wtorek, 28 kwietnia 2015

Sylwia June Day - "Zniewolenie"

Erotyka tak w filmach jak w książkach nigdy nie była czymś co uwielbiałam i co by mnie pochłonęło. Mimo to sięgam po takie pozycje. Czasami jest to wybór świetny, czasami beznadziejny, niekiedy zanurzam się w świat fantazji i perwersji, a innym razem tylko czekam aż się skończy, bo nie przywykłam odkładać nieprzeczytanej książki na bok. Jeśli chodzi o Sylvię Day to moje drugie podejście i choć pierwszym byłam trochę rozczarowana, bo książka podchodziła pod plagiat Greya to sama w sobie mi się podobała tak tym razem niestety pozycja mnie dobiła. I nie wiem czy zrobiła to sama w sobie czy fakt, że nigdzie nie ma zaznaczonego, że książka to nie tylko erotyk, ale też FANTASTYKA... Dlatego też żeby recenzja nie była zbyt negatywna podzielę ją sobie na dwie części i sumę ich ocen po prostu dodam ;)

Victoria to śliczny chowaniec. Max to rasowy łowca. Powinni być wrogami, a jednak połączyło ich coś zdecydowanie innego... Książka zbyt krótka by opisywać historię - to zostawiam do odkrycia na kartkach pozycji "Zniewolenie"

Fantastyka - pokrótce to w ogóle nie mój świat co nie zmienia faktu, że jako miłośnik książek staram się o poznanie i takich. Niestety magowie, czarodzieje, chowańcy, magia i inne to chyba dla mnie za dużo i mimo, że książka ma raptem 160 str i skończyła się bardzo szybko to jej czytanie mnie bardzo męczyło i drażniło.

Erotyka - ta w tej książce choć znów widziałam nawiązania do Greya bardzo mi się podobała. Odważna i konkretna . Miejscami odważny romans z nutami pieprzu, a w następnej chwili ostry erotyzm momentami okraszony wulgarnością, który wprowadzał mnie w świat perwersji i fetyszy.

Podsumowując pozycja dla miłośników erotyki jak i fantastyki kobiecej. Na pewno się nie zawiedziecie to pewne. Ja po prostu źle trafiłam co nie oznacza, że książka mi się w ogóle nie podobała. Gdybym przymknęła oko na świat fantasy to była bym jak najbardziej zadowolona.

<Ocena: 5/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira

.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rachel Wells - "Alfie, kot wielorodzinny"

Książki o zwierzętach? Tak. Pozycje o ludziach, a w szczególności ich problemach? Jasne. Ale połączenie ludzkich losów z czworonogami, które pomagają ułożyć życie? Temu chyba nikt nie powie NIE. Dokładnie z tego powodu ta książka musiała trafić w moje ręce. Musiała i trafiła. Mało tego pochłonęłam ją w zaledwie kilka godzin, ale jak mówią: "Co dobre szybko się kończy..."Oj tak, niestety często jest to zbyt prawdziwe...

Alfie to młody kocurek, który najpierw stracił swoją najlepszą przyjaciółkę Agnes, a niedługo po tym odeszła jego ukochana Pani Margaret. Ale prócz tego stracił to co dla salonowego lwa najważniejsze - miłość, ciepło, i dach nad głową. Stracił DOM. Córka jego właścicielki nie miała w życiu miejsca dla Alfiego, który aby nie trafić do schroniska - uciekł. Wylądował na ulicy, musiał walczyć o przetrwanie, o każdy dzień, każdą noc, o posiłek, o życie... Dla kociaka, który wychował się w cieple domu, z innym kotem i dbającą właścicielką była to walka ciężka i nierówna. Ale jak się okaże mały kot ma wielkie serce i ogromne chęci do życia, a jeszcze większe by mimo tego co go spotkało pomagać innym. I tak po niejednej walce, nie jednym ataku, Alfie dostał też rady od tych, którzy postanowili mu pomóc. I tym sposobem kocurek trafia na Edgar Road i staje się tytułowym kotem wielorodzinnym. Aby mieć pewność, że nie zostanie sam postanawia "pomieszkiwać" aż u czterech rodzin. A każda z nich ma kłopoty, każda przeżywa jakieś usterki, każda ma problemy. A Alfie chce pomóc, wierzy, że mu się uda, a wręcz, że musi to zrobić. Czy mu się uda? Czy faktycznie bycie kotem dochodzącym i wielorodzinnym to dobry pomysł? Czy sprosta on pomysłowi by pomóc wszystkim? Przeczytajcie a się przekonacie.

Pomysłowym i ciekawym zabiegiem wykorzystanym przez Rachel jest pisanie książki w imieniu kota. I choć potrzebowałam kilku stron by dostosować się do kociego toku myślenia i punktu widzenia, zrobiłam to szybko i z ogromną przyjemnością. Tak naprawdę książka ma dla mnie jeden minus... Za szybko mi się skończyła. Miałam wrażenie, że nie ma ona 350, a 35str. Nie wiem czy to moje tempo czytania czy wciągający styl, ale jedno jest pewne - jeśli lubisz zwierzaki, interesuje Cię ludzki los, chcesz zacząć przygodę z tego typu literaturą albo chcesz sięgnąć po lekką i przyjemną pozycję - ta książka jest IDEALNA dla Ciebie!!!

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Sharon (SJ) Bolton - "Mroczne przypływy Tamizy

Zarówno Sharon jako autorka jak i Lacey jako bohaterka były, są i jak na razie będą moimi ulubienicami. Wierzę, że to się nie zmieni i dopóki książki wychodzić będą dotąd ja będę miała na co czekać i co czytać. Nie potrafię obok przejść nie nie zerkną, nie zahaczyć oka, a w końcu nie przeczytać z zapartym tchem. Co ciekawe pierwsze podejście do Bolton miałam dzięki okładkom - utonęłam w tych szarościach i jakże mrocznych, wymownych i wciągających zdjęciach na nich umieszczonych...
Jedyna prośba dla czytelników - Czytajcie chronologicznie, bo warto poznać i poznawać w dalszym ciągu historię policjantki Flint!!!

Czwarty tom przygód Lacey Flint. Tym razem postanawia ona zmienić swoje życie. Po traumatycznych przeżyciach zrezygnowała z Wydziału Zabójstw i przeniosła się do Policji Rzecznej. Zamieszkała w łodzi na Tamizie i liczy na spokój i ciszę. Ale niestety dziewczyna jest jak magnes na seryjnych morderców i nie może być przypadku w tym, że pewnego poranka, gdy pływała w rzece na jej drodze pojawiają się zwłoki. Zwłoki kobiety, która na pewno sama nie utonęła, bo raczej wątpliwe jest by już po śmierci sama się otuliła białym prześcieradłem na wzór całunu? I nie kończy się na jednych zwłokach. Każda z nich pochodzi ze wschodu, jest młoda, a kiedyś była też śliczna. Dlaczego znów w tak trudne i skomplikowane śledztwo musi wplątać się Lacey?  Kto zabija i dlaczego? Czemu wikła w to Flint?

Na te i wiele innych pytań odpowie czwarta część serii. I choć Bolton zmieniła tu trochę styl co troszkę mi przeszkodziło to i tak nadal będę czekać na jej książki. Polecam wszystkim, którzy już ją znają i tym którzy dopiero na nią trafią. Ale tak jak wspomniałam - CHRONOLOGIA to ważny punkt w tej serii!!!

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

środa, 15 kwietnia 2015

Baptiste Beaulieu - "Już nigdy nie będzie Pan smutny"

Baptista poznałam czytając jego pierwszą książkę pt. "Pacjentka z sali numer 7". Książka zauroczyła mnie tak, że oderwałam się od niej dopiero po przełożeniu końcowej okładki. Nie było szans by odłożyć ją na dłużej niż zaspokojenie potrzeb fizjologicznych ;) Po czymś takim nie mogłam przejść obok powyższej pozycji obojętnie i bez emocji. Czy dorównała "Pacjentce..."? Czy spełniła wygórowane jednak oczekiwania jakie wobec niej miałam?

Zacznę od tego, że książka to niesamowite połączenie humoru z jakże poważnym tematem jakim jest śmierć, ale też ukazuje nam czym dla człowieka było, jest i może być życie! Doktor to człowiek, który miał marzenia i plany. Kochał swoich pacjentów,a w każdym znajdywał dobro. Teraz mając czterdzieści lat nie umie leczyć. Stracił żonę, sens życia i stał się czystym smutkiem. Ale pewnego dnia na jego drodze pojawia się ekscentryczna starsza dama, która proponuje mu niecodzienny pakt. Doktor chce popełnić samobójstwo - dzisiejszego wieczoru. Ona chce 7 dni na to by przynajmniej spróbować go od tego zamiaru odciągnąć. Czy jej się uda? Kim w ogóle jest i skąd wie o zamiarach Doktora? Co mu pokaże, do czego nakłoni i czego będzie oczekiwać?
Dama na koniec mówi mu: "Zawsze możesz powiedzieć NIE osobie, którą się stałeś, a dzięki nadziei zmienić się po to, by spotkać prawdziwego siebie" 
Jednak to koniec opowieści jest najbardziej nieoczekiwany, podniosły i dramatyczny. Ale jest też piękny jak cała powieść o cudzie jakim jest życie. Życie, które musi zwyciężyć i pozwolić zacząć wszystko od nowa!

I choć książka tak wspaniała w swojej okazałości, ukazująca nam to co mamy najcenniejszego czyli życie, napisana realistycznie, ale z wesołością - nie całkiem spełniła moje oczekiwania. Chyba były zbyt wielkie. Czegoś mi zabrakło. Ale proszę - jeśli zobaczycie na swej drodze tę książkę nie wahajcie się po nią sięgnąć! Jeśli już poznaliście Baptista - trwajcie u jego boku. Jeśli nie - poznajcie go. Warto mieć go w zasobie swoich książek!

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ava Dellaira - "Kochani, dlaczego się poddaliście?"

Od pewnego czasu byłam pewna, że lektura młodzieżowa to dla mnie przeszłość. Przynajmniej na pewien czas. Jednak prawda okazała się być inna. A powodem tego okazała się książka Avy Dellairy oraz opinie jakie czytałam na jej temat. Ot niepozorna książka z bardzo interesującą choć skromną okładką. I to co znalazłam, a czego nie spodziewałam się w środku...

Główna bohaterka książki to nastoletnia Laurel. Nie może się ona pogodzić ze stratą starszej siostry May - ideał, którym chciała by być. Punktem zapalnym w życiu okazuje się niepozorne zadanie z języka angielskiego, a mianowicie napisanie listu do zmarłej osoby. Szesnastolatka nie tylko nie oddaje listu, ale pisze ich niezliczoną ilość i zapełnia nimi cały zeszyt. Adresatami są znane i nieżyjące osoby tj. Janis Joplin, Amelia Earhart czy River Phoenix... Listy dają Laurel możliwość otwarcia się, wylania problemów codziennych czy zwykłych myśli nastolatki...
Całość układa się w fascynującą opowieść ze śmiercią jako tematem przewodnim oraz pogodzeniem się z nią oraz z wyrzutami sumienia. Ekscytująca, wciągająca i dająca do myślenia pozycja!

Książka to debiut literacki Avy, kupiony przez 21 wydawców na świecie. Została nominowana do nagrody Goodreads jako najlepsza książka młodzieżowa 2014 roku! A prawa filmowe wykupił producent Filmu "Gwiazd naszych wina" - FOX 2000.

Myślę, że po części właśnie to mnie zafascynowało i skłoniło do przeczytania tej pozycji. I jednego jestem pewna - WARTO. Zrobiła bym też jedna rzecz, a mianowicie usunęła jej miano książki młodzieżowej, gdyż jest idealna tak dla nasto- jak kilkuset- latków!!!

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

piątek, 3 kwietnia 2015

Wielkanoc 2015


Dla Was, którzy pomagacie istnieć temu blogowi i tym którzy wspierają w jego tworzeniu. Oraz wszystkim innym!
Karolina

poniedziałek, 30 marca 2015

Casey Watson - "Ostatni całus dla mamy"

Wydaje mi się, że nie jedna z nas - nastolatka, dziewczyna czy kobieta - miała w swoim dziecięcym jeszcze życiu myśl by zostać matką, mieć kogoś do kochana i kogoś kto pokocha nas - bezwarunkowo. Taka chwila buntu, gdy myślimy, że rodzice nie rozumieją, nie kochają, gdy wydaje nam się, że są nami rozczarowani. Ale co gdy te "marzenia" się iszczą? Gdy tak na prawdę dziecko ma dziecko? Czy macierzyństwo nadal wygląda tak beztrosko i kolorowo? Czy rzeczywistość to na pewno ideał z wyobrażeń? I co, gdy brak w tedy oparcia w rodzinie? Gdy rodzina jest taka jak czasami mamy wrażenie, że jest?

Emma ma czternaście lat i właśnie została mamą. Jest sama, bo jej matka cierpi na depresję, jest alkoholiczką i lekomanką - ciężko od takiej osoby o wsparcie, szczególnie gdy jest się co rusz przez nią oddawanym pod opiekę pomocy społecznej. Brak jej oparcia, a jako że sama w zasadzie jest jeszcze dzieckiem to ciężko sprostać temu co czeka świeżo upieczona mamę. Em razem z kilkutygodniowym synkiem Romanem trafia pod opiekę Casey i Mike'a - małżeństwa prowadzącego tymczasowy dom zastępczy dla dzieci po przejściach i z problemami. Czym taki pobyt będzie dla państwa Watsonów, czym dla Emmy, a czym dla Romana? Jak ułożą się losy dzieci, bo ciężko inaczej powiedzieć o Em. Czy Roman zostanie przy mamie czy zostanie odebrany? Czy matka Emmy zrobi krok i podejmie się leczenia?

Na te i na wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi  w książce pt. "Ostatni całus dla mamy". Książce pisanej przez życie, którą niezmiernie ciężko ocenić - bo nie można oceniać życia innych. Warto jednak je czytać. Po to by otworzyć oczy na otoczenie, by nie osądzać a przynajmniej próbować zrozumieć drugiego człowieka...

<Ocena: 10/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

czwartek, 26 marca 2015

Alice Montgomery - "Jamie Dornan. Wszystkie jego twarze"

Moje pierwsze podejście do typowej biografii. Co mnie skłoniło do próby? Ciekawość jak się czyta, zaintrygowanie aktorem, którego kojarzyłam już z The Fall (dlatego padło na tę, a nie inną) i myśl czy to coś dla mnie czy nie. Już na wstępie proszę o wyrozumiałość co do recenzji, bo nie orientuję się jak ten typ książek recenzować. To będą głównie odczucia... A ponieważ lubię Dornana recenzja może być z lekka nieadekwatna do wartości książki ;)

Pierwsze pytanie jakie nasunęło mi się po przeczytaniu, brzmiało: "Co z tego wszystkiego zostało potwierdzone przez Jamie'go a co zostało napisane ot tak byle było?" Ciężko tego typu literaturę traktować jako źródło 100% informacji na temat życia ludzi. Mimo to czytało się przyjemnie, szybko i ciekawie. Niestety miałam odczucia, że autorka rozpisywała się na tematy bardziej błahe, a te ważniejsze okroiła do minimum.  A co możemy znaleźć w książce Mongomery? Historię dzieciństwa Jamie'go, jego pierwsze kroki w karierze modela oraz aktora, opisy filmów w których wystąpił - co daje ciekawy efekt w biografii aktora i jest to naprawdę dużym plusem! Ponieważ nie interesowałam się życiem ani Dornana ani innych osób na tyle by wiedzieć o nich nadzwyczajne rzeczy to ciężko mi napisać czy ta pozycja zawiera wyjątkowo ciekawe informacje, te nieznane czy typu "WOW!". Jedno jest pewne... Zaimponowała mi skromność Jamie'go i jego przyziemność. A jako jego cicha fanka mogę życzyć sukcesów i więcej wiary w swoje umiejętności i zdolności! ;)

W książce mamy mało zdjęć, ale te co są rekompensują ich ilość i cieszą oraz przyciągają oko. A pozycja ma język, który sprzyja zagłębieniu się w treść i człowiek nie wie kiedy zamiast strony odwraca okładkę...

Myślę, że to coś dla fanów Jamie'go Dornana, dla miłośników biografii, dla tych co lubią ciekawostki z życia innych... Ja niestety nie jestem osobą, której wścibianie nosa w życie innych sprawia przyjemność i choć książka mi się bardzo podobała to jednak biografie to nie to co tygryski lubią najbardziej.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Publicat

poniedziałek, 23 marca 2015

Leena Lander - "Rozkaz"

Moja miłość i zainteresowanie książkami, a w szczególności kryminałami pojawiła się wraz z książkami Stiega Larssona. Postanowiłam wyjść poza kręgi sławnych bestsellerów i autorów, poznać inne pozycje i obietnicy dotrzymałam. Z każdą pozycją, z każdym autorem i każdą strona odkrywam nowy świat chociaż uczucia są różne...

Książka oparta na faktach z 1918 roku. Opiera się na wojnie domowej w Finlandii. Konflikt rozgrywa się między "Czerwonymi" i "Białymi" - niestety nie tylko, bo jak zawsze wciągnięci zostają także niewinni...
Jegier Aaro Harjula na własne ryzyko podejmuje się przetransportowania oskarżonej o zabójstwo Miiny Malin do obozu dla jeńców. Ma ona zostać przesłuchana przez sędziego polowego Emila Hallenberga. Niestety pod czas podróży dochodzi do wypadku i oboje zostają uwięzieni na opuszczonej wysepce na 8 dni. Po tym czasie docierają na miejsce, ale oboje milczą na temat tego co ich spotkało. Jak się potoczą losy oskarżonej? Co się stanie z jegrem? I jaka rolę odegra w tym wszystkim sędzia polowy?

Na wysoka ocenę zasługuje tu styl pisania, który zmusza do myślenia i poświęcenia uwagi. Nie jest to książka, którą przeczyta się w 5 minut i do widzenia! Czy warto się przez nią przebijać? TAK. Czy warto rozkładać na "części" jeśli nie idzie "od ręki"? TAK.
.
Zachęcam do przeczytania i pomyślenia, przeżycia i zgłębienia "Rozkazu". Ale nie oczekujcie kryminały, thrillera czy nawet dreszczowca o którym mowa na okładce. Ale jedno trzeba przyznać. Książka przedstawia bohaterów tak, że nie można ocenić ich jako czysto dobrych czy do cna złych...

<Ocena: 7/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Kojro

niedziela, 22 marca 2015

Antoinette van Heugten - "Smak tulipanów"

Jako, że mam za sobą już jedną książkę van Heugten nie zawahałam się sięgnąć po kolejną skoro nadarzyła się okazja. Jakie wrażenia i emocje wywołała? Czy spełniła moje oczekiwania? Zobaczmy...

Nora De Jong to młoda lekarka mieszkająca wraz z córeczką i matką w Houston w Teksasie gdzie po wojnie z Holandii wyemigrowali jej rodzice. Pewnego dnia, gdy wraca z pracy wita ją cisza. Annette, która zawsze pod nieobecność Nory zajmowała się malutką Rose leży martwa w salonie, koszyczek małej jest pusty, a kawałek dalej leży ciało mężczyzny i broń... Co się stało? Śledztwo trwa, zaangażowana jest policja amerykańska jak i holenderska, ale czas mija a nowych informacji nie ma. Nora bierze wszystko w swoje ręce i tak trafia na nowe i ważne ślady, wyjeżdża do Amsterdamu i tam dowiaduje się rzeczy o których niektórzy woleli by nie wiedzie. Kim na prawdę są jej rodzice? Kim tak na prawdę jest ona? I czy możliwe by jeden człowiek pałał rządzą zemsty do drugiego po ponad 35-latach? Przeczytajcie a dowiecie się wszystkiego.

Antoinette van Heugten ma na swoim koncie już jedna powieść - "Dotknąć prawdy". Zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie i myślę, że poniekąd jest to powodem niższej oceny "Smak tulipanów". Bo choć świetnie się czyta, wciąga i daje do myślenia to jednak czegoś mi w niej brak, czegoś co spowoduje "utonięcie i wypłynięcie na brzeg" z ostatnią stroną. Mimo to zachęcam do przeczytania tak fanów van Heugten jak miłośników kryminałów i tych początkujących w tych klimatach.

<Ocena: 8/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira

czwartek, 19 marca 2015

Wendy Holden - "Chłopiec i pies"

Książki na faktach w których bohaterami są dzieci oraz zwierzęta to balsam dla mojej duszy. Może dlatego, że sama dzięki zwierzowi (psiakowi imieniem Toby, który towarzyszy mi już 8 lat - zwanym przeze mnie 4 kg szczęścia ;) ) z większą odwagą i uporem wstałam z wózka inwalidzkiego. Czym dla mnie są tego typu książki? Ubraniem w słowa tego co czuję, co myślę i co sama chciała bym wyrazić, bo wiem co zwierzak potrafi dać człowiekowi - szczególnie temu cierpiącemu.

Książka przedstawia nam dwóch bohaterów, którym należy się szacunek. 5-miesięczny owczarek anatolijski, który przez człowieka pozostał kaleką do końca życia. Został przywiązany do torów i tylko cudem uniknął śmierci. Maszynista go dostrzegł, ale niestety zbyt późno i efektem tego jest utrata tylnej łapy i ogona. Mimo to psiak nie stracił zaufania do ludzi - wręcz przeciwnie.
Owen to 8-letni chłopczyk cierpiący na genetyczną chorobę powodującą ciągłe i bolesne napięcie mięśni powodujący stały i silny ból, zniekształca ciało i buzię... Nieśmiały, zamknięty w sobie i skryty malec najlepiej czuje się w domu z ojcem i przybraną matką. Ale zmienia się to, gdy Haatchi - niepełnosprawny owczarek - pojawia się u nich w domu. Oboje się wspierają, uczą jak radzić sobie z niepełnosprawnością, pokazują ludziom, że chory nie znaczy inny!

W książce "Chłopiec i pies" zostaje nam przedstawiona walka chłopca i psa. Nie chcę pisać więcej - po prostu zachęcam do zapoznania się z wyjątkowo krótką, ale pełną wiary i nadziei książeczki. Wierzę, że wielu z Was po nią sięgnie oraz, że powstanie dalszy ciąg losów Owena i Haatchiego!

<Ocena: 10/10>


Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Amber

wtorek, 24 lutego 2015

John Hart - "Ostatnie dziecko"

Jako miłośniczka thrillerów i kryminałów wydawnictwa Sonia Draga sięgnęłam po tą książkę bez wahania. Szczególnie, że jak do tej pory mam za sobą kilka i z każdego byłam bardzo zadowolona. Gdy dołożyłam do tego bardzo ciekawe, pozytywne i budujące opinie na temat "Ostatniego dziecka" nie mogłam nie zabrać jej z bibliotecznego regału. I nadszedł dzień czytania...

Clyde Hunt to policjant, którego lepiej mieć za przyjaciela niż wroga. Uczciwy, szczery, oddany pracy, ale też wrażliwy na cierpienie innych. Prowadzi sprawę zaginięcia nastoletniej Alyssy. Przez rok czasu pochłonięty rozwiązaniem jej zagadkowego zaginięcia nie baczy na to, że rozpadła mu się rodzina, syn się zmienił, a posada w pracy wisi na włosku. Drąży, analizuje, próbuje ruszyć do przodu i spełnić obietnicę daną matce dziewczynki i jej bratu: "Obiecuję, że ją znajdę"
Johny to jej bliźniak. Cały czas wierzy, że znajdzie siostrę, mało tego znajdzie ją żywą. Chłopiec pozostawiony jest sam sobie, gdyż matka po zaginięciu córki i opuszczeniu ich przez męża, a ojca Johnny'ego popadła w załamanie nerwowe. Nadużywa leków i alkoholu, nie kontaktuje ze światem, jej nowy partner to porywczy, agresywny mężczyzna, który zażywa kokainę.
Pewnego dnia ginie następna dziewczynka i wszystko zaczyna się od nowa. Ale tym razem są nowe ślady, podejrzani, dowody...

Brzmi rewelacyjnie i tego oczekiwałam. Książkę czytałam długo, była dla mnie nudna, styl mnie nie przekonywał. Niby chciało się czytać, ale też coś powodowało, że po kilku stronach odkładałam, robiłam przerwy na inną powieść. Podobało mi się raptem ostatnie czterdzieści stron, a nie tego chciałam, nie na to liczyłam. Lekko rozczarowana, ale dalej trwająca w przekonaniu, że Sonia ma coś co kocham i pewna, że do książek pana Harta na pewno jeszcze zrobię podejście, bo nie można oceniać autora po jednej powieści.Osobiście ani nie polecam ani nie zniechęcam, bo jak widać każdy ma swoje zdanie, a moje nie pokrywa się z zaczerpniętymi opiniami...

<Ocena: 5/10>

poniedziałek, 23 lutego 2015

14 lutego "Walentynki" - wizyta w kinie i wrażenia po Greyu

Walentynki, drugi dzień ekranizacji jakże słynnej książki Pani James "Pięćdziesiąt twarzy Greya" i zaproszenie do kina od ukochanego... No to myślę: "To mi się podoba". I choć książka (a w zasadzie jej pierwszy tom, bo tylko tyle przełknęłam) bardzo mnie zawiodła, a przed wyjściem zerknęłam na wymowne i negatywne opinie po dniu premiery na temat tegoż filmu, szłam z nastawieniem neutralnym - nie spodziewając się niczego, a dokładniej niczego konkretnego. Czy był to dobry pomysł? Dla mnie tak. Informuję i ostrzegam, że opinię wydaję jako osoba dla której kino, film i oglądanie to zło konieczne! ;)

Najpierw aktorzy... Obsadzenie Dakoty w roli Any było dla mnie od pierwszego dnia strzałem w dziesiątkę. Skromna, niepozorna, nieśmiała, a zarazem śliczna. Miała jednak wdzięk i wspaniałą dozę zadziorności. Jamie? Przyznaję nie podobała mi się taka opcja, nie umiałam go dopasować do Greya z książki. A jednak w efekcie końcowym, a w zasadzie po kilku minutach filmu stwierdziłam, że ten facet to to! Przystojny (choć pewnie nie do końca takiej urody spodziewały się fanki), enigmatyczny, skryty i poważny. W całości stworzyli wspaniały duet, który bardzo przypadł mi do gustu.

Książka erotyczna, a ekranizacja której do niej dość daleko... Pozwolę sobie ładnie i skromnie odnieść się do słów Christiana z powieści: "Waniliowy seks to seks bez zabawek i dodatków." Mniej więcej tak mogę porównać książkę z filmem, gdzie ten drugi to właśnie nuta waniliowa. Czy to źle? Jak widzę po opiniach wielu osób - bardzo, ale dla mnie... NIE. Problemem jak dla mnie był, będzie i jest fakt, że ludzie idąc do kina szli pewni, że dostaną EROTYK graniczący z porno z konkretnymi elementami BDSM. Dostajemy to w ilości skromnej, słodkiej i delikatnej, a co za tym idzie czy to na pewno to? Znów odpowiem NIE, ale to nie znaczy, że właśnie taka forma nie może być dobra, nie może zadowolić czy zachęcić do przemyślenia...

No właśnie i moja reakcja na film... Książka mnie zawiodła, bo była płytka i śmieszna. A prymitywny język, stylistyka i ogólna treść załamuje. Co dziwne film zrobił na mnie ogromne wrażenie, bo zachęcił do myślenia, którego bym się po tego rodzaju ekranizacji nie spodziewała!!! Ogromne gratulacje jednak za oprawę muzyczną, bo to ona wpływa na zmysły, myśli i odczucia!

Na dziś kończę, a osoby, które dopiero będą zamierzały obejrzeć "Pięćdziesiąt twarzy Greya" zachęcam do tego by poświęciły temu filmowi trochę uwagi i nie szły z konkretnym oczekiwaniem, a otwartym umysłem!

<Ocena: 8/10>

niedziela, 8 lutego 2015

Kenzaburō Ōe - "Zerwać pąki, zabić dzieci"

Książka wpadła w moje ręce tylko ze względu na to, że podjęłam się "Książkowego wyzwania na 2015 r." Ponieważ nienawidzę wojennych klimatów, a takowa książka byłą potrzebna na zaliczenie wyzwania, koniecznie chciałam coś cienkiego i w bibliotece wyszukałam książkę Kenzaburō. Po przeczytaniu na prawdę krótkiego opisu na skrzydełku okładki postanowiłam: "Biorę,bo powinnam dać radę!"

Nie chcę rozpisywać się na temat treści, bo szkoda jej zdradzać. Ważne jest to jakie uczucia to niepozorne maleństwo we mnie wzbudziło - i wzbudzi w wielu z Was jeśli odważycie się wziąć je do ręki.
"Zerwać pąki, zabić dzieci"... sam tytuł nie jednemu z nas daje dużo do myślenia. Książeczka cieniutka, bo cóż to jest 118 stron? A jednak szok ile bólu, krzywdy i okrucieństwa w tak minimalistycznym formacie może się zmieścić. Książka wciąga i hipnotyzuje, przeraża i szokuje. Realistycznie przedstawiona treść powoduje, że momentami ma się ochotę zarzucić czytanie, bo człowieka dobija bezsilność wobec małoletnich bohaterów pozostawionych przez dorosłych samym sobie.

Myślę, że lektura obowiązkowa dla każdego dorosłego, ale nie dla relaksu, a dla przemyślenia. Jeśli spotkacie ją na swej drodze koniecznie przeczytajcie, jeśli nie to poszukajcie, bo na prawdę warto...

<Ocena: 10/10>

poniedziałek, 2 lutego 2015

Erica Spindler - "W milczeniu"

Z Ericą miałam do czynienia już kilkakrotnie. I choć czasami jest świetnie innym razem poziom jest lekko poniżej średniej to i tak mnie przyciąga. Ma coś co każe mi do niej wracać, nie raz, nie dwa, ale cały czas... Jej gatunek thrillera romantycznego czyta się zadziwiająco lekko mimo tajemnicy, zbrodni, mroku...

"W milczeniu" poznajemy Avery Chuavin pochodzącą z małego miasteczka Cypress Springs w Luizjanie dziewczynę. Od kilkunastu lat pracuje i mieszka ona z dala od rodzinnych stron. Wraca, gdy dowiaduje się o samobójczej śmierci ojca. Tyle, że Avery w nią nie wierzy. Zresztą nie tylko ona. A każdy kto zaczyna grzebać ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. To wypadek, to samobójstwo, to nieumyślne spowodowanie śmierci... Mamy urocze miasteczko i mniej urocze tajemnice. Wspaniałych mieszkańców mających już nie całkiem wspaniałe rzeczy na sumieniu. Czy Cypress na prawdę się nie zmieniło przez te lata, gdy Chuvain w nim nie było? A jeśli tak to co tak na prawdę jest tego powodem? Ile krwi się poleje nim tajemnice wyjdą na jaw? Kto w tym miasteczku jest tym dobrym, a kto tym złym? Gdzie kończy się granica między utrzymaniem porządku i prawości, a zbrodnia, nienawiścią i zastraszaniem? Wszystko zostanie wyjaśnione na stronach tej powieści. Wystarczy po nią sięgnąć.

Podsumowując książka wciąga, ma tempo, tajemnice i trochę mroku. Ma swoich dobrych i złych bohaterów, wśród tego romans by ją złagodzić. Mały minus za zbyt łatwe odgadnięcie kto jest winny, kto zabija, kto jest tym złym. Mimo to polecam, bo warto.

<Ocena: 9/10>

Za udostępnienie egzemplarza do przeczytania i zrecenzowania serdecznie dziękuję wydawnictwu Harlequin Mira