Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norbert Grzegorz Kościesza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norbert Grzegorz Kościesza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2019

Norbert Grzegorz Kościesza - "Folwark komendanta"

Tytuł: Folwark komendanta
Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Stron: 254
Gatunek: literatura faktu, reportaż, literatura polska, 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece / MOVA
ISBN: 978-83-663-3889-0

Wierzę, że część z moich czytelników pamięta jak recenzowałam "Psy Prewencji", które wbiły mnie w przysłowiowy fotel (osobiście takiego nie posiadam), a potem dzięki uprzejmości autora mogłam z nim porozmawiać i tę rozmowę Wam udostępnić. Dzis przyszedł czas na kolejną poważną, życiową i chyba się nie pomylę jak dodam, że szokującą pozycję pióra Pana Norberta. "Folwark komendanta", bo o nim mowa od dawna był przeze mnie wyczekiwany i liczę, że przez wiele innych osób również. Chociaż obstawiam, że byli i tacy co robili wszystko by do jej wydania nie doszło.

"Folwark komendanta" to umiejscowione w jednym miejscu, a dokładniej w Wyższej Szkole Policyjnej w Szczytnie (obstawiam, że miejsce znane nawet cywilom!) historie wielu policjantów i policjantek. Niestety nie są to opowieści, którymi nasza Policja czy jej uczelnie powinny się szczycić i popularyzować. Te wyznania zostały spisane tak by tworzyły jedną spójną historię młodego kadeta i otoczenia, w jakim się znajduje.

Główny bohater Wojtek jest synem komendanta, który nie dość, że znęca się nad żoną to jeszcze permanentnie przepija wypłaty. Chłopak od początku boi się ojca, a przez fakt, że nie zbyt się w niego wdał jest przez niego wyśmiewany i gnębiony. Jednak gdy przychodzi co do czego ojciec z pomocą wysoko postawionej (w Kościele i Policji) rodziny wciągają Wojtka do szkółki policyjnej. Opis, w jaki sposób do tego dochodzi jest przytłaczający - poparcie wujków policjanta oraz księdza wykupione jest walizkami mocnych trunków, a badania lekarskie załatwiane są za sprawą koperty pełnej zielonych. Chwila moment i młody mężczyzna jest pełnoprawnym uczniem WSPol-u w Szczytnie. To, co dzieje się na terenie powyższej uczelni stawia włosy dęba chyba nie mniej niż to, w jak można się tam dostać. 

Łapówki, pijaństwo, a nawet handel ciałem to nic nadzwyczajnego, a wręcz na język ciśnie się, że to coś normalnego. Nie ważne czy kobiety są mężatkami, czy nie i tak potrafią załatwić sobie fory. Podobnie mężczyźni - albo są prawdziwymi facetami, albo trzęsą gaciami na pierwszym lepszym egzaminie czy sprawdzianie. Spotkamy dziewczyny z jajami większymi od niejednego kolesia, a mena strachliwego bardziej od myszy. Mało tego będziemy świadkami tuszowania wypadków np. na strzelnicy oraz próbą zastraszania i molestowania.

Siadając do tej książki byłam już po "Psach Prewencji" oraz wywiadzie z Panem Norbertem. Mogłam, więc śmiało powiedzieć, że wiedziałam co mnie czeka. A jednak z każdą kolejną stroną moja mina stawała sie coraz bardziej bezcenna, a rzekome oczekiwania "wszystkiego" okazały się być mrzonką. Okazało się, że wcale nie byłam gotowa na to, co Kościesza nam przekazał. I choć niejednokrotnie się uśmiałam to śmiech ten nie był wcale takie pozytywny jak by człowiek chciał. Bo powiedzmy sobie szczerze - co dobrego świadczy fakt, że człowiek naśmiewa się z formacji, jaką jest Policja? Policja, która powinna być odbierana poważnie, z szacunkiem i respektem? Policja, która powinna zapewnić nam bezpieczeństwo, pewnego rodzaju spokój ducha oraz służyć pomocą? 

Co ciekawe książka choć ukazuje negatywny obraz Policji (miejmy jednak na uwadze, że jak zaznacza autor to niewielki odsetek wszystkich funkcjonariuszy w firmie*) mi zapadła w głowie pod postacią jednego wiele mówiącego cytatu:


"Pamiętajcie, szkolenie to jedno, a wasze życie i bezpieczeństwo to co innego. Na pierwszym miejscu trzeba zadbać o siebie i partnera, a później o pozostałych. Medale nie zwrócą wam życia ani was nie zwrócą waszym żonom, mężom i dzieciom."*

I pamiętajmy proszę, że mimo tego, co ujawnia nam Pan Norbert to zdecydowana większość Policjantów swoją służbę wykonuje nie z obowiązku, a z serca. I tak jak mówi Rota ślubowania: " [...] ślubuję: służyć wiernie Narodowi, chronić ustanowiony Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej porządek prawny, strzec bezpieczeństwa Państwa i jego obywateli, nawet z narażeniem życia." tak oni robią to z szacunkiem i godnością niejednokrotnie oddając za nas to, co najważniejsze czyli siebie.

A to, co dziś mogę powiedzieć to czytajcie, polecajcie dalej i tak jak ja czekajcie na więcej

* - Cytat z "Folwark komendanta" Norbert Grzegorz Kościesza, str.154

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu  Wydawnictwo Kobiece

sobota, 23 marca 2019

Wywiad z Norbertem Grzegorzem Kościeszą

Norbert Grzegorz Kościesza
Karolina Marek: Panie Norbercie czy bycie policjantem było dla Pana marzeniem od dziecka, czy ta praca była jednak podjęta pod wpływem jakiegoś późniejszego impulsu?

Norbert Grzegorz Kościesza: Pani Karolino, nigdy nie marzyłem o byciu policjantem, raczej żołnierzem. Z tą policją wyszło jakoś tak, że po przeprowadzce na Podlasie postanowiłem dostać się do wojska lub straży pożarnej. W wojsku oficjalnie nie było miejsc, a znajomości nie miałem. A na straż pożarną okazałem się za stary. Więc postanowiłem dostać się do policji i jakoś tak dość gładko poszło.

KM: Aktualnie nie pracuje Pan już w Policji. Jak wspomina Pan czas tam spędzony? Czegoś się Pan nauczył, czegoś żałuje, a może za czymś tęskni? Czy coś się dzięki niej w Panu zmieniło? Bo to, że coś by Pan w tej pracy (a może raczej w warunkach i traktowaniu) zmienił wydaje mi się oczywiste po lekturze „Psów Prewencji”.

NGK: Czas w policji uważam z jednej strony za stracony, bo przestałem się rozwijać w jakimkolwiek kierunku. Z prostych przyczyn tj. brak czasu i zmęczenie po służbie oraz z powodu niechęci przełożonych, którzy nie wszystkim pomagali w dalszym rozwoju w kierunkach stricte policyjnych lub nawet w rozwoju własnym i kształceniu się.
Poznałem ludzi dobrych i złych, z wieloma kolegami mam świetny kontakt. Ci pierwsi są kompetentnymi, świetnymi policjantami. Zaś o tych drugich osobach chciałbym zapomnieć, że w ogóle istnieli i wstyd mi, że służą oni w firmie*. Nauczyłem się wielu rzeczy, które być może w cywilu się nie przydadzą. Co się zmieniło – stałem się bardziej nerwowy i mniej ufam ludziom, zwłaszcza byłym przełożonym. Oczywiście, że chciałbym zmian w policji, o tym informowałem przełożonych, którzy udawali, że nic złego się nie dzieje. W tej formacji jest wiele nieprawidłowości, braku jakiejkolwiek logiki i wszechwładzy niekompetentnych przełożonych.

KM: Co spowodowało, że w ogóle zaczął Pan pisać i czy od razu były to książki? A może poezja nie jest Panu obca i gdzieś głęboko schowane ma Pan również wiersze?

NGK: Już dawno próbowałem swoich sił w pisaniu, były to opowieści pisane dla siebie i czasem dla znajomych z dzielnicy. Opowieści pisane były w zeszytach, które zapewne skończyły w piecu.
Później długo, długo nic nie pisałem aż do czasów założenia bloga „Życie męskim okiem”, który już nie istnieje, a prowadziłem go cztery lata. Ludzie, którzy czytali mego bloga namawiali mnie na pisanie książek. W końcu przyszedł czas aby w 2017 roku wydać pierwszą książkę "Legenda o czwartym Królu", która cieszyła się sporym powodzeniem i w tamtym roku przed Bożym Narodzeniem została wykupiona. Obecnie szykuję jej ponowne wydanie w kolorze.
Co do wierszy to raczej nie mój klimat, wydaje mi się, że twardo stąpam po ziemi, a poeta to raczej ktoś bardzo romantyczny i marzycielski z głową w chmurach.

KM: Wiele osób, a w szczególności rodziców może Pana kojarzyć z jednego powodu - ma Pan na koncie kilka książkowych pozycji dla dzieci. Co skłoniło Pana do pisania właśnie dla nich? Czy były to własne pociechy, czy może poczuł Pan w sobie zew pisarza dziecięcego ot tak bez okazji?

NGK: Z uwagi na to, że służyłem w policji nie mogłem pozwolić sobie na pisanie wszystkiego co bym zechciał. Moja twórczość nie mogła licować z „dobrym imieniem” służby. Więc logicznym wydało mi się, że będą to bajki, które sam bardzo lubię. Wyobraźnię mam większą niż niejedno dziecko, bo gdzieś w głębi sam nim nadal jestem. A także dlatego, że bajki lubią moje dzieci. Na blogu także było kilka bajek.
Zdradzę także małą tajemnicę, moje dzieci piszą listy do Mikołaja, ja te listy przechwytuję po drodze i odpisuję im jako Mikołaj. Staram się by te listy były kolorowe i opowiadały jakieś fajne śmieszne historyjki. Na podstawie tych historyjek powstała właśnie bajka "Opowieści starej puszczy".


KM: Do tej pory pisał Pan o baśniach i legendach. Co się stało, że tak diametralnie zmienił Pan styl i stworzył jakże inną pozycję, jaką są "Psy Prewencji"?

NGK: Tu ponownie trzeba wrócić do bloga sprzed lat. Pisałem go pod pseudonimem i tam opowiadałem różne historie. Niektóre dość mocne, opowiadające także o życiu codziennym policjanta. Więc po zwolnieniu mnie z policji naturalnym, było, że pokusiłem się o mocną książkę z historiami z życia wziętymi.


KM: Czym była kropla, która przepełniła czarę i dlaczego postanowił Pan spisać to, co dzieje się za ścianami komend na papier tak by powstały "Psy Prewencji"? Powiedzmy, że książka szokuje, a wielu "cywilów" nie potrafi uwierzyć, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Pan miał odwagę to ujawnić. Nie obawiał się Pan?
NGK: Już od dawna nosiłem się z zamiarem opisania tego, co dzieje się za ścianami komend i fasadą ładnych mundurków i oficerskich uśmiechów. Kropla, która przelała czarę goryczy spadła już dawno temu. A później każda kolejna przybliżała mnie do realizacji i opisania faktów z życia mego i kolegów. To, że nie jestem już w tej formacji pozwoliło mi na szybszą realizację pomysłu i wydanie książki.
Cywil nigdy nie uwierzy jak jest naprawdę, żeby uwierzyć trzeba wejść w policyjne buty, być tam i robić to, co inni. Nie tylko ja ujawniam co się dzieje w tej firmie, są fora internetowe, które o tym piszą o patologii, jaka tam istnieje. Dużo ludzi pisze blogi pod pseudonimami… A czy ja się obawiam – dużo złego spotkało mnie od byłych przełożonych, wiem do czego są zdolni ci ludzie i wiem, że potrafią naginać fakty, przepisy i prawo na swoją korzyść. Każde ich kolejne posunięcie utwierdza mnie w moich przekonaniach co do tych osób. Mogę na to odpowiedzieć cytatem Stanisława Jerzego Leca: „I jak tu nie być optymistą. Moi wrogowie okazali się takimi świniami, jak przewidywałem.”

KM: Wiem, że planuje Pan kolejną książkę w stylu "Psów Prewencji" czyli "Folwark Komendanta". Czy ta książka będzie nawiązywała w jakiś sposób do tej pierwszej pozycji?
NGK: "Folwark komendanta" będzie nawiązywał do"Psów Prewencji" poprzez postacie bohaterów, których spotkamy nowej opowieści. Będzie także wiele nowych historii z życia codziennego funkcjonariuszy. Będą to opowieści prawdziwe zabarwione fikcją literacką. Jednak jak w przypadku "Psów Prewencji" zapewne bohaterowie pozytywni jak negatywni rozpoznają tam siebie.


KM: Na swojej stronie na Facebooku "Bookmaster - od amatora do autora" wspomniał Pan o planach i celach na ten rok. Możemy się, więc dowiedzieć, że "Folwark..." to nie jedyna pozycja, jaka ma szansę się pojawić spod Pana pióra. To również druga część "Strasznych legend hrabstwa kłodzkiego i okolic", a do tego "Dzielnica cudów" czyli powieść o swoim i nie tylko swoi m dzieciństwie z czasów PRL-u. Czy spisanie takich wspomnień świadczy o tym, że lubi Pan wracać do lat młodzieńczych? Czy ta pozycja będzie mogła trafić do każdego czytelnika, czy jednak szykuje się jakiś margines wiekowy?

NGK: Tak, są plany na wiosnę 2019 i nowe projekty, o których informuję na fanpage'u Bookmaster - od amatora do autora na FB. Moim planem jest napisanie tych trzech nowych tytułów, o których Pani wspomniała. Jednym z nich będzie Dzielnica cudów, która faktycznie jest powrotem do lat młodzieńczych, gdy nie byłem grzecznym chłopcem. Gdzie dużo się działo i nikt z moich przyjaciół nie martwił się o dzień jutrzejszy.
Ta pozycja nie będzie grzeczną książką, ale nie będzie też tak mocna, jak Psy Prewencji i Folwark komendanta, po prostu będzie inna. Nieuniknione będą wulgaryzmy, które były wtedy i są nadal najnormalniejsze w świeci. Jeśli zaś książka ma być prawdziwa to nie zabraknie także mocnych scen, brutalnych, smutnych i śmiesznych. Na pewno książka nie będzie dla dzieci raczej dla starszej młodzieży i dorosłych. Polecam przyszłą pozycję każdemu kto będzie chciał wrócić do czasów młodości oraz wszystkim, którzy lubią się pośmiać i poznać życie, jakie towarzyszyło nam w czasach PRL-u


KM: I ostatnie pytanie. Jakie plany na przyszłość Panie Norbercie? Czy "Folwark komendanta" będzie drugą i ostatnią pozycją dla czytelników dorosłych i wytrzymałych, która nawiązuje do Pana pracy w Policji? A może zechce Pan nas jeszcze czymś zaskoczyć? Czy jednak wróci Pan do pisania baśni i legend dla dzieci? W końcu te ostatnie mogą czytać tak młodzi, jak i starsi, a tematyka jakby bezpieczniejsza...

NGK: Pani Karolino "Folwark komendanta" może okazać się początkiem czegoś nowego i raczej nie będzie to ostatnia pozycja. Już przewiduję jej kontynuację, dlatego że "Folwark..." będzie jakby preludium, początkiem cyklu opowieści policyjnych, historii prawdziwych i opowiedzianych oczami byłego policjanta i jego kolegów.
Oczywiście nie zarzucę pisania baśni i legend. Dla dzieci będę pisał zawsze i wciąż mam nowe pomysły. Właśnie jedna z bajek bierze udział w konkursie, więc trzymajcie za mnie kciuki.
Jak się okazuje nawet tematyka bajek może być niebezpieczna, za to przecież miałem postępowanie dyscyplinarne. Z tego, co wiem i jakie wieści doszły do mnie, były mój komendant stwierdził, że pisanie bajek licuje jednak z dobrem munduru. Więc jak widać nie ma bezpiecznych tematów.  

* - policja jako całość, służyć w firmie to inaczej służyć w policji

KM: Panie Norbercie serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę wielu sukcesów tak zawodowych, jak prywatnych, a także jak najwięcej książek (to troszkę z mojego punktu widzenia jako czytelnika, bo chciałabym więcej i więcej).

piątek, 15 marca 2019

Poznajcie, bo warto!

Domyślam się, że część z tych, co do mnie zagląda podobnie jak ja kocha nie tylko kryminały, ale i kryminalistykę. Że interesuje Was nie tylko życie złodziei, morderców czy innych psychopatów, ale również policjantów, strażaków czy innych służb mundurowych.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam za sobą jedną z nowości wydawniczych. Jest nią książka pt. "Psy Prewencji" Norberta Grzegorza Kościeszy. 
Swoją drogą mam nadzieję, że w niedługim czasie uda mi się z autorem porozmawiać i udostępnić Wam wywiad z tym przesympatycznym człowiekiem. 

Dzisiejszy wpis jednak nie jest jednak recenzją, bo ta już się ukazała. Pierwsza książka Norberta, czyli właśnie "Psy Prewencji" zrobiła niemało hałasu. Jak niektórzy wiedzą tak pozytywnego, jak negatywnego.
Powiedzmy, że mnie to nie zdziwiło. Zdziwiło mnie za to coś innego, a mianowicie to, co dzieje się za kulisami niejednej komendy w Polsce. 

Teraz pracuje on nad kolejną pozycją pt. "Folwark komendanta". Posiadacze dzieci być może znają go jako autora książek dla dzieci. Np. "Opowieści starej puszczy" czy najnowsza "W leśnym stawie". 

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się więcej tak o Norbercie, jak i jego celach i osiągnięciach to dołączcie do niego na Facebooku - Bookmaster - od amatora do autora.
Bądźcie ze mną i Norbertem. Niebawem odezwiemy się tu oboje w wywiadzie! A dziś zapraszam byście spróbowali poznać go sami. Sprawdźcie kogo kryje w sobie Norbert. Ja już wiem, że to wspaniały człowiek, którego warto pokazać na rynku wydawniczym. Ucieszą się zarówno dzieciaki, jak i dorośli.

niedziela, 10 marca 2019

Norbert Grzegorz Kościesza - "Psy Prewencji"

Tytuł: Psy Prewencji
Autor: Norbert Grzegorz Kościesza
Stron: 208
Gatunek: literatura faktu, reportaż, literatura polska, 
Wydawnictwo: Ridero
ISBN: 978-83-815-5569-2

Wymarzone dla mnie gatunki książek to nie tylko kryminały czy thrillery. To także wszelkie reportaże czy książki oparte na prawdziwych zdarzeniach. A skoro czytam o mordercach to mam potrzebę poznania też drugiej strony, tej lepszej, czyli policjantów. Stąd też pozycja „Psy prewencji” koniecznie musiała u mnie zawitać. To nie jest typowa książka o życiu policjantów na służbie. To realia jak ono wygląda. Bez mydlenia oczu, bez wypowiedzi wyższych sfer, które mówią to co chcą. To pozycja bez patronatu oraz zgody KGP, oraz MSWiA. Jej tekst próbowano ocenzurować, naciskano by usunąć wiele jej stron. Został nawet wydany nieoficjalny zakaz czytania tej książki przez funkcjonariuszy Policji. Zakaz wydany przez komendantów i przełożonych w kilku (czy aby na pewno?) komendach miejskich, powiatowych i wojewódzkich.

Ten wstęp sam za siebie mówi, że książka nie jest sielanką ani przyjemną lekturą, a co dopiero wymarzoną pracą dla kogoś, kto chciał pomagać innym. Wybór pracy policjanta to wybór świadomy. Wybór poparty tym, co chcemy robić. Jeśli chcemy porządku, walki z przestępczością i pomocy ofiarom to pierwszy zawód, jaki się jawi to właśnie policjant. A realia są całkiem inne.

„Ludzie, którzy stawili się do służby, pełni fascynacji i wyidealizowanych obrazków, po zderzeniu z rzeczywistością i mechanizmami istniejącymi w policji, takimi jak kolesiostwo, nepotyzm, sprzedawanie się za awanse i premie, popadają w alkoholizm i wypalają się zawodowo.” *

Zaznaczmy, że pewnie nie wszędzie tak jest, ale hierarchia robi swoje. Ta historia to historia tych na samym dole jej policyjnego odpowiednika. Większość to pracownicy prewencji stąd też i wziął się tytuł „Psy prewencji”

Gdy zasiadłam to tej książki to wiedziała od początku, że to jest właśnie to czego chciałam. Nie jakaś wyidealizowana pozycja jak to pięknie jest pomagać, jak szybko rozwiązuje się sprawy i jak nagradzani są policjanci za swoje osiągnięcia. Nie. To pozycja o gnojeniu, pomiataniu, kablowaniu. O wiecznym braku pieniędzy, sprzętu, a w pewnym momencie sił by walczyć.

„Psy prewencji” to historia w 80% prawdziwa. Dodana fikcja to fikcja kamuflująca. Postacie, imiona i pseudonimy powstały na potrzeby publikacji przez wzgląd, że niektóre osoby nadal pracują w Policji. Pod ksywkami często kryje się mieszanka dwóch osób. Jak wspomniał autor tym razem wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest zamierzone i celowe. Zarówno koledzy, jak i wrogowie rozpoznają się po zachowaniu i akcjach, które, nawet jeśli częściowo spreparowane to między nimi dobrze znane.


Chciałabym na rynku więcej tego typu nowości. Dla mnie to pewne, że byłaby to zdecydowanie grupa bestsellerów, po które chętnie by sięgano. Nareszcie coś realnego, a nie wyidealizowanego jak w telewizji. Ja obecnie czekam na "Folwark komendanta", a jeśli autor zechce pisać więcej to oczywiście będę śledzić wszystkie jego pozycje. Warto

* - Cytat z "Psy Prewencji" Norbert Grzegorz Kościesza, str. 6-7

  Ocena: 10/10

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję księgarni  Tania Książka