wtorek, 4 listopada 2014

Tim Weaver – „Ścigając umarłych”

Książka przez przypadek trafiła w moje ręce, gdy spacerowałam między regałami w księgarni. Przeczytałam króciutka adnotację: „Samotny detektyw w wypełnionej przemocą powieści dla czytelników o mocnych nerwach” i myślę sobie: to coś idealnego dla mnie. Niestety zabrać się za nią miałam czas dopiero niedawno i żałuję, że tyle czekałam.
David Raker były dziennikarz, który gdy zachorowała jego żona w zasadzie porzucił zawód po to by spędzać z nią jak najwięcej czasu. To ona namówiła go by zaczął pracę jako prywatny detektyw i szukał zaginionych. Musiał sam przed sobą przyznać, że praca w pewien sposób go fascynowała. Do czasu, gdy Derryn zmarła, a cały zapał odszedł razem z nią. Pogrążony w żałobie i rozpaczy po utracie ukochanej żony zaprzestał poszukiwania osób. Do dnia gdy znajoma prosi o odnalezienie syna, który… nie żyje. Jakim cudem? O co tak na prawdę chodzi? David wkracza w świat tajemnic, przemocy i mroku. Odkrywa rzeczy, których nikt nie chciał by wiedzieć, dowiaduje się o sprawach z najgorszego horroru, dostaje ostrzeżenia, ale on i tak brnie dalej zaintrygowany w co wdepnął i czemu go ostrzegają, czemu odstraszają. Do chwili, bo gdy David przekracza próg otwartych drzwi za którymi jest… Grozi mu śmierć, gdyż nie może wyjść z wiedzą, którą posiadł. No właśnie jaka to wiedza? Czy Alex – syn znajomej jednak żyje? Jeśli tak to czemu zniknął? Gdzie się podziewał? I jakie tajemnice odkryje Raker?
Powieść jak na debiut młodego dziennikarza szokuje i zaskakuje. I choć jak dla mnie nie jest to pozycja „dla ludzi o mocnych nerwach” to robi wrażenie i nie wyobrażam sobie gdybym ja pominęła. Oryginalna i mroczna książka jako obowiązek dla miłośników thrillerów!
<Ocena: 9/10>

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza