niedziela, 13 października 2019

Françoise Bourdin - "Ogród Lorenza"

Tytuł: Ogród Lorenza
Autor: 
Françoise Bourdin
Stron: 320
Gatunek: dramat, literatura kobieca, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny
Wydawnictwo: Dragon

ISBN: 
978-83-817-2093-9

Jeśli miałabym krótko podsumować co skłoniło mnie do przeczytania tej książki to powiem tak - miłość do zwierząt. Mając powieść o losach weterynarza, z moimi ulubieńcami (tym razem w formie dzikiej) w tle nie mogłam sie długo zastanawiać. Françoise Bourdin nie była mi znana wogóle choć ma na swoim koncie kilkadziesiąt książek i to o dziwo niektóre wydane w Polsce. Co ciekawe autorka zaczęła pisać w wieku 16 lat, a już 4 lata później wydała swoją pierwszą powieść. Wiele z jej utworów doczekało się adaptacji filmowych. U nas jako pierwsze nakładem wydawnictwa Świat Książki w 2005 roku ukazały się "Sekrety Clary" oraz "Potomkowie Clary".

Lorenzo to młody, ale niezwykle ambitny weterynarz, który po swoim włoskim dziadku dziedziczy jak by się wydawało nic niewarte tereny. Chłopak jest jednak uparty i ma swoją wizję co chce robić. Szukając sponsorów udaje mu się stworzyć coraz lepiej prosperujący ogród zoologiczny, ale jakże inny od tych spotykanych na naszych drogach. Lorenzo dba by przebywające u niego zwierzęta miały warunku jak najbardziej zbliżone do tych naturalnych. 
Niestety to wszystko wiele kosztuje, a Lorenzo tak naprawdę prócz siebie chętnego do pracy przez cała dobę oraz ogromnej wiedzy ma nie wiele. Jakby tego mało ojczym od małego próbuje go zgnieść jak jakiegoś robaka. Nie wierzy w żadne jego sukcesy, poniża, wychwala trójkę swoich dzieci, a Laurent (bo tak go nazywa tylko po to by "wyplenić" wszystko, co ma związek z Włochami gdyż sam jest francuzem) jest solą w jego oku. Nie może przeboleć tego, że chłopak wciąż przypomina jego żonie o jej pierwszym mężu przez co on czuje się gorszy. By to uczucie było jak najmniej odczuwane wyżywa się na Lorenzu. Ten jest jednak do tego przyzwyczajony i stara sie w ogóle na to nie reagować. Problemy zaczynają się w momencie, gdy pozostała dorosła już trójka zaczyna stawać w jego obronie i po jego stronie.
Wydawałoby się, że to już i tak sporo jak na młodego mężczyznę, a jednak los postanawia rzucić mu pod nogi kolejne kłody. W jego parku zjawia się Julia jego dawna miłość, o której do dziś nie zapomniał i często o niej myśli co powoduje, że wciąż jest kawalerem. Mimo uczuć przyjmuje dziewczynę, która bardzo szybko angażuje się w projekt Lorenza. Robi wszystko by nie narzucać się kobiecie, ale miłość wraca ze zdwojoną siłą. 

Czy odzyska swoją ukochaną, którą stracił wiele lat temu? Czy w sercu Julii jest jeszcze miejsce dla mężczyzny, który opuścił ją wtedy gdy najbardziej tego potrzebowała? 

Muszę przyznać, że książkę czytało mi się niezwykle lekko i przyjemnie. To, co mi się spodobało to, że miałam tu bohaterów, których pokochałam i których znienawidziłam co przyznam rzadko się ostatnio zdarza i bardzo mi tego brakuje. Uczucia, jakie mi towarzyszyło ta na przemienna złość na ojczyma Lorenza oraz do kobiety imieniem Cecylii i sympatia do weterynarza, jak i Julii. Podobało mi się zmiana narracji tak, że każdy bohater mówił za siebie. Końcówka zostawiła niedosyt i liczę na kontynuację losów Lorenza, Julii oraz reszty, a przedewszystkim ciekawość jak dalej będzie prosperować i rozwijać się ogród! Zachęcam dziewczyny, jak i kobiety do lektury. Dla mnie powieść warta uwagi!

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję  Wydawnictwo Dragon

wtorek, 8 października 2019

Oskar Eden - "Kwaśne pomarańcze"

Tytuł: Kwaśne pomarańcze
Autor: Oskar Eden
Stron: 342
Gatunek: literatura piękna, literatura polska, autobiografia, pamiętnik, dziennik, beletrystyka, zbiór opowiadań
Wydawnictwo: Poligraf
ISBN: 978-83-815-9071-6

Czasami nie wiem jak wyrazić wdzięczność osobom, które moją uwagę przykuwają do książek, na które normalnie bym nie spojrzała. Lubię wychodzić poza własne ramy czytelnicze, ale robię to w bezpiecznych granicach i tylko wtedy gdy wiem, że mam ochotę na coś innego. "Kwaśne pomarańcze" to jedna z tych pozycji, o której istnieniu nie miałam nawet pojęcia. Teraz wiem, że gdyby nie autor to dalej żyłabym w nieświadomości jak bardzo cenną literaturę proponują mi moi rodacy. Dzięki panu Oskarowi nie tylko sięgnęłam po coś spoza codziennych zainteresowań, ale dodatkowo jest to pozycja polska, które swoja drogą też często zaniedbywałam, bo wolę książki obcych autorów.

Jak wspomniał autor tytułowe "Kwaśne pomarańcze" to symbolika. Spytacie zatem: czego? - ludzkiego losu. Tego, który nie zawsze jest słodki, dobry i przyjemny. To niejednokrotnie naszpikowany gorzkimi, kwaśnymi i niesmacznymi momentami byt. Niektórzy ludzie w swoim życiu tych niedobrych mają aż nadto, a inni przeżyją zupełnie obok nich. Jednak patrząc na własne wiem, że to właśnie one ukształtowały to, jaka jestem. 

Oskar Eden poprzez "Kwaśne pomarańcze" ukazuje nam różne historie z życia - od czasu dzieciństwa do dorosłości i dojrzałości. Cała książka jest jak nasza codzienność tylko ubrana w słowa i to nie jakieś poetyckie, a zwykłe - trafiające do każdego. To urywki, zlepki i streszczenia życia niejednego z nas. 

Kiedy sięgałam po tę pozycję ucieszyłam się, że jest to zbiór opowiadań, bo można będzie czytać je wszędzie be z obawy, że zgubi się wątek. Nawet przed snem - przeczytam jedno opowiadanie i idę spać. Jakieś było moje zdziwienie, gdy nie umiałam się do własnych planów dostosować! Czemu? Bo chciałam jeszcze jedno opowiadanie i jeszcze kilka stron itp. Niektóre były tak napisane, że gdzieś w sercu był żal, że nie ma ciągu dalszego, że to już koniec. Na szczęście kolejne nie było gorsze, więc dalej czytałam z zapartym tchem. To takie niesamowite. że człowiek wciągnął się w te historie ot tak już na początku, już od pierwszych stron. 

Niebanalna, wciągająca i z poczuciem humoru tam, gdzie potrzeba to tak w skrócie. Pozycja jest poprostu ludzka i nadaje się dla każdego kto chce normalności i codzienności w wydaniu książkowym. "Kwaśne pomarańcze" dają nam możliwość pomyśleć nad ludzkim losem tak nad czyimś, jak i nad swoim. Trzeba jednak zaznaczyć, że to nie jest pozycja gdzie akcja toczy się na wysokich obrotach, dynamika wbija nas w fotel, a zza ściany czyha bóg wie kto i bóg wie gdzie. Nie! To pozycja dla uspokojenia, przemyślenia i relaksu, ale takiego na wyższym poziomie. Ciekawa jestem czy autor zdecyduje się napisać coś jeszcze, bo jeśli tak to niech wie, że jako czytelniczka już czekam!

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi - Oskar Eden - "Kwaśne pomarańcze"

poniedziałek, 7 października 2019

Mary Roach - "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków"

Tytuł: Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków
Autor: Mary Roach
Stron: 296
Gatunek: literatura popularnonaukowa, literatura naukowa, medycyna, literatura dokumentalna, literatura faktu,
Wydawnictwo: Znak Literanova
ISBN: 978-83-240-4851-9

Osoby, które mnie znają dobrze wiedzą, że w zasadzie nie czytam książek więcej niż jeden raz. Nie potrafię znanej już treści "odkrywać" ponownie. A jednak raz na jakiś czas trafiają się pozycje, które zdarzy mi się odświeżyć po jakimś czasie. Jedną z takich lektur jest "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" Mary Roach. To, co u mnie charakterystyczne to poczucie humoru, a dokładniej uwielbiany przeze mnie czarny humor i dystans do wielu rzeczy. Takie podejście powoduje, że Mary jest dla mnie idealną autorką. 

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek co z waszym ciałem dzieje się po śmierci? Pewnie niejednokrotnie. Większość widzi to w następujący sposób: umieramy, idziemy do trumny, grzebią nas i po jakimś czasie zjadają nas robaczki, reszta się rozkłada, rozpuszcza, kruszy. Druga opcja to kremacja czyli poddajemy się spaleniu. 
Ale czy pomyśleliście kiedykolwiek o tym by oddać swe ciało na rzecz nauki? No bo skoro można po śmierci oddać narządy do przeszczepów to, czemu nie ciało dla studentów by mogli zwiększać swą wiedzę inaczej niż na komputerach? Naukowcom do badań czy wszelkiego rodzaju firmom do testów? Czy naprawdę aż tak bardzo zależy nam by po śmierci być całym, idealnym, bez jednego szewka, siniaka czy strupka? Czy to robi różnicę ziemi, która nas przysypie lub ogniowi, który nas strawi? Wątpię.

Jestem osobą, która od dawna zastanawia się co ze sobą zrobić. Nie mogę oddać swych narządów do przeszczepu co bardzo mnie uwiera, ale donacja zwłok dla akademii medycznej dla studentów to dla mnie idealny pomysł, który bardzo chcę zrealizować i liczę, że do tego dojdzie jeśli nie doczepi się mnie coś co by mnie zdyskwalifikowało czyli np. choroby zakaźne tj. Aids, HIV czy żółtaczka. 

Mary Roach posuwa się jednak dalej niż do powyższych przykładów. Wyrusza śladami ciał by pokazać nam to osobliwe życie nieboszczyków. Tytuł pewnie zaciekawił niejedną osobę no bo jak martwa osoba może żyć i to w osobliwy sposób. Okazuje się, że może i powinieneś/powinnaś być jej wdzięczny/-a! 

To, że dziś jadąc autem czujesz się bezpiecznie może być zasługą właśnie osoby, która swoje ciało przekazał tym, którzy zrobią wszystko by podczas wypadku zostało wyrządzone jak najmniej szkód na ciele człowieka. Co prawda taki "pacjent" się nie poskarży co go boli czy gdzie został ranny, ale od tego są medycy, którzy znając anatomię są w stanie określić gdzie i w jaki sposób ucierpiał "pasażer" auta, które uległo kolizji.

A może zamiast kremacji lub klasycznego pogrzebu wolelibyście zmienić się w kompost, a potem ktoś z rodziny lub przyjaciół zasadzi na Was drzewko, lub inną roślinkę? Opcja jak najbardziej prawdopodobna i to już niebawem, a co ciekawe tak niedaleko nas, bo w... Szwecji!

Mary Roach pokazuje jeszcze inne możliwości wykorzystania ludzkiego ciała, gdy jego właścicielowi się już ono raczej nie przyda. Przyznam szczerze, że gdyby w Polsce choć niewielka część tego była dostępna to naprawdę nie wahałabym się co do podjęcia decyzji co ze sobą zrobić. Dla mnie żadna radość leżenia bez ruchu, w idealnej formie w drewnianym pudełeczku. Za to opcja by komuś się przysłużyć czy pomóc to już coś, co chętnie rozpatrzyłabym pozytywnie. W Polsce do dyspozycji mamy niewiele opcji, ale każda choćby najmniejsza, która swój koniec łączy się z pozytywnymi aspektami wobec innych powinna być brana przez nas pod uwagę. 

Mary Roach wcisnęła swój nos wszędzie tam, gdzie "zwykły" człowiek raczej by nie poszedł. Była i wypytywała o rzeczy, które wielu z nas brzydzą, wstydzą, a nawet przerażają. To dzięki temu powstał "Sztywniak. Osobliwe życie nieboszczyków" - książka, która jest nie tylko jedną z najbardziej niezwykłych, ale i najzabawniejszą książek popularnonaukowych ostatnich lat. Tylko trzeba zachować odpowiedni dystans by zrozumieć tak jak trzeba to, co autorka chce nam przekazać. Uwierzcie, że choć temat straszny to warto zapoznać się z tą niezwykłą pozycją i zastanowić się, czy może jednak nie oddać swego ciała choćby po to by uratować tylko jedną inną osobę. Nas i tak już nic nie uratuje... Osobiście polecam również inne tytuły Mary Roach jeśli tylko strawisz jej poczucie humoru i dystans do raczej omijanych na codzień tematów.


<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova

Carrie Elks - "Jesienny pocałunek"

Tytuł: Jesienny pocałunek
Cykl: Siostry Shakespeare (tom 4)

Autor: Carrie Elks
Stron: 392
Gatunek: 
dramat, literatura kobieca, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-663-3884-5


Kiedy zasiadałam do tej książki nie miałam pojęcia, że składa się ona na jedną z części cyklu o siostrach Shakespeare. Teraz jedyne co wiem to, że kolejne trzy książki będą czekać na przeczytanie, a czas mi się nie chce rozmnożyć! Nie miałam okazji poznać ani nawet usłyszeć o Carrie Elks co mnie ciekawi, bo raczej śledzę nowości choć może ten gatunek nie aż tak mocno i skrupulatnie. Ciężko jest upilnować wszystkie książki, jakie by się chciało, a jeszcze ciężej je przeczytać! Ale pewnie to znacie.

Juliet Shakespeare jest w separacji z mężem. Za sprawą jego zachowania przestała wierzyć w miłość, a to, co dla niej najważniejsze to córeczka Poppy oraz  trzy siostry. Na głowie ma nie tylko wychowanie swojej pociechy, ale także własną kwiaciarnię oraz nerwowy rozwód z mężczyzną, którego kiedyś kochała całym sercem. Dziś jedyne, o czym marzy to zerwać z nim kontakty co nie jest możliwe, bo łączy ich córka, a Julia nie chce zabierać małej ojca. Poza tym mężczyzna tylko czeka, aż ona popełni błąd, który będzie mógł wykorzystać na swoją korzyść. Wydawałoby się, że właśnie tak będą wyglądać najbliższe dni Julii - pełne pracy, stresu i obaw. A jednak do domku obok wprowadza się nowy sąsiad. Samotny ojciec z synem w wieku Poppy (którzy przy okazji wylądują w jednej klasie) to raczej dobry materiał na nową znajomość zarówno dla kobiety, jak i dziewczynki. Tyle że dorośli już od pierwszego kontaktu nie są sobie obojętni, a iskry widać na odległość. Nieświadome niczego dzieci zaprzyjaźniają się i chcą spędzać ze sobą jak największą ilość czasu, natomiast Ryan i Juliet nie do końca wiedzą co mają robić. Pomijając to co dzieje się między nimi jest jeszcze przeszłośc, która w obu przypadkach daje o sobie znać. Oboje są rozdarci, bo powinni skupić się na własnym życiu i problemach, a ciągle zerkają na siebie nawzajem. 

Czy mimo przeszłości dadzą sobie szansę na ponowne zaznanie szczęścia i miłości? Czy odważą się zrobić krok do przodu? Co będzie dla nich najważniejsze i do czego będą zdolni Juliet i Ryan? Jak przeciwstawić się uczuciom, gdy obok piękna jesienna aura jest aż nadto romantyczna?

Muszę przyznać, że ta książka zdobyła moje serce już od pierwszych stron. W zasadzie to może nie ona, a mała Poppy, która rozbawiła mnie do łez już na dzień dobry. Myślę, że dobrze by było w moim przypadku częściej siadać do lżejszych powieści, trochę się przy nich zrelaksować, a momentami pomarzyć o różnych rzeczach. Ucieszyła mnie mieszanka emocji, jakiej doznałam czytając "Jesienny pocałunek". Śmiech i radość przeplatające się ze smutkiem i bezradnością to koktajl, który uwielbiam jeśli towarzyszy mi podczas czytania. To tylko świadczy o książce, a nie o mnie. Chociaż ja z wiekiem też robię się zdecydowanie zbyt uczuciowa. Zbyt łatwo o wywołanie u mnie skrajnych emocji. Czy polecam? Oczywiście, ale myślę, że zróbcie to po kolei, a nie tak jak zrobiłam to ja. Choć czwarty tom jest świetny to dobrze było by poznać chronologię zdarzeń oraz pozostałe siostry Shakespeare.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

sobota, 28 września 2019

Anna Naskręt - "Uwięziony krzyk"

Tytuł: Uwięziony krzyk
Autor: Anna Naskręt
Stron: 320
Gatunek: literatura faktu, literatura polska, autobiografia, dramat
Wydawnictwo: MUZA
ISBN: 978-83-287-1231-7


W pewnym sensie kocham książki o historiach z życia wziętych. Mam podejrzenia dlaczego im bardziej drastyczna jest to opowieść, tym większe szanse, że po nią sięgnę. Podejrzewam, że może mieć to związek, z tym że choruję i aby jakoś się trzymać upewniam się, że moja sytuacja wcale nie jest zła, bo są osoby, które mają dużo gorzej. Wiem, że brzmi to strasznie, ale niestety podjęłam decyzję o takim podejściu do sprawy już lata temu i tego się trzymałam przez lata. Teraz z czasem już tego nie potrzebuję, ale zamiłowanie do tego typu historii pozostało. To, co przeczytacie poniżej to nie recenzja, to emocje, uczucia i wrażenia. Tej historii nie da się inaczej podsumować - ja nie potrafię. I proszę Was o zrozumienie z jednego powodu - Kiedy zagłębiałam się w historię autorki czułam się niejednokrotnie jakbym odtwarzała swoje życie, jakby ktoś ubrał w słowa moje emocje i uczucia. To było niejednokrotnie dziwne i bolesne, a momentami znajome i zabawne.

"Uwięziony krzyk" to historia Anny, która w wieku zaledwie dwudziestu kilku lat dostała udaru móżdżku. Sparaliżowana, nie mogąc ruszyć niczym prócz powiek, nie mogąc mówić została więźniem własnego ciała, a to, co uzyskała do dziś, zakrawa o miano cudu. Tyle że ten cud nie do końca jest pozytywny dla samej Anny. Jak to jest kiedy młoda energiczna i pełna życia osoba zostaje zamknięta w pudełku, jakim staje się ciało, które nie może dosłownie nic? Kto tego nie zazna ten nie zrozumie. A ja to uczucie znam. Nie tak dosłownie jak Anna, ale jednak...

Każdy sukces Anny okraszony był i nadal jest, ogromnym samozaparciem, determinacją i niejednokrotnie pomocą innych osób. Nauka praktycznie wszystkich czynności od zera jak małe dziecko, a także powrót do jak największej sprawności to droga niezwykle bolesna i ciężka. A jednak ona się nie poddała. Walczyła dla córki, dla rodziny, która pomagała i stała przy jej boku w każdą godzinę, każdy dzień, tydzień, miesiąc i rok choroby. Tylko jej radość z tych niewielkich zwycięstw nie jest tak wielka jakby się wydawało. Spytacie dlaczego, skoro może chodzić, może mówić, a wszystko wskazywało na to, że tego nie osiągnie. Tak, to sukces i trzeba się z tego cieszyć. Tylko co z tego skoro kobieta, która kochała aktywność fizyczną, zabawę, ciężką rockową muzykę, która miała ogromne plany na przyszłość, nagle nie potrafi sprawnie się poruszać, potrzebuje pomocy nie tylko z fizycznego punktu widzenia, ale i psychicznego komfortu, bo nerwice, lęki i panika nie pozwalają wyjść gdzieś poza blok? 

Co zrobić kiedy odzyskana mowa pozostawia wiele do życzenia, a inni ludzie tylko przez pryzmat kłopotów z wymową zaczynają Cię traktować jak "niedorozwoja"? Jakby walka z chorobą nie była wystarczającym wyzwaniem to trzeba użerać się dodatkowo z innymi "normalnymi" ludźmi, z urzędami, z lekarzami, papierkami. Kłopoty finansowe osób niepełnosprawnych w naszym kraju to codzienność, której nie da się ominąć czy zignorować. To chleb powszedni, którego inni starają się nie dostrzegać. 

Annie należy się szacunek za to, co uzyskała. Za samozaparcie, za siłę w dążeniu do celu, za to, że się nie poddała choć miała ku temu ogromny powód. Walczyła i walczy nadal, bo przed nią nie koniec przeszkód, nie koniec problemów. Mimo tego wszystkiego, co ją spotkało przez życie potrafi iść z podniesioną głową czego nie potrafi niejedna zdrowa osoba, która ma w życiu wszystko. 

Chciałabym zachęcić do przeczytania tej pozycji dosłownie każdego. Po co? Po to byście zrozumieli co czują osoby chore, zależne od osób trzecich, "inne" jak się o nich niekiedy mówi. To nie jest książka łatwa ani przyjemna, ale właśnie o to w niej chodzi. Ona ma być prawdziwa i realistyczna, a nie urocza i słodka. Choć wiele w niej bólu i gorzkich słów to w ogólnym rozrachunku daje nam siłę i pozytywnego kopa do walki z przeciwnościami losu. Skoro Anna sobie poradziła dasz radę Ty, Ty i Ty! Mogłabym Wam napisać jeszcze wiele słów, dorzucić ich kilka, a może kilkadziesiąt od siebie, ale ani to o mnie historia, ani więcej Wam nie potrzeba. Poprostu zdobądźcie swój egzemplarz i przeczytajcie, zrozumcie, docencie to, co macie, bo za chwilę możecie to stracić...

Ocena jest poglądowa, bo ta historia nie zasługuje na notę. Ona zasługuje na uwagę.

Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu MUZA

Alex North - "Szeptacz"

W czym tkwi siła tej mrożącej krew w żyłach historii? Odpowiedź poznamy już 16 października, gdy „Szeptacz” trafi do polskich księgarń.




Na początku jest dziwnie, potem strasznie, następnie przerażająco, a na końcu… Ciągle chodzą mi ciarki po plecach” A.J. Finn, autor „Kobiety w oknie”

Najbardziej niepokojący thriller, jaki przeczytałem od czasu Pierwszego śniegu Jo Nesbø”
Alex Michaelides, autor „Pacjentki”

Wciągający. Przerażający. Klimatyczny. O tym thrillerze mówi cały świat! „Szeptacz” to mistrzowski popis Alexa Northa, który na kartach swojej powieści odkrywa ciemne strony ludzkiej natury. Jego książka to idealna mieszanka strachu i rozdzierających serce emocji, która zaskakuje trafnymi psychologicznymi obserwacjami. Stworzona przez Northa fabuła chwyta czytelnika za gardło i nie pozwala na oddech aż do ostatniej strony. 
Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę,
Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę,

szeptać zacznie ktoś wieczorem...
Pisarz Tom Kennedy nie potrafi pogodzić się z nagłą śmiercią żony. Tęsknota za nią staje się szczególnie dotkliwa w momentach, gdy nie może znaleźć wspólnego języka ze swoim wycofanym synem. Obaj mają nadzieję, że zmiana otoczenia pozwoli im uporać się z traumą.
Senne Featherbank wydaje się idealne, by zacząć wszystko od nowa. Ale miasteczko ma swoją mroczną przeszłość. Dwadzieścia lat temu grasował tu seryjny morderca, który uprowadził i zamordował pięciu kilkuletnich chłopców. Prasa nadała mu przezwisko Szeptacz, ponieważ w nocy miał w zwyczaju szeptać pod oknami swoich ofiar. Kiedy w okolicy wysypiska śmieci dochodzi do zaginięcia małego chłopca, koszmar sprzed lat powraca. Prowadzący śledztwo detektywi dostrzegają niepokojące podobieństwo do sprawy Szeptacza.
Nie taki początek w nowym miejscu wyobrażał sobie Tom. Miał nadzieję, że syn szybko się odnajdzie i do ich życia wróci spokój. Wszystko się zmienia, gdy chłopiec zdradza ojcu, że w nocy pod oknem swej sypialni słyszy szepty...
Szeptacz” to jedna z najbardziej oczekiwanych premier 2019 roku. Nie bez powodu bestsellerowy pisarz Steve Cavanagh okrzyknął go najlepszym thrillerem kryminalnym tej dekady. Prawa do jego wydania sprzedano do 25 krajów! Książka Alexa Northa łączy elementy thrillera psychologicznego z historią seryjnego mordercy. Stopniowo budowane napięcie, niepowtarzalny klimat i niepokojąca aura skażonego zbrodnią miasteczka sprawiają, że powieść wciąga, intryguje i pochłania czytelnika bez reszty, gra jego uczuciami i lękami. Geniusz narracyjny Alexa Northa, który fascynującą fabułę opiera na dogłębnej i subtelnej analizie relacji ojcowsko-synowskiej, sprawia, że niewinne rymowanki zaczynają brzmieć przerażająco, a obrazki narysowane dziecięcą ręką nabierają mrocznej głębi. Prawa do ekranizacji „Szeptacza” zapewnili sobie Joe i Anthony Russo, mający na swoim koncie głośne kinowe hity, takie jak „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz” czy „Avengers: Wojna bez granic”.

Norbert Grzegorz Kościesza - "Folwark komendanta"

Tytuł: Folwark komendanta
Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Stron: 254
Gatunek: literatura faktu, reportaż, literatura polska, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece / MOVA
ISBN: 978-83-663-3889-0

Wierzę, że część z moich czytelników pamięta jak recenzowałam "Psy Prewencji", które wbiły mnie w przysłowiowy fotel (osobiście takiego nie posiadam), a potem dzięki uprzejmości autora mogłam z nim porozmawiać i tę rozmowę Wam udostępnić. Dzis przyszedł czas na kolejną poważną, życiową i chyba się nie pomylę jak dodam, że szokującą pozycję pióra Pana Norberta. "Folwark komendanta", bo o nim mowa od dawna był przeze mnie wyczekiwany i liczę, że przez wiele innych osób również. Chociaż obstawiam, że byli i tacy co robili wszystko by do jej wydania nie doszło.

"Folwark komendanta" to umiejscowione w jednym miejscu, a dokładniej w Wyższej Szkole Policyjnej w Szczytnie (obstawiam, że miejsce znane nawet cywilom!) historie wielu policjantów i policjantek. Niestety nie są to opowieści, którymi nasza Policja czy jej uczelnie powinny się szczycić i popularyzować. Te wyznania zostały spisane tak by tworzyły jedną spójną historię młodego kadeta i otoczenia, w jakim się znajduje.

Główny bohater Wojtek jest synem komendanta, który nie dość, że znęca się nad żoną to jeszcze permanentnie przepija wypłaty. Chłopak od początku boi się ojca, a przez fakt, że nie zbyt się w niego wdał jest przez niego wyśmiewany i gnębiony. Jednak gdy przychodzi co do czego ojciec z pomocą wysoko postawionej (w Kościele i Policji) rodziny wciągają Wojtka do szkółki policyjnej. Opis, w jaki sposób do tego dochodzi jest przytłaczający - poparcie wujków policjanta oraz księdza wykupione jest walizkami mocnych trunków, a badania lekarskie załatwiane są za sprawą koperty pełnej zielonych. Chwila moment i młody mężczyzna jest pełnoprawnym uczniem WSPol-u w Szczytnie. To, co dzieje się na terenie powyższej uczelni stawia włosy dęba chyba nie mniej niż to, w jak można się tam dostać. 

Łapówki, pijaństwo, a nawet handel ciałem to nic nadzwyczajnego, a wręcz na język ciśnie się, że to coś normalnego. Nie ważne czy kobiety są mężatkami, czy nie i tak potrafią załatwić sobie fory. Podobnie mężczyźni - albo są prawdziwymi facetami, albo trzęsą gaciami na pierwszym lepszym egzaminie czy sprawdzianie. Spotkamy dziewczyny z jajami większymi od niejednego kolesia, a mena strachliwego bardziej od myszy. Mało tego będziemy świadkami tuszowania wypadków np. na strzelnicy oraz próbą zastraszania i molestowania.

Siadając do tej książki byłam już po "Psach Prewencji" oraz wywiadzie z Panem Norbertem. Mogłam, więc śmiało powiedzieć, że wiedziałam co mnie czeka. A jednak z każdą kolejną stroną moja mina stawała sie coraz bardziej bezcenna, a rzekome oczekiwania "wszystkiego" okazały się być mrzonką. Okazało się, że wcale nie byłam gotowa na to, co Kościesza nam przekazał. I choć niejednokrotnie się uśmiałam to śmiech ten nie był wcale takie pozytywny jak by człowiek chciał. Bo powiedzmy sobie szczerze - co dobrego świadczy fakt, że człowiek naśmiewa się z formacji, jaką jest Policja? Policja, która powinna być odbierana poważnie, z szacunkiem i respektem? Policja, która powinna zapewnić nam bezpieczeństwo, pewnego rodzaju spokój ducha oraz służyć pomocą? 

Co ciekawe książka choć ukazuje negatywny obraz Policji (miejmy jednak na uwadze, że jak zaznacza autor to niewielki odsetek wszystkich funkcjonariuszy w firmie*) mi zapadła w głowie pod postacią jednego wiele mówiącego cytatu:


"Pamiętajcie, szkolenie to jedno, a wasze życie i bezpieczeństwo to co innego. Na pierwszym miejscu trzeba zadbać o siebie i partnera, a później o pozostałych. Medale nie zwrócą wam życia ani was nie zwrócą waszym żonom, mężom i dzieciom."*

I pamiętajmy proszę, że mimo tego, co ujawnia nam Pan Norbert to zdecydowana większość Policjantów swoją służbę wykonuje nie z obowiązku, a z serca. I tak jak mówi Rota ślubowania: " [...] ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia." tak oni robią to z szacunkiem i godnością niejednokrotnie oddając za nas to, co najważniejsze czyli siebie.

A to, co dziś mogę powiedzieć to czytajcie, polecajcie dalej i tak jak ja czekajcie na więcej

* - Cytat z "Folwark komendanta" Norbert Grzegorz Kościesza, str.154

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu  Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 23 września 2019

Anna Naskręt - "Uwięziony krzyk"

Strach. Bezsilność. Zamknięcie we własnym ciele. Książka Anny Naskręt to historia prawdziwa, to przejmująca opowieść o kobiecie, która na przekór wszystkiemu postanowiła stawić czoło okrutnemu losowi. Sparaliżowana i całkowicie zdana na innych, nie poddała się. Dzięki swojej determinacji i wewnętrznej sile wygrała walkę o to, co dla każdego z nas jest najważniejsze: życie, szczęście i miłość. „Uwięziony krzyk” w księgarniach już 18 września.

Życie zaskakuje i tylko ono miewa takie pokręcone scenariusze. Scenariusz mojego pisał chyba ktoś naćpany” – tymi słowami Anna Naskręt podsumowuje swoją historię. Choć łatwo dostrzec tu specyficzny humor i dystans, to jej opowieść porusza i wstrząsa. Była zdrową, pełną energii, młodą kobietą, miała męża i dziecko, a w głowie plany i marzenia na przyszłość. Udar przyszedł nagle. Miała dwadzieścia cztery lata i została uwięziona we własnym ciele. Niema i sparaliżowana. Lekarze nie dawali jej szans na przeżycie.


Anna jednak żyje. Mówi, porusza się. Od tamtego czasu minęło osiemnaście lat. Walka o powrót do zdrowia nauczyła ją cierpliwości i pokory. Zrozumiała, że droga do normalności będzie długa i wyboista, ale warto podjąć wysiłek, by ją pokonać.

Uwięziony krzyk” wzrusza i wywołuje u czytelnika ogrom emocji, począwszy od szoku i niedowierzania, poprzez współczucie, na podziwie dla determinacji i wytrwałości głównej bohaterki kończąc. Przejmująca historia Anny uświadamia, jak kruche jest szczęście. Ludzki los bywa przewrotny: w jednym momencie i to, co budowaliśmy przez lata, rozpada się niczym domek z kart, a my możemy jedynie ze smutkiem na to patrzeć. Ta szczera, chwilami trudna, choć niepozbawiona dowcipu opowieść jest niepowtarzalną lekcją życia, która skłania do przemyśleń i przekonuje, że nie warto przejmować się tym, na co nie mamy wpływu. Na drodze do upragnionego szczęścia często napotykamy przeszkody, które wydają się nie do pokonania. Anna Naskręt w swojej książce udowadnia, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach jest miejsce na nadzieję i miłość.

Autorka prowadzi stronę na Facebooku. Wspiera na niej osoby, które znalazły się w podobnej jak ona sytuacji: https://www.facebook.com/Niemy-Krzyk-historia-prawdziwa/


Melinda Leigh - "Proś o wybaczenie"

Tytuł: Proś o wybaczenie
Cykl: Morgan Dane (Tom 1)

Seria: Editio Black
Autor: Melinda Leigh
Stron: 320
Gatunek: kryminał, sensacja, dramat 
Wydawnictwo: Editio
ISBN: 
978-83-283-5351-0


"Proś o wybaczenie" to pierwszy tom cyklu, w którym prym wiedzie była prokurator Morgan Dane. Ponieważ autorka ma na swoim koncie sporo książek (zaskoczył mnie fakt, że w Polsce ukazała się dopiero teraz i liczę, że zostanie to nadrobione) pomyślałam, że warto posmakować jej pióra. Zasiadając do tej pozycji miałam pewne oczekiwania związane z tym, co zapowiedziane zostało w notce na okładce. Czy to dostałam? Zobaczmy.

Mijają dwa lata od tragicznej śmierci męża Morgan Dane. Mężczyzna zginął na misji w Iraku. Kobieta postanowiła wrócić w rodzinne strony by tam na nowo ułożyć sobie życie. Choć jej tęsknota za Johnem jest ogromna to wie, że musi się pozbierać by stworzyć swoim trzem córeczkom normalne życie i zapewnić im to, co najważniejsze. Dostaje interesującą ofertę pracy i wydaje się, że wszystko zaczyna się nareszcie układać. Niestety życie lubi wywrócić wszystko do góry nogami.
Pewnej nocy nad jeziorem zostaje zamordowana młodziutka opiekunka córeczek Morgan. Tessa, bo tak miała na imię dziewczyna została zaatakowana nożem, a podejrzenia padają na Nicka, syna sąsiada Dane. W pierwszej chwili dowody przeciwko chłopakowi wydają się nie do podważenia, jednak Morgan nie wierzy w jego winę. Chce udowodnić, że młody mężczyzna jest niewinny i z pani prokurator zmienia się w panią adwokat. W prywatnym śledztwie pomaga jej przyjaciel i zarazem detektyw Lance Kruger. Swoją postawą naraża się mieszkańcom Scarlet Falls, gdyż wszyscy już osądzili Nicka, a w szczególności dziadkowie Tessy. 
Morgan i Lance stają przeciwko miasteczku, policji i prokuratorowi. Stawka jest niezwykle wysoka, a wykrycie sprawcy powoduje ujawnienie mrocznych sekretów i niewygodnych brudów skrywanych pod fasadą cudownej sielanki. Problem w tym, że mieszkańcy Scarlet Falls nie chcą ani prawdy, ani sprawiedliwości. Chcą zemsty, a morderca rząda więcej krwi...

Tak jak wspomniałam miałam pewne oczekiwania względem tej powieści. To, co mnie ucieszyło to fakt, że zostały one zaspokojone. Mało tego dostałam więcej niż zakładałam. Spodobało mi się, że autorka przeplatała wątki kryminalne z tymi obyczajowymi i zrobiła to niezwykle sprawnie i płynnie. "Proś o wybaczenie" to książka, którą czytelnik pochłania na jednym wdechu, ale też książka, która pochłania czytelnika. Ogromny plus za kilka rozdziałów z punktu widzenia mordercy oraz niewinnego osadzonego w więzieniu. Chciałabym zachęcić miłośników kryminałów do zapoznania się z tą lekturą, bo według mnie zdecydowanie warto. Ja z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony dalszych losów Morgan Dane oraz Lance'a Krugera. Dodatkowym plusem jest fakt, że książka nie jest krwawa za to ma klimat, więc wrażliwsze osoby nie będą miały problem z jej czytaniem. Krótko i na temat: polecam! A ja włączam tryb cierpliwość i czaję się na " Jej ostatnie pożegnanie".

<Ocena 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Editio

sobota, 21 września 2019

Piotr Górski - "Krewni"

Tytuł: Krewni
Cykl: Sławomir Kruk (Tom 3)
Autor: Piotr Górski
Stron: 432
Gatunek: literatura polska, kryminał, sensacja
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
ISBN: 978-83-276-3764-2


Pewnie wspominałam Wam już nie raz, że polscy autorzy nie są moimi fanami i że raczej unikam czytania swojej rodowitej literatury. A jednak od jakichś dwóch lat to się zmienia i coraz częściej, a co najważniejsze bez takiego lęku jak dawniej zabieram się za kolejnych pisarzy i pisarki. Jednym z nich jest właśnie Piotr Górski. Za sprawą "Kruka" i "Gorszego" czyli dwóch pierwszych jego powieści przepadłam. Każda kolejna wyczekiwana jest przeze mnie z niecierpliwością. Jego książki mają to, czego ja potrzebuję w czytanych przez siebie pozycjach.

Sławomir Kruk to komisarz, który ma trochę za uszami. Nie zawsze panuje nad emocjami, przez co potrafi być agresywny. Już nie raz miał przez to problemy. Jednak jest jednym z najskuteczniejszych policjantów, więc wiele mu się wybacza choć za swoje przewinienia, tak czy inaczej, musi ponieść karę.
Aktualnie Kruk ma na głowie morderstwo, które zostaje głośno komentowane. W jednym z gdańskich domów znaleziono zwłoki młodej dziewczyny. Została uduszona, a jej ciało po śmierci ktoś upozował. Jednak jest jeszcze coś gorszego - prawa dłoń dziewczyny została odcięta i starannie umyta. Interesujący jest fakt, że krewni zmarłej nie ufają policji i nie chcą z nimi współpracować. Wolą prowadzić własne śledztwo, a w przeciwieństwie do funkcjonariuszy nie cofną się przed niczym. Co ciekawe w trakcie prowadzenia sprawy Sławek bardzo często rozpamiętuje sprawy gdzie wymiar sprawiedliwości zawiódł lub okazał się bezsilny. Choć Kruk bywa nieprzewidywalny i już niejednokrotnie działał na pograniczu tego, co dozwolone to tym razem postanawia grać równie nieczysto i bezwzględnie jak przestępcy. Nawet kosztem pracy, która wydawałoby się jest dla niego wszystkom. W trakcie prowadzonego śledztwa wychodzi na jaw, że zamordowana dziewczyna wpadła na trop jakiejś tajemnicy, a znany architekt zgłasza zaginięcie swojej żony. Komisarz Kruk czuje, że wszystko się ze sobą łączy, ale chyba nawet on nie zdaje sobie sprawy jak bardzo i jak mrocznie...

Pierwsza książka Górskiego zrobiła na mnie ogromne wrażenie, podobnie druga. Teraz trzecia, którą gdyby czas pozwolił to pochłonęłabym w jeden wieczór. Zatem pytanie brzmi: po ilu książkach można powiedzieć, że autor potrafi pisać i dobra powieść nie jest przypadkiem? Czy trzy to już wystarczający dowód? Tego nie wiem, ale wiem co innego. Dopóki Piotr Górski będzie pisał to ja będę czytać. Pisarz potrafi zbudować mroczną atmosferę, dynamiczną akcję, ale też ludzkich, bo nie wyidealizowanych bohaterów. Na reszcie policjant, który nie jest nieskazitelny, a zarazem jego wina nie leży w alkoholizmie czy narkotykach, a charakterze. Może stworzony przez Górskiego Kruk zbyt często albo zbyt agresywnie wybucha, ale jednak według mnie ma do tego prawo jeśli ma być choć częściowo bohaterem realistycznym. Wracając do książki "Krewni" to końcówka mnie zszokowała, a mój tok myślenia się pogubił, ale spodobało mi się wyjaśnienie. Niestety sama sytuacja komisarza... Panie Piotrze ile przyjdzie nam czytelnikom czekać na dalszy ciąg?! 

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

niedziela, 8 września 2019

Jonathan Dylan Barker - "Piąta ofiara"

Tytuł: Piąta ofiara
Cykl: Sam Porter (tom 2)
Autor: J.D. Barker

Stron: 560
Gatunek: kryminał, thriller, thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 978-83-814-3052-4

Kiedy w moje ręce trafiła pierwsza książka Barkera pt. "Czwarta małpa" byłam pewna, że dostałam coś genialnego, coś idealnego dla mnie. Oczywiście nie byłam tego taka pewna jak zaczynałam czytać, ale z każdą stroną w głąb treści wiedziałam, że to właśnie to, czego szukam w książkach tego typu. Czułam, że czekanie na każdą kolejną powieść tego autora będzie dla mnie nielada wyzwaniem. Mogę powiedzieć jedno - myślałam, że mam tylko jednego autora w typie "naj", ale teraz to zaszczytne miejsce będą dzielić we dwóch. 

Detektyw Sam Porter w dalszym ciągu nie potrafi sobie poradzić ze stratą żony. Ma problemy ze spaniem i znalezieniem swojego miejsca. Choć nie powinien to pracuje choćby po to by zająć czymś myśli. 
W Chicago jest jedna z najsurowszych zim od wielu lat. Najnowsza sprawa, jaką dostaje Sam i jego załoga nie zapowiada się zbyt dobrze. W zamarzniętym jeziorze zostają znalezione zwłoki nastolatki, która zaginęła około 3 tygodni temu. Problem w tym, że jezioro zamarzło kilka miesięcy temu, więc śledczy zadają sobie pytanie, jak ona się tam znalazła. Media dość szybko dochodzą do wniosku, że za morderstwem stoi seryjny morderca, a jakby tego było mało uważają, że to sprawka 4MK! Giną kolejne osoby, a policja nie ma niczego co przybliżyłoby ich do celu. Niezawodny instynkt Portera podpowiada mu, że to początek koszmaru, jakiego wszyscy woleliby uniknąć. Ponieważ sprawa faktycznie zaczyna łączyć się z Ansonem Bishopem to detektyw zostaje odsunięty od śledztwa. Jednak Sam się nie poddaje i na własną rękę wyrusza szukać prawdy co okazuje się być niebezpieczną misją nie tylko dla niego.

Jonathan to niezwykle przebiegły pisarz, który ze swoimi czytelnikami wyprawia co chce, a my grzecznie dajemy sobą pomiatać. Dlaczego? Bo nie odłożymy jego powieści ot tak na bok co to, to nie. Będziemy zachłannie podążać strona za stroną, wyznanie za wyznaniem i ofiara za ofiarą. Zrobimy wszystko by odkryć co się stało, co sie dzieje i co ma się stać. Barker robi z nas marionetki uzależnione od tego co napisał. I chwała mu za to, bo tego pragnę w książkach - być od nich zależna aż do ostatniej strony. To, co mnie martwi to fakt, że wszystko wskazuje, iż długo będę czekać na kolejną pozycję, która da mi efekt takiego "wow". A najgorsze to czekanie na ciąg dalszy przygód Portera oraz Bishopa. Kontynuacja w dalszej części, a nie wiadomo kiedy ona będzie. Polecam z całego serca tę genialną nowość na rynku. Pamiętajcie - czytajcie chronologicznie, bo to ważne!

Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

poniedziałek, 2 września 2019

Tess Gerritsen - "Czarna loteria"

Tytuł: Czarna loteria
Autor: Tess Gerritsen
Stron: 288
Gatunek: Thriller, thriller medyczny, kryminał, dramat, romans
Wydawnictwo: Harper Collins
ISBN: 978-83-276-4511-1

Tess Gerritsen to chyba jedna z tych autorek, których przedstawiać nikomu nie trzeba, bo nawet jeśli nie czytał żadnej jej książki to musiał o niej słyszeć. "Czarna loteria" to dla mnie też pierwsza jej książka, z którą w końcu zdecydowałam się zapoznać. To, co skusiło mnie najbardziej to połączenie thrillera z wątkami medycznymi. Pierwsze co nasunęło mi się na myśl to to, że powieść będzie dla mnie idealna i muszę ją przeczytać. Swoją drogą zajęło mi to zdecydowanie mało czasu.

W jednym z miejscowych szpitali banalnego zabiegu wycięcia pęcherzyka żółciowego poddaje się jedna z pielęgniarek. Do pewnego momentu podczas operacji wszystko przebiegało bez komplikacji. Jednak w ostateczności pacjentka umiera. O błąd w sztuce lekarskiej oskarżona zostaje anestezjolog Kate Chesne, która nie może się z tym pogodzić ponieważ pewna jest, że zrobiła wszystko jak należy. 
Wynajęty przez rodzinę zmarłej adwokat jest pewny całkowitej winy lekarki i planuje zniszczyć jej karierę medyczną. Do czasu aż ginie kolejna pielęgniarka. Wtedy David Ransome wysłuchuje tego, co do powiedzenia ma Kate. Mało tego jej sprawę przekazuje komuś innemu, a on zaczyna zadawać te same pytania, co pani anestezjolog. Problem w tym, że odpowiedzi, jakie próbują uzyskać mogą brzmieć różnie, a każda z nich wydaje się być gorsza. W pewnym momencie do Davida i Kate dociera, że morderca wybiera na ofiary pracowników szpitala. Chesne zaczyna bać się także o siebie, ale nie powstrzymuje jej to przed znalezieniem tych jedynych odpowiedzi by móc złożyć wszystko w całość. W czasie szukania dowodów, sprawcy i uważania na siebie między adwokatem, a anestezjolog rodzi się więź, która wychodzi poza ramy znajomości, która miała służyć rozwiązaniu sprawy.

Sięgnęłam po tę książkę z kilku powodów, ale tym głównym była zawartość medycyny. Thrillery czy kryminały z tego typu wątkami są u mnie niezwykle mile widziane. Owszem dostałam to co było w zapowiedzi, ale czuję niedosyt. Dlaczego? Bo nastawiłam się na mocniejszą pozycję, a dostałam w zasadzie romans z wątkiem kryminalnym związanym ze szpitalem. To trochę mało jak na moje zapotrzebowanie. Żałuję, że nie zostało wspomniane o rozbudowanym wątku miłosnym, bo inaczej bym do tej powieści podeszła, a tak mam ochotę poważnie zaniżyć ocenę. Przez notkę na okładce moje oczekiwania związane z "Czarną loterią" były inne niż zawartość treści, którą dostałam. Gwarantuję, że gdyby nie to, to inaczej bym to oceniła, bo książka sama w sobie jest naprawdę warta uwagi. Niezwykle łatwa w odbiorze, przyjemna i szybka w czytaniu idealnie nadaje się dla osób, które zaczynają przygodę z kryminałami. Niektóre sceny mogą wydawać się mocne, ale szybko są równoważone przez delikatniejsze sytuacje. Medyczna strona ukazana tak, że każdy laik wszystko zrozumie.
Jedno jest pewne - nie zrezygnuję z książek Tess. Poprostu muszę rozdzielić romanse z wątkiem kryminalnym i kryminały z wątkiem romantycznym i czytać odpowiednio do nastroju i chęci. Wam też to radzę jeśli nie chcecie się rozczarować.

<Ocena: 6/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.

wtorek, 27 sierpnia 2019

Claire Contreras - "Nie ma światła w ciemności"

Tytuł: Nie ma światła w ciemności
Cykl: Darkness/Ciemność (tom 1)
Autor: Claire Contreras
Stron: 280

Gatunek: dramat, literatura młodzieżowa, literatura współczesna, literatura obyczajowa, romans, romans współczesny, new adult, mature young adult, literatura kobieca
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-
662-3491-8


Choć Claire Contreras ma na swoim koncie wiele książek to ja spotkałam się z nią po raz pierwszy. Jest bestsellerową autorką romansów, a jej powieści tłumaczy się na ponad 50 języków. "Nie ma światła w ciemności" jednak nie jest typowym romansem. Contreras między stronami tej pozycji schowała znacznie więcej i to w ten zabójczy dla czytelnika sposób, jakim jest czytanie, bo chcesz wiedzieć więcej, więcej i więcej...

Pewnej nocy do domu państwa Brennan wdzierają się nieznani mężczyźni. Dochodzi do strzelaniny. Blake miała wtedy zaledwie cztery latk. Jej rodzice giną, a ona trafia pod opiekę swojej cioci Shelley. Jednak już w wieku lat trzynastu zostaje całkowitą sierotą, bo jej ciocia umiera na raka. Ona trafia zaś do rodziny zastępczej. Tam okazuje się nie być jedyną, która potrzebuje jej pomocy. Ciocia Maggie, która staje się dla Blake bliska niczym mama gości w domu jeszcze kilkoro dzieci. Dziewczyna poznaje Cole'a, Aubry'ego, Phoebe i Grega, a także Becky, która w niedługim czasie zostaje jej przyjaciółką na dobre i na złe. Ich kontakty szybko się pogłębiają i stają się jedną wielką paczka nierozłącznych przyjaciół, którzy wspierają się i dogryzają kiedy trzeba.

Lata mijają i choć Blake jest już dorosła to w dalszym ciągu zmaga się z koszmarami z dzieciństwa. Nie pomagają w tym przyjaciele. No może prócz Cole'a, który potrafi ją uspokoić już samą swoja obecnością. Swoja drogą między tą dwójką jest aż gęsto od chemii, czuć pożądanie na każdym kroku, a przecież on ma dziewczynę, a ona chłopaka...

Blake chce rzucić trochę światła na cienie z przeszłości. Zaczyna dociekać co tak naprawdę wydarzyło się tej pamiętnej nocy. Nie wie jak bardzo może ufać swoim wspomnieniom jako czteroletniej dziewczynki. Skąd ma wiedzieć co było prawdą, a co wymysłem lub przewidzeniem dziecka. Jednak nie poddaje się. Jedyne czego się boi to utraty tych, których kocha, tych, na których jej zależy.  Do tej pory każdy, kogo obdarzyła głębokimi uczuciami znikał z jej życia i to nie tylko w przenośni. Rodzice nie żyją, ciocia nie żyje... Co jeśli przyzna, że kocha następne osoby?!

Ta pozycja ma jedną dużą wadę. Jeśli nie ma się zbyt dużo czasu do czytania za jednym zamachem to będziecie chodzić struci. Będziecie się zastanawiali co jeszcze przydarzy się bohaterce, jakie decyzje będzie musiała podjąć oraz czy odważy się powiedzieć głośno i wyraźnie na kim jej zależy nie bacząc na "klątwę" z dzieciństwa. Także jeśli chcecie zapoznać się z "Nie ma światła w ciemności" to zróbcie to gdy będziecie mogli poświęcić jej swój czas i uwagę. Ja z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg cyklu Darkness/Ciemność.


Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka