Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura piękna. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 kwietnia 2021

Samanta Schweblin - "Bezpieczna odległość"

Tytuł: Bezpieczna odległość
Autor: Samanta Schweblin

Stron: 136
Gatunek: kryminał, thriller, groza, horror, powieść psychologiczna, literatura piękna, proza 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0985-7

Samanta Schweblin nie była mi do tej pory znana i choć wydawnictwo Sonia draga wydało już jedną jej książkę to zupełnie tego tytułu "nie zauważyłam". Zdarza się, że w natłoku różnych nowości coś nam umyka, a czasami to kwestia wypromowania. Wiadomo, że jednym książkom jest łatwiej innym trudniej. Szczególnie, że literatura piękna nie ma tak wielkiego brania jak powiedzmy kobieca czy kryminały. Sama z ogromnym smutkiem muszę przyznać, że sięgam po nią sporadycznie mimo, że najczęściej bardzo dobrze się z nią "dogaduję". 

W wiejskim szpitalu umiera młoda kobieta. Co ciekawe przy jej łóżku przebywa Dawid. Mały chłopiec, który nie jest jej synem, tak jak ona nie jest jego matką. A jednak łączy ich o wiele więcej niż można by się było spodziewać. Oboje na zmianę opowiadają sobie przerażającą historię o ludziach, a raczej ich duszach przepełnionych toksynami. O sile jaką mają oraz o desperacji by otrzymać to czego chcą, co im się rzekomo należy. 
Wręcz nieludzki głos chłopczyka powoduje, że Amanda musi zmierzyć się z podjętymi wcześniej decyzjami, które doprowadziły ją do tego miejsca, w którym się znajduje. Porzucenie męża, ucieczka z Buenos Aires i wyprowadzka na wieś. Do tego poznanie Carli, która twierdzi, że dusza jej synka opuściła jego ciało i wstąpiła w inne...  

Jednym z powodów dla których sięgnęłam po ten tytuł było zakwalifikowanie go przez portal Lubimy Czytać do gatunku grozy/horroru. Pomyślałam, że czemu by nie sięgnąć po coś z tej półki, tak dla odmiany z kryminałami, z którymi na co dzień się zadaję. Potem jak zapoznałam się z wydawnictwem Sonia Draga to okazało się, że to jednak proza, gdzieś jeszcze indziej literatura piękna... A więc bądź mądry i pisz wiersze za co tak naprawdę się wzięłam.
To co ciekawe, to fakt, że jak skończyłam czytać to sama nie byłam pewna z jakim gatunkiem miałam do czynienia. Podobnie jest z moimi uczuciami po odłożeniu pozycji na bok. Ani mnie ten tytuł wciągnął, ani zniechęcił. Momentami owszem, nudziłam się, ale chwilę potem było niezwykle ciekawie. Jedno jest pewne - to nie jest ani łatwa, ani przyjemna lektura. Trzeba się skupić, wczuć i dać trochę z siebie by zrozumieć co autorka ma na myśli. Choć nie jestem pewna czy sięgnę po pierwszy wydany przez Sonię Dragę tytuł, to nie mówię stanowczego NIE. Po prostu wiem, że jeśli się zdecyduję to muszę się za nią wziąć w odpowiednim momencie i tylko wtedy, gdy będę w stanie poświęcić książce więcej niż tylko kilka godzin.

Ocena: 7/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

wtorek, 12 stycznia 2021

Konrad Reznowicz - "Pójdziesz ze mną?"

Tytuł: Pójdziesz ze mną?
Autor: Konrad Reznowicz
Stron: 300
Gatunek: literatura piękna, literatura obyczajowa, dramat, dramat psychologiczny, literatura polska, literatura współczesna
Wydawnictwo: Oficynka
ISBN: 978-83-666-1334-8

To kolejna z pozycji, która przyciągnęła moją uwagę nie tyle opisem ile... okładką! Z reguły nie oceniam książek właśnie po niej, ale niektóre mają w sobie coś, co powoduje, że nie ważne co jest w środku, to chcę ją mieć i przeczytać. Zazwyczaj jest to jak najlepsza reakcja i po skończeniu gratuluję sama sobie, że dałam przyciągnąć swoje oko. Jednak dobrze wiemy, że nie wszystko złoto co się świeci i bywa, że niesamowita okładka skrywa totalne dno. Przyjęłam zasadę, że bardzo często się to zdarzać nie może...

Jak się okazuje, Konrad Reznowicz jest nie tylko autorem, ale i bohaterem książki pt. "Pójdziesz ze mną?" Czy to tylko zbieg okoliczności, czy też powieść jest oparta na życiu autora? - obstawiam, że na to pytanie aktualnie odpowiedź zna tylko sam pisarz.

Konrad jest młodym i wydawałoby się pewnym siebie chłopakiem. Mieszka w Warszawie, studiuje socjologię i szuka swojego miejsca na świecie. Mając dwadzieścia jeden lat, nadal był prawiczkiem, bo jak sam twierdził, miał wiele koleżanek, ale z żadną nie łączyło go nic poza koleżeństwem i rozmowami. Jednak samoobsługę opanował do perfekcji i mógłby się nazwać królem masturbacji. Tyle że przyszedł w końcu dzień, kiedy Konrad doszedł do wniosku, że to nie wystarczy, że nie tego pragnie.

"Renia Rączkowska już mnie nudziła, bo ileż można oglądać pocieracze i masturbować się na widok gigantycznych silikonów. W końcu coś się we mnie przełamało i postanowiłam, że albo znajdę sobie dziewczynę, albo skorzystam z profesjonalnej pomocy". *

Decyzję podjął szybko, a swój pierwszy raz może zaliczyć nie tylko do udanych, ale i do profesjonalnych, bo odbył go nie z byle kim, a z doświadczoną prostytutką! To był pierwszy krok, by rozwinąć swoje życie erotyczne. Od tej chwili zaliczał już każdą możliwą "panienkę" na czele z lesbijką. Seks stał się jego życiowym mottem i celem. Praca była dodatkiem, by mieć za co żyć. Jednak to żądze były napędem dnia codziennego. Coś się zmienia, gdy w jego życiu pojawia się pewna śliczna studentka o imieniu Natalia. Między nimi iskrzy praktycznie od razu. Konrad się ustatkował, zrezygnował z szukania przygód wszędzie i z każdą możliwą dziewczyną. Jednak to, co piękne nawet w książkach potrafi się popsuć. Ukochana chłopaka popada w alkoholizm i ginie w wypadku samochodowym. On sam zaczyna mieć problemy psychiczne, popada w paranoję, widzi ją i słyszy. Chłopak dobrze wie, że to są urojenia, ale nie potrafi sobie z nimi poradzić, a nie chce iść do lekarza. Do czego zaprowadzi go taka sytuacja?

Rzecz, która mnie zszokowała, kiedy usiadłam pisać recenzję to umieszczenie "Pójdziesz ze mną?" w kategorii literatury pięknej... No cóż, albo ja nie znam się na gatunkach, albo ktoś był nie do końca trzeźwy. Droga sprawa to fakt, że mam za sobą niejedną książkę z gatunku erotyki i jedne mi się podobały bardziej, inne mniej, ale czytało się je szybko i przyjemnie. Tu, choć erotyka zajmuje jakieś 3/4 książki jest ona przesadzona, wulgarna i momentami niesmaczna. Ogólnie język autora mógłby być "łagodniejszy". Choć książka sama w sobie idealnie wpisuje się w dzisiejsze czasy i ludzką pogoń jak nie za pieniędzmi, to sukcesami czy sławą, ma w sobie niesamowitą gamę emocji, to niestety jest coś, co spowodowało, że głównego bohatera nie polubię nigdy. Nie toleruję traktowania kobiet przedmiotowo. Poderwę, zaliczę i zostawię. Ewentualnie tylko zaliczę. Były momenty, kiedy trochę to było niesmaczne, ale dobrze wiemy, że są kobiety, które lubią takie klimaty.

Podsumowując, nie odnalazłam się w tej książce i nie wpadłam w jej sidła. Zaczęłam, przeczytałam i szybko zapomnę (w sumie to mam taką nadzieję). Nie zachęcam, nie zniechęcam. Może właśnie Ty znajdziesz w tej pozycji, coś, czego ja nie zauważyłam, albo co mnie odrzuciło, a Ciebie zaintryguje.

* - cytat z "Pójdziesz ze mną" Konrad Reznowicz, str. 9

<Ocena: 6/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Oficynka

poniedziałek, 6 stycznia 2020

James Frey - "Milion małych kawałków"

Tytuł: Milion małych kawałków
Autor: James Frey
Stron: 520
Gatunek: literatura faktu, autobiografia, dramat, literatura piękna
Wydawnictwo: Burda Książki
ISBN: 978-83-805-3662-3

Minęło szesnaście lat od pierwszego wydania najgłośniej komentowanej książki z elementami autobiograficznymi. "Milion małych kawałków", bo o tej pozycji mowa debiutancka powieść, w której autor umieścił własne doświadczenia z walki z nałogami z alkoholem oraz narkotykami. Jako że tej tematyki nigdy nie będę miała dość to kiedy usłyszałam o wznowieniu tej pozycji byłam wniebowzięta. Od dawna bowiem marzyłam by ją zdobyć i przeczytać. A mając za sobą dwie inne powieści - wspomnienia ojca oraz syna wiedziałam czego się spodziewać. Jednak czy na pewno?

James ma zaledwie dwadzieścia trzy lata, kiedy budzi się na pokładzie samolotu. Brzmi fajnie? Kiedy doda się, że ma wybite zęby, złamany nos, rozcięty policzek i nie pamięta zupełnie nic ani skąd ma te obrażenia, ani co robi w samolocie i jak się w nim znalazł to chyba magia mija, prawda?
Chłopak od lat uzależniony jest od alkoholu oraz narkotyków. Dobrze wie, że jeśli nie zrobi nic ze swoja sytuacją to jeszcze jeden, dwa może trzy wybryki i będzie po nim. Zgłasza się zatem do najstarszego ośrodka odwykowego w Stanach Zjednoczonych, który przy okazji ma największy procent wyleczeń uzależnień. Odpowiedzcie sobie czy 17% to liczba, którą normalnie byśmy się pochwalili? Chyba nie, a jednak tu jest ona kluczowa. 
Zaskakujące jest to, że kiedy James trafia do ośrodka to lekarze nie wiedzą jakim cudem on wciąż żyje...

Prawda jest taka, że w dzisiejszych czasach każdy z nas zmaga się ze swoim uzależnieniem. To może być kawa, papierosy, gry, książki czy słodycze. Tyle że dla nas to codzienność, która wydaje się nieszkodliwa. No bo czym w porównaniu do narkotyków jest kawa? Albo przy alkoholu słodycze? Niby niczym, ale jak przyjdzie do odstawienia to czy potrafimy zrobić to ot tak, na zawołanie? Na pewno syndrom odstawienia będzie dla nas przyjemniejszy niż dla alkoholika czy narkomana, ale zachwyceni nie będziemy. Oczywiste jest, że lata uzależnień robią swoja zarówno z naszą psychiką, jak i ciałem. 

Kiedy siadałam do tej powieści byłam pewna, że wiem co w niej znajdę, czego się spodziewać i co mnie czeka. Wiecie, jaki był mój szok, kiedy okazało się, że to o czym myślałam było ja wiem? Może jedną dziesiątą tego, co otrzymałam? Gdy czytając strona za stroną byłam przerażona jak nigdy w życiu? Wydawało mi się, że mam za sobą na tyle dużo, że niewiele mnie ruszy, a jednak Jamesowi się udało i to od pierwszych stron "Miliona małych kawałków". 

Na pewno muszę nadmienić, że lektura jest niezwykle ciężka. I nie chodzi tu tylko o opisy i przeżycia, ale także o styl. Dawno nie umęczyłam się tak czytając książkę. I nie jest to męczenie w sensie negatywnym, że książki nie dało się przełknąć. Wręcz przeciwnie. Tę powieść człowiek ma ochotę pochłonąć, ale nie zrobi tego szybko. Przynajmniej ja nie dałam rady. I choć teraz wiem co w niej jest ukryte to przeczytałabym ją ponownie. Jedno jest pewne. Muszę zdobyć w swoje ręce kontynuację w postaci "Mój przyjaciel Leonard". Dopiero wtedy będę czuła, że zamknęłam ten rozdział przynajmniej fizycznie.


<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Burda Książki

wtorek, 10 grudnia 2019

Laura Lippman - "Spalona słońcem"

Tytuł: Spalona słońcem
Autor: Laura Lippman
Stron: 344
Gatunek: dramat, literatura obyczajowa, literatura współczesna, literatura piękna, kryminał, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0862-1

Z Laurą miałam do czynienia kilka lat temu i muszę przyznać, że pamiętam to wyjątkowo dobrze. Niestety nie za sprawą tego, jak świetnie było, wręcz przeciwnie. To była nieudana i męcząca konfrontacja z piórem tejże pisarki. Tylko że ja jestem typem, który nie skreśla po pierwszym razie. Lubię dawać szanse, ale za jakiś czas. I tak też stało się w tym wypadku. Pomyślałam: czemu nie? Opis brzmiał ciekawie, a fakt, że "Spalona słońcem" jest z gatunku literatury pięknej powodował, że podnosiło to moją poprzeczkę gdyż z doświadczenia wiem, że to rodzaj, przy którym muszę się skupić i dać trochę od siebie.

Kobieta i mężczyzna. Spotykają się przypadkiem w lokalnym barze w miasteczku Belleville. Zarówno ona, jak i on twierdzą, że są tu przejazdem, ale co ciekawe żadne nie zamierza wyjechać. Trwają, więc obok siebie. Obserwując, słuchając i zbliżając się do siebie.

Adam nie umie oprzeć się zdystansowanej, wręcz chłodnej, ale i opanowanej kobiecie, która skrywa niejedną tajemnicę. Polly nie wyobraża sobie by odejść zostawiając tego mężczyznę. Czuje, że jest jej potrzebny i chce by towarzyszył jej w przyszłości.
Jak się okazuje oboje coś ukrywają, a im więcej czasu mija, tym więcej tajemnic i kłamstw się nawarstwia. W pewnym momencie żadne z nich nie jest w stanie się wycofać, wyjaśnić dlaczego postąpiło tak, a nie inaczej. Ani Adam, ani Polly nie potrafią odplątać sieci, jaką utkali. Do tego wszystkiego okolicą wstrząsa tragiczna wieść, która powinna coś ruszyć. 

Ktoś musi się w końcu złamać, tylko kto? I czy w ogóle ktoś wyjawi prawdę?

Pewnie tak jak mi wydaje Wam się, że ten opis jest tajemniczy i daje duże pole do popisu dla autorki. I owszem tak jest. Niestety w dalszym ciągu nie czuję żadnego uczucia do warsztatu Lippman. I co najgorsze nawet nie potrafię jej znielubić, bo jest dla mnie neutralna. Jedyne co towarzyszyło mi podczas czytania jej zarówno pierwszej, jak i drugiej powieści to nuda. Książki były przeze mnie męczone i praktycznie odliczałam strony do końca. Zrobiłam to tylko dlatego, że nie lubię zostawiać nieprzeczytanych powieści. Tu wciąż liczyłam, że moze chociaż końcówka uratuje "Spaloną słońcem". Niestety przeliczyłam się. Autorka miała pomysł, wplotła retrospekcję, cofanie się w czasie, wspominanie przeszłości... A jednak sama fabuła pociągnęła wszystko na dno. Jeden duży plus należy się za postaci pierwszoplanowe. Stworzona przez Laurę Polly wzbudza uczucia - u mnie te negatywne. I choć Lippman stara się ukazać ją tak byśmy znaleźli wytłumaczenie dla jej zachowania to ja go nie znalazłam. Dla mnie to była bezduszna, bezuczuciowa kobieta, która dobrze wiedziała co i kiedy robi. I taką osobą została do końca. Czy polecam? Nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że różni ludzie lubią różne rzeczy, więc na pewno nie zniechęcam. Jest wielu miłośników pióra Laury Lippman i cieszę się z tego, bo każdy na to zasługuje. Ja jednak trzeciej szansy raczej nie dam. 

Ocena: 4/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

sobota, 16 listopada 2019

Jim Shepard - "Księga Arona"

Tytuł: Księga Arona
Autor: Jim Shepard
Stron: 328
Gatunek: beletrystyka, literatura piękna, powieść historyczna, powieść wojenna, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 
978-83-811-0866-9

Czasami na mojej drodze pojawiają się książki, do których przeczytania sama nie do końca wiem czemu się zabrałam. Jakiś impuls, iskra, błysk, który powoduje, że ręka jest szybsza niż analiza myślowa czy na pewno to dla mnie. "Księga Arona" była jedną z nich. Najpierw podjęłam decyzję, że chcę i muszę przeczytać. Potem doczytałam notkę z okładki, która z jednej strony tę chęć podwoiła, a z drugiej czułam niepokój czy oby to dobry pomysł. A jeśli będę żałować? Albo nie przebrnę? Jednak usiadłam, wzięłam książkę do ręki i zaczęłam pierwszą stronę, drugą, trzecią...

Aron to zaledwie ośmioletni chłopiec, który wraz z rodziną przeprowadza się z małej polskiej wioski do zatłoczonej Warszawy. Jego ojciec podejmuje pracę w fabryce, a chłopczyk zaprzyjaźnia się z Lutkiem, który zdradza mu tajemnice podwórkowego życia. 
Jego szanse na szczęśliwe życie przekreśla wybuch II Wojny Światowej. Opaski Dawida, kradzieże i strach przed niemieckimi mundurami stają się codziennością wielu ludzi. Nie mija wiele czasu, gdy świat Arona zostaje zmniejszony do murów zamkniętego getta. 


"Na bramach do getta zawisły ostrzeżenia o zagrożeniu epidemią. Rodzice przestali odwiedzać dzielnice za murem i mnie też przykazali, żebym tam nie chodził."*

By przeżyć chłopiec musi podejmować okrutne decyzje, z których wagi często nie zdaje sobie sprawy. 
W momencie, gdy traci bliskich trafia pod opiekę Janusza Korczaka, który stara się na nowo obudzić w chłopcu człowieczeństwo. 

Wydawałoby się, że to kolejna już w tym roku pozycja o II Wojnie światowej, o obozach koncentracyjnych, gettach i innych tego typu miejscach i wydarzeniach. Po części się zgodzę, a po części nie. Ta książka ze zdwojoną siłą trafia w ludzkie serce i myśli z powodu zabiegu, jakiego dokonał tu autor Jim Shepard. O co chodzi? Opisana przez niego historia opowiadana jest z punktu widzenia dziecka. Małego żydowskiego chłopca, który nie do końca świadom jest tego, co sie dzieje i tego, co sam robi. Arona, który od najmłodszych lat pozbawiony jest dzieciństwa, a nawet człowieczeństwa. To odhumanizowane czasy niemieckiego terroru, czasy tuż przed wojną oraz w jej trakcie. 

"Księga Arona" to jedna z tych trudnych, niezwykle przejmujących książek, ale pod warunkiem, że poświęci się jej czas i myśli. Przeczytana "po łebkach" nie ruszy nikogo, nie tknie czułej struny w sercu, nie przekaże tego, co ma schowane w swych czeluściach. Mam wrażenie, że dużo osób tę powieść pominie, przejdzie obok niej obojętnie lub zacznie i nie skończy, bo stwierdzi, że trzeba się poświęcić. Tak, trzeba. Takie lektury powinien znać każdy. Nie ważne czy są one częściowo fikcją, czy są na faktach, ważniejsze jest to, że o tym się mówi. To był wstrętny i okrutny czas dla ogromnej ilości ludzi. A to, że akcja tej powieści dzieje się w Warszawie, dodatkowo powinno nas Polaków zachęcić do poświęcenia jej swojego czasu. Nawet jeśli nie jest idealna, jeśli ma niedociągnięcia czy chaotyczne momentami dialogi. 

* - Cytat z "Księga Arona" Jim Shepard, str. 57


Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

wtorek, 8 października 2019

Oskar Eden - "Kwaśne pomarańcze"

Tytuł: Kwaśne pomarańcze
Autor: Oskar Eden
Stron: 342
Gatunek: literatura piękna, literatura polska, autobiografia, pamiętnik, dziennik, beletrystyka, zbiór opowiadań
Wydawnictwo: Poligraf
ISBN: 978-83-815-9071-6

Czasami nie wiem jak wyrazić wdzięczność osobom, które moją uwagę przykuwają do książek, na które normalnie bym nie spojrzała. Lubię wychodzić poza własne ramy czytelnicze, ale robię to w bezpiecznych granicach i tylko wtedy gdy wiem, że mam ochotę na coś innego. "Kwaśne pomarańcze" to jedna z tych pozycji, o której istnieniu nie miałam nawet pojęcia. Teraz wiem, że gdyby nie autor to dalej żyłabym w nieświadomości jak bardzo cenną literaturę proponują mi moi rodacy. Dzięki panu Oskarowi nie tylko sięgnęłam po coś spoza codziennych zainteresowań, ale dodatkowo jest to pozycja polska, które swoja drogą też często zaniedbywałam, bo wolę książki obcych autorów.

Jak wspomniał autor tytułowe "Kwaśne pomarańcze" to symbolika. Spytacie zatem: czego? - ludzkiego losu. Tego, który nie zawsze jest słodki, dobry i przyjemny. To niejednokrotnie naszpikowany gorzkimi, kwaśnymi i niesmacznymi momentami byt. Niektórzy ludzie w swoim życiu tych niedobrych mają aż nadto, a inni przeżyją zupełnie obok nich. Jednak patrząc na własne wiem, że to właśnie one ukształtowały to, jaka jestem. 

Oskar Eden poprzez "Kwaśne pomarańcze" ukazuje nam różne historie z życia - od czasu dzieciństwa do dorosłości i dojrzałości. Cała książka jest jak nasza codzienność tylko ubrana w słowa i to nie jakieś poetyckie, a zwykłe - trafiające do każdego. To urywki, zlepki i streszczenia życia niejednego z nas. 

Kiedy sięgałam po tę pozycję ucieszyłam się, że jest to zbiór opowiadań, bo można będzie czytać je wszędzie be z obawy, że zgubi się wątek. Nawet przed snem - przeczytam jedno opowiadanie i idę spać. Jakieś było moje zdziwienie, gdy nie umiałam się do własnych planów dostosować! Czemu? Bo chciałam jeszcze jedno opowiadanie i jeszcze kilka stron itp. Niektóre były tak napisane, że gdzieś w sercu był żal, że nie ma ciągu dalszego, że to już koniec. Na szczęście kolejne nie było gorsze, więc dalej czytałam z zapartym tchem. To takie niesamowite. że człowiek wciągnął się w te historie ot tak już na początku, już od pierwszych stron. 

Niebanalna, wciągająca i z poczuciem humoru tam, gdzie potrzeba to tak w skrócie. Pozycja jest poprostu ludzka i nadaje się dla każdego kto chce normalności i codzienności w wydaniu książkowym. "Kwaśne pomarańcze" dają nam możliwość pomyśleć nad ludzkim losem tak nad czyimś, jak i nad swoim. Trzeba jednak zaznaczyć, że to nie jest pozycja gdzie akcja toczy się na wysokich obrotach, dynamika wbija nas w fotel, a zza ściany czyha bóg wie kto i bóg wie gdzie. Nie! To pozycja dla uspokojenia, przemyślenia i relaksu, ale takiego na wyższym poziomie. Ciekawa jestem czy autor zdecyduje się napisać coś jeszcze, bo jeśli tak to niech wie, że jako czytelniczka już czekam!

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję autorowi - Oskar Eden - "Kwaśne pomarańcze"

sobota, 4 maja 2019

Patrick Modiano - "Dora Bruder"

Tytuł: Dora Bruder
Autor: Patrick Modiano

Stron: 186
Gatunek: literatura piękna, literatura francuska, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811--691-7

Muszę przyznać, że gdy siadałam do tej książki gdzieś w tyle głowy miałam pozycje Yasminy Khadry. Od pierwszej jego książki byłam zakochana, a czytając o Patricku liczyłam na to samo szczególnie, że opis książki był naprawdę zachęcający. Gdy dodałam do tego opis autora, który ponoć jest mistrzem niedomówień oraz niejasności poczułam wręcz pragnienie zapoznania się z jego twórczością. Jako osoba przyzwyczajona do konkretnych objętości książek tym razem nie czułam niepokoju związanego z ilością stron "Dory Bruder". Choć cienka i pisana sporą czcionką to jakoś nie wzbudziła mego niepokoju.

31 grudnia 1941 roku francuska gazeta "Paris-Soir" opublikowała ogłoszenie o poszukiwaniu  piętnastoletniej Dory Bruder.

"Poszukuje się Dory Bruder, lat 15, 155 cm wzrostu, twarz pociągła, oczy szaropiwne, ubrana w popielaty płaszcz o kroju sportowym, bordowy sweter, granatową spódnicę i czapkę, brązowe buty sportowe. Wszelkie informacje kierować do Bruderów, boulevard Ornano 41, Paryż." *

Wiele lat później stare wydanie tej gazety trafia w ręce pewnego pisarza. Postanawia on poszukać informacji na temat dziewczynki. Między 25 lutego 1926  roku, czyli dniem narodzin, a 13 sierpnia 1942 czyli dniem wywiezienia jej do obozu w Drancy szuka jakichkolwiek okruchów o życiu tej istoty. Okazuje się, że sam bywał w okolicy gdzie mieszkała Dora i jej rodzice. 
Autor krok po kroku odkrywając wszystko, do czego jest w stanie dotrzeć. Chce w ten sposób pokonać zapomnienie, a w emocjonalny acz precyzyjny sposób kolejno ukazuje je czytelnikowi. Dzięki temu wprowadza go w okupacyjny czas dla Paryża, gdzie żółta gwiazda Dawida skazywała wielu niewinnych ludzi na śmierć.

Muszę przyznać, że mam mieszane uczucia co do tej książki. Autor ma rękę do tworzenia atmosfery oczekiwania i niepewności i za to muszę go pochwalić. Jednak sam styl pisania dość mnie zmęczył. Jako osoba, która zdawała z francuskiego maturę nie czułam jakiegoś braku komfortu w czytaniu, ale osoba niemająca z tym językiem kontaktu może być  poważnie zirytowana ilością nazw miejscowości czy ulic. I choć wiem, że to akurat jest nie do ominięcia to może niepokoić, a wręcz odrzucić wiele osób. Stąd też polecę ją tylko osobom, które nie mają problemu z obcobrzmiącymi nazwami. Pewne jest to, że źle oceniłam autora i ta myśl o Khadrze była błędna. To dwie całkiem różne piszące postacie. Skrajnie różne choć obie warte polecenia. Przyznać jednak trzeba, że "Dora Bruder" Modiano to nie jest lekka pozycja. Trzeba do niej usiąść, oczyścić umysł i poświęcić jej nie tylko swój czas, ale i uczucia. Chętnie poleciłabym ją każdemu, ale wiem, że niewiele osób przez nią przebrnie. Ja sama nie jestem pewna emocji, jakie wywarła na mnie ta książka. Nie chodzi o negatywy, tylko niepewność i nieumiejętność określenia co się czuje po zakończeniu...

* - Cytat z "Dora Bruder" Patrick Modiano, str. 5

Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

sobota, 16 lutego 2019

David Sheff - "Mój piękny syn"

Tytuł: Mój piękny syn
Autor: David Sheff
Stron: 448
Gatunek: literatura faktu, biografia, dramat, literatura piękna
Wydawnictwo: Poradnia K
ISBN: 978-83-660-0517-4



Na tą książkę trafiłam tak naprawdę przypadkiem. Jako że tematyka narkotyków i uzależnień pojawiała się już w czytanych przeze mnie książkach to pomyślałam, że kolejna będzie dobrym pomysłem. To, co przeważyło szalę to fakt, iż do tej pory czytałam książki z punktu widzenia osoby biorącej. Stąd myśl, że wyznania członka rodziny będą jednak czymś zupełnie innym. David Sheff pisząc tę książkę zrobił dla mnie (myślę, że nie tylko) coś wspaniałego. 

„Mój piękny syn” to pierwsza (przynajmniej w moim przypadku) tak szczera i przy okazji napisana przez ojca historia. Tak jak wspomniałam za mną wiele tego typu historii, ale opowiadanych przez samych narkomanów. Nigdy nie miałam okazji poznać realiów członka rodziny. Nie było mi dane zobaczyć co przeżywają bliscy.

David to zrobił. Otwarł drzwi do swojego życia po to by pokazać jak wygląda codzienne życie z nastoletnim, a później dorosłym już synem narkomanem. Pokazał codzienny strach najpierw o jego zdrowie, a potem już życie, niepokój, kiedy i czy w ogóle się odezwie lub pokaże. Obawy o resztę rodziny, a nawet przyjaciół.

Nic uzależnił się zarówno od alkoholu jak i narkotyków. Miał zaledwie dwanaście lat, gdy zaczął eksperymentować. Najpierw była marihuana, a potem poszło z górki. Nim ktokolwiek się obejrzał był w objęciach twardych narkotyków, leków i alkoholu.

"Mój piękny syn" to jednak nie historia Nica, ale jego rodziny. Przede wszystkim ojca. To David dniami i nocami zajmując się żoną i dwójką młodszych dzieci nie potrafił poświęcić im całej uwagi. Wiedział, że ich zaniedbuje, ale nie mógł zapomnieć o najstarszym synu - Nicu.

Chłopak miał przed sobą świetlaną przyszłość. Inteligentny, młody z wieloma zdolnościami i kochającą i wspierającą rodziną. Niestety wybrał inną drogę. Tę, która skrzywdziła zarówno jego, jak i rodzinę. Jego nałóg kosztował zdrowie nie tylko samego Nica, ale również jego ojca. Tylko David wie ile nerwów i stresu kosztowało go to, co zafundował mu własny syn. I choć musiał być twardy, odmawiać i patrzeć jak chłopak się stacza to okazało się to być najlepszą postawą jaką mógł wybrać. 

David w niezwykle szczery sposób pokazuje nam stadium uzależnienia własnego dziecka. Obnaża każdy najsłabszy punkt i zastanawia się, która z najdrobniejszych nawet rzeczy mogła zawinić. Być tym konkretnym kamykiem, który wywołał lawinę. 

To, co zrobiło na mnie wrażenie to nie tylko ta bezpośredniość i obnażenie własnych słabości i problemów, jeśli chodzi o Davida. To fakt, że w swojej książce zawarł wiele rad jak postępować z dziećmi, które wpadły w ten paskudny nałóg, jakim są narkotyki. Daje wiarę i nadzieję, że można z tego wyjść. Pokazuje, że choć jest to naprawdę trudne to jednak możliwe. Najtrudniejsze to być twardym i umieć się sprzeciwić, nawet jeśli łamie nam się serce. 

"Mój piękny syn" to książka nie tylko o zdrowieniu narkomana. To historia powrotu do zdrowia całej rodziny, która próbuje odzyskać równowagę po latach życia w strachu, niepewności i rozczarowaniu.

Dla mnie to prawdziwy bestseller, jeśli chodzi o problemy z narkomanią. Myślę, że tę konkretną książkę poleciłabym każdemu. Rodzicom, jak i ich dzieciom. Tym, którzy mają kontakt z narkotykami, ale i tym, którzy nic o nich nie wiedzą. To ostrzeżenie i pomoc w jednym. Przeczytajcie, a zrozumiecie co mam na myśli. 

Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

poniedziałek, 21 stycznia 2019

W. Bruce Cameron - "O psie, który wrócił do domu"

Tytuł: O psie, który wrócił do domu
Autor: W. Bruce Cameron

Stron: 390
Gatunek: literatura obyczajowa, literatura współczesna, literatura kobieca, literatura piękna, powieść przygodowa
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
ISBN: 978-83-661-3493-5

Bruce’a Camerona poznałam dzięki książce "Psiego najlepszego". Podobała mi się, bo była to jedna z tych pozycji co raz bawi, a raz smuci. Granie na emocjach jest u mnie naprawdę mile widziane. Autor pokazał mi się wtedy w postaci lekkiego pióra i przyjemnego stylu, więc pozycja "O psie, który..." była przeze mnie książką zdecydowanie wyczekiwaną. Nie miałam okazji za to czytać "Był sobie pies" i przyznam szczerze, że po przeczytaniu tej pozycji jeszcze pomyślę, czy po nią sięgnę.

Bella to bezpański szczeniak, który przyszedł na świat w przeznaczonym do rozbiórki budynku. Choć pierwsze tygodnie życia spędziła z mamą i rodzeństwem to ostatnio spędzała czas tylko z kociętami i dorosłą kotką. Zaledwie kilkutygodniowa Bella znalazła swojego człowieka - Od bycia bezdomną uratował ją Lucas, który od dłuższego już czasu zajmował się dokarmianiem bezpańskich zwierząt - przekonany, że są to tylko mruczące czworonogi. 
Mężczyzna zakochany w małej od pierwszego wejrzenia zabiera ją i staje się jej właścicielem. W opiece pomaga mu matka, która jest weteranką wojenną. Mała Bella zachwycona jest towarzystwem ludzi, a oni mają się do kogo uśmiechnąć, mają kogoś kto daje im wiele radości. Jak się okazuje niewiele trzeba by zostać pełnoprawnym członkiem rodziny. Słodkie minki, merdanie ogonkiem i rozdawanie buziaków spowodowało, że zostaje jednogłośnie przyjęta do rodziny Lucasa. Niestety pojawia się problem. Mężczyzna wraz z matką wynajmują mieszkanie, a jego właściciel nie zgadza się na trzymanie zwierząt w domu. Raz odłowiona przez hycla Bella miała nad sobą widmo uśpienia, gdyby zdarzyło się to ponownie.
Lucas nie myśli o niczym innym jak o uratowaniu psiny i to za wszelką cenę. Pojawiają się dwa pytania. Czy mu się uda? I czy mądra sunia pogodzi się z decyzją jej człowieka?

Dla zainteresowanych informacja, że powieść została zekranizowana i już 25 stycznia wchodzi do kin! Mam wrażenie, że się wybiorę, bo może być naprawdę ciekawie!

Powieść przepełniona jest ciepłem już od pierwszych stron. Zabieg oddania głosu szczeniakowi podbije serce niejednego psiarza. Moje niestety się nie poddało urokowi. Choć przygód tu niemiara i to zarówno śmiesznych, jak i smutnych nie umiałam się wczuć. Książka była dla mnie zbyt prosta. Powiedziałabym, że wręcz prostolinijna. Autor chciał pokazać nam punkt widzenia psa i bardzo się z tego cieszę. Widzimy, że w przeciwieństwie do ludzi czworonogi nie kłamią i nie prowadzą żadnych gierek. Są po prostu szczere, a przyjaźń to dla nich więź na zawsze. Brakuje mi chyba pewnych komplikacji jak na człowieka przystało. U mnie nic nie chce być takie proste. Nie zawsze białe jest białe, a czarne jest czarne. Może za bardzo do tego przywykłam i te bezproblemowe realia mnie nie intrygują? Nie wiem, ale podejrzewam, że zastanowię się nad przeczytaniem "Był sobie pies". 
Za to pewne jest to, że nie zniechęcam do czytania, bo książka sama w sobie jest interesująca i wyciska kilka łez. Mało tego udowadnia, że pies to najlepszy przyjaciel człowieka (ja uważam, że ogólnie zwierzę niekoniecznie psiak).  Nie rani człowieka, a przynajmniej nie robi tego specjalnie tak jak potrafi zrobić to drugi człowiek.


<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu  Wydawnictwo Kobiece

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Adam Cioczek - "Zamieć"

Tytuł: Zamieć
Autor: Adam Cioczek
Stron: 320
Gatunek: literatura polska, dramat, literatura piękna, kryminał, dramat psychologiczny
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0557-6

Do przeczytania tejże książki skłoniło mnie kilka rzeczy. Tematyka zaginionych osób, z którą niedawno się zetknęłam za sprawą innej pozycji. Autor, który przy okazji jest scenarzystą jednego z lubianych przeze mnie seriali oraz zachęta w postaci aprobaty znanego aktora Artura Żmijewskiego czy aktora i reżysera Andrzeja Seweryna. Pomyślałam sobie (może naiwnie), że nie podpiszą się oni pod byle czym. Chciałabym powiedzieć, że nie miałam oczekiwań wobec tej książki, ale bym skłamała. Czegoś się spodziewałam, choć sama nie umiałabym sprecyzować czego. 

"Zamieć" to tak naprawdę losy trzech rodzin.

Piotr wraz z policją, fundacją Itaka, a nawet jasnowidzem poszukuje swojego syna Mikołaja. Był na imprezie, wyszedł z niej skłócony z zamiarem powrotu do domu. Zamiast taksówki wybrał spacer, by ochłonąć i pomyśleć. W końcu nie miał daleko. Niestety nigdy nie dotarł tam gdzie zmierzał. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Poszukiwania dwóch osób, które były widziane jako ostatnie niedaleko Mikiego trwają, ale efektów nie widać. Mężczyźni zapadli się pod ziemię, nikt ich nie zna i nie wie skąd są. W końcu udaje się namierzyć jednego, ale trop jest fałszywy. Co z drugim?

Basia to siostra, ale przede wszystkim żona i matka. Po dwudziestu latach małżeństwa jej mąż znika. Tak po prostu. Byli w trakcie pakowania w podróż do Włoch. W pokojach niedomknięte walizki. Jest 25 czerwca, a słowa jej męża: "Jutro nasz wyjazd. Muszę coś załatwić, zaraz wracam" nawet dziś, siedem lat później obijają się Barbarze po głowie. Kobiecie to wszystko nie daje spokoju. Szczególnie że wszystko wróciło. Wizyta w szpitalu, rozpoznanie męża, który leżał w śpiączce, z której się nie wybudził. Pogrzeb. Spotkanie ze znajomym męża, próba rozszyfrowania jego zapisków. I córka, która z początku jest temu przeciwna, bo niczego to nie zmieni. Do czasu...

Janek to wnuk słynnego alpinisty. Ucieka z domu na kilka dni przed maturą. Decyzja nagła, ale ważna. Wie, że właśnie tego potrzebuje, choć nikt go nie rozumie. Dziadek. Tylko on wie, że Jan to niespokojny ptak. Szuka swojego miejsca, nie chce robić tego, co mu się karze. Chce robić coś co poczuje. Stąd decyzja. Ucieczka. I najważniejszy krok. Wizyta na policji: "Nie szukajcie mnie". Krótkie zdanie, krótka informacja, która zamyka drzwi do jego poszukiwań. Policja, fundacja, detektywi. Nie mają prawa. Rodzice dalej będą szukać, pytać i zastanawiać się, o co chodzi. 

Trzy historie. Krótkie i zwarte. Tyle że przesiąknięte bólem, strachem i niepokojem. Trzy rodziny przeżywające piekło na ziemi. Niepewność. Uczucie, które zdominowało ich codzienność. 

Muszę przyznać, że Adam Cioczek zrobił kawał świetnej roboty pisząc tę książkę. Mamy trzy części, które spokojnie możemy sobie rozdzielić i czytać w różnym czasie czy kolejności (choć ostatnią proponują zostawić faktycznie na koniec). A jednak się nie da. Gdy zaczęłam czytać to musiałam skończyć. Czułam, że inaczej nie dam rady. Niby trzy zwykłe historie. Tyle że prawdziwe i rozbudowane przez autora. Gdzieś między nami żyją osoby, które właśnie przeżywają to samo. Teraz gdy czytasz ten tekst prawdopodobnie zostanie zgłoszone zaginięcie kolejnej osoby. W Polsce co roku jest ich tysiące. Kobiety, mężczyźni. Dorośli i dzieci. Zbyt duża część się nie odnajduje. Adam postanowił to wykorzystać i zrobił to w naprawdę dobrym stylu. Polecam, bo warto poświęcić tej książce, choć chwilę czasu.

Ocena: 9/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

Piotr Głuchowski - "Nic co ludzkie"

Tytuł: Nic co ludzkie
Autor: Piotr Głuchowski
Gatunek: dramat, literatura współczesna, literatura obyczajowa, literatura piękna, dramat psychologiczny
Wydawnictwo: Agora
ISBN: 978-83-268-2700-6



Kiedy poszłam do kina na film pt. „Kler” spodziewałam się chyba czegoś innego. Całe ta nagonki, awantury i krytyka wobec niego była moim zdaniem zupełnie niepotrzebna. Po co to wszystko skoro pokazano prawdę? Wiem, że bolesną i straszną, ale jednak prawdę. Myślę, że chyba każdy z nas świadom jest tego, co dzieje się na świecie. Wiemy, że czarne owce pojawiają się wszędzie. Czy jest to lekarz, prawnik, nauczyciel czy ksiądz. Problemem jest coś innego. Odkrywanie kart wszędzie jest dozwolone, ale nie w Kościele. Tam wszystko jest piękne, idealne i nietykalne. Nie mamy prawa krytykować i komentować. Błędy, problemy i tragedie zamiata się pod dywan. Rozwiązuje po cichu i po kryjomu by jak najmniejsza liczba ludzi o tym wiedziała. To jest ta bolesna część. Nie sam fakt, że to się zdarza tylko to, że jest to kryte. Na mnie film zrobił ogromne i pozytywne wrażenie, a jednocześnie nie mam zamiaru krytykować Kościoła za to, że i tam pojawiają się wpadki. Za to mam ochotę wrzeszczeć na ich bezradność oraz lekceważenie problemów.

Gdy dowiedziałam się, że na rynku wydawniczym pojawi się książka na podstawie tegoż filmu wiedziałam, że ją również muszę przeczytać. By zrozumieć więcej (dużo łatwiej skupić mi się na papierze niż ekranie), by poukładać sobie pewne elementy i przede wszystkim, by poznać bardziej rozwinięte historie głównych bohaterów. O odczuciach, emocjach i wrażeniach mogłabym powiedzieć wiele. Tak jak i mogłabym wyrazić swoje zdanie na temat poruszanych w niej tematów. Nie zrobię tego jednak, bo nie chcę wywołać burzy i niepotrzebnych dyskusji. Każdy ma swoje zdanie i sumienie. Wiem to ja i wiesz to Ty, że poruszane w „Nic co ludzkie” problemy to problemy z życia wzięte. Zresztą jest zaznaczone, że książka czerpie z prawdziwych historii. 

"Było nas trzech / a w każdym z nas inna krew / ale jeden przyświecał nam cel" *


A co tak naprawdę jest tu poruszone? 

Losy trzech księży, którzy poznali się będąc w seminarium. To tam pewnego dnia wybuchł pożar. Jeden z nich uratował dwóch pozostałych. Od tego czasu spotykają się w rocznicę tego wypadku. Ostatni z takich wieczorów zapoczątkował szereg tragedii.
Andrzej Kukuła to proboszcz parafii w miejscowości Miasteczko. Z dnia na dzień zostanie oskarżony o pedofilię.
Tadeusz Trybus ksiądz proboszcz w Małej Wsi jest alkoholikiem i spodziewa się dziecka z gosposią.
Ksiądz doktor Leszek Lisowski zamieszkały w Pałacu Arcybiskupów w Krakowie. Ten wpadnie w tarapaty związane z przetargami na budowę nowej świątyni sakralnej.

Między tym wszystkim Ludmiła Zakrzewska. Dziennikarka, której syn jest śmiertelnie chory. Która pracuje nad największym artykułem w swoim życiu. Czy go dokończy i opublikuje?

Książka jest dla każdego. Wystarczy podejść do niej z otwartym umysłem. Jeśli ktoś kocha Kościół to będzie kochał go dalej. Jeśli go nienawidzi to nic tego nie zmieni. Dlatego nagonka na książkę czy film jest dla mnie bezsensowna. Za to zapoznanie się z nimi jak dla mnie bardzo potrzebne. Uważam, że jest to bestseller. Otworzy oczy na to, co kryte, otworzy umysły na fakt, że ksiądz to człowiek, a nie święty i ma swoje potrzeby jak każdy nas. 

* - Fragment piosenki grupy Perfect, Autobiografia


Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka

sobota, 15 grudnia 2018

Madeleine Hesserus - "W cieniu Czarnobyla"

Tytuł: W cieniu Czarnobyla
Autor: Madeleine Hesserus
Stron: 334
Gatunek: romans, literatura obyczajowa, dramat, literatura piękna, 
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-811-0492-0

Gdy zobaczyłam ten tytuł, od razu pomyślałam, że chcę go przeczytać. Gdzieś w głębi serca czułam, że nie będzie to łatwa książka i trzeba będzie do niej przysiąść z czystym umysłem i więcej niż chwilą wolnego czasu. Już po kilkunastu stronach okazało się, że miałam dobre przeczucia, że nie da się czytać tej powieści po kilka kartek. Ma to swoje plusy i minusy niestety. 

Prypeć to miasto założone specjalnie dla pracowników Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej i to zaledwie 4 km od niej samej. Dnia 26 kwietnia 1986 roku doszło tam do wybuchu reaktora jądrowego, a prawie 50 tysięcy ludzi musiało bezpowrotnie opuścić swoje domy. Miasteczko, które miało wszystko: hotel, centrum kultury, kawiarnie, szpital, kino, basen, a nawet stadion zostało miastem widmo i tak jest do dziś.

Katarina przyjeżdża do Czarnobyla ze Szwecji. Staje się jednym z naukowców w międzynarodowym instytucie badającym strefę wokół elektrowni jądrowej, w której doszło do tragedii w kwietniu 1986 roku. Dość szybko się tam aklimatyzuje, choć nie z każdym współpracownikiem układa jej się równie dobrze. Największe zgrzyty panują między Katariną a Olgą. Tyle że z tą drugą praktycznie każdy obchodzi się tu w specyficzny sposób. Dodatkowym problemem okazuje się fakt, iż między Kat a partnerem Olgi zaczyna iskrzyć. Wdają się w romans, który z początku umiejętnie ukrywają. Jednak, gdy wszystko wychodzi na jaw atmosfera w całej grupie ulega "zanieczyszczeniu". Pojawia się dystans między pracownikami, Olga wyjeżdża, a Katarina sama nie wie, na czym stoi. 

Czy ma prawo cokolwiek oczekiwać? Czy Grigorij faktycznie coś do niej czuje, czy był to nic nieznaczący romans? Czy warto było dać się pokonać uczuciom, zamiast myśleć logicznie? Jakie skutki dopadną Katarinę, Grigorija oraz resztę ekipy po czymś takim?

Wszystko zapowiadało się niezwykle ciekawie. I gdybym spojrzała na książkę nie jako na romans, który zapowiadają już na okładce, a np. na literaturę obyczajową z wątkami naukowymi może nie byłoby źle. I ta strona powieści nawet mi się podobała. Niestety ten wielki apel "O miłości w zakazanej strefie rozciągającej się wokół Czarnobyla" to już jest ogromna przesada. To, co autorka stworzyła ciężko nazwać romansem, a co dopiero miłością. Dla mnie Madeleine sama strzeliła sobie w kolano czymś takim. A jeśli to nie był jej pomysł na umieszczenie tego napisu to nie powinna się zgodzić na jego publikację na okładce. Dobrze, że opisy samej strefy w książce są niezwykle interesujące i tak żywe, że bez problemu można sobie ją wyobrazić. Z jednej strony opuszczone miejsca rodem z horroru, a z drugiej piękna bujna i dzika natura, której nikt i nic nie hamuje. Dzięki temu pozycja nabiera kolorów i wartości. Wyjątkowo spodobał mi się też sam styl autorki. Niezbyt lekki, wymuszający na człowieku oczyszczenia umysłu i chwilę zadumy. Czasami warto przeczytać coś na czym trzeba skupić uwagę. I chociaż jak to mówią "szału nie ma" to chyba zdecydowałabym się na kolejną powieść autorki. Tylko nie brałabym sobie już do serca tak mocno klasyfikacji gatunku, bo może znów kogoś poniesie wyobraźnia... Jedno jest pewne - ocena niestety głównie za opisy.


Ocena: 6/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga

wtorek, 30 października 2018

Yasmina Khadra - "Aniołowie umierają od naszych ran"

Tytuł: Anioły umierają od naszych ran
Autor: Yasmina Khadra
Stron: 368
Gatunek: dramat, literatura obyczajowa, literatura współczesna, literatura piękna
Wydawnictwo: Sonia Draga
ISBN: 978-83-799-9416-8

To już czwarta książka Yasminy Khadry, która wpadła w moje ręce. Kolejna, która uwiodła mnie od samego początku, o co bym się nie podejrzewała. Kiedy do rąk brałam pierwszą (dla mnie) jego pozycję, sądziłam, że mi się spodoba i tyle. To zdecydowanie nie mój klimat, nie mój gatunek. Wolę lżejsze pozycje w stylu, konkretne w akcji. Tu za każdym razem jest odwrotnie. Dostaję patetyczny i może nie ciężki, ale również nie błahy styl oraz stonowaną akcję. Dużo opisów, sporo obyczajowych aspektów. 

Turambo to niepiśmienny chłopak z biednej rodziny. Imię jego to tak naprawdę nazwa miejscowości ską pochodzi. Po tym jak jego wioska zostaje zniszczona na skutek błotnej powodzi, wraz z rodziną przenosi się do Oranu. Tam stara się znaleźć swoje miejsce na ziemi. Zaczyna od poszukiwania pracy, którą przez wybuchowy charakter co i rusz traci. Nastolatek ma tendencję do wpadania w tarapaty co nie podoba się rodzinie. Miał im pomagać, a nie przysparzać problemów. W końcu okazuje się, że bycie narwanym może być plusem. Młody mężczyzna odnajduje się w jednej z najbrutalniejszych dziedzin sportu, a mianowicie w boksie. Tam pokonując kolejnych przeciwników pnie się po drabinie bokserskiej chierarchii. Udaje  mu się wyrwać z biedy, ale nie może zdobyc jednego - szacunku białych mieszkańców Algierii. 
Całą swoją historię Turambo opisuje na noc przed wykonaniem na nim wyroku kary śmierci. Ukazuje nam drogę jaką przebył od bycia mieszkańcem slumsów po posiadanie bogactwa. Od kariery pucybuta do zdobycia tytułu Mistrza Afryki Północnej w boksie. 

Prócz opisania krok po kroku kariery sportowej głównego bohatera, autor ukazuje nam również trudne relacje mieszkańców Algierii lat '30 XX wieku. Relacje między Arabami, a Francuzami. Ci pierwsi są traktowanie o niebo lepiej niż czarnoskórzy niewolnicy w USA. Wszechobesny jest rasizm względem rdzennej ludności Afryki. Świetnie ukazuje to relacja Turambo z jego "promotorem" Diukiem, który tarktuje go jak konia, któego wystawia się do gonitwy.
To co mi troszkę przeszkodziło to chyba za duże skupienie się na życiu uczuciowym młodego boksera. Co rusz zakochany jest w innej kobiecie, uczucie jest niespełnione, nieszczęśliwe, a on sam momentami zachowuje się poprostu melodramatycznie.

Jednak to co musze przyznać to fakt, że Yasmina mnie pochłonął. Przepadłam na stronach jego powieści. Zrozumiałam co to znaczy: "wpaść jak śliwka w kompot". Jestem takim owocem, a Khadra jest moim kompotem, w który z każdą kolejną powieścią wpadam głębiej. Tyle, że tu nie dotknę dna, a jeśli to zrobię, to będzie to dla mnie sukces, a nie porażka.

Ocena: 8/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Sonia Draga