A może to Dylan wcześniej zorientuje się, że związek mu się wymyka spod kontroli?

Muszę przyznać, że to jest jedna z lepszych książek Vi. Lekka i przyjemna, idealna dla oderwania się od codzienności i na pewno raptem na kilka godzin czytania. Czasami jednak człowiek potrzebuje właśnie takiej lektury. Zastanawiam się, czy cykl wzbogaci się jeszcze o jakieś części, a jeśli tak to ile ich w ogólnym rozrachunku będzie. Na razie Keeland bazuje na jednej trylogii i kilku dylogiach, więc może poszerzy horyzonty na coś więcej. Czekam albo na dalszy ciąg "Na scenie", albo na coś nowego. Dla mnie ważne by nie było ani odrobinę podobne do "Cole'a".

 <Ocena: 8/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu  Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Jay McLean - "Więcej niż ona"

Tytuł: Więcej niż ona
Cykl: Więcej (tom 2)
Seria: Young
Autor: Jay McLean
Stron: 424Gatunek: dramat, literatura młodzieżowa, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, new adult
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-661-3482-9


Choć minęło już sporo czasu od przeczytania pierwszej książki z cyklu "Więcej" to zdecydowanie siedzi mi ona w głowie. Autorka perfekcyjnie zagrała na uczuciach czytelniczki (a przynajmniej moich) i mając to na uwadze bez wahania sięgnęłam po kolejny tom. Chęć poznania losów kolejnych bohaterów była duża, a oczekiwanie na kolejny emocjonalny rollercoaster ze strony McLean nie dawało żyć.

Logan Matthews to typowy flirciarz. Przygody na jedną noc czy obiecanki, że zadzwoni czego nie robi to właśnie cały on. Jednak na jego drodze pojawia się Amanda Marquez. Dziewczyna, która nie jest jak inne i on dobrze o tym wie. Tyle że nie powstrzymało to chłopaka przed postąpieniem tak jak zawsze. Po tej jednej, ale jakże cudownej dla obojga randce najnormalniej w świecie (dla niego) zrywa kontakt. Ot tak jak gdyby nigdy nic się nie stało. Ale stało się i to dużo.
Ten jeden wieczór zmienił życie Amandy. Najpierw na lepsze, a potem było już tylko gorzej.
Drogi tych dwojga znów się splatają. Logan dobrze widzi, że dziewczyna nie chce mieć z nim nic wspólnego, a to wszystko przez to, jak ją potraktował. Tylko że żadne z nich nie zapomniało tego co było między nimi. On chciałby to naprawić, a ona skrzywdzona już raz woli trzymać się na dystans. Wydawałoby się, że Amandzie uda się unikać mężczyzny, który mimo tego, co jej zrobił wciąż ma we władzy jej serce. Niestety nie jest w stanie tego robić w momencie, gdy okazuje się, że Matthews zostaje jej... współlokatorem. 

Czy uda jej się kontynuować ignorowanie faceta, który ma nad nią "władzę", a przebywa za ścianą? Czy Logan będzie walczył o odzyskanie dziewczyny, która jak sam mówi ma jego jaja w kieszeni i już mu ich nie zwróci? Czy dadzą sobie jeszcze jedną szansę? 

Czytając pierwszą część i poznając w niej Logana nie zapałałam do niego pozytywnymi uczuciami. Dzięki "Więcej niż ona" możemy poznać go lepiej i zobaczyć, że zdecydowanie chłopak ma swoje dobre strony. I choć jego zachowanie czasami irytuje to jednak ciężko go nie lubić. Amanda zaś jest bohaterką, która szybko skrada serce czytelniczce. To, co mi się nie spodobało, a raczej nie kleiło to fakt jak zaledwie jedno spotkanie mogło mieć aż tyle niegatywnych następstw. Troszkę to naciągane. No i gra emocjonalna już nie ta sama co w pierwszej części, choć bohaterowie i ich sytuacje znów są dużo lepiej nakreślone właśnie tu. Tak więc każda z pozycji ma swoje minusy, ale ma i plusy. W ogólnym rozrachunku książki mają dość podobny poziom, choć gdzie indziej mają swoje wady i zalety. No i jedno jest pewne. Choćby mi się ta pozycja nie podobała to zakończenie nie pozostawia wyboru jak czytać dalej. W końcu muszę dowiedzieć się jak potoczą się losy Marquez oraz Matthewsa!

 <Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu  Wydawnictwo Kobiece

środa, 10 kwietnia 2019

Recenzja przedpremierowa - "Więcej niż pocałunek" Helene Hoang

Tytuł: "Więcej niż pocałunek"
Autor: Helen Hoang
Cykl: The Kiss Quotient (tom 1)
Gatunek: literatura obyczajowa, romans, literatura kobieca, literatura współczesna
Wydawnictwo: MUZA/Akurat

Dzięki wydawnictwu MUZA dostałam promocyjną książeczkę Helen Hoang "Więcej niż pocałunek". Kiedy ją otwarłam byłam przerażona jak wyrazić swoją opinię po zaledwie trzech rozdziałach! Mam za sobą tyle książek, że czułam, iż to niemożliwe. A jednak pomyliłam się i to bardzo. W przypadku tej autorki te kilkadziesiąt stron zdecydowanie wystarcza by wiedzieć, czy chce się więcej, czy wręcz przeciwnie. Ja już po kilku stronach zaczęłam się martwić, że jak mi się skończy ta broszurka to czekanie na wydanie książki mnie złamie. Dobrze, że do tego czasu mam co czytać.

Stella ma trzydzieści lat i wychodzi z założenia, że świat powinien rządzić sie prawami logiki. Jako że pracuje nad algorytmami uważa, że ich tworzenie i rozwiązywanie jest dużo łatwiejsze i przyjemniejsze niż relacje z mężczyznami. Kobieta na samą myśl o bliskości truchleje, a kwestia pocałunku wywołuje u niej nudności. Sam nie jest przekonana czy odpowiedzialna za tą sytuację jest sama z siebie, bo po prostu taka jest czy to wina objawów zespołu Aspergera, na który cierpi. 
Jedno jest pewne. Trochę za namową matki, ale w większości dla siebie chce to zmienić. Postanawia "nauczyć się współżyć", a aby tego dokonać szuka informacji na internecie. Ponieważ chce profesjonalnego trenera oraz treningu do tego zadania wybiera mężczyznę do towarzystwa. Tak poznaje Michaela, który ma jej wszystko pokazać. Dla mężczyzny to coś nowego i to, co go zaskakuje (na szczęście pozytywnie) to fakt, że wręcz chce to zrobić i to krok po kroku.

Trzy rozdziały, które dają czytelniczce obraz na całość. Niewielka objętość tej "promocyjnej" kusicielki powoduje, że chce się więcej i to jak najszybciej, a czasu nie przyspieszymy. 
To, co dla mnie było najważniejsze, ale i najciekawsze to końcowa notatka od autorki, która wyjaśnia skąd pomysł na stworzenie takiej, a nie innej historii i dlaczego główna bohaterka Stella zmaga się z pewnymi problemami. Niecierpliwie czekam na premierę powieści w Polsce, która nastąpi 5 czerwca. Dziewczyny i kobiety, miłośniczki romansów i obyczajówek czekajcie wraz ze mną!

  Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza promocyjnego do przeczytania i wyrażenia opinii serdecznie dziękuję wydawnictwu Akurat

wtorek, 9 kwietnia 2019

Cedric Sire - "Gorączka i krew"

Tytuł: Gorączka i krew
Seria: Dragon Kryminał
Autor: Cedric Sire

Stron: 424
Gatunek: kryminał, thriller, groza, horror, 
Wydawnictwo: Dragon
ISBN: 978-83-788-7890-2

Cedric Sire to tak naprawdę pseudonim francuskiego pisarza, który na swoim koncie ma już niejedną książkę. W swoim dorobku ma powieści gotyckie, fantastyczne oraz thrillery. "Gorączka i krew" to pozycja z ostatniego gatunku, chociaż podciągnęłabym to nawet pod grozę. Co ciekawe autor postawił sobie poprzeczkę wysoko, bo akcję rozkręcił już na pierwszych stronach i ciekawa byłam czy poradzi sobie z utrzymaniem tempa oraz stylu przez całą powieść. 

Na południu Francji zaczynają ginąć młode kobiety i dziewczyny. Wszystko wskazuje na seryjnego mordercę, ale chyba nikt nie był świadomy, z jakiego typu zbrodniarzem będzie się trzeba zmierzyć. Wydawałoby się, że ostatnią ofiarą będzie szesnastoletnia Eloise Lombard, którą na szczęście udaje się uratować. Na miejscu ocalenia dziewczyny komisarze odnajdują zmasakrowane ciała kilkudziesięciu kobiet. To, co szokuje to nie tylko fakt, że większość jest rozczłonkowana. Ani jedna z ofiar nie ma twarzy. Policjanci zastanawiają się gdzie one są i co stało się z litrami upuszczonej z ciał krwi. I choć w momencie zakończenia sprawy dwóch odpowiedzialnych za całą masakrę mężczyzn nie żyje, to komisarze Eva Svarta oraz Alexandre Vauvert, którzy byli świadkami śmierci odpowiedzialnych za to wszystko braci Salaville'ów czują, że coś jest nie tak i to nie będzie koniec. Jednak dowodów brak, a śledztwo zostaje zamknięte. Każde z nich wraca do siebie i do swoich spraw, choć ani jedno nie zapomniało...

Rok później w Paryżu dochodzi do podwójnego morderstwa. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jest ono praktycznie identyczne z tymi sprzed roku, do których doszło w południowym rejonie Francji. Niebawem okazuje się, że są kolejne dwie ofiary i to zdecydowanie nie koniec.

Białowłosa Eva znów musi zmagać się z demonami nie tylko śledztwa sprzed kilkunastu miesięcy, ale i tymi z własnego dzieciństwa. Nie jest świadoma, że niebezpieczeństwo czyha także na nią. Zajęta odkrywaniem motywów mordercy wpada na trop, że ktoś bardzo dokładnie odtwarza rytuały zbrodni sprzed kilkuset lat. Morderca (a może morderczyni?) naśladuje węgierską królową Elżbietę Batory, która została nazwana Krwawą Hrabiną.

Svarta wraz z kolegami zaczyna śledztwo od nowa, ponownie nawiązuje też kontakt z Vauvertem i w momencie, gdy mają się naradzić Eva znika. 

Czy Evie uda się pokonać swoje demony? Czy uda się jej zapobiec piekielnej ceremonii? Ile w rzeczywistości kobiet straciło swoje życie? Kto jeszcze je straci nim wszystko się skończy i czy w ogóle uda się to zatrzymać?

Dawno nie czytałam książki, która wciągałaby tak bardzo i to od pierwszych stron. Autor zdecydowanie wiedział czego chce i od początku do końca się tego trzymał. Choć powieść warta jest uwagi to nie jest to pozycja dla wszystkich. Trzeba mieć mocne nerwy i wręcz kochać krew by przebrnąć przez tę pozycję bez zawału czy nudności. Dla mnie to akurat nie problem stąd też fascynacja pozycją. Zaskoczyło mnie zakończenie i liczę, że Cedric nie zostawi tego w ten sposób i zdecyduje się na dalszy ciąg. Osobiście na to liczę i wierzę, że Sire nie zostawi czytelników pod znakiem zapytania, czy wymyślaniem zakończeniu samemu...

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję  Wydawnictwo Dragon

niedziela, 7 kwietnia 2019

Hans Joachim Lang - "Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz"

Autor: Hans Joachim Lang
Stron: 400
Gatunek: literatura faktu, reportaż, literatura popularnonaukowa, historia,
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-661-4009-7

Mamy czasami do czynienia z książkami, które wywołują tak duże zainteresowanie, że nie poprzestaje się na jednej serii wydania. Jednym z bestsellerów, który doczekał się swojej reedycji jest pozycja "Kobiety z bloku 10. Eksperymenty medyczne w Auschwitz". Z tematyką obozów miałam do czynienia nie raz i nie dwa. Pierwsze spotkanie już kilkanaście lat temu w gimnazjum, potem liceum. Pamiętam jak dziś "Opowiadania Borowskiego", "Medaliony" pani Nałkowskiej czy niby inna, ale jakże szokująca pozycja "Inny świat"Herlinga-Grudzińskiego. Tego nie da sie zapomnieć nawet po takim czasie. To zostaje w głowie, w sercu, a nawet w duszy... Ludzka krzywda jakakolwiek by nie była nie powinna mieć miejsca. Szczególnie ta wyrządzana przez drugiego człowieka i to w ten sposób.

Z roku na rok pamięć o ludobójstwie z obozach koncentracyjnych będzie się zacierać. Osoby, którym w ogóle udało się to przeżyć są coraz starsze i z dnia na dzień będzie ich mniej. To, co nam pozostaje to spisane na papierze wspomnienia, udokumentowane fakty oraz przekazywane z ust do ust historie.
"Kobiety z bloku 10. ..." to jedna z tych papierowych pozycji, która daje nam możliwość poznania ludzkiej tragedii. Makabra ta miała miejsce w KL Auschwitz oraz KL Birkenau. Autor ukazuje nam poczynania lekarzy obozowych. Dzięki niemu poznajemy biografię nie tylko ofiar, ale i oprawców. Nie ma utajania. Każda osoba przedstawiona jest z imienia i nazwiska, bo tym, co robili pociągali do odpowiedzialności tylko i wyłącznie siebie, a nie jakiekolwiek instytucje.

Trzy osoby, które miały na sumieniu najwięcej to następująco:

Carl Clauberg - profesor ginekologii, który podczas eksperymentów nie wypowiadał nawet jednego zdania do ofiar, które traktował jako obiekt badań. Pracował nad uzyskaniem trwałej niepłodności u kobiet poprzez nieoperacyjne metody. Jedną z nich było podawanie do macicy środkó chemicznych w takich ilościach by zablokowały jajowody po same jajniki. Cel - uzyskanie stanu zapalnego czego skutkiem miała być bezpłodność. Wszystko powtarzane wielokrotnie aż do uzyskania oczekiwanego efektu. Bez znieczulenia i bez zgody kobiet.

Horst Schumann - doktor nauk medycznych pracujący nad uzyskaniem bezpłodności za pomocą promieniowania rentgenowskiego. Ból, poparzenia, niegojące się rany oraz infekcje. Nie zważał na nic. Dążył do celu po tak zwanych trupach - niestety. Obiektem były zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Jeśli poddana zabiegowi osoba nie umierała w męczarniach wykonywano u niej następnie operację usunięcia spalonych narządów rodnych. Niektóre kobiety doświadczały naświetleń kilkukrotnie. Ani przed, ani w trakcie, ani po nie miały podawanego znieczulenia.

Eduard Wirths - doktor nauk medycznych prowadzący badania nad rakiem szyjki macicy. Dokonywał operacji na kobietach bez pytania, bez zgody i często bez ich wiedzy (kobiet najczęściej nie informowano co tak naprawdę im robiono). Tkanki zdrowych kobiet służyły do porównań. Okaleczono w ten sposób naprawdę ogromna ilość kobiet.

Kiedy to piszę cały czas czuję ból tych kobiet. Książka, którą, mimo że nie jest wymagającej objętości czytałam najdłużej z tych wszystkich, które pamiętam. Tak. Ja jej nie przeczytałam. Ja ją zmęczyłam. A może to ona zmęczyła mnie? I nie, nie w sensie, że była słaba czy bezsensowna. Wręcz przeciwnie. Była zbyt mocna, zbyt drastyczna. Niemożliwa do ogarnięcia przez mój umysł. Kiedy miałam dość wystarczyło, że odłożyłam książkę. Te kobiety, gdy miały dość nie mogły zrobić nic, zupełnie nic. Nie wiem co mogę dodać, bo tego nie da się ubrać w słowa. Żeby to objąć umysłem trzeba przeczytać, ale zrozumie tylko ten kto to przeżył.

Ocena poglądowa, gdyż książka jest bezcenna.


  Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

Sally Morgan - "Co wie twój kot?"

Tytuł: Co wie twój kot?
Autor: Sally Morgan

Stron: 192
Gatunek: popularnonaukowa, poradnik, 
Wydawnictwo: Alma-Press
ISBN: 978-83-702-0735-9

Przy pisaniu o podobnej pozycji tyle, że o psach wspomniałam, iż jestem zwierzofanką od urodzenia. Kocham je wszystkie, choć niektóre tylko na odległość. Nie rozumiem łapania dzikich gatunków, tylko dlatego, że są słodkie z wyglądu, bo ludzie kupują by się takim pochwalić przed sąsiadem. Albo dlatego, że pasuje do czyjegoś wyglądu/charakteru/stylu. Nie! Jeśli ktoś chce mieć pupila to niech wybierze z tych, które są do tego dostosowane. Które z nami żyją (albo obok nas jak najczęściej robią to koty). Wtedy nikt nie ucierpi.

Nie od dziś wiemy, że koty to zdecydowanie jeden z najlepszych przykładów zwierząt indywidualistów. 

"Ze wszystkich bożych stworzeń tylko jednego nie można zniewolić i wziąć go na smycz. Tym stworzeniem jest kot." Mark Twain *

I nie chodzi tu o smycz i spacer, choć pewnie wielu właścicieli mruczków potwierdzi, że w niektórych wypadkach jest to niemożliwe. Chodzi o łączącą go z człowiekiem więź. Kot nie da się omotać i uzależnić, nie będzie ludzkim sługą. Uwierzcie mi, że da się z kotem nawiązać niezwykle bliską, wrażliwą i emocjonalną nić porozumienia, ale ona nigdy, powtarzam nigdy nie będzie tak gładka i łatwa jak z jest to z psami. Nie wiadomo czy to tylko puchate stworzenia o przepięknym (czasami maślanym spojrzeniu) czy też diablęta wcielone, które tylko czekają by pokazać swoje rogi. Miałam do czynienia z takim i z takim przykładem. Ewidentnie ten drugi wręcz rwał się na wolność, którą otrzymał mieszkając w domu z ogrodem. Ten pierwszy był właśnie kotem przyjacielem z tą niesamowitą empatią dla człowieka.

"Co wie twój kot?" to podobnie jak książka o psach pozycja podzielona na dwie części.

Pierwsza to poznanie kocich zmysłów. Największy koci dar, czyli... superwzrok! I choć w dzień widzą znacznie gorzej to w nocy człowiek może pomarzyć o takiej widoczności jaką mają mruczki. Nikły blask księżyca i ten zwierzak zobaczy wiele i to w doskonałej jakości. Niestety prócz gorszej jakości widoczności w dzień wadą nocnego widzenia jest też utrata rozróżniania kolorów. Stąd też kot polega na reszcie zmysłów. Węch, smak i słuch. No i myślę, że to, co najważniejsze u tych niezwykle zwinnych i często wręcz atletycznych postaci to zmysł... dotyku i równowagi. Za dotyk u kota odpowiadają włosy czuciowe zwane wibrysami. Mając koty szczególnie długowłose, które coraz częściej ludzie strzygą podobnie jak psy pamiętajcie by ich nie obcinać, bo kaleczycie pupila! Opanowane wręcz do perfekcji równowaga to kolejna jego cecha. Wyginanie ciała dla kota to rzecz najnormalniejsza w świecie. Pomagają mu w tym dwie rzeczy. 5 dodatkowych kręgów grzbietowych względem np. człowieka oraz brak obojczyków. No i ogon, które manewruje we wszystkie strony.

Druga część to już odkrywanie kociego świata.
To, co podobało mi się w pozycji o psach i jest również tutaj to ponownie omówienie mimiki zwierzęcia. Mało tego wzbogacona w zdjęcia i rysunki ułatwia zapoznanie dzieci z podejściem do pupila. Nie pozwólmy dzieciom robić co chcą tylko dlatego, że kot na to pozwala (rzadko, ale jednak zdarzają się koty niezwykle spokojne, np. Ragdoll). 
No i podobnie jak z psami. Czy kot ma szósty zmysł? Czy potrafi wyczuć nadchodzącą ludzką śmierć, trzęsienie ziemi czy też nieuleczalne choroby? O terapii z kotami pewnie nie jedno z Was słyszało. Felinoterapia to coś wspaniałego i relaksującego. 

Prawda jest taka, że mogłabym napisać więcej, ale po co? Kto ma kota wie, a kto chce mieć, powinien najpierw zapoznać się z jakąkolwiek pozycją pomagającą je zrozumieć. Tylko miejcie na uwadze, że jeśli już zdecydujecie się na tę puchatą kulkę, która być może pokaże rogi to nie będziecie ich właścicielami tylko sługami! Książka warta uwagi. Polecam zarówno miłośnikom, jak i laikom. Ja pokochałam za eleganckie wydanie i wiedzę, którą łatwo przekazać maluchom. 

* - cytat z "Co wie Twój kot?" Sally Morgan, str. 5

  Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Alma-Press.

sobota, 6 kwietnia 2019

Sophie Collins - "Co wie twój pies?"

Tytuł: Co wie twój pies?
Autor: Sophie Collins

Stron: 192
Gatunek: popularnonaukowa, poradnik
Wydawnictwo: Alma-Press
ISBN: 978-83-702-0736-9

Zwierzęta kocham od zawsze. Jako młodsza osoba na prezenty z jakichkolwiek okazji wybierałam książki. Koniecznie o faunie. Tej całkiem dzikiej i nieokiełznanej jak tygrysy, rekiny czy sępy po te kochane domowe jak koty, psy czy króliki. Nie interesowało mnie czy mój przyjaciel mniejszy z papieru miał łuski, sierść czy pióra. Czy fruwał, biegał czy pływał. Dla mnie liczył się fakt, że był zwierzęciem i mogłam o nim poczytać, a także poprzez barwne ilustracje mogłam go podziwiać. Przyszedł też czas, gdy mogłam mieć swojego czworonoga w domu. Psa, który jest ze mną już 12 lat.

Wielu z nas ma w domu tego szczekającego pupila. Jedni mają rasowe piękności, inni przystojniaków z tak ogromną mieszanką ras we krwi, że człowiek myśli jak mu się to w genach pomieściło. Ale każdy z nich przemawia do nas tym samym językiem. Im lepiej go poznamy tym kontakt będzie łatwiejszy i przyjemniejszy dla nas, jak i dla podopiecznego. "Co wie twój pies?" to właśnie jedna z tych pozycji, która jest idealnym poradnikiem dla miłośników tytułowych zwierząt. Podzielony na dwie części oraz dziesięć rozdziałów z dodatkowym słowniczkiem ma tę zaletę, że nie musimy czytać jej po kolei. Możemy zacząć od tego, co intryguje nas najbardziej, o czym wiemy najmniej.
Pies postrzega świat inaczej niż my i ich właściciele (zazwyczaj) o tym wiedzą. Tylko czy świadomość, że odmiennie wystarczy? Czy nie lepiej zagłębić fakt co kryje się pod tym "różnym postrzeganiem"? 

Pierwsza część to zmysły szczekających czworonogów.
Wiem, że jeśli chodzi o wzrok to naprawdę wielu ludzi zastanawia się, czy pies rozróżnia kolory, a jeśli tak to ile barw jest w stanie rozpoznać. Jak dobry jest jego słuch i dlaczego słyszy to czego my w ogóle nie rejestrujemy? No i najcenniejszy psi dar, czyli... węch!

"Kynolodzy często sięgają po następujące porównanie: kiedy przez otwarte okno wpadnie do naszego mieszkania zapach aromatycznej zupy gotowanej przez sąsiada, być może rozpoznamy, że jest to rosół z kurczaka, ale nie wychwycimy pojedynczych zapachów marchewki, pora i ziemniaków, a już na pewno nie uda nam się rozdzielić zapachów majeranku, soli i pieprzu. Tymczasem pies zrobi to z łatwością." *

Druga część to już odkrywanie psiego świata.
Informacje, kiedy zaczęto pracować nad badaniami z psami i dlaczego są idealne do przeprowadzania różnych testów. Poznamy tu mowę ciała naszych podopiecznych co ułatwi nam postępowanie z nim i przedewszystkim pomoże nauczyć pociechy jak traktować psy i kiedy mają zostawić je w spokoju (niektórym dorosłym też się to bardzo przyda) - to jest chyba mój ulubiony rozdział, który dzięki obrazkom ułatwia właśnie postępowanie zarówno z dziećmi, jak i z pupilami. No i ten najciekawszy rozdział o szóstym zmyśle psa. Czy istnieje? Czy wręcz przeciwnie i tylko tworzy się wokół niego mity? 

To, co mi się spodobało to fajne testy i zabawy, które chętnie wypróbujemy z moim podopiecznym. Co prawda udaje emeryta i wychodzi z założenia, że wielu rzeczy mu się nie chce, ale za nagrodę udaje się wykrzesać jeszcze wigor nawet u młodego emeryta. Polecam każdemu kto chce sprawić sobie psa lub są to jego początki z czworonogiem w domu. Prawdziwi miłośnicy będą zadowoleni, ale nie znajdą tu raczej niczego czego by już nie wiedzieli. Ja jako wspomniany wyżej miłośnik książek i zwierząt pokochałam tę pozycję za samo wydanie. Piękne, nieprzesadzone i wzbogacone o zdjęcia, rysunki i ciekawostki.

* - cytat z "Co wie twój pies?" Sophie Collins, str. 41

  Ocena: 8/10


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Alma-Press.

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Aly Martinez - "Walcząc z ciszą"


Tytuł: Walcząc z ciszą
Cykl: On the Ropes (tom 1)
Autor: Aly Martinez

Stron: 326
Gatunek:  literatura kobieca, romans współczesny, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, dramat, kryminał
Wydawnictwo: NieZwykłe
ISBN: 978-83-788-9836-8


Jeśli chodzi o gatunki książek zaczęłam ostatnio skakać z kwiatka na kwiatek. Już nie jestem wpatrzona tylko w kryminały i thrillery, choć to pewnie one zawsze będą najbliższe memu sercu. Coraz częściej jednak sięgam po romanse. Jednak żeby nie było zbyt słodko, to te najlepsze dla mnie powinny obijać się o dramat lub kryminał. Wtedy jestem szczęśliwą czytelniczką książek innych niż mocne i krwawe thrillery. Aly dała mi coś, co zdecydowanie zaspokoiło mój gust literacki.

Chciałoby się powiedzieć, że Till Page jest nastolatkiem, a potem młodym mężczyzną jak każdy inny. Jednak tak nie jest. Jego rodzina delikatnie mówiąc jest dysfunkcyjna. Clay głowa rodziny troszczy się tylko o własne dobro i to do tego stopnia, że nie waha się narazić zdrowia i życia własnego syna by samemu nie mieć kłopotów. Matka Debbie robi dokładnie to samo tyko w kobiecy sposób. Woli zadbać o siebie niż o swoje dzieci. A Till jako najstarszy z trójki dzieciaków odpowiada praktycznie za wszystko. Kocha swoich młodszych braci i zrobi dla nich wszystko. Dlatego chłopak uczy się i pracuje.
Problemem jest fakt, że Till jako trzynastolatek dowiedział się czegoś, o czym chciałby zapomnieć. Chłopak traci słuch, a to jak szybko będzie to postępować jest zagadką nawet dla lekarzy. 
W najgorszym dla nastolatka momencie na jego drodze pojawia się Eliza. Najpierw dziewczynka, potem już kobieta. Ona wspiera jego, a on ją. Świadomi, że nie są w stanie bez siebie funkcjonowac tworzą parę najlepszych przyjaciół, ale czy tylko?
Ich znajomość rozpoczęła się w wieku trzynastu lat. Widywali się w tak zwanym "ich mieszkanku" gdzie Eliza wchodziła drzwiami, a Till oknem. 
To właśnie to OKNO jest kluczowym elementem w tej powieści. 
Okno i obawy młodego mężczyzny o utratę słuchu. Utratę tego, co kocha najbardziej na świecie, czyli głosu Elizy, Flinta oraz Quarry'ego.

Słowa Elizy w najgorszym momencie:

"- Koniec z tym - oznajmiłam powoli, żeby mógł odczytać z ruchu moich warg. Palcem stuknęłam go w klatkę piersiową. - Z tobą jest dobrze. - Następnie przeniosłam palec na swoją klatkę piersiową. - Ze mną jest dobrze. - Po tym zamachałam, wskazują nas oboje. - Z nami jest dobrze. - Chwyciłam notatnik i zapisałam ostatnie słowa: Nic innego nie ma znaczenia."*

Książka w naprawdę dobrym stylu pokazuje walkę Tilla ze zbliżającą się głuchotą. Jego chęć ochrony rodzeństwa oraz ukochanej. Niestety najstarszy z Page'ów ma też swoje minusy. Upór i to niestety nie tam, gdzie by się przydał oraz jego "fantazje". Nie potrafił ułożyć sobie priorytetów tak jak powinien. Efektem tego były momenty, gdy chciałam zamienić się miejscami z Elizą tylko po to by móc mu strzelić ze sławnego liścia (wiem, marne szanse z bokserem, ale jaka satysfakcja, że próbowałam!). Jedno trzeba jednak przyznać. Aly zafundowała czytelniczkom emocjonalny rollercoaster, który lubię. A coś czuję, że ten prawdziwy zacznie się w drugim tomie cyklu, który będzie opowiadał o losach średniego z Page'ów - Flinta. Lubię takie nowości, choć tu czegoś mi zabrakło. Ciekawa jestem co Martinez pokaże dalej.

* - Cytat z "Walcząc z ciszą" Aly Martinez, str. 248

  Ocena: 7/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka